Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]
Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]

Электронная книга - «Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]». Краткое содержание книги:

Gwiazda Pella, strategiczny punkt w konflikcie zbrojnym Kompanii Ziemskiej i międzygwiezdnych kolonii. Ten, kto kontroluje Stacje Pella, decyduje o zasięgu ziemskich sił obronnych bądź o skali ziemskiej ekspansji w celu odzyskania utraconego imperium. Ale Pell jest zdecydowany utrzymać neutralność za wszelką cenę.
Ludzie z Gwiazdy Pella to obszerna, wielowątkowa i dramatyczna wizja przyszłości, ukazująca charaktery, postawy i ambicje nie odbiegające od naszych. Przez stronice tej powieści przewija się galeria fascynujących postaci, ludzkich i nieludzkich, których losy zależą od wyniku tytanicznych zmagań w skali kosmicznej.
Powieść ta otrzymała nagrodę Hugo w roku 1982.
1 ... 79 80 81 82 83 84 85 86 87 ... 146
Перейти на страницу:

Wszedł do środka. Było to małe mieszkanko z nie zasłanym łóżkiem; wszędzie leżały porozrzucane w nieładzie części garderoby.

Z wnęki spełniającej rolę kuchni wychynął jakiś mężczyzna, człowiek o nieokreślonym wyglądzie w wieku trzydziestu kilku lat.

— Kim pan jest? — zapytał Kressicha.

To wytrąciło go z równowagi. Chciał schować kartę do kieszeni, ale mężczyzna wyciągnął po nią rękę. Oddał mu ją.

— Nazwisko? — zapytał mężczyzna.

— Kressich. — I z desperacją: — Muszę… wyliczają mnie z każdej minuty.

— A więc nie zajmę panu dużo czasu. Pochodzi pan z Gwiazdy Russella, panie Kressich, tak?

— Myślałem, że pan mnie nie zna.

— Żona Jen Justin; syn Romy.

Namacał obok siebie mały fotel i przytrzymał się jego oparcia, bo poczuł ukłucie w sercu.

— O czym pan mówi?

— Zgadza się, panie Vassily Kressich?

Kiwnął głową.

— Współobywatele z Q obdarzyli pana zaufaniem wybierając na swego przedstawiciela. Jest pan oczywiście tym, którego inicjatywę względem ich interesów respektują.

— O co panu chodzi?

— Pański okręg wyborczy znajduje się w niewesołym położeniu… chodzi mi o zamieszanie z dokumentami. I kiedy wojskowe służby bezpieczeństwa docisną śrubę, a do tego w końcu dojdzie po przejęciu całej władzy przez siły Maziana, zastanawiam się, panie Kressich, jakie środki zaradcze można przedsięwziąć. Wszyscy, oczywiście, jesteście w taki czy inny sposób przeciwko Unii; niektórzy z niekłamanej niechęci; inni, bo widzą w tym swój interes; jeszcze inni, bo tak im wygodnie. A pan do której z tych kategorii się zalicza?

— Skąd pan czerpał te informacje?

— Ze źródeł oficjalnych. Wiem o panu dużo takich rzeczy, których nie powiedział pan komputerowi. Poszperałem trochę. Ściślej mówiąc widziałem się z pańską żoną i synem. Jest pan zainteresowany?

Skinął głową, bo tylko to w tej chwili mógł zrobić. Wspierał się na fotelu usiłując złapać oddech.

— Czują się dobrze. Przebywają na stacji, której nazwę znam… A może już ich przeniesiono. Mając nazwisko człowieka reprezentującego tak potężną liczbę ludzi na Pell, Unia zdaje sobie sprawę z ich potencjalnej wartości. Wyszukał ich komputer i już ich nie zgubi. Chciałby się pan z nimi ponownie zobaczyć, panie Kressich?

— Czego ode mnie chcecie?

— Żeby poświęcił pan nam trochę swojego czasu. Poczynił w naszym imieniu trochę przygotowań z myślą o przyszłości. Może uratować pan siebie, swoją rodzinę, swoich wyborców, którzy pod rządami Maziana są pariasami. Jaką pomoc mógłby pan uzyskać od Maziana w odszukaniu rodziny? A z pewnością istnieją jeszcze inne rozbite rodziny, które mogą teraz żałować pochopnej decyzji, decyzji narzuconej im przez Maziana, które mogą rozumieć… że rzeczywistym interesem każdego Pogranicznika jest samo Pogranicze.

— Pan jest z Unii — powiedział Kressich, żeby rozwiać wszelkie wątpliwości.

— Panie Kressich. Jestem Pogranicznikiem. Pan nie?

Kressich przysiadł na poręczy fotela, bo nogi się pod nim uginały.

— To czego chcecie?

— W Q istnieje zapewne jakaś struktura władzy, coś, w czym powinien się pan orientować. Człowiek taki jak pan… jest z nią bez wątpienia w kontakcie.

— Mam kontakty.

— A wpływy?

— Wpływy też.

— Wcześniej czy później znajdziecie się w rękach Unii; zdaje pan sobie z tego sprawę… jeśli Mazian nie podejmie jakichś kroków na własną rękę. Czy wyobraża pan sobie, do czego może się posunąć, jeśli postanowi tu zostać? Myśli pan, że zamierza tolerować Q w pobliżu swoich statków? Nie, panie Kressich, z jednej strony stanowicie tanią siłę roboczą, z drugiej plagę. Zależnie od sytuacji. Wnioskując z rozwoju sytuacji, wkrótce staniecie się dla niego uciążliwym balastem. Jak mogę się z panem kontaktować, panie Kressich?

— Tak jak dzisiaj się pan ze mną skontaktował.

— Gdzie się mieści pańskie biuro?

— Pomarańczowy dziewięć 1001.

— Jest tam komunikator?

— Stacyjny. Tylko stacja może się ze mną łączyć. I psuje się. Za każdym razem, kiedy chcę uzyskać połączenie, muszę to robić poprzez centralę komunikatora; tak jest nastawiony. Pan nie może… nie może rozmawiać ze mną za pośrednictwem tej linii. Zresztą zawsze jest popsuty.

— W Q panują warunki do wzniecenia buntu, prawda?

Skinął głową.

— Czy Radca Q może… go zaaranżować?

Po raz drugi skinął głową. Pot spływał mu po twarzy i po bokach.

— Możecie zabrać mnie z Pell?

— Kiedy zrobi pan dla mnie wszystko co w pana mocy, bilet ma pan zapewniony, panie Kressich. Niech pan zbierze swoje siły. Nawet nie pytam, kim oni są. Ale pan będzie wiedział, że to ja. Wiadomość ode mnie będzie zawierała słowo „Vassily”. Tylko tyle. Tylko to słowo. I gdyby nadszedł taki komunikat, pan dopilnuje, aby natychmiast wybuchły rozruchy i to na szeroką skalę. I od tej chwili może się pan już przygotowywać do powrotu na łono rodziny.

— Kim pan jest?

— Niech pan już idzie. Nie stracił pan więcej niż dziesięć minut swojego cennego czasu. Wytłumaczy się pan z tego. Ale na pana miejscu, panie Kressich, pośpieszyłbym się.

Kressich wstał, zerknął za siebie i wyszedł w pośpiechu. Twarz owiało mu zimne powietrze korytarza. Nikt go nie zatrzymywał, nikt nie zwracał na niego uwagi. Zrównał krok z przechodniami podążającymi głównym korytarzem i zadecydował, że jeśli będą mu kazali wyliczyć się z czasu, powie, iż rozmawiał z Konstantinem i z ludźmi w foyer; że źle się poczuł i zatrzymał na chwilę w świetlicy. Sam Konstantin potwierdzi, że wyszedł zdenerwowany. Otarł ręką twarz, wzrok mu się mącił. Skręcił za róg, wyszedł na dok zielony, nie zatrzymując się dotarł do niebieskiego i do granicy Q.

Rozległo się pukanie do drzwi. Otworzyć poszedł Hale, a Jon odwrócił się z napięciem na swym miejscu przy barku w kuchni i odetchnął z ulgą, gdy do mieszkania wkroczył Jessad. Drzwi zamknęły się za nim.

— Bez problemów — powiedział od progu Jessad. — Wie pan, że usuwają oznakowania? Przygotowują się do akcji wewnątrzstacyjnej. Utrudniają trochę połapanie się w kierunkach.

— Zawiódł się pan na Kressichu?

— Bez problemów. — Jessad ściągnął płaszcz i cisnął go Keiferowi, człowiekowi Hale’a, który wychodził akurat z sypialni. Keifer pomacał od razu kieszeń kurtki i ze zrozumiałą ulgą wyciągnął z niej swoje dokumenty.

— Nie zatrzymywali pana? — spytał.

— Nie — odparł Jessad. — Poszedłem prosto do twojego mieszkania, wszedłem i posłałem z kartą twojego współlokatora… wszystko poszło gładko.

— Zgodził się? — spytał Jon.

— Oczywiście, że się zgodził. — Jessad znajdował się w świetnym nastroju odczuwając jeszcze resztki podniecenia. Jego normalnie matowe oczy błyszczały teraz wesoło. Podszedł do barku i nalał sobie drinka.

— A moje ubranie? — przypomniał Keifer.

Jessad roześmiał się, upił łyk, potem odstawił szklankę i zaczął zdejmować koszulę.

— Wrócił do Q. Kontrolujemy teraz strefę kwarantanny.

NOSICIEL UNII JEDNOŚĆ
WŚRÓD FLOTY UNII:
OTWARTY KOSMOS

Ayres, ignorując strażników, usiadł przy stole w świetlicy, podparł się łokciami o blat i próbował dojść do siebie. Pozostał w tej pozycji przez kilka oddechów, potem wstał i na nogach jak z waty podszedł do dozownika wody zainstalowanego na ścianie. Zmoczył palce i obmywszy sobie twarz zimną wodą wziął papierowy kubek i napił się, żeby uspokoić żołądek.

1 ... 79 80 81 82 83 84 85 86 87 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)