Dzieci Boga [Children of God - pl]
- Автор: Расселл Мэри Дория
- Год: 2000
- Язык: польский
- Год: Zysk i S-ka
- ISBN: 83-7150-596-5
- Переводчик: Andrzej Polkowski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:
— Kiedy uruchomią się wszystkie silniki — ostrzegł ich Carlo — odzyskamy pełną moc i…
Oznaczało to pełną, normalną grawitację. Podłogi nagle znalazły się tam, gdzie być powinny, a każdy, kto nie potłukł się wcześniej, kiedy system kierowania spowolnił i zatrzymał obrót, mógł teraz skorzystać z szansy zarobienia kilku siniaków.
— No i po wszystkim! — zawołał wesoło Carlo, tryskając werwą i owym prawie magicznym samozadowoleniem, charakterystycznym dla przystojnych Włochów w średnim wieku. — Wszystko poszło tak gładko, jak tylko można było sobie życzyć. Proszę wszystkich o zameldowanie się w mesie.
Okazało się, że mimo wszystko nikt poważnie nie ucierpiał. Kiedy automatyczny pilot pootwierał wszystkie drzwi, wyszli z kabin i zjawiali się jeden po drugim w mesie, nadzy lub w szortach. Frans, dzięki swym obfitym pokładom tłuszczu i wrodzonej flegmatyczności, nie zarobił nawet siniaka, a Nico w ogóle nie zdawał sobie sprawy z zagrożenia, uważając to, przez co przeszli, za rodzaj dość zabawnego ćwiczenia. Joseba milczał i oddychał ciężko, ale poza tym nic mu się nie stało. Sean był widocznie wstrząśnięty, natomiast Danny Żelazny Koń skupiony i czujny. Sam Carlo wiedział dokładnie, które z Newtonowskich praw podziałało na poszczególne części jego ciała, ale zachował pełną sprawność fizyczną. John też twierdził, że nic mu nie jest i natychmiast zabrał się do pracy: odnalazł w kuchni uszkodzoną pompę wodną, odciął dopływ wody i zabierał się do załatania przecieku razem z Nikiem. Sandoz był spokojny, bo nawet awaria nie była w stanie wzbudzić w nim żadnych emocji. Stwierdził tylko:
— Popsuła mi się jedna proteza, ale chyba da się naprawić. Poza drobnymi rozcięciami i siniakami nikt nie odniósł poważniejszych obrażeń, może dlatego, że w momencie zderzenia prawie wszyscy byli w łóżkach. Nie dając im czasu na poddanie się pourazowej panice, Carlo przydzielił każdemu zadanie, wydając krótkie polecenia suchym, rzeczowym głosem:
— Chcę, żeby wszyscy nałożyli skafandry i chodzili w nich, aż uzyskamy pewność, że statek jest całkowicie ustabilizowany.; Nico, jak się ubierzesz, zabierz się do sprzątania. Zacznij od kuchni. Zrób don Gianniemu listę uszkodzeń. Sean, pomóż Sandozowi nałożyć skafander, a potem sam się ubierz…
— W skafandrze nie będę mógł władać rękami — zaoponował Sandoz. — Nie mogę…
— Tylko do czasu, kiedy się upewnimy, że wszystko jest w porządku. — Sandoz wzruszył ramionami, zrezygnowany lub obojętny. — Frans, jak tylko będziesz gotowy, weź Sandoza i idźcie do sterowni. Sandoz, pomożesz mu w sprawdzeniu wszystkich systemów. Sprawdźcie dokładnie stan statku, system po systemie. Wszystkie komendy można wydawać głosem, a jak tylko minie zagrożenie, pozbędziemy się skafandrów. Candotti, zostaw zmywanie podłogi Nicowi, a sam sprawdź, czy nie ma przecieków na innych poziomach. Mogą być jakieś inne uszkodzenia, a chyba nie chcemy, żeby coś nam wyciekło. Sean! Obudź się! Pomóż Sandozowi założyć skafander.
Kiedy reszta wyszła, Carlo przemówił do Joseby i Danny’ego.
— Kiedy się upewnimy, że statek jest cały i sprawny, najważniejsze będzie reaktywowanie napowietrzania biologicznego i systemów oczyszczających.
Dopiero teraz Joseba i Danny spojrzeli na tubę Wolvertona i zamarli z przerażenia na widok zniszczonych upraw.
— Panowie, to nie koniec świata — uspokajał ich Carlo. — Możemy utrzymać dobrą jakość powietrza, używając filtrów wodnych, mamy też zapasowe generatory tlenu. Nie chciałbym jednak tracić pełni sprawności jakiegokolwiek systemu, więc trzeba uratować tyle roślin, ile się da. To twoje zadanie, Joseba. Jeśli wszystkie są już martwe, możemy odtworzyć plantację w ciągu paru miesięcy, mamy bowiem na pokładzie ziarna. Kiedy Sean będzie wolny, zajmie się zbiornikami rybnymi. Niech sprawdzi, czy nie ma żadnych przecieków i pęknięć. Sądzę, że tilapie przeżyły tę wirówkę, ale trzeba dokładnie sprawdzić zbiorniki i oczyścić wszystkie filtry.
Joseba stał przez chwilę jak oniemiały, ale w końcu drgnął i poszedł do swojej kabiny, aby włożyć skafander i upewnić się, że Sean i Sandoz zrobili to samo.
— Ave, Cezarze! — zawołał Danny Żelazny Koń do Carla, gdy zostali sami. — Ty zimny draniu.
Carlo uniósł jedną rękę dłonią na zewnątrz, drugą złożył na piersiach, przybierając pozę dostojnego Rzymianina.
— Nie jestem zimnym, pozbawionym skrupułów egoistą — oświadczył, unosząc władczo brwi. — Jestem królem-filozofem, wcieleniem stoickiego spokoju ducha.
— Tylko z wyglądu. Wy, członkowie rodu Giulianich, jesteście skurwysynami o kamiennych sercach.
— To samo mówił mi ojciec — powiedział Carlo spokojnie. — Moja matka zaprzeczyła wszystkiemu i zażądała testów DNA. Ubieraj się. Pójdziesz ze mną. Musimy sprawdzić kadłub i zobaczyć, w jakim stanie są nasze promy. Myślę, że będziemy lepiej spać, jak załatamy tę dziurę czymś bardziej godnym zaufania od grudki błota.
— Taśmą izolacyjną? — zapytał Danny, kiedy szli ku spiralnym schodkom wiodącym do ich kabin na dolnym poziomie. Carlo roześmiał się, ale zanim zdążył przejść przez luk, Żelazny Koń wyciągnął swoje potężne ramię, blokując mu drogę.
— Byliśmy blisko? — zapytał, wpatrując się w niego spokojnie.
— Będę wiedział, jak zbadam kadłub — orzekł Carlo, ale Danny wciąż zagradzał mu przejście, więc cofnął się o krok i stał nieruchomo, założywszy ręce na kark i przekrzywiwszy głowę. Ci, którzy go znali, uważali go za człowieka wybrednego i wyrafinowanego: Carlo Giuliani rzadko używał wulgarnych słów, jeśli sytuacja naprawdę ich nie wymagała.
Tak kurewsko blisko — powiedział spokojnie, wyraźnie oddzielając słowa — że jedyną przyczyną, dla której jeszcze żyjemy, może być tylko to, o czym mówili papież i Don Vincenzo: Bóg chce mieć Sandoza na Rakhacie.
Przez dłuższą chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. Potem Danny opuścił rękę, kiwnął głową i zaczął iść w dół.
Kwadrans później, ubrani w skafandry ciśnieniowe, Danny i Carlo spotkali się ponownie na korytarzu pomiędzy swoimi kabinami i zaczęli obchodzić wszystkie pomieszczenia, poszukując uszkodzeń. Polecenie Carla, by wszystko zabezpieczać i trzymać w zamkniętych schowkach, było dość skrupulatnie przestrzegane, co zapewne oszczędziło im poważniejszych obrażeń. W kabinach panował bałagan, ale nie zwracali na to uwagi, odkładając na bok skłębioną pościel i ubrania, by sprawdzić dokładnie ściany, podłogi i sufity.
Wszystkie grodzie pokryte były odpornym na naprężenia powierzchniowe polimerem, ale skutki gwałtownego wirowania statku dało się zauważyć wszędzie. Ponieważ zderzenie z meteorytem było jedynym możliwym scenariuszem awarii w przestrzeni kosmicznej, Carlo wybrał odpowiedni asteroid i przygotował go do lotu, mając to na względzie. Mogły, rzecz jasna, powstać pęknięcia w powłoce zewnętrznej, ale to mogli sprawdzić tylko sondą dźwiękową. Ważne było, że umożliwiający życie cylinder wewnętrzny „Bruna” nie został uszkodzony na tyle, by groziło to natychmiastowym rozdarciem kadłuba.
Przechodząc przez mesę w drodze do hangaru promów, Carlo zauważył, że Nico uporał się już z kuchnią. Żywność i sprzęty trzymano w przytwierdzonych do podłogi lub ścian zamkniętych pojemnikach, więc trochę bałaganu narobiła tylko patelnia, na której Sandoz smażył sobie jajecznicę. Carlo, zadowolony z dotychczasowej inspekcji, zatrzymał się w sterowni, gdzie Frans i Sandoz dokonywali już diagnozy systemów.
— Gdzie twój skafander, Frans? — zapytał Carlo. Jego głos, przefiltrowany przez mikrofon i głośnik, brzmiał spokojnie, ale można było w nim wyczuć groźbę.