Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 75 76 77 78 79 80 81 82 83 ... 137
Перейти на страницу:

Najczęściej śniła, że jest na jakimś lotnisku i czeka na ogłoszenie jej lotu albo na dworcu; za każdym razie jechała gdzieś, by spotkać się z Jimmym. Czasami szła jakąś znajomą ulicą w Tokio lub Warszawie, a czasami znajdowała się w jakimś chimerycznym, nieznanym miejscu, ledwo przypominającym Ziemię. Prawie zawsze była sama, ale raz, siedząc w jakiejś kafejce i przysłuchując się toczonym w niej rozmowom, zobaczyła wchodzącego Sandoza — spóźnionego, jak zwykle. „Gdzie byliśmy?”, zapytał, siadając naprzeciw niej. „Byliśmy zakochani”, odpowiedziała i obudziła się, wstrząśnięta własnymi słowami, których nigdy nie wypowiedziała na jawie.

Tamtej nocy leżała z otwartymi oczami, wsłuchana w dochodzące z puszczy szelesty i trzaski, i próbowała odtworzyć elementy rzeczywistości, z których zbudowany był ten sen. Kafejka musiała być w Cleveland, to oczywiste. Kiedy po raz pierwszy spotkała Sandoza? I nagle napłynęło natarczywe pytanie: Ile właściwie mam lat? Policzyła i wzdrygnęła się, kiedy otrzymała wynik. Prawie pięćdziesiąt. Siedemnaście lat tutaj. Dłużej niż w Stambule! Tak długo jeszcze nigdzie nie mieszkała.

— Sipaj, Fia — zapytała ją kiedyś Ha’anala, córka Supaariego — nie jest ci przykro, że twoi ziomkowie zostawili cię tutaj samą?

— Wszystko, co się dzieje, ma jakiś cel — powiedziała jej Sofia. — Teraz moimi ziomkami są Runowie, no i twój lud.

Powiedziała to z silnym przekonaniem, bo już dawno zepchnęła swoją żałosną rozpacz na dno duszy, gdzie spoczęła, przywalona ciężarem czystego, bezinteresownego oburzenia z powodu zniewolenia Runów. Odkryła swój cel życia na Rakhacie. Przybyła tu, by nauczyć VaRakhatów jednego słowa: sprawiedliwość.

Wszędzie, na całym największym kontynencie Rakhatu, Supaari VaGayjur, Djalao VaKashan i ich zwolennicy użyczali swego głosu niewypowiedzianym dotąd żalom i pretensjom. Zwykłą broń, jaką posługują się uciśnieni — pozorną uległość i ciemnotę, drobne kradzieże i nieposłuszeństwa, ociężałość i dobrze udawaną tępotę — wszystko to odłożono na bok, otwarcie sięgając po zdumiewającą i ożywczą siłę. Jak olbrzymy powstające na dźwięk wyzwalającego ich z wielowiekowego snu zaklęcia, Runowie otrząsali się z niemocy i bezsilności, odnajdując swą prawdziwą moc, o której uprzednio wiedzieli tylko Jana’atowie, słusznie się jej obawiając.

Po pierwszych gwałtownych rozruchach, po wyzwoleniu Gayjuru i Agardi panika zrobiła swoje. Jana’atański patriarcha budził się rano i z przerażeniem stwierdzał, że cała służba uciekła, a na jego posłaniu, tuż obok gardła, leży nóż. Jeśli miał choć odrobinę rozsądku, zabierał rodzinę i uciekał na północ. Nie obyło się, rzecz jasna, bez aktów oporu. Na samym początku Jana’atowie próbowali tu i ówdzie przejść do kontrataku. Ale wiedza jest potęgą, a z pomocą Sofii Mendes Runowie zdobyli wiedzę.

Sofia dostarczyła im myśli technicznej umożliwiającej stworzenie wysoko rozwiniętego systemu komunikacji i urządzeń do przetwarzania danych, a co ważniejsze, uświadomiła im, że takie systemy i urządzenia można stworzyć; Runom wystarczał pomysł, by nowy produkt powstał szybko i skutecznie. Urządzenia radiowe — dzieło rąk Runów — które uprzednio służyły jana’atańskim władzom, teraz zostały odpowiednio zmodyfikowane, by wykorzystać satelity pozostawione na orbitach przez załogę „Stelli Maris”, co pozwalało na stały kontakt między oddziałami powstańców. Po jakimś czasie wszyscy młodzi oficerowie nauczyli się angielskiego, który dla Jana’atów pozostał niemożliwym do złamania szyfrem, podobnie jak na Ziemi język Nawa — i hów w czasie drugiej wojny światowej. Posługując się komputerowymi systemami „Magellana”, Sofia była w stanie skanować kontynent w paśmie około czterdziestu stopni szerokości geograficznej po każdej stronie równika — jedynie południowy ocean i ląd na północ od gór Garnu pozostawały poza polem obserwacji. Ukryta w Trucha Sai, dostarczała komunikatów meteorologicznych i raportów o transportach rzecznych, śledziła ruchy małych jana’atańskich oddziałów, które można było łatwo osaczyć, kiedy wkroczyły na teren odpowiadający Runom, nieprzewidywalnym w swoich działaniach, brakowało im bowiem tradycji prowadzenia wojny. Kiedy Jana’atowie: wycofali się na tereny bardziej sposobne do obrony, Sofia określała położenie wielkich zbiorowisk Runów przeznaczonych na: rzeź; napadali na nie w porze czerwonego światła i uwalniali całe stada, spychając wygłodzonych Jana’atów coraz bardziej na północ.

— I nie tęsknisz za swoimi bliskimi? — zapytała Ha’anala.

— Mam ciebie i twojego ojca — odpowiedziała Sofia. — Mam Izaaka i Runów. Mam wszystko, czego mi trzeba.

— Naprawdę, matko?

— Naprawdę! — krzyknęła Sofia. — Jestem wdzięczna za to, co mam, Ha’analo.

Mogła dodać: Pragnienie posiadania czegoś więcej rodzi poczucie zawodu. Lecz Sofia Mendes już dawno pozbyła się takich myśli.

Jej sytuacja miała zresztą swoje dobre strony. Na Ziemi jej syn byłby źródłem rozpaczy i lęku — tutaj, w puszczy, pod czujnym okiem setek ojców, wszystkie dzieci były bezpieczne, bez względu na to, czy urodziły się upośledzone, czy normalne, rozwijające się szybko czy powoli. Nikogo nie odrzucano, nawet jeśli różnił się od reszty. W Trucha Sai wolno było być niedoskonałym. Runowie nie żądali niczego od Izaaka. Nie osądzali go i nie uważali za istotę upośledzoną, nie troszczyli się o to, kiedy wreszcie nauczy się panować nad swoimi kiszkami i kiedy przestanie chodzić nago.

A jeśli nawet Izaak był głuchy na cudze emocje, w pełni doceniał środowisko, w którym przyszło mu żyć. Były tam liany, na których mógł się kołysać, płużące się korzenie i pnie w’ralii, na które można się było wspinać i po których można było chodzić, utrzymując równowagę z owym niesamowitym wdziękiem wzbudzającym zdumienie Runów. Było błoto, w którym mógł się taplać, którym można się było obrzucać, które tak cudownie przeciskało się pomiędzy palcami rąk i nóg. Była woda, w której można się było chlapać i pływać. Olbrzymie, wypolerowane przez wodę głazy, z których można było się ześlizgiwać do rzeki, klaszcząc w ręce z uciechy, gładkie otoczaki, które można było zbierać, a później układać jeden obok drugiego, w prostych rzędach, ku zdumieniu Sofii układających się w sekwencję liczb pierwszych: 1, 3, 5, 7, 11, 13 i tak dalej. Tutaj, w Trucha Sai, drzewa szeptały do Izaaka, potok mu śpiewał, deszcz zmywał z niego brud. Czasami przychodziły do niego zwierzęta, bo tak długo potrafił siedzieć lub stać bez ruchu.

— Sipaj, Fia: Kiedy pójdziemy do miasta? — pytała Ha’anala. — Czy tam wszyscy mają po pięć palców, czy może niektórzy tylko trzy?

— W mieście jest dla ciebie zbyt niebezpiecznie — odpowiadała Sofia.

— Inne dziewczynki chodzą do miasta!

— One są żołnierzami. Zrozumiesz to, jak będziesz starsza.

— To samo mówiłaś ostatnim razem. Ktoś jest już starszy!

— Kiedy mi to wytłumaczysz?

— Sipaj, Ha’anala, nie róbfierno. Słyszałaś, jak zagrzmiało?

— Powiedziałaś, że tak naprawdę ludzie nie mogą zmieniać pogody!

— A co zmienia pogodę? — zapytała Sofia, rada ze zmiany tematu.

Pośrodku wojny Sofia Mendes dowiedziała się o sobie czegoś nowego: że mogłaby zostać nauczycielką, gdyby jej własne dzieciństwo nie zakończyło się w tak niemiły sposób. Jej jasność umysłu i zmysł organizacyjny, jej umiejętność przerywania jakiegoś procesu i wyjaśniania go nowicjuszowi krok po kroku — wszystkie zdolności i umiejętności, które kiedyś zrobiły z niej mistrzowskiego analityka Al, teraz służyły w pracy z tak odmiennymi uczniami.

1 ... 75 76 77 78 79 80 81 82 83 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)