Ucieczka z Festung Breslau
- Автор: Земянский Анджей
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Dolnośląskie
- ISBN: 978-83-245-8895-4
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:
Słyszało się też pogłoski o Reducie Narodowej w Bawarii i o produkowanej tam kolejnej cudownej broni, która odmieni losy wojny. O dziwo, znajdowali się idioci, którzy w to szczerze wierzyli. Większość jednak przejmował bardziej rozkaz Schórnera nakazujący rozstrzeliwanie każdego żołnierza, który znajdzie się za linią frontu bez żadnego sądu. Ludzie nie wiedzieli, czy front pracy jest takim samym frontem jak wojenny. Wszystko wskazywało na to, że tak. Rozgorzały więc dyskusje na temat tego, jaka śmierć jest mniej bolesna: rozstrzelanie czy powieszenie. O gilotynie w więzieniu na Kletschkau Strasse najwyraźniej nie słyszeli.
Wszystkie te wiadomości przynosili żołnierze Schielkego myszkujący po okolicznych willach w poszukiwaniu potrzebnych rzeczy. Cała grupa, prawie okopana w parku, musiała czekać kolejny dzień i kolejny. Nerwy puszczały im coraz bardziej. Żołnierze wychodzili na rekonesans już tylko w grupach z przeładowanymi automatami. Nocami wokół wybuchały jakieś bójki, szaleństwa, pijaństwa, nawet strzelaniny. W dzień kopano przy parkowych alejkach nowe groby. A tu kolejna plotka, kolejne obwieszczenie, kolejny dzień i jeszcze jeden...
Pewnej nocy, kiedy większość ludzi była na granicy nerwowego wyczerpania, przyszedł roztrzęsiony Watson. Korzystanie z radiostacji nawet w sposób bezpieczny, wyłącznie przez nasłuch i to nawet bez potwierdzeń, było w tych warunkiem balansowaniem na krawędzi.
-Podpisali kapitulację. Ale heca.
Schielke zerknął na Holmesa. Z niego też uszło powietrze.
-Dlaczego heca?
-Jeden z niemieckich parlamentariuszy wlazł na minę. Chyba nogę mu urwało i było o włos od strzelaniny. - Watson westchnął ciężko. - Ale podpisali. Rano ogłoszą.
-No dobra. - Holmes podniósł się ciężko z prowizorycznego legowiska. - Chowamy sprzęt i przechodzimy w stan zamrożenia.
-Zaraz obudzę ludzi.
Schielke poprawiał swój mundur. Właściwie to nie czuł niczego szczególnego. W ogóle niczego. Obserwował, jak drżą mu dłonie. Właściwie to cały dygotał z napięcia. Najważniejszy i najbardziej niebezpieczny moment. Zmiana wojsk. Wyszedł z pancernego wnętrza w niezbyt dobrej formie. Ludzie czekali wokół już ustawieni, Watson zabronił im stać na baczność.
-Żołnierze, wojna się skończyła - Schielke usiłował mówić cichym głosem. - Niniejszym rozformowuję tę jednostkę.
Właściwie nie wiedział, jakiej reakcji się spodziewać. Na twarzach żołnierzy nie widział ulgi ani uśmiechów. Każdy czuł, że najgorsze dopiero przed nim.
-Wiem, że jesteście inteligentni i doświadczeni. Wierzę, że sobie poradzicie. Nie chcę jednak zostawić was tak zupełnie bez opieki.
Pierwsza wyraźna reakcja. Zaciekawione spojrzenia.
-Każdy z was dostanie dwa urzędowe dokumenty. Pierwszy to rozkaz o przejściu do działań partyzanckich w ramach Werewolfu. Gdyby was w cywilnych ciuchach ktoś dopadł przed wyjściem wojsk niemieckich, to może się na to nabierze.
Żołnierze zaczęli chichotać.
-Nam wystarczy punkt zaczepienia - powiedział nawet któryś. - Punkt mamy, a z resztą sobie poradzimy.
-Drugi dokument radzę na razie dobrze ukryć. To zaświadczenie, że zostaliście wydaleni ze służb pomocniczych za niezgulstwo, brak chęci do pracy, szeptaną propagandę antynazistowską. Nic gorszego nie mogłem wpisać, bo by się Ruscy zdziwili, dlaczego was nie rozstrzelano. Ale jak pokażecie taki dokument, to może jakiś Iwan się nabierze i nie traficie za druty.
Miny żołnierzy wskazywały, że z czymś takim na pewno sobie poradzą.
-No cóż. Ubrań wam nie załatwiłem. Cywilne ciuchy każdy musi zdobyć we własnym zakresie.
-My już je mamy - wyrwało się komuś.
Wszyscy zaczęli się śmiać.
-No i ostatnia rzecz. Żołd. Wydaje się nierozsądne obdzielanie was dojczmarkami, a rubli w kasie nie mamy. Dlatego też ostatnia wyplata będzie w dolarach.
-Aaaaaaaaa... - Żołnierze zaczęli bić brawo.
-Ciszej! Ciszej! - uspokajał ich Watson.
-To wszystko. Gdyby jakimś cudem po wojnie ktoś spotkał mnie w Breslau... - Schielke urwał i odchrząknął nagle. - We Wrocławiu znaczy... To nie podchodzicie, żeby pogadać, nie pozdrawiacie, nie salutujecie - idziecie w swoją stronę. Nie znamy się odtąd i nigdy się nie widzieliśmy. To, co pamiętacie, nigdy się nie wydarzyło, a nasza historia nigdy nie miała miejsca.
-Tak jest!
-To naprawdę koniec. Rozejść się. - Schielke odwrócił się, żeby odejść, ale jeszcze przystanął na chwilę. - Pamiętajcie: nie bądźcie głupi, nie dajcie się zabić.
Jeden z żołnierzy podszedł bliżej. Był to starszy, tłusty Ślązak udający jąkałę.
-Panie kapitanie - teraz nie jąkał się zupełnie. - Chciałem powiedzieć w imieniu wszystkich, że... - Nie bardzo umiał ubrać myśli w słowa. - Że jakby było więcej takich oficerów jak pan... takich ludzi jak pan, to ten świat byłby bardziej, kurwa, ludzki.
Schielke podał mu pudełko z dokumentami i pieniędzmi.
-Rozdziel to wszystko między ludzi. My musimy znikać.
-Tak jest!
-I bez „tak jest”, „odmeldowuję się”, bez salutowania i takich tam. Po prostu: do widzenia - podał mu rękę.
Ślązak uśmiechnął się, oddając uścisk dłoni.
-Do widzenia, panie kap... - urwał. - Do widzenia, panie Schielke, szczęścia życzę.
-Nawzajem.
Razem z Holmesem, Watsonem i Heinim odeszli w milczeniu. Jedynie chłopak odwracał się kilka razy, łowiąc spojrzenia żołnierzy. Coś go wyraźnie męczyło.
-Panie kapitanie - szepnął konspiracyjnie.
-Co?
-Czy my dezerterujemy?
Holmes parsknął śmiechem. Watson o mało się nie przewrócił.
-Niewątpliwie - odparł Schielke. - To właśnie robimy w tej chwili.
Sam jednak ciągle nie czuł niczego szczególnego. No może... Ta ciemna, parkowa alejka, zieleń wokół tonąca w mroku. Atmosfera końca świata. Miejsce, które w jakimś sensie zaraz przestanie już istnieć. Nie, nie, alejka nie zniknie. Ale już jutro nie będzie taka sama. Będzie należeć do innego świata, rządzącego się innymi regułarni. Przed oczami stanęły mu poplątane losy miasta, historie ludzi, którzy je tworzyli. Nagle zdał sobie sprawę, że to ostatnia noc Breslau. jutro miasto zniknie. A przynajmniej ta jego część, której nie zagłuszyły jeszcze nazistowskie werble. A może nie? Może właśnie ta część ocaleje? Żegnaj Breslau, witaj Wrocławiu. Wiedziony jakimś irracjonalnym impulsem pogłaskał uspokajająco parkową ławeczkę, którą właśnie mijali.
Ciemna ścieżka wyprowadziła ich wprost na Adolf Hitler Strasse. Tu skręcili w lewo, by dojść do pierwszych kamienic osiedla-ogrodu Zimpel, zbudowanego na planie orła. Holmes otworzył kłódkę na drzwiach do małego składziku z narzędziami rolniczymi na skraju jednej z działek, a potem, kiedy weszli do ciasnego wnętrza, przez uchylną deskę dla bezpieczeństwa zamknął kłódkę z powrotem.
Szybko przebierali się w robocze drelichy wyciągnięte ze skrytki w podwójnym dachu. Wszystkie rzeczy trzeba było posegregować i ukryć w różnych miejscach. Tylko broń i dokumenty powędrowały do głównej skrytki. Resztę trzeba było zostawić w mniej bezpiecznych miejscach. Potem Holmes uruchomił podziemny telegraf - zdumiewająco proste i skuteczne rozwiązanie niebudzące niczyich podejrzeń, było bowiem po prostu mocno naciągniętym drutem. Wystarczyło stukać w drut czymś metalowym. Odpowiedź alfabetem Morse’a nadeszła już po kilkunastu sekundach.
-Czołgamy się kolejno. Sprawdźcie, czy w kieszeniach nie macie niczego metalowego.
Rzeczywiście, tunel stanowiły połączone metalowe beczki zakopane pod ziemią. Jakikolwiek głośniejszy stuk mógł zdradzić pozycje. Na szczęście nie musieli czołgać się zbyt daleko. Tunel prawdopodobnie prowadził tylko pod ulicą, za ogrodzenie obozu. Dla Schielkego i jego bolących pleców był to jednak dystans maratoński. Z najwyższym trudem wydostał się na górę po drugiej stronie, do wnętrza jakiejś kotłowni. Czekający na nich człowiek rozdał im dokumenty.