Dzieci Boga [Children of God - pl]
- Автор: Расселл Мэри Дория
- Год: 2000
- Язык: польский
- Год: Zysk i S-ka
- ISBN: 83-7150-596-5
- Переводчик: Andrzej Polkowski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:
Sofia donosiła o tym wszystkim Supaariemu w czasie ich codziennych kontaktów radiowych, opowiadając mu o intuicji jego córki, ojej sprycie i zdolności do twórczego myślenia, ojej psotach i dobroci serca. Jego reakcje wiele Sofii mówiły. Jeśli akurat był pośród Runów, miękł, śmiał się i zadawał pytania. Jeśli jednak był w jakimś mieście, wśród Jana’atów, przesycony zapachem Runów, milcząco znosząc bezmyślne upokorzenia, aby poznać ich fortyfikacje i siłę garnizonu, opowieści o zdolnościach i sukcesach jego córki rozpalały w nim prawdziwy gniew.
— A oni chcą jej śmierci — mówił z oburzeniem, które Sofia rozumiała i podzielała. — Chcą śmierci takiego dziecka!
A jednak prawie nigdy nie odwiedzał Ha’anali. To Sofia również rozumiała. Nie chciał się osłabiać. Musiał skupić się na czystych i nieskomplikowanych emocjach wojny. Jego towarzyszem na co dzień nie mogło być niezwykle uzdolnione dziecko bez przyszłości, tylko waleczna Runao, której zapał i poświęcenie dla sprawy budowy nowego świata dorównywały jego zapałowi i poświęceniu — Djalao VaKashan.
Wszystko wskazywało na to, że są kochankami. Sofia wiedziała, że między przedstawicielami obu gatunków jest to możliwe i akceptowane. Djalao nie miała męża. „Moimi dziećmi jest mój lud”, mówiła. Sofia rozumiała też, czym Djalao była dla Supaariego: ucieleśnieniem udzielonego mu przez Runów szacunku i uznania w nim tego jedynego djanada, który wart był nazywania go jednym z Nas, jednym z Ludu. Supaari dzielił z nią życie pełne zagrożeń, dzielił z nią marzenia i pracę. Dlaczego nie miałby dzielić z nią wytchnienia i ulgi? Sofia nie żałowała im tego. Inna kobieta mogłaby być zazdrosna, ale nie Sofia Mendes. W końcu przetrwała, bo potrafiła zdusić w sobie wszelkie uczucia — i zobojętnieć na uczucia innych. A miłość była długiem, którego wolała nie zaciągać.
— Kiedy Izaak po raz pierwszy zainteresował się genetyką? — zapytał Daniel Żelazny Koń pod koniec swojego życia.
Sofia była już wówczas prawie całkowicie niewidoma — jedyne oko pokryła katarakta — a długotrwały brak wapna sprawił, że była pokrzywiona i zgięta w pół. Staruszka, myślała o sobie. Ruina.
— To było wtedy, kiedy wszyscy troje mieszkaliśmy wciąż w Trucha Sai, Izaak, Ha’anala i ja. Izaak miał chyba dwadzieścia lat. Może dwadzieścia pięć według twojej rachuby… bo tu lata są dłuższe. To było na krótko przed jego odejściem. — Przez chwilę milczała, przypominając sobie te lata. — Myślę, że życie wśród Runów zaczęło go coraz bardziej męczyć. Ta ustawiczna gadanina… Sam wiesz. Ale ty się przyzwyczaiłeś, nauczyłeś się wyłączać. Izaak tego nie potrafił, a ciągły gwar bardzo mu dokuczał. Kiedy był młodszy, zatykał uszy palcami i jęczał… po prostu żeby to zagłuszyć. Ale kiedy dorósł, nie mógł tego znieść. Spędzał coraz więcej czasu samotnie, a pewnego dnia zniknął.
— AHa’analaposzłazanim?
— Tak.
Księża okazywali jej zawsze tyle cierpliwości, kiedy milkła. Czasami po prostu zapominała, o co ją zapytano i gubiła się we własnych myślach. Ale nie tym razem. Tym razem trudno jej było stawić temu czoło i w końcu uznała, że musi na to spojrzeć z dystansu.
— Ruńskie dzieci pytały się o pogodę, o słońca i księżyce, o rośliny. Skąd się bierze deszcz? Dlaczego księżyce zmieniają kształty? Dokąd idą słońca w nocy? W jaki sposób z małych ziarenek wyrastają olbrzymie drzewa w”raliil Dobre pytania. Musiałam nieźle się namęczyć, żeby na wszystko im odpowiedzieć, żeby mieć z nimi kontakt. Utrzymywały mój umysł przy życiu. Ale one nigdy nie pytały o nas, ludzi, o różnice między gatunkami. — Znowu zamilkła, jakby ją coś uderzyło. — Tylko Ha’anala zadawała takie pytania. Dlaczego ty i Izaak nie macie ogonów? Co się stało z twoim futrem? Dlaczego ja mam tylko trzy palce, a nie pięć, tak jak wszyscy?
— Co jej odpowiadałaś?
Taki spokojny człowiek, pomyślała Sofia. Taki delikatny, tak wystrzegający się ocen. Kiedy była młoda, myślała, że wszyscy księża lubią potępiać i straszyć karami. Właściwie dlaczego tak myślałam? Przecież nie znałam żadnego księdza. Ach, tu właśnie był korzeń strachu i nienawiści… Bo żadnego nie znałam…
Zaczynasz dryfować, Mendes, skarciła się w duchu.
— No więc najpierw mówiłam jej to, co zawsze powtarzał w takich sytuacjach Marc Robichaux: Bo tak się spodobało Bogu. — Wyciągnęła rękę, by dotknąć twarzy Danny’ego, by zobaczyć, czy się uśmiecha. Miał taką gładką skórę… Trzymaj się tematu, Mendes, skarciła się ponownie. — Ha’anala rozumiała różnicę między Bogiem a nauką, że to różne sposoby… równoległe sposoby… myślenia o świecie. No więc. W bibliotece „Magellana” były bardzo dobre programy Al wprowadzające w podstawy genetyki. Były tam graficzne schematy spiral DNA ludzkiego, a w swoim laptopie miałam pracę Annę Edwards i Marca Robichaux na temat genetyki VaRakhatów. Więc pokazałam jej to wszystko.
— A Izaak? Jemu też pokazałaś struktury DNA tych trzech gatunków?
— Nie bezpośrednio. Kiedy uczyłam Ha’analę, Izaak był zawsze blisko. Czasami miałam wrażenie, że słucha. Chyba rzeczywiście słuchał. Nigdy nie wiedziałam, czy zwraca na coś uwagę. Albo może sam wchodził później w te pliki. Zdarza się, że dzieci autystyczne, obdarzone normalną lub wyższą od przeciętnej inteligencją, pochłania jakiś jeden temat.
Musiało to być dla niego znakomitym ograniczeniem chaosu i hałasu, który go otaczał, pomyślała. Proste, uporządkowane, wyjaśniające. Adenina, cytozyna, guanina, tymina — to wystarczało.
Milczenie się przeciągało. Może Danny też błądzi gdzieś myślami?
— Pani Quinn — odezwał się po jakimś czasie i lekko się uśmiechnął. Jakie to dziwne usłyszeć taki zwrot po tylu latach… — Czy pani coś podejrzewała? Czy było w nim coś, co kazało pani zadać sobie pytanie, czy Izaak może być…
Nikt nie mógł wypowiedzieć tego słowa. Było zbyt przerażające.
— Nie — powiedziała. — Nie, dopóki nie usłyszałam muzyki. Nie miałam pojęcia. Natomiast od początku wiedziałam, że Ha’anala jest kimś wyjątkowym. Kiedyś próbowałam jej wyjaśnić tę wojnę i opowiedziałam jej o Wyjściu. Chciałam, żeby poznała dzieje wyzwolenia hebrajskich niewolników, bo sądziłam, że to jej pomoże zrozumieć, dlaczego Runowie walczą, ale ona zafascynowała się filmami ukazującymi Egipt, a zwłaszcza setkami egipskich bogów. Kilka dni później powiedziała: „Egipcjanie widzieli swoich bogów. Jeśli chcieli rozmawiać z bogiem rzeki, ubierali się pięknie, przygotowywali i szli do niego, a on ich oglądał od najlepszej strony. Boga Izraela nie można zobaczyć, ale On widzi nas… zawsze… kiedy jesteśmy przygotowani i kiedy nie jesteśmy przygotowani, kiedy jesteśmy w dobrym nastroju i kiedy jesteśmy w złym albo kiedy w ogóle o Nim nie myślimy. Przed takim Bogiem nic się nie ukryje. Dlatego budzi lęk”.
— Ciekawe spostrzeżenie — zauważył Daniel Żelazny Koń.
— Tak. To było niezwykłe dziecko…
Sofia urwała, uderzona pewną myślą. Może Ha’anala wcale nie była niezwykła. Może była normalnym przedstawicielem swojego gatunku, a Sofia znała tylko ją. I Supaariego. A teraz… Tylu zginęło, pomyślała, zaciskając swoje małe, pokrzywione przez artretyzm ręce. Tylu zginęło…
Wtedy odezwał się ten drugi ksiądz, Sean Fein.
— A co jej powiedziałaś o Bogu Izraela?