Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 75 76 77 78 79 80 81 82 83 ... 210
Перейти на страницу:

Za­mru­gał i na­gle opu­ścił dło­nie w bez­bron­nym ge­ście. Przez chwi­lę pa­trzył na nią, jak­by chciał rzu­cić jej się do gar­dła i siłą wy­rwać z nie­go opo­wieść, a jego oczy błysz­cza­ły nie­bez­piecz­ną wil­go­cią.

— Sły­sza­łem… — wy­szep­tał wresz­cie. — Wszy­scy tu sły­sze­li hi­sto­rię o szar­ży Oca­lo­nych na puł­ki Yawe­ny­ra. Na sto ty­się­cy za­ku­tych w że­la­zo kon­nych.

Ka­ile­an od­wró­ci­ła wzrok, znaj­du­jąc na­gle mnó­stwo cie­ka­wych rze­czy wo­kół ko­tłów z wrząt­kiem. Nie zna­li się zbyt do­brze, le­piej, żeby nie po­czuł się upo­ko­rzo­ny tym, że wi­dzia­ła jego łzy.

— Naj­wy­żej pięt­na­ście, może szes­na­ście ty­się­cy — mruk­nę­ła. — Więk­szość se-koh­landz­kiej ar­mii była już zdro­wo prze­trze­bio­na ata­ka­mi na Mar­twy Kwiat.

Wes­tchnął głu­cho.

— Mar­twy… zro­bi­li Mar­twy Kwiat? A ry­dwa­ny? Ile zo­sta­ło im ry­dwa­nów?

No tak, fe­la­no.

— Czy te desz­czuł­ki nie mo­czą się zbyt dłu­go? — Wska­za­ła na naj­bliż­szy ko­cioł. — Ro­bo­ta to nie jest coś, co bę­dzie cze­kać wiecz­nie. Po­mo­gę ci i opo­wiem, co wi­dzia­łam, do­brze? A ty mi wy­tłu­ma­czysz, jak masz za­miar zro­bić z tego tar­czę.

Przez na­stęp­ne dwa kwa­dran­se pra­co­wa­li za­wzię­cie z opor­nym, twar­dym drew­nem. Pa­węż, a ra­czej coś, co w tu­tej­szych wa­run­kach za pa­węż ucho­dzi­ło, mia­ła się skła­dać z ośmiu desz­czu­łek po­zio­mych i pię­ciu pio­no­wych, wy­gię­tych i skle­jo­nych ra­zem tak, by two­rzy­ły wy­pu­kłą tar­czę wy­so­ką na pięć i sze­ro­ką na trzy sto­py. Ka­hel-saw-Kir­hu, wy­ja­śniał Kor’ben w prze­rwach mię­dzy prze­kli­na­niem opor­ne­go drew­na i si­ło­wa­niem się z nim, chciał mieć w każ­dym puł­ku dwie kom­pa­nie ta­kich pa­węż­ni­ków, bo w cza­sie bi­twy pod Po­mwe czwo­ro­bok pi­ki­nie­rów po­niósł duże stra­ty od strzał kon­ni­cy. A ko­wal obie­cał, że wy­kom­bi­nu­je, jak szyb­ko do­star­czyć co naj­mniej ty­siąc wiel­kich tarcz.

Ka­ile­an z po­wąt­pie­wa­niem obej­rza­ła owo­ce ich pra­cy.

— Z tego, co tu wy­gię­li­śmy, zro­bisz może ze trzy pa­wę­że. Jak dłu­go bę­dziesz ro­bił resz­tę?

Kor’ben uśmiech­nął się do niej, usta­mi i dłoń­mi. Głup­tas – prze­ka­za­ły jego ręce, lecz ze zna­kiem szcze­rej sym­pa­tii.

— Te­raz nie cho­dzi o tar­cze, lecz o to. — Stuk­nął w drew­nia­ną ramę, któ­ra przy­trzy­my­wa­ła schną­ce desz­czuł­ki. — Wiem już, ja­kich ma być roz­mia­rów, więc wkrót­ce zro­bi­my ta­kich set­kę, a wte­dy zo­ba­czysz, bę­dzie­my mie­li ty­siąc pa­wę­ży w kil­ka dni.

Po­sła­ła mu gest – spry­ciarz.

— To dość me­ekhań­skie — mruk­nę­ła. — Taka ro­bo­ta dla wie­lu lu­dzi roz­lo­ko­wa­nych w róż­nych miej­scach, żeby uzy­skać masę rze­czy do­kład­nie tych sa­mych kształ­tów.

— W koń­cu ja­koś pod­bi­li­ście pół kon­ty­nen­tu. Nie mo­dli­twą i pra­co­wi­to­ścią, lecz sto­ma ty­sią­ca­mi jed­na­ko­wych mie­czy, tar­czy i włócz­ni.

Ra­cja.

Męż­czy­zna usiadł przed na­mio­tem, wy­cią­gnął skądś obły gą­sior i dwa kub­ki. Po­lał.

— Spró­buj. Do­bre.

Po­cią­gnę­ła łyk, wino sma­ko­wa­ło kwia­ta­mi i desz­czem. Usia­dła obok, wy­cią­gnę­ła nogi. Przy­jem­nie było wresz­cie od­po­cząć i roz­pro­sto­wać ko­ści.

— Opo­wiesz? O bro­dzie przy Las­sie…

Opo­wie­dzia­ła, po­mi­ja­jąc wę­drów­kę przez Mrok i to, jak tra­fi­ła na pole bi­twy; to była zbyt dziw­na część tej hi­sto­rii. Ale opo­wie­dzia­ła mu, jak zna­la­zła swo­ją naj­młod­szą ku­zyn­kę wi­szą­cą na ha­kach, jak po­sła­ła ją do obo­zu Ver­dan­no w to­wa­rzy­stwie ko­bie­ty, któ­rą ci ostat­ni po­win­ni z miej­sca za­bić. Jak Wo­za­cy wy­szli w pole, po­rzu­ca­jąc osło­nę ta­bo­rów, a ich gniew był ni­czym ogień. I jak Wid­mo­we Wil­ki – Oca­lo­ne Dzie­ci uj­rza­ły praw­dę, a po­tem rzu­ci­ły się na ar­mię Ojca Woj­ny i zmiaż­dży­ły ją. To była do­bra opo­wieść, na­wet snu­ta tyl­ko w ana­ho. Nie mia­ła ta­len­tu ani od­wa­gi, by przed­sta­wić ją w Wy­so­kiej Mo­wie, ale Kor’ben Ol­he­war na­wet o to nie pro­sił.

Sie­dział obok niej i chło­nął każ­de sło­wo.

— La­skol­nyk zo­sta­wił Wo­za­kom część wol­nych cza­ar­da­nów, któ­re ze­brał do bi­twy, spóź­nił się na nią zresz­tą, a obo­zy mają wy­star­cza­ją­co dużo zło­ta, by je opła­cić. Na­jem­ni­cy, Sah­ren­dey, Wil­ki i ta­bo­ry to dość, by po­ła­mać każ­dą rękę, któ­ra znów się­gnie po wo­zac­kie zie­mie — za­koń­czy­ła.

Ko­wal mil­czał i tyl­ko raz po raz uno­sił ku­bek do ust. Wresz­cie prze­chy­lił go i opróż­nił jed­nym hau­stem.

— Do­bra opo­wieść, dziew­czy­no. Bar­dzo do­bra. Nio­są­ca na­dzie­ję. A te­raz co? Nie je­stem głup­cem, wiem, że nie przy­szłaś tu, by po­ga­dać w av’ana­ho. Mam ci się od­wdzię­czyć, zdra­dza­jąc na­sze se­kre­ty? Pla­ny lu­dzi, któ­rzy prę­dzej umrą, niż po­zwo­lą so­bie znów za­ło­żyć ob­ro­że. — Do­tknął szyi, na któ­rej wciąż od­bi­jał się pas ja­śniej­szej skó­ry.

Jego spoj­rze­nie było czuj­ne i sku­pio­ne. Wzru­szy­ła ra­mio­na­mi i bez py­ta­nia do­la­ła so­bie i jemu wina.

— Pró­bu­jesz mnie upić otu­ma­nić? — za­kpił sło­wa­mi i ge­stem.

— Oczy­wi­ście. My­ślę, że po na­stęp­nych trzech, czte­rech gą­sio­rach bę­dziesz tak pi­ja­ny, że po­wiesz mi wszyst­ko, co wiesz. No bo ja szpie­giem je­stem okrut­nie spryt­nym i za­wsze upi­jam wiel­kich męż­czyzn, za­nim wy­krad­nę ich se­kre­ty — od­po­wie­dzia­ła drwią­co, ale cał­kiem na po­waż­nie unio­sła ku­bek do to­a­stu. — Za obóz New’harr, któ­ry pierw­szy zszedł z gór i pierw­szy upu­ścił Se-koh­land­czy­kom krwi.

Prze­pi­li.

— Nie będę py­tać o wa­sze pla­ny, obie­cu­ję. Ale za­py­tam o tego Bły­ska­wi­cę. Sta­łeś koło nie­go w na­mio­cie, a on prze­żył. Ja­kim cu­dem?

Kor’ben Ol­he­war wzru­szył sze­ro­ki­mi ra­mio­na­mi.

— Jest do­wód­cą na­szej jaz­dy. A jej więk­szość sta­no­wią byli ko­czow­ni­cy. Z róż­nych szcze­pów. Nie tyl­ko Me­ekhań­czy­cy i Ver­dan­no tra­fia­li do nie­wo­li, dziew­czy­no. Jak się przyj­rzysz, znaj­dziesz tu wszyst­kie ple­mio­na Wiel­kich Ste­pów, a tak­że z in­nych czę­ści świa­ta, z pu­sty­ni, znad mo­rza, z wiel­kich rów­nin, gdzie czar­ni lu­dzie po­lu­ją na ba­wo­ły i sło­nie. Pore i ja… Ni­g­dy mi nie po­wie­dział, dla­cze­go zo­stał sprze­da­ny w nie­wo­lę, a ja nie py­ta­łem. Gdy mnie wy­li­cy­to­wa­no na tar­gu nie­wol­ni­ków, tra­fi­łem do ko­pal­ni, gdzie przy­ku­li mnie do kie­ra­tu, bym krę­cił ko­łem, któ­re na­pę­dza­ło win­dę wy­wo­żą­cą uro­bek. I na­uczy­łem się szyb­ko, że ruda że­la­za jest cięż­ka jak… jak że­la­zo. A pew­ne­go dnia przy­pro­wa­dzi­li tego kur­du­pla i przy­ku­li do tego sa­me­go koła. To, co mną wte­dy szarp­nę­ło…

1 ... 75 76 77 78 79 80 81 82 83 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)