Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]

Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:

Środowisko Galaktyczne XXI wieku, zamieszkiwane przez uporządkowane i pokojowe międzygwiezdne społeczeństwo, nie było stosownym miejscem dla nieuleczalnych awanturników, ukrytych psychotyków czy bezwzględnych oszustów. Tak więc gdy na Ziemi odkryto jednokierunkowy tunel czasowy prowadzący w przeszłość odległą o sześć milionów lat, niedostosowani społecznie — zgłodniali przygód, romantyki nieznanego ludzie — zapragnęli życia wolnego od dławiących praw Środowiska. Każdy z nich poszukiwał szczęścia takiego, jakie sobie wyobrażał. Ale kto mógłby przewidzieć, co ich tam czeka
1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 116
Перейти на страницу:

— Masz za swoje, Klaudiuszu — parsknął Ryszard. — Więc… jeśli znajdą się zainteresowani, to ta kadź trąbizupki już bardziej gotowa nie będzie.

— A więc jedzmy — rzekła Madame. — Wkrótce dołączą tu Peo i jego wojownicy. — Podniosła głos: — Mes enfants! Wszyscy na kolację!

Powoli zbliżyli się wszyscy siedzący dotychczas przy mniejszych ogniskach; trzymali miski i naczynia do picia. Motłoch składał się z około dwustu osób; znacznie więcej było mężczyzn niż kobiet i tylko garstka dzieci, równie cichych i czujnych jak dorośli. Większość była ubrana w skóry kozłowe lub samodziałowe chłopskie stroje. Nie wyglądali na jakichś wyjątkowych ludzi, nikt też nie miał na sobie tak dziwacznego, ekscentrycznego ubrania, jak niektórzy chrononauci z byłej karawany do Finiah. Ludzie z Motłochu nie wyglądali ani na przybitych, ani zrozpaczonych, ani fanatyków. Pomimo że wskutek myślowego alarmu Madame jeszcze niedawno ratowali życie ucieczką, nie wyglądali na przerażonych. Pozdrawiali starszą panią poważnie lub wesoło, a wielu z nich nawet uśmiechało się lub żartowało z Ryszardem i resztą kucharzy rozdających pospiesznie przygotowany posiłek. Gdyby ten oddział partyzancki określić jednym słowem, powinno ono brzmieć: zwyczajny.

Amerie przyglądała się twarzom tej garstki wolnych ludzi zastanawiając się, co ich natchnęło do rzucenia wyzwania Obcym. Byli przecież wygnańcami, których marzenia znów stały się treścią ich życia. Czy było możliwe, aby ten mały zalążek urósł… a nawet zwyciężył?

— Drodzy przyjaciele — powiedziała Madame — mamy między sobą nowo przybyłych, których wszyscy widzieliście, ale niewielu poznało. To z ich powodu musieliśmy się tutaj zebrać. Ale z ich pomocą możemy mieć nadzieję, że znacznie szybciej osiągniemy nasz wysoki cel. — Przerwała i rozejrzała się po oddziale. Panowała cisza, przerywana tylko trzaskaniem i sykiem polan w ogniu. — W czasie posiłku poproszę tych nowo przybyłych, by nam opowiedzieli, jak się dostali z więzienia Zamku Przejścia do tego wolnego kraju. — Zwróciła się do Grupy Zielonej i zapytała: — Kto przemówi w waszym imieniu?

— A któż by inny? — powiedział Ryszard i wskazał chochlą na Klaudiusza.

Starszy pan wstał z miejsca. Przemawiał przez prawie kwadrans bez przerwy do chwili, kiedy jego opowieść doszła do punktu dania przez Felicję sygnału do ataku na Epone. W tym momencie rozległo się głośne syczenie. Kotek Amerie wyskoczył z jej rąk i stanął sztywno naprzeciw wejścia do Drzewa, jak miniaturowa puma stawiająca czoło napastnikom.

— To Peo — rzekła Madame.

Dziesięciu ludzi, wszyscy uzbrojeni w łuki i miecze, wkraczało teraz do schroniska tupiąc i ociekając wodą. Prowadził ich olbrzymi mężczyzna w średnim wieku, niemal tak potężnie zbudowany jak Stein, ubrany w irchowy strój północnoamerykańskiego Indianina, ozdobiony frędzlami i muszelkami. Przybyłym podano jedzenie i zrobiono miejsce przy ognisku. Wtedy Klaudiusz podjął przerwany wątek i doprowadził opowieść do końca. Usiadł, a Madame wręczyła mu kubek grzanego wina.

Nikt się nie odezwał, póki szpakowaty Indianin spytał:

— Więc to żelazo… żelazo zabiło Lady Epone?

— I tylko ono — oświadczył Ryszard. — Była poszarpana zębami na strzępy, a ja zadałem jej parę niezłych ciosów mieczem z brązu, ale jeszcze wówczas prawie, że mnie wykończyła. A wtedy z jakiegoś powodu spróbowałem użyć sztylecika Felicji.

Czerwonoskóry zwrócił się do dziewczyny i polecił:

— Daj mi go.

— A kimże ty, u diabła, jesteś? — zapytała chłodno.

Ryknął śmiechem, którego echo rozbrzmiało w pustym wnętrzu Drzewa jak w pustej katedrze.

— Jestem Peopeo Moxmox Burke, ostatni wódz plemienia Walla walla i były sędzia Sądu Najwyższego Stanu Waszyngton. W poprzedniej kadencji byłem przywódcą tej bandy paskudników, obecnie zaś jestem szefem jej sił policyjnych i naczelnym dowódcą sił zbrojnych. Czy teraz mogę już obejrzeć sztylet?

— Uśmiechnął się do Felicji i wyciągnął ogromną dłoń.

Dziewczyna rzuciła na nią z trzaskiem złotą pochwę. Burkę wysunął małe, wąskie ostrze i podniósł je w świetle ogniska.

— Stop stali nierdzewnej, samoostrząca się klinga — powiedziała Felicja. — Na Akadii pospolita zabawka, przydatna do dłubania w zębach, krojenia kanapek, wycinania radiosygnalizatorów kradzionemu bydłu oraz uziemiania nieostrożnych napastników.

— Wygląda zupełnie zwyczajnie, poza złotą rękojeścią.

— Amerie ma na ten temat własną teorię — rzekł Klaudiusz. — Opowiedz mu, dziecko.

Mniszka wyłożyła swą hipotezę o możliwym śmiertelnym działaniu żelaza na noszących obręcze kosmitów. Burkę słuchał uważnie, po czym mruknął:

— To możliwe. Żelazo działające na siły życiowe prawie jak neurotoksyna.

— Zastanawiam się… — zaczęła Felicja patrząc na Madame z niewinnym wyrazem twarzy.

Starsza pani podeszła do Wodza Burkę i wzięła od niego nożyk. Gdy przyłożyła jego ostrze do własnego gardła poniżej złotego kręgu i nakłuła skórę, wszyscy obecni wstrzymali oddech. Na jej szyi ukazała się duża kropla ciemnej krwi. Madame oddała sztylet Bur kemu.

— Wygląda na to — powiedziała cicho Felicja — że Madame jest silniejszej kompleksji niż Tanowie.

— Sans doute — zabrzmiała sucha odpowiedź.

Burkę patrzył w zamyśleniu na małą klingę.

— To niewiarygodne, że nigdy nie pomyśleliśmy, by użyć przeciw nim żelaza. Ale uzbrojenie z vitroduru i brązu jest tak łatwo dostępne. I nigdy nie wpadliśmy na to, czemu oni tam w Zamku konfiskują wszystkie wyroby stalowe… Khalid Khan!

Wśród tłumu stanął chudy mężczyzna z płonącymi oczami, strzępiastą brodą i w turbanie niepokalanej czystości.

— Umiem wytapiać żelazo równie dobrze jak miedź, Peo. Wystarczy, że dostarczysz rudę. Zakaz religijny obrabiania żelaza, który Tanowie narzucili swym ludzkim poddanym, doprowadził nas przez czystą inercję do posługiwania się miedzią i brązem.

— Kto wie, gdzie można znaleźć rudę żelaza?

— zwróciła się do zgromadzonych Madame.

Panowała cisza, wreszcie odezwał się Klaudiusz:

— Mógłbym wam w tym pomóc. My, starzy łowcy skamielin, mamy też pewne pojęcie o geologii. Około stu kilomów stąd na północo-zachód, w dolnym biegu Mozeli, powinno się znajdować dostępne złoże. Będzie to blisko miejsca, gdzie w przyszłości zostanie zbudowane Nancy.

— Odlewać żelazo powinniśmy tam na miejscu — rzekł Khalid Khan. — Najlepiej zacząć od grotów do strzał. Także ostrza lanc. Trochę małych noży.

— Możecie spróbować jeszcze jednego eksperymentu — dodała Amerie — gdy już będziecie mieli mocne żelazne dłuto.

— Jakiego, Siostro? — zapytał metalowiec w turbanie.

— Spróbujcie zdejmować nim szare obroże.

— Do diabła! — zawołał Peopeo Moxmox Burke.

— Żelazo może powodować krótkie spięcie połączenia między mózgami noszących obroże i obwodami przymusu — kontynuowała mniszka. — Musimy znaleźć jakiś sposób uwalniania tych ludzi!

Jeden z wojowników Burkego, muskularny mężczyzna pykający fajkę z pianki morskiej, powiedział:

— Na pewno. Ale co z tymi, którzy nie zechcą zostać uwolnieni? Być może nie wiesz, Siostro, że wcale niemało ludzi jest całkiem zadowolonych ze swej brudnej symbiozy z kosmitami. Szczególnie żołnierze. Iluż z nich to sadystyczni wykolejeńcy, spełniający z rozkoszą role wyznaczone im przez Tanów. Madame Guderian dodała:

1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 116
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)