Ucieczka z Festung Breslau
- Автор: Земянский Анджей
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Dolnośląskie
- ISBN: 978-83-245-8895-4
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:
Obudzono go następnego dnia o szóstej rano. Milczący żołnierz zaprowadził go do północno-zachodniego narożnika, do wielkiego gabinetu jakiegoś dyrektora. Pomieszczenie robiło duże wrażenie. Wyprofilowana, ogromna szyba przywodziła raczej na myśl kabinę monstrualnego bombowca; nowoczesne, skórzane meble, stylowe wyposażenie i napędzana teraz generatorem klimatyzacja budziły skojarzenia z jakimś futurystycznym hotelem na Księżycu albo na Marsie, szczególnie zważywszy na to, co było za oknami.
-Proszę, proszę, niech pan wejdzie, panie kapitanie. - Zza ogromnego biurka podniósł się rosyjski major. Był w sile wieku, mógł mieć jakieś pięćdziesiąt, pięćdziesiąt pięć lat i mówił piękną niemczyzną. - Zechce pan spocząć. - Wskazał mu skórzany fotel.
Schielke czuł, że w najwyższym stopniu powinien się go obawiać.
-Przyznam, że jestem zaskoczony sposobem traktowania więźniów, panie majorze - uścisnął wyciągniętą przez tamtego rękę.
-Ależ nie jest pan więźniem, panie kapitanie. Ja po prostu z czystej ciekawości chciałbym się dowiedzieć o kilku sprawach, wprost ze źródła.
-Proszę pytać.
Rosjanin uśmiechnął się lekko.
-Jak pan widzi swoją przyszłość? - rzucił z zaskoczenia.
-Proszę?
-Nie rozmawiał pan o tym z Holmesem, kiedy decydował się pan na współpracę z Polakami?
-Wtedy nie, potem trochę tak.
-I?
-Dłużewski odmalował mi dwa możliwe scenariusze. Jeśli będę nieprzydatny albo groźny, to mogę zostać wysokiej rangi nadzorcą w obozie dla niemieckich jeńców gdzieś pośród śniegów Syberii.
Rosjanin znowu się uśmiechnął. Wyraźnie spodobała mu się bezpośredniość Polaka w rysowaniu wizji przyszłości.
-Drugi scenariusz nastąpi, kiedy okażę się niegroźny i przydatny. I myślę, że tak jest w moim przypadku. Znam wiele informacji o Werewolfie, znam wielu ludzi, których możecie szukać, orientuję się w wielu niuansach miasta i jego archiwów. Dla Polaków będę niezbędny przez parę lat. A potem wyjadę do tej części Niemiec, którą obecnie okupują wojska radzieckie, dostanę willę i będę służył albo w tamtejszych organach bezpieczeństwa, albo w wywiadzie.
Rosjanin skłonił głowę w podziwie nad darem przewidywania Dłużewskiego.
-Brzmi rozsądnie - powiedział. - Ale czy nie chciałby pan udać się jak najszybciej do rodzinnej Bawarii?
-Nic mnie tam nie ciągnie.
-A to dlaczego?
-Obok posiadłości rodziców znajdował się jeden z największych wiaduktów kolejowych, od dawna nieskutecznie bombardowany przez aliantów. No i zdenerwowani Anglicy zrzucili tam w końcu bombę Grand Slam. Nie ma już ani wiaduktu, ani rodzinnego domu, ani moich bliskich.
Rosjanin, udając smutek, pokiwał głową. Siedział dłuższą chwilę w milczeniu, potem wyjął z szuflady akta Schielkego z Abwehry. Cholernicy działali naprawdę szybko. Można być pod wrażeniem rosyjskiego wywiadu. Major zerknął na przesłuchiwanego, jaką reakcję wywoła ta teczka, a Schielke robił wszystko, żeby ukryć zalewającą go właśnie falę ulgi. Przecież te akta pisał głównie jego największy wróg, major Heigel. W obecnej więc sytuacji zawarte tam kalumnie i oszczerstwa stawały się właśnie najpiękniejszymi zdaniami na świecie. Słowami wartymi złota.
-Wie pan, co sądzili o panu zwierzchnicy?
-Nie mam najmniejszego pojęcia - skłamał.
-Określają pana jako nieudacznika, lekkoducha, nieprzykładającego się zbytnio do pracy. Gorzej: piszą, że nie jest pan oddany nazistowskim ideom, a pańskie poglądy polityczne są wysoce niepewne. A nawet podejrzewają pana o przekonania wywrotowe, które nie ujawniły się jednak wyłącznie dzięki pańskiemu wyjątkowemu lenistwu i niezgulstwu.
Schielke przestał udawać, że nie odczuwa ulgi. Westchnął głośno.
-Boże - szepnął. - Autor tych słów nie mógł nawet podejrzewać, jaki wspaniały prezent zrobił mi na nowe czasy!
Rosjanin zaczął się głośno śmiać. Dwa razy uderzył nawet otwartą dłonią w akta.
-Właśnie tak. - Przetarł palcami powieki. - Właśnie tak. Myślę, że autor tych słów sam bardzo chciałby mieć taki wpis we własnych aktach, zamiast samych hitlerowskich superlatyw. Jest zresztą tutaj.
-Heigel jest w tym budynku?
-Tak, ale nie na piętrze. Siedzi w piwnicy gdzie jest wody po kolana i pływają szczury. Zdania o panu jednak nie zmienił. Dalej uważa pana za małego cwaniaczka, oportunistę i kompletnego bezideowca. Powiedział nam nawet, że gestapo od dawna miało pana na oku.
-Od dawna to chyba nie. Krupmann jednak rzeczywiście mnie znienawidził, jak mu zgarnąłem Holmesa sprzed nosa. Domyślił się, że to ja.
Major skinął głową. Z szuflady wyjął egzemplarz książki, w której Sherlock i Mycroft ratują Breslau z rąk oszalałego geniusza zbrodni, profesora Moriarty’ego.
-Taaaak... Żeby dać panu później alibi, wszyscy zamknięci w Łubiance radzieccy pisarze musieli pracować całą dobę. Ale warto było, czytałem dziś w nocy, całkiem niezła książka, Conan Doyle by się nie powstydził.
-Rosyjscy pisarze są znani ze swojego kunsztu.
-Szczególnie, kiedy redaktorem prowadzącym wydanie jest Ławrientij Beria - zgodził się major.
Schielke ukrył zadowolenie.
-Czy mógłbym prosić o egzemplarz? Dotąd sam nie miałem okazji...
-Oczywiście. - Rosjanin podał mu książkę. - Polecam - zawiesił głos. - A wracając do pańskich akt...
-No ładnie. Teraz oprócz niemieckiego wywiadu stanę się pośmiewiskiem także radzieckiego.
-Czemuż to?
-Teraz wy będziecie opowiadać o moim tekturowym lotnisku, na które zrzucono drewnianą bombę.
Rosjanin zmieszał się wyraźnie. Najpewniej już o tym szeptano wśród jego kolegów.
-Cóż. - Usiłował ukryć wyraz twarzy. - Ja bym się tym nie przejmował. Tekturowa wersja luftwaffe jest przecież bardziej ludzka - przygryzł lekko dolną wargę. - Ale wracając do głównego tematu. Naprawdę nigdy nie był pan zafascynowany narodowym socjalizmem?
-Dobrze wybrał pan scenerię tej rozmowy, panie majorze. Przecież nie uwierzy pan, że normalny człowiek będzie trzymał z ludźmi, którzy mieli to - rozłożył szeroko ręce, żeby pokazać wspaniałości futurystycznego gabinetu, jego panoramiczne, gięte szyby, klimatyzatory, modernistyczne meble i gustowne wykończenie - i doprowadzili do tego - wskazał płonące ruiny za oknami. - Prawda? I ja miałbym iść z nimi w pochodzie? Palić książki na stosach? Proszę wybaczyć, ale jestem zbyt inteligentny, żeby dać się nabrać na ich bełkot zwany propagandą.
-Aha - Rosjanin zrozumiał to po swojemu. - Znaczy pacyfista.
Zrobił odpowiednią notatkę w jego aktach. W jego nowych aktach, oczywiście.
-Proszę się nie obawiać - dodał, wyjaśniając. - Napisałem: „Od dawna zdeklarowany antyfaszysta”. Znaczy to samo, ale ładniej brzmi.
Skończywszy pisać, major wstał i podał mu rękę.
-To wszystko na dzisiaj. Niestety, będziemy musieli pana gościć jeszcze przez jakiś czas.
-Długo?
-Do chwili, kiedy dotrą tu Polacy. Jest pan ich agentem.
Znaczyło to ni mniej ni więcej, że czeka go więcej przesłuchań.
-Proszę zejść z sierżantem na parter, do magazynu. Tam dostanie pan najpotrzebniejsze rzeczy.