Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 74 75 76 77 78 79 80 81 82 ... 152
Перейти на страницу:

Dla Kailean nie było to nic nowego, sama, gdy bandyci zabili jej rodzinę, gdy już zapłaciła im za to krwią i opadły emocje, szukała schronienia w takim miejscu. Nie myśleć, nie czuć, pogrążyć się we śnie na jawie, pić, gdy dadzą ci kubek pod nos, jeść, gdy włożą strawę do ręki, spać z otwartymi oczami. I nie wspominać, wyprzeć z pamięci każdy ślad straty, bo inaczej człowiek zwinie się w kłębek i będzie wył do nieba, rozdrapując twarz pazurami.

Rodzina And’ewersa otoczyła ją opieką, dała czas na żałobę, a potem stopniowo, krok po kroku, wciągnęła w wir własnego życia. Ale Kailean i tak potrzebowała roku, nim znów się szczerze uśmiechnęła, szczerze, to znaczy, jak mówiła ciotka, twarzą i sercem.

Lecz Laiwa nie miała nikogo, komu mogłaby się wypłakiwać w nocy, ani nikogo, kto robiłby jej głupie kawały, żeby tylko wywołać jakąś reakcję. Zresztą Kailean nie chciałaby zostać jej powierniczką. Ta dziewczyna siedziała w samym środku pajęczyny śmierci i chaosu oplatającej całe te góry, może nie była pająkiem, ale patrzyła obojętnie na to, co się dzieje, mimo że najwyraźniej wiedziała, kto i w co gra. I jak to powstrzymać. Po najbliższym noclegu zostanie im dzień i noc wędrówki, a potem zawrócą i spotkają się ze ścigającymi je żołnierzami.

I niech Szczury się nią zajmą.

Choć wciąż miała nadzieję, że jednak dotrą tam, gdzie Sainha kazała im dostarczyć swoją panią.

Kailean musiała sama przed sobą przyznać, że to jeden z powodów, dla których zdecydowała się kontynuować tę eskapadę, mimo że Laskolnyk zmyje jej za to głowę. Gdyby zaraz po wyjechaniu z zamku złamały dane słowo i wydały dziewczynę Szczurzej Norze, to nigdy, przenigdy nie dowiedziałyby się, o co w tym chodzi. Sainha mówiła o bezpiecznym miejscu, a jakie miejsce może być bezpieczne dla kogoś, na kogo poluje Wywiad Wewnętrzny, Górska Straż i banda dziwacznych indywiduów, posługującymi się niezrozumiałymi Mocami? Jeśli gdziekolwiek kryły się odpowiedzi na pytanie, o co tu chodzi, to tylko tam. A gdyby Szczury dostały Laiwę w łapy wcześniej, niż uciekinierki dotrą w tamto miejsce, to ona, Kailean-ann-Alewan, do końca życia zastanawiałaby się kto, po co, dlaczego i w jakim celu.

Rzecz jasna dane słowo także zobowiązywało, obiecały poświęcić na tę wędrówkę cztery dni, więc lepiej, żeby arystokratka wiedziała, gdzie idą.

Bojowy wierzchowiec rozstawił szerzej nogi, uniósł ogon i pierdnął długo i głośno niczym grzmot. Po czym sapnął z wyraźną ulgą.

– Nie jestem pewna, czy Pani Wiatrów uzna to za pieśń pochwalną, czy za obelgę. – Daghena uśmiechnęła się po raz pierwszy od dwóch dni. – Więc lepiej ruszajmy. Mam spotkanie z pewnym małym, owłosionym draniem.

Kailean poklepała wierzchowca po szyi, zajrzała w oczy, z których znikł wyraz obłędnego cierpienia.

– No już, mały. Lepiej? Nie słuchaj jej, nie była z chłopem od dłuższego czasu i zaczyna mieć omamy.

– Przyjmę każdego, kto będzie miał przy sobie kawał mięsa.

– Słyszysz? Jedno jej w głowie. A ja jestem po prostu głodna.

Na próbę pociągnęła zwierzę za uzdę, koń sapnął i postąpił krok do przodu.

Były głodne i coraz słabsze. Przez ostatnie dwa dni większość drogi przebyły na własnych nogach; zimne noce, lodowate poranki i ciągła wspinaczka pochłaniały każdą odrobinę sił. Nawet szczawiu nie było zbyt wiele. Pierwszej nocy złapały w sidła jednego chudego zająca, z którego została tylko skóra i kupka na pół przeżutych kosteczek. Drugiej nocy, spędzonej w okolicy niemal pozbawionej roślinności, nie miały nawet tyle szczęścia. Cały następny dzień przewędrowały, wsłuchując się w burczenie własnych kiszek, za to kolejna noc przyniosła prawdziwą niespodziankę. W sidłach znalazły kolejnego zająca i dwa świstaki. Wychudzone co prawda po zimowym śnie, ale dla kogoś, kto zaczyna się zastanawiać, jak smakują uprażone na węglach skórzane elementy siodła, to i tak prawdziwy skarb. Wieczorem zatrzymają się i, niech to wszystkie demony Mroku, rozpalą ognisko. Zaryzykują, ale nie będą jadły surowego mięsa. Czekała je jeszcze jedna noc i jeden dzień wędrówki, a jeśli nie dotrą na miejsce, w połowie następnej nocy zawrócą. Obiecały służącej Laiwy cztery dni i noce, ani kwadransa dłużej.

– Gotowa? – zwróciła się do Dagheny.

– Jak zawsze. W drogę.

One szły, żeby nie obciążać zwierząt, a Laiwa jechała, na zmianę na górskim kucyku i szerokogrzbietym koniu pociągowym. Gdyby nie te konie, musiałyby ją nieść. Było w tym coś znamiennego, dwie proste dziewczyny wędrują pieszo, a jaśnie wielmożna arystokratka siedzi w siodle. I gdyby szlachcianka choć raz otworzyła usta, żeby się poskarżyć, Kailean osobiście zrzuciłaby ją na ziemię. Ale nie, gdziekolwiek chowała się Laiwa, głód, chłód i wyczerpanie zdawały się nie mieć do niej przystępu.

Wędrowały wciąż na północny wschód, ostatnie dwie mile wzdłuż koryta strumienia, który wił się głębokim jarem. Daghena kilka razy próbowała wyciągnąć z Laiwy informację, czy na pewno nie ma innej drogi, bo nie podobał jej się ten szlak. Jar miał ściany wysokie i strome, można było się nim poruszać tylko w przód lub w tył, dla kogoś wychowanego na Stepach to miejsce kojarzyło się ze śmiertelną pułapką. Ale szlachcianka była uparta, więc w końcu wjechały w rozpadlinę i posuwały się w górę strumienia.

Czasem droga zwężała się tu tak, że zarówno one, jak i zwierzęta, musiały iść korytem strumienia, wędrowały więc boso. Stopy można ogrzać, a nie wiedziały, czy dadzą radę rozpalić na tyle duży ogień, by wysuszyć buty. Po kwadransie Dag zaczęła mruczeć pod nosem, szczękając zębami z zimna. Większość pomruków stanowiły obietnice, co zrobi hrabiance, jeśli ta droga nie zaprowadzi ich w jakieś suche i ciepłe miejsce. Najlepiej z dużą ilością gorącego jedzenia.

I wtedy Laiwa przemówiła. Nie zduszonym, martwym szeptem, tylko spokojnie i głośno, jakby wygłaszała mowę na przyjęciu.

– Moja matka miała osiemdziesiąt jeden córek i sześćdziesięciu ośmiu synów.

– Mmmmam nadzieję, żżże zzzabiła za to ttttwojego ojcccca – zaszczękała zębami Daghena.

Dziewczyna wydawała się jej nie słyszeć.

– Odkąd pamiętam, zawsze rywalizowaliśmy o jej miłość, choć zapewniała nas, że żadne nie zajmuje miejsca w jej sercu przed innymi. Ale gdy sięgam pamięcią wstecz, cały czas myślałam tylko o tym, by złowić jej spojrzenie i uśmiech. Była najpiękniejszą osobą, jaką widziałam, miała włosy białe jak śnieg, oczy tak jasne, że wyglądały jak polerowana stal, usta o barwie płatków mlecznej róży...

Gdy Kailean obejrzała się, nagle monolog ucichł i powitało ją spokojne, zaskakująco trzeźwe spojrzenie. Gdziekolwiek Laiwa przebywała, właśnie stamtąd wróciła. Zmierzyły się wzrokiem.

Kailean postanowiła wykorzystać okazję.

1 ... 74 75 76 77 78 79 80 81 82 ... 152
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)