Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]
Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]

Электронная книга - «Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]». Краткое содержание книги:

Gwiazda Pella, strategiczny punkt w konflikcie zbrojnym Kompanii Ziemskiej i międzygwiezdnych kolonii. Ten, kto kontroluje Stacje Pella, decyduje o zasięgu ziemskich sił obronnych bądź o skali ziemskiej ekspansji w celu odzyskania utraconego imperium. Ale Pell jest zdecydowany utrzymać neutralność za wszelką cenę.
Ludzie z Gwiazdy Pella to obszerna, wielowątkowa i dramatyczna wizja przyszłości, ukazująca charaktery, postawy i ambicje nie odbiegające od naszych. Przez stronice tej powieści przewija się galeria fascynujących postaci, ludzkich i nieludzkich, których losy zależą od wyniku tytanicznych zmagań w skali kosmicznej.
Powieść ta otrzymała nagrodę Hugo w roku 1982.
1 ... 76 77 78 79 80 81 82 83 84 ... 146
Перейти на страницу:

— On wcale nie bredzi — powiedziała Mallory. — Przyszedł tu, żeby mnie zabić. Niech pan zabierze swojego przyjaciela do domu, panie Konstantin. I niech pan na niego uważa, bo załatwię tę sprawę po swojemu.

Zapadła martwa cisza.

— Dopilnuję tego — odezwał się po chwili Damon. Jego palce wpiły się w ramię Josha. — Chodź. Chodź.

Josh ruszył. Minęli wraz z Damonem i Eleną strażników pilnujących wejścia do sali i poszli długim korytarzem pełnym robotników i odoru chemikaliów; drzwi centrali zamknęły się za nimi. Żadne z nich się nie odzywało. Ręka Damona przesunęła się z jego ramienia na łokieć. Wsadzili go do windy i zjechali kawałek na piąty. W tym korytarzu było więcej strażników i policji stacji. Nie zatrzymywani przeszli do korytarzy części mieszkalnej i dotarli do drzwi apartamentu Damona. Stał czekając, podczas gdy Damon z Eleną zajęci byli procedurą zapalania świateł i zdejmowania kurtek.

— Poślę po twoje rzeczy — powiedział krótko Damon. Rozgość się, czuj się jak u siebie w domu.

Nie zasłużył sobie na takie powitanie. Wybrał obity skórą fotel, świadom swojego upapranego smarami ubrania roboczego. Elena przyniosła mu zimnego drinka. Sączył go odruchowo, nie smakując.

Damon usiadł na poręczy sąsiedniego fotela. Widać było, że jest zdenerwowany. Zauważywszy to Josh wybrał sobie punkt przy swoich stopach i skupił na nim wzrok.

— Przegoniłeś nas tam i z powrotem — odezwał się Damon. — Nie mam pojęcia, jak zdołałeś minąć nas niezauważony, ale udało ci się.

— Poprosiłem, żeby mnie puścili.

Cokolwiek Damon chciał powiedzieć, zmilczał to. Podeszła Elena i zajęła miejsce na kanapie naprzeciwko Josha.

— O co ci właściwie chodziło? — spytał spokojnie Damon. — Nie powinniście się w to mieszać. Nie chciałem, żebyście mieli z tym cokolwiek wspólnego.

— A więc uciekłeś przed nami?

Wzruszył ramionami.

— Josh, naprawdę chciałeś ją zabić?

— Może. Gdzieś. Kiedyś.

Nie wiedzieli co powiedzieć. W końcu Damon potrząsnął głową i odwrócił wzrok, a Elena wstała, stanęła za krzesłem Josha i delikatnie położyła dłoń na jego ramieniu.

— Nie udało się — mruknął w końcu Josh zacinając się. Źle wyszło. Boję się teraz, że ona myśli, że to wy mnie do tego namówiliście. Przepraszam was. Przepraszam.

Ręka Eleny pogładziła go po włosach i zsunęła się z powrotem na jego ramię.

Damon patrzył tylko na niego, jakby widział go po raz pierwszy.

— Niech ci do głowy nie przyjdzie, żeby próbować tego jeszcze raz — powiedział w końcu.

— Nie chciałem sprawiać wam przykrości. Nie chciałem, żebyście zabierali mnie do siebie. Pomyślcie tylko, jak oni na to patrzą: wy ze mną.

— Myślisz, że Mazian z dnia na dzień przejmie zarząd nad tą stacją? I myślisz, że kapitan Floty zerwie stosunki z Konstantinami, choć bez współpracy z nimi nie może się obejść, z osobistej zemsty?

Zastanowił się. To trafiało mu aż za bardzo do przekonania i dlatego wyglądało podejrzanie.

— Do niczego takiego nie dojdzie — ciągnął Damon. — Zapomnij więc o tym. Progu naszego mieszkania nie przekroczy żaden żołnierz, możesz być pewien. Po prostu nie dawaj im pretekstu. I nie oddalaj się stąd. Rozumiesz? Najgorsza rzecz, jaką możesz zrobić, to podsunąć im pretekst. Josh, czy wiesz, że na rozkaz Mallory zwolniono cię z aresztu? Poprosiłem ją. Zrobiła to teraz po raz drugi… w drodze wyjątku. Nie licz na trzeci raz.

Skinął głową. Był wstrząśnięty.

— Jadłeś dzisiaj?

Zastanowił się mając trudności z zebraniem myśli, wreszcie przypomniał sobie kanapkę i uświadomił, że przynajmniej za część jego złego samopoczucia odpowiedzialny był głód.

— Opuściłem kolację — powiedział.

— Dam ci trochę moich ubrań, które będą na ciebie pasowały. Umyj się i odpocznij. Jutro rano wrócimy do twojego mieszkania i zabierzemy stamtąd, co będzie ci potrzebne.

— Jak długo mam tu zostać? — spytał odwracając głowę, żeby spojrzeć na Elenę, a potem znowu na Damona. Mieszkanie było małe. Zdawał sobie sprawę z niewygody. — Nie mogę zwalać się wam na głowę.

— Zostaniesz tutaj, dopóki się nie uspokoi — zawyrokował Damon. — Jeśli będziemy musieli coś jeszcze załatwić, zrobimy to. Na razie zamierzam przejrzeć twoje dokumenty albo znaleźć jakąkolwiek inną wymówkę, która usprawiedliwiłaby spędzenie przez ciebie kilku najbliższych dni roboczych w moim biurze.

— Nie wrócę do warsztatu?

— Dopiero kiedy się uspokoi. Do tego czasu nie będziemy cię spuszczać z oka. Damy jasno do zrozumienia, że chcąc się do ciebie dobrać, będą musieli wywołać większy skandal. Wprowadzę też w to mojego ojca, żeby nikt w żadnym z biur nie dał się zaskoczyć niespodziewanym żądaniem. A ciebie proszę, nie prowokuj niczego.

— Nie będę — zgodził się.

Damon ruchem głowy wskazał za siebie, na przedpokój. Josh wstał i wyszedł za nim. Damon przystąpił do przeszukiwania naręcza ubrań, które wyjął z szafek znajdujących się przy drzwiach do łazienki. Josh wszedł do wanny, wykąpał się i spłukawszy z siebie wspomnienia z aresztu, od razu poczuł się lepiej. Owinął się mięciutkim szlafrokiem pożyczonym od Damona i wyszedł z łazienki w aromat przygotowywanej kolacji.

Jedli stłoczeni przy małym stole wymieniając się informacjami z tego, co widzieli w swoich sekcjach. Mógł wreszcie rozmawiać bez napięcia, bo chociaż nadal tkwił w tym koszmarze, to nie był już z nim sam na sam.

Wybrał sobie kąt w kuchence i wymościł tam posłanie z zadziwiających ilości pościeli, jaką wmusiła weń Elena. Jutro zorganizujemy pryczę, obiecała mu. Co najmniej hamak. Położył się. Słyszał, jak Damon z Eleną układają się do snu w dużym pokoju i czuł się bezpieczny uwierzywszy w końcu w to, co powiedział mu Damon… że ma teraz schronienie, którego nie sforsuje nawet Flota Maziana.

8

PODSPODZIE: SONDA LĄDOWNICZA AFRYKI,
BAZA GŁÓWNA GODZ. 2400 DG.;
GODZ. 1200 DP.; LOKALNY DZIEŃ

Emilio odchylił się na oparcie fotela i patrząc śmiało w ponurą twarz Poreya, czekał. Pokryty bliznami kapitan skończył nanoszenie notatek. na leżący przed nim wydruk i popchnął go przez stół w jego stronę. Emilio wziął plik papierów do rąk, przekartkował zapotrzebowanie na dostawy i pokiwał powoli głową.

— To może trochę potrwać — powiedział.

— W tej chwili — warknął Porey — przekazuję tylko meldunki i działam zgodnie z instrukcjami. Pan i pański personel nie przejawiacie ochoty do współpracy. Załatwiajcie to tak długo, jak chcecie.

Siedzieli w małym pomieszczeniu służbowym płaskopokładowego statku Poreya, z założenia nie przystosowanego do dłuższych lotów w kosmosie. Porey posmakował powietrza Podspodzia, ich kopuł, kurzu i błota i wycofał się zdegustowany na swój statek wzywając Emilia do siebie, zamiast składać mu wizyty w kopule głównej. A to bardzo Emiliowi odpowiadało; gdyby tylko zabrał jeszcze swoich żołnierzy, ale tego nie uczynił. Kręcili się wciąż na zewnątrz w maskach i z bronią. Zarówno Q, jak i stali robotnicy pracowali na polach pod lufami karabinów.

— Ja również dostaję instrukcje — powiedział Emilio i działam zgodnie z nimi. Najlepszym wyjściem, kapitanie, będzie uznanie, że obie strony są świadome sytuacji i zapewniam pana, że wszystkie wasze żądania zostaną zaspokojone, byle tylko nie przerastały naszych możliwości. Obaj wykonujemy rozkazy.

1 ... 76 77 78 79 80 81 82 83 84 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)