Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]
Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]

Электронная книга - «Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]». Краткое содержание книги:

Imperium szykuje się do wojny z Yezd, ale pojawia się nowe zagrożenie — bunt księcia Draxa i jego wojsk. Zdrada najemników doprowadza Videssos na skraj katastrofy i tylko talent dowódczy Marcusa Scaurusa i zręczna dyplomacja jego sprzymierzeńca zamieniają klęskę w zwycięstwo. Jednak Imperium Videssos w dalszym ciągu czeka walka z Yezd, Do odległej krainy potężnych koczowników wyrusza poselstwo, które ma pozyskać ich pomoc. Jego droga najeżona jest niebezpieczeństwami, o sojusz z koczownikami stara się również Yezd…
1 ... 76 77 78 79 80 81 82 83 84 ... 130
Перейти на страницу:

— Bestia! Zwierzę! Gorzej niż zwierzę; podłe, przeklęte, ohydne bydlę! — Jej twarz była śmiertelnie blada, tylko wysoko, pod oczami, nabierała koloru.

Legioniści i ich kobiety udawali, że nic nie słyszą. Przywilej dowódcy — pomyślał Marek. Gdyby to był jakiś zwykły żołnierz i jego kochanka, zaraz zebrałaby się wokół nich publiczność. Wziął ją za łokieć, starając się skierować z powrotem do namiotu.

— Nie wściekaj się na mnie — ostrzegł. — Zostawiłem ich przy życiu, chociaż i tak na to nie zasłużyli.

Odsunęła się od niego.

— Przy życiu? Co to za życie, siedzieć pod murem z miską w ręce i żebrać o miedziaki? Mój brat?

Wybuchnęła płaczem. Trybunowi udało się wreszcie wprowadzić ją do namiotu, z dala od oczu gapiów. Malrik, jak przypuszczał, bawił się gdzieś na zewnątrz. Dosti, wyrwany z drzemki, zaczął płakać w swoim łóżeczku, gdy jego matka, szlochając, weszła do namiotu. Marek próbował ją pocieszać, mówiąc:

— Nie ma powodu do płaczu, kochanie. Popatrz, mam tu prezent dla ciebie. Helvis spojrzała na niego dzikim wzrokiem.

— Więc teraz jestem twoją dziwką, którą kupujesz sobie za świecidełka?

Czuł jak się czerwieni i przeklinał swoje niezręczne słowa. Videssańskie przemówienia były napuszone i trudne, ale mógł je wcześniej przećwiczyć. A tu, teraz?

— Zobacz sama — powiedział krótko i rzucił jej małą skórzaną torebkę. Złapała ją odruchowo, szarpnięciem odciągnęła rzemyk i zajrzała do środka.

— To ma być prezent? — wyjąkała, ze zdziwienia zapominając na moment o złości. — Kawałki nadpalonego tłuszczu?

— Miałem nadzieję, że ci się spodoba — powiedział Skaurus. — Bo każdy z twoich cennych wyspiarzy — tak, twój złotousty braciszek też — położył je na oczach, kiedy moi żołnierze przyciskali ich do ziemi.

Poruszała ustami nie wydając żadnego dźwięku — coś o czym trybun już słyszał, ale nigdy jeszcze nie widział. W końcu wyszeptała:

— Nie są ślepi?

— Ani troszeczkę — powiedział Marek, wyraźnie z siebie zadowolony. — Chociaż Turgot niepotrzebnie się ruszył i przypalił sobie kawałek brwi, biedny zapłakany głupiec. Świetny żart, nie uważasz? — kontynuował, nie wiedząc, że niemal dokładnie powtórzył słowa swojego śmiertelnego wroga. — Wszystkie zamieszki i spiski mieszczan opadły jak przebity balon, a Ansfrit w panicznym pośpiechu oddaje mi zamek, żeby nie doczekać się tego samego.

Ale Helvis już go nie słuchała.

— Nie są śl… — zaczęła krzyczeć i ugryzła go w dłoń, którą zakrył j ej usta.

— Nic o tym nie wiesz — powiedział, znowu poważny. — Nigdy o tym nie słyszałaś. Oprócz legionistów, którzy się nimi zajmowali i kilku innych stojących wystarczająco blisko żeby się zorientować, wie o tym tylko ten rzeźnik w czerwonym kaftanie, a dobrze mu zapłacono za milczenie. Rozumiesz?

— Tak — odpowiedziała tak cicho, że oboje się roześmiali. — Mogłabym zrobić wszystko, wszystko, byle tylko Soterykowi nic się nie stało. Och, cicho bądź — powiedziała do Dostiego, wyjmując go z łóżeczka. — Wszystko jest w porządku.

— W porządku? — powtórzył Dosti powątpiewająco i dostał czkawki. Marek podrapał go po głowie. Zdawało mu się, że za każdym razem, gdy patrzył na swojego syna, ten miał mu coś nowego do pokazania.

— W porządku — powiedziała Helvis.

X

Wieża oblężnicza przetoczyła się po planszy.

— Pilnuj teraz swojego imperatora! — powiedział Viridoviks, zabierając pojmanego piechura — nie wiadomo, czy jeszcze się nie przyda, walcząc po stronie Viridoviksa.

Seirem wykrzywiła usta w złości i zażegnała niebezpieczeństwo sztuką srebra. Celt odciągnął wieżę na bezpieczną odległość. Posunęła inną sztukę o jedno pole, dochodząc do siódmego rzędu planszy o wymiarach dziewięć na dziewięć. Z uśmiechem odwróciła płaski bloczek, by odsłonić nową, złotą postać na jego rewersie.

— Podwyższam na złoto — powiedziała.

— Nie musisz mi przypominać — odparł żałośnie. Jako mocniejszy, złoty żeton zaatakował od razu j ego kapłana i j eźdźca. Kapłan był dla niego cenniej szy, i j ego też wycofał. Seirem zabrała j e-źdźca. Zupełnie jak Videssańczycy — pomyślał Viridoviks — pieniądze walczą za nich na kolorowej planszy, a im dalej na terytorium przeciwnika, tym większej nabierają wartości.

Ciekawy był, jak długo plansza i figury wędrowały z nomadami, jako nieużywana ciekawostka. Bez wątpienia, jakiś koczownik przywiózł je ze sobą z Pristy, zaintrygowany bogatymi złoceniami na dębowym blacie, rowkami oddzielającymi pola, które wypełnione były masą perłową, i przez żetony z kości słoniowej z figurami ułożonymi ze szmaragdów, turkusów i granatów. W Videssos Gal uczył się grać na planszy ze sztywnej skóry, a za pionki służyły mu nieudolnie wystrugane sosnowe krążki. Uwielbiał tę grę głównie dlatego, że nic nie zależało tutaj od szczęścia.

W Imperium uchodził za dobrego, ale nie błyskotliwego gracza. Tutaj został nauczycielem, a żaden z jego uczniów nie mógł mu jeszcze sprostać. Seirem robiła jednak duże postępy. „O wiele za duże”, mruknął w swoim celtyckim dialekcie — użyła zdobytego przed chwilą jeźdźca przeciwko niemu, i to z niezłym efektem.

Musiał się sporo namęczyć, zanim w końcu udało mu się ją pokonać, wciągając jej imperatora do rogu i otaczając go wieżą, kapłanem i sztuką złota. Zmarszczyła brwi, raczej w zamyśleniu niż ze złości.

— No tak, rozumiem — powiedziała. — Niepotrzebnie osłabiłam jego ochronę, kiedy cię zaatakowałam. Odciągnąłeś mnie na drugi koniec, i miałeś wolną drogę. — Ponownie ustawiła figury. — Spróbujemy jeszcze raz? Teraz ty zaczniesz, ja muszę popracować nad obroną.

— Och, kochanie, ten poprzedni kawałek poszedł ci zupełnie elegancko.

Przesunął piechura zakrywającego rząd sztuki złota i otworzył w ten sposób długą przekątną dla swojego kapłana. Seirem znowu ściągnęła brwi, zastanawiając się nad odpowiedzią.

Obserwując jak się koncentruje, Celt myślał o tym jak różna jest od Komitty Rhangawe. Kiedyś udało mu się spędzić cały dzień z wybuchową kochanką Thorisina Gavrasa — gra była miłą rozrywką pomiędzy kolejnymi rundami. A właściwie — powinna była być, ale Celt nigdy nie nauczył się sztuki wdzięcznego przegrywania. W pierwszej partii Komitta uczciwie z nim wygrała. W następnej udało się wygrać jemu. Zaczęła wrzeszczeć i miotać przekleństwa, rzucała planszą i pionkami o ścianę. Nigdy nie odnalazł jednego z włóczników.

Seirem, dla kontrastu, spokojnie znosiła kolejne porażki, byle tylko nauczyć się dobrze grać. Jej śliczne, ciemne oczy były pełne uwagi, kiedy czekała na jego następny ruch. Ona także miała niski, słodki głos, równie pięknie grała na flecie i doskonale radziła sobie z lekkim, kobiecym łukiem. Ale Komitta, uczulona na tytuły i pozycję, nazwałaby ją dzikuską albo jeszcze gorzej.

— Honh! — prychnął Celt, znowu w swoim języku. — Wolę dzikuskę od dziwki.

— Będziesz się zastanawiał całą noc? — spytała Seirem uszczypliwie.

— Och przepraszam cię, kochanie. Zamyśliłem się — ruszył piechurem i od razu tego pożałował. Poskubał swoje wąsiska:

— I nie ma co, nieładnie to wyszło!

Borane, która plotkowała przy ognisku ze swoimi znajomymi, spojrzała na graczy. Rozpoznawała ton, jakim Viridoviks zwracał się do jej córki, lepiej niż on; po tak wielu przelotnych miłostkach, nie miał odwagi przyznać się przed samym sobą, że tutaj chodziło o coś więcej. Ale ci, którzy mają uszy do słuchania, nie dali się zwieść.

1 ... 76 77 78 79 80 81 82 83 84 ... 130
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)