Ucieczka z Festung Breslau
- Автор: Земянский Анджей
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Dolnośląskie
- ISBN: 978-83-245-8895-4
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:
-Herbaty? - Holmes przyniósł z kuchni tacę z naczyniami.
-Chętnie.
-Boże, co ja tu znalazłem w spiżarni... - Rozkładał srebrne naczynia. - Herbata z konfiturami? Wiśnie, czereśnie, truskawki? Jest nawet pigwa, a wszystko skrupulatnie opisane na słoikach.
-A jest z agrestem?
-No oczywiście. To solidna niemiecka spiżarnia.
-Przydałyby się biszkopty.
-Mhm. Niestety, Anglicy nie dotrą tu zbyt szybko.
Siedzieli dłuższą chwilę w milczeniu, rozkoszując się aromatycznym napojem.
-Jak myślisz? - Schielke z trudem obrócił się w fotelu. - Długo to jeszcze potrwa?
-Krótko - odpowiedź Holmesa była zdecydowana. - Centrala kazała mi rozśrodkować siatkę i zamrozić. Żadnej łączności. A to znaczy, że spodziewają się końca w przeciągu dwóch tygodni. Może szybciej.
-Dlaczego musisz zamrozić siatkę?
-Po co ma ktoś wpaść przed końcem? Wierchuszce już nie zależy na meldunkach.
-To znaczy, że Breslau straciło jakiekolwiek strategiczne znaczenie?
-Dokładnie. This is the end, my friend.
Rozmowę przerwało im wejście potwornie umorusanego i zdyszanego Heiniego. Od chłopca biła intensywna woń spalenizny i jakiegoś gnilnego fetoru. Schielke od razu uciszył jego zapalczywy meldunek.
-Co tam w mieście? - spytał.
-Gorąco. Ale powstrzymujemy Iwany na każdym odcinku frontu!
-Ja nie o propagandę pytam.
-Jest list do pana, panie kapitanie! - Chłopak położył na stoliku elegancką kopertę.
-List? - Obaj z Holmesem spojrzeli zdziwieni. - To poczta jeszcze działa?
-Tak jest, panie kapitanie, działa. W tej chwili już tylko w jedną stronę. Ale samoloty wciąż zrzucają pocztę.
Schielke zaintrygowany sięgnął po kopertę. Zerknął na stempel.
-Z Hiszpanii!
-Franco do ciebie napisał?
Schielke otworzy! list.
-O, ładnie. To od Barbela Stechera. Chudzielec urządził się już w bezpiecznym miejscu. Pyta, czy kamizelka się przydała.
-Łaskawca. Odpisz, że za jego duszę dasz na mszę.
-Tak, o dziwo i wśród hien zdarzają się ludzie.
-Miał ci zadać jakieś pytanie.
-Sekunda. Czytam.
Holmes, który z boku obserwował jego twarz, nagle odstawił swoją filiżankę. Zmarszczył brwi. Kiedy list wypadł z dłoni Schielkego, nachylił się i położył mu rękę na ramieniu.
-Nie sądź pochopnie - powiedział cicho.
Schielke podniósł wzrok. Było coś takiego w jego oczach, że wyglądały jak martwe.
-Co? - powiedział nieprzytomnie.
-Powiedziałem: nie sądź pochopnie, Dieter.
-Ale, ale... Nie wiesz, jak brzmi jego ostatnie pytanie.
-Wiem.
Przez chwilę mierzyli się wzrokiem.
-Wiem - powtórzy! Holmes. - Patrzyłem na twoją twarz, widziałem twój odruch, jak sięgasz do kabury. Wiem.
Schielke nie mógł uwierzyć. Holmes wziął znów swoją filiżankę.
-Ostatnie pytanie Stechera brzmi: „Dlaczego z góry założyliście, że tajemniczy oficer kripo zamieszany w sprawę zabójstw jest mężczyzną?”.
-Hitler nie żyje! - darł się Watson, waląc podkutymi buciorami w drewniane schody. - Hitler nie żyje!
-Co? - Budzili się nieprzytomni w środku nocy.
-Hitler nie żyje!
-Cholera! - Holmes, o dziwo, nie przecierał oczu, nie potrząsał głową, wyglądał, jakby w ogóle nie spał. - To pewne?
-Tak. Z naszych źródeł, nie z niemieckich. Z nasłuchu.
-W porządku. A więc pora na rozśrodkowanie.
Schielke z trudem usiłował wygramolić się z pościeli. Na szczęście rozgorączkowany Heini przybiegł na górę i pomógł mu się ubrać.
-Panie kapitanie - szeptał nerwowo. - Co teraz będzie? Czy to już koniec?
-Nie, Heini. To dopiero początek.
-Ale co teraz będzie? - Chłopak, pomagając dopiąć pas z ciężką kaburą, skonkretyzował pytanie. - Co z nami będzie?
-Widzisz chłopcze, dla nas powoli kończy się czas strachu. A zaczyna się czas nadziei.
-Boże, niczego nie rozumiem.
-Nie bój się, Heini. Wiele rzeczy cię jeszcze zaskoczy.
Na dole, gdzie rozlokowani byli żołnierze, panował coraz większy rozgardiasz.
-Alarm bojowy! - darł się Watson. - Alarm bojowy! Do broni!
Holmes położył rękę na ramieniu Heiniego.
-Biegnij, ale pędem, na WeiBenburger Strasse. Zobacz, co z Ritą, i przygotuj ją do ewakuacji. No już.
Zabrał przygotowane wcześniej papiery. Ostatni raz zerknął, czy wszystko, co trzeba, zniszczono, i czy nie pozostawili żadnego śladu. Potem pomógł Schielkemu zejść na dół. Żołnierze już czekali ustawieni na ulicy przed willą.
-Wkraczamy w decydującą fazę - przemawiał do nich Watson. - Wiecie już, że grofaz stał się wspomnieniem. - Wobec elity dekowników akurat mógł sobie pozwolić na takie słowa, szczególnie teraz. Nie było żadnego poruszenia. Raczej miny w rodzaju: „A jednak. To my jego, a nie on nas”. - Słuchajcie! - kontynuował Watson. - Od dawna wiecie, że ta jednostka zamiast ryzykować wasze życie, robi przeciwnie. Zwiększa wasze szanse na przetrwanie. - Żołnierze potwierdzali ruchami głów. - I taka będzie nasza linia dalszego postępowania. Słusznie się jednak domyślacie, że teraz nastąpią najgroźniejsze chwile. Albo zabije was gestapo, albo pójdziecie do gułagu. Kto jednak nie chce skorzystać z tych dwóch możliwości... wystąp!
Cały szereg jak jeden mąż postąpił sprężyście o krok naprzód.
-No... tak myślałem, że inteligencja w tej jednostce przewyższa średnią armii o jakieś tysiąc procent. - Watson pokiwał głową. W szeregu rozległy się śmiechy. - Pamiętajcie jednak, że teraz musicie wypełniać każdy rozkaz na tysiąc procent normy.
Ustąpił miejsca Schielkemu, który wskazał samochód pancerny zatankowany kupioną za dolary benzyną.
-Kto się zmieści, włazi do środka. Reszta na dach i bez szemrania.
Nikt nie szemrał. A rozkaz został wypełniony, jakby rzeczywiście ćwiczyli go tysiące razy. Dosłownie po minucie ruszyli w ciemnościach w stronę mostu nad symbolicznym Styksem prowadzącego w krainę dymu i łun. Schielke jednak nie starał się nawet wyjrzeć przez któryś z otworów obserwacyjnych.
-Przestań ciągłe o tym myśleć. - Holmes nachylił się do jego ucha. Wnętrze pojazdu niezbyt sprzyjało konwersacji. Musiał szeptać.
-Nie mogę pogodzić się z jej zdradą.
-Zdradą? Jeszcze niczego nie wiemy.
-Jak to nie?
-Oj, przestań. To ja nie mogę sobie wybaczyć, że nie dostrzegłem czegoś tak oczywistego. Zresztą... Prawie powiedziałem jej to w oczy. - Przypomniał sobie rozmowę z Ritą przeprowadzoną w tym pojeździe po akcji z Langenauem. - Powiedziałem jej wprost, a jednak nie mogłem tego do końca ubrać w słowa.
-Jak zwykle zamotasz tak, że nic nie można zrozumieć.
-Czekaj. Ustaliliśmy, że nie może być agentką żadnych niemieckich służb, bo dawno już byłoby po nas.
Schielke ponuro skinął głową.
-Nie może być sowieckim agentem, bo jeszcze wcześniej składalibyśmy zeznania na Łubiance.
-Ciekawe, jak by nas przewieźli.
-Jak im zależy, to potrafią. Albo więc Rita gra na własną rękę, albo pracuje dla ludzi, których szukamy. A którzy wiedzieli, że Krupmann przekaże ci tę sprawę i których interesowało, czego się dowiesz. Najwyraźniej nie przeszkadzały im twoje prywatne interesy z brylantami. W osobie Rity dali ci do zrozumienia: „a rób co chcesz na własną rękę”.