Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]
Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]

Электронная книга - «Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]». Краткое содержание книги:

Gwiazda Pella, strategiczny punkt w konflikcie zbrojnym Kompanii Ziemskiej i międzygwiezdnych kolonii. Ten, kto kontroluje Stacje Pella, decyduje o zasięgu ziemskich sił obronnych bądź o skali ziemskiej ekspansji w celu odzyskania utraconego imperium. Ale Pell jest zdecydowany utrzymać neutralność za wszelką cenę.
Ludzie z Gwiazdy Pella to obszerna, wielowątkowa i dramatyczna wizja przyszłości, ukazująca charaktery, postawy i ambicje nie odbiegające od naszych. Przez stronice tej powieści przewija się galeria fascynujących postaci, ludzkich i nieludzkich, których losy zależą od wyniku tytanicznych zmagań w skali kosmicznej.
Powieść ta otrzymała nagrodę Hugo w roku 1982.
1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 146
Перейти на страницу:

— Macie ich jak najszybciej odprowadzić w bezpieczne miejsce — powiedział.

— Niech pan przekaże przez komunikator, żeby dali nam wolną drogę rampami awaryjnymi od czwartej do dziewiątej, aż do doków — powiedział Damon. — Stamtąd można się dostać do ich miejsca zakwaterowania. To najszybsza i najbezpieczniejsza z możliwych tras. — Nie czekał na komentarz Vanarsa, tylko skinął ręką na Dołowców. — Za mną! — krzyknął.

Umilkli i ruszyli. Niebieskozęby z ręką owiniętą białym bandażem podźwignął się z ziemi, żeby nie zostać z tyłu i zatrajkotał coś do innych. Zawtórowała mu Satyna i wśród Dołowców podniosła się powszechna i spontaniczna, radosna wrzawa. Damon szedł na czele ramię w ramię z Eleną, a Dołowcy dotrzymywali im kroku maszerując ochoczo i szybko obok i za nimi przy specyficznym akompaniamencie posapywań przez maski do oddychania. Kilku strażników rozstawionych wzdłuż korytarza, znalazłszy się nagle w mniejszości, trwało w bezruchu na swych posterunkach, a Dołowcy trajkotali między sobą z coraz większą swobodą. Tak dotarli do końca korytarza i wkroczyli na szeroką, spiralną rampę prowadzącą do drzwi na wszystkich dziewięciu poziomach. Gdy zaczęli schodzić po rampie, lewą rękę Damona oplotło wężowym ruchem czyjeś ramię; spojrzał w bok i zobaczył obok siebie Niebieskozębego; razem z nim szła Satyna. Ta dziwaczna, cztero-, nie, pięcioosobowa kompania, bo jeszcze jeden Dołowiec wsunął ramię pod prawą rękę Eleny, kroczyła teraz pierś w pierś na czele pochodu. Satyna krzyknęła coś. Odpowiedział jej chór głosów. Znowu coś krzyknęła; jej głos powrócił odbity echem od głębi i wyżyn; i znowu zagrzmiał chór radosnych głosów, któremu towarzyszył równoczesny podskok całej podążającej za nimi gromady. Teraz krzyknął ktoś z tyłu; i jemu odpowiedziano chórem; i znowu. Damon uścisnął dłoń Eleny poruszony z początku i zaniepokojony tym dziwnym zachowaniem, ale idący obok niego Dołowcy promienieli radością i wydawane przez nich okrzyki zaczynały mu przypominać jakąś pieśń marszową.

Wkroczyli na zielony dziewięć, przemaszerowali przez długi korytarz i weszli z głośnym okrzykiem na teren doków; odpowiedziało im echo. W tyralierze żołnierzy strzegących dostępu do statków nastąpiło złowieszcze poruszenie, ale na tym się skończyło.

— Stać — zakomenderował Damon i zatrzymali się. Tutaj mieszkali i nadeszła chwila rozstania. — Idźcie — powiedział Damon — idźcie i bądźcie ostrożni. Nie straszcie ludzi z karabinami.

Myślał, że puszczą się biegiem ku wolności, bo już zaczynali przestępować z nogi na nogę, ale oni podchodzili jeden za drugim i z czułą delikatnością ściskali jego i Elenę, przez co rozstanie trochę potrwało.

Satyna i Niebieskozęby objęli ich i poklepali jako ostatni.

— Kochać was — powiedział Niebieskozęby.

— Kochać was — powtórzyła za nim Satyna.

Ani słowa, ani jednego pytania o zabitego.

— Wielkolud zginął — poinformował ich Damom chociaż wnioskując z oparzenia Niebieskozębego był pewien, że są w jakiś sposób wplątani w tę aferę. — Nie żyje.

Satyna dygnęła z namaszczeniem, wcale nie zaskoczona tą wiadomością.

— Ty wysłać go do domu, człowiek-Konstantin.

— Odeślę go — obiecał. Ludzie umierając nie zasługiwali na transport. Nie byli tak silnie przywiązani do tej ziemi ani do jakiejkolwiek innej ziemi. Odczuwali nieokreśloną potrzebę grzebania swoich zmarłych, ale nie za cenę kłopotu, jakie niósł pochówek. Był to kłopot, ale kłopotliwe było też zostać zamordowanym daleko od domu. — Dopilnuję tego.

— Kochać was — oznajmiła uroczyście Satyna, uściskała go po raz drugi, potem najdelikatniej jak potrafiła, położyła dłoń na brzuchu Eleny i oddalili się razem z Niebieskozębym, żeby po przejściu paru kroków puścić się pędem ku śluzie prowadzącej do ich tuneli.

Elena stała z ręką na brzuchu i patrzyła na Damona z oszołomieniem.

— Skąd ona wiedziała? — zapytała śmiejąc się z zakłopotaniem. Jego też to zastanowiło.

— Trochę widać — powiedział.

— Oni też to widzą?

— Sami nie mają dużych brzuchów — odparł i patrząc przez jej ramię na doki i szeregi żołnierzy dodał: — Chodźmy stąd. Nie lubię tego miejsca.

Spojrzała tam gdzie on, na żołnierzy i bardziej barwne grupki koczujące przy barach i restauracjach ciągnących się ku uciekającemu w górę horyzontowi doków, na kupców nie spuszczających oka z wojska i z doków, które im zabrano.

— To miejsce należało do kupców od zarania Pell — powiedziała — tak samo bary i domy noclegowe. Teraz zamyka się je i nawet żołnierze Maziana nie będą tym uszczęśliwieni. Załogi frachtowców i mazianowcy w jednym barze, w jednym domu noclegowym… niech lepiej służba bezpieczeństwa stacji ma się na baczności, kiedy któryś z tych żołnierzy urwie się na lewą przepustkę.

— Chodźmy — powiedział Damon biorąc ją za rękę. — Nie chcę żebyś się w to mieszała. Rzucasz wszystko i biegniesz do tamtego korytarza z Dołowcami…

— A ty gdzie byłeś? — odparowała. — Na dole w tunelach.

— Znam je.

— A ja znam doki.

— To co robiłaś tam na górze, na czwartym?

— Byłam tutaj, kiedy przyszła wiadomość; poprosiłam Keu, żeby mi pozwolił wrócić do mojego miejsca pracy i zgodził się; przydzielił mi też swojego porucznika do współpracy z biurami dokowymi; byłam w pracy, jeśli chcesz wiedzieć; a kiedy przez komunikator Floty nadeszła ta wiadomość, pobiegłam na górę razem z Vanarsem, zanim nie zastrzelili kogoś jeszcze.

Przytulił ją czule i ruszyli korytarzem skręcając do niebieskiego dziewięć. Ujrzeli kolejny wyludniony korytarz strzeżony przez rozstawionych z rzadka żołnierzy.

— Josh — przypomniał sobie nagle, opuszczając rękę.

— Co Josh?

Skręcił do windy wyjmując po drodze papiery z kieszeni, ale pełniący tu służbę żołnierze z Indii przepuścili ich bez sprawdzania dokumentów.

— Zgarnęli Josha. Mallory wie, że tu jest i gdzie jest.

— Co zamierzasz zrobić?

— Mallory zgodziła się go zwolnić. Może już go wypuścili. Muszę sprawdzić w komputerze, czy jest jeszcze w areszcie, czy już w swoim mieszkaniu.

— Mógłby spać u nas.

Zamilkł. O tym nie pomyślał.

— Czy inaczej będziemy mogli spać spokojnie? — spytała.

— W jego towarzystwie też sobie nie pośpimy. We trójkę w takiej klitce. A może w jednym łóżku?

— Sypiałam już w tłoku. Czasami nawet dłużej niż jedną noc. Jeśli dobiorą się do niego…

— Eleno. Co innego, gdy protest składa stacja. W tej sprawie istnieją pewne drażliwe momenty, osobiste porachunki z Joshem…

— Tajemnice?

— Rzeczy, które nie lubią światła dziennego. Rzeczy, których wyjścia na jaw Mallory może sobie nie życzyć, rozumiesz? Ona jest niebezpieczna. Rozmawiałem z wieloma mordercami, którzy nie dorastali jej do pięt, jeśli chodzi o bezwzględność.

— Jest kapitanem Floty. To elita, Damonie. Spytaj którego chcesz kupca. Orientujesz się przecież, że w tych oddziałach, które zajęły stację, znajduje się niejeden krewniak kupców, ale oni nie wyłamią się z szeregu nawet po to, by pozdrowić własną matkę. To co zabiera Flota… już nie wraca. Znam Flotę lepiej od ciebie i mogę ci tylko powiedzieć, że jeśli chcemy coś zrobić, to powinniśmy to zrobić. Teraz.

1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)