Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]
Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]

Электронная книга - «Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]». Краткое содержание книги:

Gwiazda Pella, strategiczny punkt w konflikcie zbrojnym Kompanii Ziemskiej i międzygwiezdnych kolonii. Ten, kto kontroluje Stacje Pella, decyduje o zasięgu ziemskich sił obronnych bądź o skali ziemskiej ekspansji w celu odzyskania utraconego imperium. Ale Pell jest zdecydowany utrzymać neutralność za wszelką cenę.
Ludzie z Gwiazdy Pella to obszerna, wielowątkowa i dramatyczna wizja przyszłości, ukazująca charaktery, postawy i ambicje nie odbiegające od naszych. Przez stronice tej powieści przewija się galeria fascynujących postaci, ludzkich i nieludzkich, których losy zależą od wyniku tytanicznych zmagań w skali kosmicznej.
Powieść ta otrzymała nagrodę Hugo w roku 1982.
1 ... 74 75 76 77 78 79 80 81 82 ... 146
Перейти на страницу:

— Zabierając go do siebie ryzykujemy odnotowanie tego faktu w aktach Floty…

— Wydaje mi się, że wiem, co chcesz zrobić.

Ona też była uparta. Zatrzymał się przy windzie i myślał z palcem na przycisku.

— Tak, chyba będzie lepiej, jeśli go do siebie zabierzemy przyznał w końcu.

— Tak — powiedziała. — Ja też tak myślę.

7

PELL: SEKTOR BIAŁY CZTERY:
GODZ. 2230

Jon Lukas podążał wyludnionymi korytarzami zdenerwowany pomimo posiadania przepustki, jakie Keu wydał wszystkim, którzy znajdowali się w sali rady. Obiecano im, że poczynając od świtu dnia głównego może nastąpić stopniowe wycofywanie żołnierzy. Musi, pomyślał. Niektórych już odesłano na odpoczynek. Zluzowały ich nie noszące pancerzy załogi statków Floty; wszędzie panował spokój; tylko raz, przy wyjściu z windy, musiał okazać dokumenty. Dotarł do swoich drzwi i otworzył je za pomocą karty.

W pokoju frontowym nie było nikogo. Serce podskoczyło mu ze strachu do gardła na myśl, że jego nieproszony gość ulotnił się, ale w tym samym momencie w korytarzyku przy kuchni pojawił się Bran Hale, który wyraźnie odetchnął z ulgą na jego widok.

— W porządku — powiedział Hale i z kuchni wyszedł Jessad, a za nim dwóch ludzi Hale’a.

— Nareszcie — odezwał się Jessad. — To zaczynało być coraz bardziej nudne.

— I dalej będzie — powiedział z irytacją Jon. — Dziś zostajecie tu wszyscy na noc; Hale, Daniels, Clay… Nie życzę sobie, aby pod nosem żołnierzy wysypywał się z mojego mieszkania tabun gości. Odejdą nad ranem.

— Flota? — zapytał Hale.

— Pełno żołnierzy we wszystkich korytarzach. — Jon podszedł do kuchennego barku i przyjrzał się butelce, która była pełna, kiedy wchodził, a teraz widać już było w niej dno. Nalał sobie drinka i z westchnieniem pociągnął łyk. Oczy piekły go z wyczerpania. Podszedł do ulubionego fotela i zagłębił się w nim z rozkoszą. Jessad zajął miejsce naprzeciw, po drugiej stronie niskiego stolika, a Hale ze swoimi ludźmi szperali w barku szukając następnej butelki. — Cieszę się, że był pan ostrożny — powiedział do Jessada. — Niepokoiłem się.

Jessad uśmiechnął się swymi kocimi oczyma.

— Wyobrażam sobie. Ale jestem pewien, że zaraz pomyślał pan nad rozwiązaniem. Niewykluczone, że nadal się pan nad nim zastanawia. Może przedyskutujemy to wspólnie?

Jon zmarszczył czoło i zerknął na Hale’a i jego ludzi. — Bardziej ufam im niż panu i to jest fakt.

— Nie wykluczam, że brał pan też pod uwagę możliwość pozbycia się mnie — powiedział Jessad. — I nie byłbym wcale zdziwiony, gdyby właśnie w tej chwili bardziej pochłaniała pana myśl, gdzie to zrobić niż czy w ogóle to zrobić. W ten sposób mógłby się pan pozbyć całego kłopotu. I prawdopodobnie pozbyłby się pan.

Bezpośredniość zbiła Jona z tropu.

— Ponieważ to pan podjął ten temat, przypuszczam, że trzyma pan w zanadrzu kontrpropozycję.

Uśmiech nie spełzał z ust Jessada.

— Po pierwsze: nie stanowię żadnego bezpośredniego zagrożenia; może zechce pan to przemyśleć. Po drugie: przybycie Maziana wcale mnie nie przeraża.

— Dlaczego?

— Ponieważ byłem przygotowany na taką ewentualność.

Jon podniósł szklankę do ust i pociągnął łyk piekącego trunku.

— Jak to?

— Kiedy skacze się, żeby trafić w jakiś określony punkt Kosmosu, panie Lukas, można tego dokonać na jeden z trzech bezpiecznych sposobów: po pierwsze nie wchodzić w skok zbyt gwałtownie… jeśli znajduje się pan w bardzo dobrze sobie znanej okolicy; albo wykorzystać siłę przyciągania gwiazdy; albo, jeśli jest pan dobry, jakiejś masy znajdującej się w punkcie przejściowym. W pobliżu Pell krąży sporo żelastwa, prawda? Niezbyt tego dużo, ale wystarczy.

— O czym pan mówi?

— O flocie Unii, panie Lukas. Czy myśli pan, że bez żadnego powodu po raz pierwszy od dziesiątków lat Mazian zgromadził w jednym miejscu wszystkie swoje statki? Pell jest wszystkim, co im pozostało, a niedaleko stąd znajduje się flota Unii. Wysłali mnie właśnie przodem wiedząc, że Mazian się tu zjawi.

Hale i jego ludzie rozsiedli się na kanapie i na jej poręczach. Jon rozważał w myślach sytuację. Pell w charakterze pola bitwy; to był najgorszy ze wszystkich możliwych scenariuszy.

— A co się stanie z nami, kiedy się okaże, że nie można wyprzeć stąd Maziana?

— Maziana można przepędzić. A wtedy nie pozostanie mu już ani jedna baza. Będzie skończony; a my będziemy mieli pokój, panie Lukas, ze wszystkimi wypływającymi z tego korzyściami. Po to tu jestem.

— Słucham.

— Trzeba usunąć wyższych urzędników. Trzeba usunąć Konstantinów. Pan musi zająć ich miejsce. Czy będzie pana na to stać, panie Lukas, pomimo związków rodzinnych? Wiem, że wchodzi tu w grę pokrewieństwo; pan, żona Konstantina…

Zacisnął mocno usta zżymając się jak zawsze na samą myśl o Alicji. Nie potrafił się z tym pogodzić. Nigdy tego nie przetrawi. Tej wegetacji podtrzymywanej przez maszyny nie można było nazwać życiem. To nie było życie. Otarł twarz.

— Nie rozmawiamy ze sobą. Od lat nie zamieniliśmy słowa. Moja siostra jest inwalidką; Dayin pewnie wam powiedział.

— Tak, wiem o tym. Mówię o jej mężu, o jej synach. Będzie pana na to stać, panie Lukas?

— Czy będzie mnie stać? Tak, jeśli takie planowanie ma sens.

— Na tej stacji przebywa człowiek nazwiskiem Kressich. Wciągnął powoli powietrze w płuca opierając trzymaną w dłoni szklankę z drinkiem na poręczy fotela.

— Vassily Kressich, Radca Q wyłoniony w drodze wyborów. Skąd o nim wiecie?

— Dayin Jacoby podał nam jego nazwisko mówiąc, że to Radca z tej strefy; i mamy akta. Ten Kressich przychodzi z Q na posiedzenia rady. Czy ma wtedy uprawniającą do tego przepustkę, czy też znają go z widzenia?

— I jedno i drugie. Tam są strażnicy.

— Czy można przekupić tych, którzy go kontrolują?

— W niektórych wypadkach tak. Ale stacjonerzy, odznaczają się wrodzoną niechęcią do robienia czegokolwiek, co może zagrozić bezpieczeństwu stacji, na której żyją. Może pan przemycić do Q narkotyki i trunki; ale człowieku… sumienie strażnika jeśli chodzi o używki i jego instynkt samozachowawczy, to dwie różne sprawy.

— A zatem wszelkie narady będziemy zmuszeni odbywać z nim w przelocie, prawda?

— Nie tutaj.

— To pozostawiam panu. Może wypożyczyć dla niego przepustkę i dokumenty. Jestem pewien, że wśród wielu pana zaufanych pracowników da się coś załatwić, jakiś lokal niedaleko strefy Q…

— O jakich naradach pan mówi? I czego pan chce od Kressicha? To mięczak.

— Ilu w sumie zatrudnia pan ludzi tak samo pewnych i zaufanych, jak ci tutaj? — zapytał Jessad. — Ludzi, którzy mogliby podjąć ryzyko, którzy nie zawahaliby się zabić? Potrzebujemy takich.

Jon zerknął na Brana Hale’a czując, że braknie mu tchu. Spojrzał znowu na Jessada.

— No cóż, powiem panu, że Kressich do takich nie należy.

— Kressich ma kontakty. Czy bez nich człowiek mógłby się utrzymać na szczycie tego monstrum, jakim jest Q?

1 ... 74 75 76 77 78 79 80 81 82 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)