Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Ucieczka z Festung Breslau
Ucieczka z Festung Breslau - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ucieczka z Festung Breslau

Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:

Wrocław, ostatnie miesiące wojny. Oficer Abwehry, Dieter Schielke, przydzielony zostaje do śledztwa, mającego wyjaśnić okoliczności śmierci osób, przygotowujących do wywozu dzieła sztuki. Pomaga mu w tym urocza archiwistka i tajemniczy The Holmes. Wszystko byłoby proste, gdyby nie fakt, że nikt nie jest tym, za kogo się podaje...
1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 101
Перейти на страницу:

-Ten Polak opowiadał różne rzeczy. Najśmieszniej ponoć było podczas ewakuacji styczniowej.

Najpierw sadzali z wyrokami czapy tych, którzy chcieli wyjechać z Breslau, jak nie było wolno. Ale kiedy ogłosili rozkaz, to mnóstwo kobiet dostało histerii, że ma zostawić cały dobytek i pieszo leźć przez zaspy. A jak dostały histerii, to latały po ulicach, becząc i krzycząc. I wiele powiedziało za dużo. No to siedziały w tych samych celach z tymi, którzy chcieli wyjechać wcześniej. Razem szli na gilotynę.

Słuchacze zaczęli się śmiać.

-Eeee... - odezwał się młody. - Ja opowiem coś lepszego. Pod koniec to oni mieli coraz mniej ludzi, bo volkssturm ciągle ich zabierał. No i idziemy do pracy, a do konwoju dali nam jakiegoś dziadka. A to choleryk był straszny i głupek, cały czas na nas krzyczał i wiecznie czegoś zapominał. A jak żeśmy pracowali, do wszystkiego się wtrącał, mimo że nie jego działka, aż nawet wkurwił niemieckiego majstra. No ale wracamy. Zwija nas patrol, kontrola dokumentów. Okazuje się, że dziadek zapomniał podbić pieczątki, że był w pracy. No to kontrolują nas, ale my mamy wszystkie papiery w porządku, bo o nasze papiery to musiał majster zadbać, bo jakby coś było nie tak, to by jego... - Młody przeciągnął kantem zdrowej dłoni po szyi. - A dziadek zaczął się awanturować, no i go zabrali. Sierżant u nas na wartowni się wkurzył i następnego dnia dał nam innego dziadka. No to idziemy do roboty. Patrzymy, a na szubienicy wisi wczorajszy dziadek ozdobiony napisem, że był sabotażystą. No to tłumaczymy nowemu, żeby go nie spotkał los poprzedniego, i żeby zadbał o wszystkie pieczątki. Ten się tak przestraszył, że przez cały dzień latał jak kot z pęcherzem. Ręce mu latały, zdenerwował się, no i walnął setę dla kurażu. Mało mu było, więc pociągnął jeszcze raz. Wracamy. Znowu patrol nas zwija. My mamy papiery w porządku, dziadek też, z tą tylko różnicą, że my stoimy prosto, a dziadek się chwieje. Dwóch naszych go musiało trzymać, a trzeci dociskał do niego karabin, bo do rąk broni bał się wziąć. Jak to zobaczył szef patrolu, to zwinął drugiego dziadka. Sierżant na wartowni apopleksji dostał i wrzeszczał, że nam pokaże, bo nasze komando codziennie swój konwój gubi. Trzeciego dnia dał nam fanatycznego młokosa z Hitlerjugend. Ale to Świnia był i szubrawiec. Tak nam podpadł, że nie było zlitowania. W czasie kontroli on ma papiery sicher, my też. Ale my się dziwnie zachowujemy. Jakbyśmy się czegoś bali. No to od razu do rewizji. Niczego nie mamy. Szef patrolu się zastanowił i kazał zrewidować młokosa. No i w chlebaku znaleźli u niego dwie garście cukru i wojskowe opakowanie.

Pacjenci wokół zaczęli się śmiać. Tylko ktoś wnikliwy albo mniej kumaty zapytał:

-A skąd miał te dwie garście z wojskowym opakowaniem?

-Ano ktoś życzliwy mu podrzucił. Pewnie, żeby mu osłodzić spotkanie z dziadkami.

Nowy wybuch śmiechu.

Schielke usiłował się zdrzemnąć. Obudził go dopiero hałas, który towarzyszył powracającym robotnikom. Niemcy już wiedzieli o kapitulacji. Obozowi strażnicy nie mieli jednak pojęcia, co mają robić. Iść do punktów zbornych razem z poddającym się wojskiem czy tkwić tu i dalej pilnować przymusowych robotników? Wielu z nich przypomniały się dawne grzechy. Nagle też uświadomili sobie obecność tysięcy ludzi, wobec których dotąd byli tak okrutni, a którzy teraz staną się panami sytuacji. Zrozumieli właśnie, że siedzą okrakiem na wielotonowej bombie, która mogła w każdej chwili eksplodować. Zaczęły się dezercje, kilku strażnikom nerwy puściły zbyt szybko, dwoma zainteresował się pobliski sąd doraźny i powieszono ich, ale już nie publicznie, tylko w ukryciu, na jakimś strychu. Co za szaleństwo. Schielke odnosił wrażenie, że jest tu wielu takich, którzy już teraz chcieli się podlizać Rosjanom. Porządkowano obozowe kartoteki, przygotowywano dokumenty, więźniowie dostali lepszą kolację, a w szpitalu pojawiły się nowe koce i lekarstwa.

W nocy kilku śmiałków wyszło z obozu podziemnym tunelem na szaber. Kiedy wrócili, opowiadali niesamowite historie.

-Do wzięcia po domach jest, co kto chce!

-Niemcy wyłażą z piwnic i patrzą z niedowierzaniem na to gruzowisko, które było kiedyś miastem. Wystarczy, że raz hukniesz na takiego, a on już nie wie, co zrobić i najchętniej by uciekał.

-Wojsko zdaje broń. Ale ci Niemcy są pokręceni. Nie uwierzycie, ale przed oddaniem czyścili karabiny jak na apel w garnizonie. A na tym placu z fontanną i dwiema ogromnymi rzeźbami golasów, co mieczami lwy zabijają, to już rzeźb nie widać. Takie góry karabinów urosły.

-Do centrum lepiej nie wchodzić. Smród taki, jakby gnojowicę otworzyli. Albo nawet zgniłą rzeźnię. I takiej chmary owadów, karakanów, komarów i innych, to w życiu nie widziałem. Lepiej się trzymać za Odrą.

-Z Ruskimi trzeba uważać. Świętują i łażą nachlani. Nas nie ruszają, ale trzeba wyraźnie im powiedzieć, kto jest kto. Nauczcie się wymawiać po rosyjsku: „Jestem Polakiem, jestem przymusowym robotnikiem!”. Pamiętajcie.

-A Niemców zabijają?

-Nieszczególnie. Ale niemiecką kobietą to bym za skarby nie chciał być.

Schielke z Holmesem zaparzyli sobie herbaty na malej kuchence w pakamerze obok sali chorych. Mieli jeszcze trochę zapasów. Watson poszedł myszkować w poszukiwaniu wieści, a Heini leżał i nie odzywał się do nikogo. Oprócz naprawdę chorych był chyba jedyną osobą w obozie, która leżała w łóżku. Reszta w rosnącym podnieceniu kręciła się wokół i gadała bez przerwy. Strażnicy nie wiedzieli, co robić. Dzisiaj po prostu bali się wejść do baraków.

-Ruskie! Ruskie idą!!!

Szpital był położony najbliżej bramy wejściowej, więc wszyscy w pośpiechu rzucili się do okien. Nawet „inżynierowie” konstruujący skomplikowaną aparaturę chemiczną oderwali się od swojej pilnej roboty.

-Są! - Ktoś wskazał palcem.

Schielke zmrużył oczy. Pięciu rosyjskich żołnierzy powoli zbliżało się do bramy. Było widać moc zwycięskiej armii. Automaty trzymali nie w gotowości, tylko jak komu wygodnie, nie były przygotowane do strzału. Mundury w nieładzie, dwóch z nich w ogóle zdjęło kurtki, owijając je rękawami wokół bioder. Hełmy wisiały na paskach. Wyglądali, jakby nie bali się już nikogo. Nie musieli nawet robić groźnych min.

Jeden z wartowników zameldował się służbiście. Najbliżej stojący Rosjanin odepchnął go, jakby oganiał się od natrętnego owada. Nawet nie spojrzał w tamtą stronę. Konfuzja tak potraktowanego Niemca wywołała aplauz zebranych przy oknach Polaków.

-Wania, dokop mu! - krzyczeli, choć z powodu zabitych na głucho okien ludzie stojący na placu nie mogli ich słyszeć. - Z obcasa w berecik!

Rosjanie otworzyli bramę. Powoli, rozglądając się, wkroczyli do obozu. Szpital był najbliżej wejścia, więc tu właśnie skierowali się najpierw.

-Odejdźcie spod okien - odezwał się ktoś rozsądniejszy.

-Jak zobaczą taką kupę ludzi, to się przestraszą i zaczną strzelać.

Jego słowa odniosły tylko częściowy skutek. Wydawało się jednak, że przynajmniej połowa ludzi w tym dużym pomieszczeniu wstrzymała oddech, słysząc szczęk zamka. Pierwszy wszedł Rosjanin z pepeszą w rękach, po chwili dołączył drugi.

-Wy kto? - warknął po niemiecku, widząc tylu mężczyzn w jednakowych drelichach. - Jaka jednostka?

-Żadna jednostka - odpowiedział ktoś również po niemiecku. - Jesteśmy więźniami.

-Kłamiesz! Widziałem więźniów, mają paski na ubraniach. A wy macie mundury.

-To nie mundury. To drelichy.

-Kłamiesz. - Rosjanin podszedł bliżej. - A to co za instalacje? - Wskazał na aparaturę konstruowaną przez „inżynierów”.

-Co to jest?

-Rakieta V3 - wyrwało się młokosowi z chorą ręką.

1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 101
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)