Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 76 77 78 79 80 81 82 83 84 ... 152
Перейти на страницу:

– Zmiana planów, dziesiętniku. Podwójne warty, widoczne i ukryte, psy też mają czuwać. Po jednym na wartę. I do odpoczynku znajdziemy miejsce, gdzie będzie trudno nas podejść.

– Rozkaz.

– I... powiedz reszcie, co podejrzewamy. Niech wiedzą, że Szczury próbują nami znów pogrywać.

– Tak jest, panie poruczniku.

* * *

Miejsce było idealne na obóz. Kępa drzew pośrodku rozległej hali, oznaczonej na mapie jako Pastwiska Denmah. Do lasu mieli z każdej strony ponad pół mili, a szałas stojący pod drzewami sugerował, że łąki często wykorzystywano. Zapewne lada dzień hale zapełnią się zwierzętami, a szałas na najbliższe miesiące stanie się schronieniem pasterzy. Dla Kennetha najważniejsze jednak było to, że do takiego miejsca nawet jego strażnicy nie bardzo potrafiliby się niepostrzeżenie podkraść.

Nie rozbijali namiotów, drzewa i krzewy wystarczająco chroniły przed wiatrem. Porucznik, korzystając z tej osłony, pozwolił nawet na rozpalenie małego ogniska. Kubek gorącej polewki z suszonego mięsa i grochu był wart więcej niż jakiekolwiek schronienie. W górach, jak człowiek dłuższy czas nie potrafił się rozgrzać od środka, to żaden namiot ani żadne koce mu nie pomagały, zimno wgryzało się w kości i nie odpuszczało, wysysając siły i łamiąc ducha.

Trzymali podwójną linię wart, czterech ludzi na skraju zagajnika i czterech nieco w głębi, przyczajonych i zamaskowanych. Żaden z żołnierzy, nawet Fenlo Nur, ani się nie skrzywił. Gierki Wywiadu Wewnętrznego to było coś, co zmieniało całą okolicę we wrogie terytorium.

Ruszyli przed świtem. Cicho jak nocne zjawy, które spóźniły się ze straszeniem i usiłują uciec przed światłem słońca. Żołnierze poruszali się szybko, z dłońmi na rękojeściach broni, z kuszami w ręku. Polowali.

Kenneth kilkoma ruchami przywołał podoficerów.

– Koło południa powinniśmy być na przełęczy – rzucił. – Rozkaz jest jasny, mamy je schwytać, szlachciance nie może spaść włos z głowy. Nie wiemy nic o tych kobietach, kim są, co potrafią... Wiecie, o czym mówię?

– Czary? – Andan zmarszczył brwi, jakby dopiero teraz o tym pomyślał.

– Nie wiem. Dostarczyliśmy dziewczyny Szczurom, a po kilku dniach mamy je ścigać wiele mil od Kehlorenu, zaplątane w jakieś dziwne wydarzenia. Szczurzy posłaniec nie puścił pary z ust, ale widziałem, jaki jest zdenerwowany. Nie ryzykujemy. Jeśli spróbują uciekać, zastrzelicie ich konie. Jeśli poczujecie smród czarów...

– Je też mamy zastrzelić?

– Nie, Fenlo. Zwiewać. Jak nie będą miały koni, nie uciekną nam. Dopadniemy je później. To rozkaz.

Dziesiętnicy pokiwali głowami.

Przełęcz Amoh była oznaczona na mapach trzema znakami. Pierwszy mówił, że jest wąska, drugi, że okolica należy do bezludnych, a trzeci, częściowo zamazany, wyglądał na informację, że za przełęczą zaczynają się dzikie góry. Ofiqalnie tereny te należały do jednego z miejscowych hrabiów, lecz najwyraźniej nie miał on chęci lub sił, by zaprowadzać meekhański ład na tych ziemiach. Osadnicy też nie garnęli się w niegościnne i kamieniste rejony, gdzie każdy kęs czarnego chleba trzeba było opłacić galonem potu. Na takich ziemiach nawet całe lata wolnizny od podatków nie zapewnią dostatku.

Było jasne, że za przełęczą uciekinierki muszą porzucić konie, może uda im się dotrzeć jeszcze na Czarny Wierch, ostrą grań zbudowaną z ciemnego granitu, ale potem czekała je już tylko wędrówka na piechotę. To kolejna rzecz, która nie za bardzo trzymała się kupy w tej całej sprawie. Po co one uciekały w tę stronę i jak, do ciężkiej cholery, znajdowały drogę? Z kilku zdań, które wymienili w czasie spotkania, zorientował się, że były z południa, z Wielkich Stepów. A poruszały się po Olekadach jak po własnym podwórku. Skąd znały okolicę?

Sprawy, w które były zamieszane Szczury, cuchnęły na milę.

Gdy dotarli na przełęcz, okazało się, że cuchną bardziej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać.

Po pierwsze, co od razu odkryli tropiciele, kobiety już tam były, odpoczęły i odjechały. Musiały dotrzeć na miejsce rankiem, więc najpewniej większość drogi pokonały w nocy. Po ciemku, konno, w górach. Albo – tę myśl rzucił Omne Wenk – znały inną, krótszą drogę, co potwierdzało tylko podejrzenia, że Szczurza Nora nie przekazała im całej prawdy.

Po drugie, rozłożyły tu obóz i odpoczęły ze dwie godziny, a towarzysząca im szlachcianka plątała się po okolicy zupełnie bez kontroli. Wilk, Azger Laweghz i Fenlo Nur badali ślady przez kwadrans i prawie się pokłócili, ale wyglądało na to, że żadna z trzech kobiet nie była wiązana, każda mogła się poruszać swobodnie, jedna z nich, w pantoflach o wąskiej podeszwie i w długiej sukni, oddaliła się nawet za potrzebą dobre sto kroków. Kłóciło się to trochę z informacją o uprowadzeniu.

W resztkach ogniska znaleźli kości małego zająca i dwóch świstaków, diety każdego, kto wybrał się w góry bez zapasów. Dwa konie, jak stwierdził Wilk, zaczęły się już potykać, wyraźnie tracąc siły. Czyli nie miały ani żywności, ani paszy dla zwierząt. To by sugerowało, że ucieczka w góry nie była zaplanowanym porwaniem. Kolejny cios w bajeczkę przekazaną im przez Szczury.

Po trzecie, ktoś za nimi szedł.

Ślad znalazł Fenlo Nur, który odkrył legowisko, gdzie czaiło się co najmniej czterech ludzi – mężczyzn, sądząc po długości kroków i głębokości odcisków stóp – którzy ruszyli w drogę w chwili, gdy kobiety zwinęły obóz. Wcześniej obcy zatrzymali się dobre ćwierć mili przed przełęczą i, jak stwierdził przysadzisty dziesiętnik, nie próbowali podchodzić do uciekinierek. Czterech mężczyzn, śledzących trzy samotne kobiety, lecz niepróbujących ich zaatakować nocą.

– Zbóje? – zapytał Kenneth.

Nur spojrzał na niego dziwnie i pokręcił głową.

– Nie. Coś panu pokażę, panie poruczniku. Chodźmy we dwóch, dobrze?

Poszli. I pokazał.

Wiewiórkę. Pieczołowicie rozkrzyżowaną na ziemi i obdartą żywcem ze skóry. Sądząc po tym, że krew ledwo skrzepła, zwierzątko żyło jeszcze, gdy mężczyźni opuszczali schronienie. To mrówki dokończyły dzieła.

Kenneth oderwał wzrok od małego ciałka.

– Nudzili się?

– Być może. Ale byli tu nocą. Nocą nikt nie schwyta wiewiórki w lesie. Więc złapali ją w dzień, trzymali żywą i zabawiali się, czekając, aż kobiety ruszą dalej.

Porucznik zacisnął zęby. Takie rzeczy nie powinny się przytrafiać właśnie jego kompanii. Jakby wszyscy szaleńcy i degeneraci uparli się, żeby właśnie Czerwonym Szóstkom wchodzić w drogę. Następnego zwykłego bandytę chyba wyściska z radości.

Logika próbowała podpowiedzieć jakieś rozsądne wyjaśnienie.

– Może to jakiś rytuał? Złożenie ofiary dla przebłagania pomniejszego bóstwa albo wezwania demona? Pomiotnicy tak robią.

– Być może, panie poruczniku. – Fenlo Nur przełożył kuszę do drugiej ręki, przykląkł i dźgnął truchełko patykiem. – Ale to musiałoby być bardzo mizerne bóstwo albo bardzo mały demon, żeby zadowolić się takim stworzeniem. Poza tym... nie czuję Mocy.

– O, nie wiedziałem, że jesteś czarownikiem.

– Nie jestem. Ale widziałem, jak przełyka pan ślinę, gdy ten wozacki szaman uwalniał swoje duchy. Gdyby pojawiła się tu emanacja jakiegoś Nieśmiertelnego albo demon wysunął łapę przez Mrok, czulibyśmy to nawet po kilku dniach.

– Więc dlaczego to zrobili?

Dziesiętnik wstał, podciągnął pas, kopnął kilka razy ziemię, przysypując wiewiórkę.

– Myślę, że zrobili to, bo lubią. Lepiej znajdźmy te kobiety, przed nimi.

– Racja. W drogę.

* * *

Zobaczyli je dwie godziny później. Musiały jechać naprawdę wolno, najwyraźniej nie mogły się zdecydować na porzucenie koni, które teraz zadecydowanie je opóźniały. Zwierzęta były przemęczone i – sądząc z tego, jak się poruszały – strasznie zeszkapione. Szły, ciągnięte za uzdy, i tylko jeden niósł na grzbiecie jeźdźca.

1 ... 76 77 78 79 80 81 82 83 84 ... 152
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)