Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]
Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]

Электронная книга - «Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]». Краткое содержание книги:

Imperium szykuje się do wojny z Yezd, ale pojawia się nowe zagrożenie — bunt księcia Draxa i jego wojsk. Zdrada najemników doprowadza Videssos na skraj katastrofy i tylko talent dowódczy Marcusa Scaurusa i zręczna dyplomacja jego sprzymierzeńca zamieniają klęskę w zwycięstwo. Jednak Imperium Videssos w dalszym ciągu czeka walka z Yezd, Do odległej krainy potężnych koczowników wyrusza poselstwo, które ma pozyskać ich pomoc. Jego droga najeżona jest niebezpieczeństwami, o sojusz z koczownikami stara się również Yezd…
1 ... 79 80 81 82 83 84 85 86 87 ... 130
Перейти на страницу:

— Znowu jakieś bzdury! Gdyby słowa były żołnierzami, ci łgarze rządziliby światem.

— To nie tylko słowa, Yezda! Powiedz w takim razie khaganowi i starszyźnie, dlaczego niby Yezd zbiera khamorthckich banitów po tamtej stronie Shaum, jeśli nie przeciwko Arshaum? Kto wtedy będzie pomiędzy kim?

Ze złośliwą precyzją Skylitzes powtórzył gest Bogoraza, choć to nie Videssos była teraz pechową gęsią. Oficer mógł nie dorównywać Goudelesowi w krasomówstwie, ale żołnierski instynkt podpowiadał mu, gdzie uderzyć.

Starsi klanu obrócili głowy w stronę Bogoraza, przyglądając mu się z nagłą podejrzliwością.

— To kompletna bzdura, wasza wysokość — powiedział do Arghuna. — Kolejna żałosna błazenada, nie lepsza od tego, co wyprawiał ten wór tłuszczu.

Szeroki rękaw jego płaszcza zatrzepotał, kiedy wyciągnął rękę w stronę Goudelesa. Był równie pewny siebie jak wtedy, gdy ranił Videssańczyków wiadomością o buncie Draxa. Ale Skylitzes czuł już twardy grunt pod nogami i śmiało parł do przodu:

— Jak doszło do tego, że Varatesh ze swoimi bandytami uderzył po zachodniej stronie Shaum zeszłej zimy, czego nawet banici nie odważyli się zrobić przez tyle lat?

Klan Szarego Konia był wystarczająco daleko od wschodnich rubieży Shaumkhiil, by wiadomość o napadzie jeszcze nie dotarła do Arghuna. Wódz zadał starszym klanu krótkie pytanie. Odpowiedział mu Onogon. Triumf rozjaśnił ponurą twarz Skylitzesa.

— Wie o tym! Mówi, że dowiedział się od innego szamana. Bogoraz pozostał niewzruszony.

— I cóż z tego, że ci renegaci, czy kim tam oni są, kradli bydło tam gdzie nie powinni? Nie mają przecież nic wspólnego z Yezd.

— Nie? — Gorgidas nie słyszał jeszcze nigdy tyle sarkazmu zawartego w jednej sylabie. — Więc dlaczego — spytał Skylitzes — dlaczego Avshar jeździ razem z nimi? Jeśli Avshar nie jest drugi w Yezd, zaraz po Wulghashu, to tylko dlatego, że może być pierwszy.

Teraz ambasador Yezd patrzył na nich ze strachem i niedowierzaniem.

— Nic o tym nie wiem — powiedział słabo.

— A jednak to prawda. — Tym razem nie był to Skylitzes, ale Arigh. — To właśnie o tym mówiłem, ojcze, kiedy przyjechałem przed poselstwem.

Skylitzes tłumaczył słowa Arigha Goudelesowi i Gorgidasowi, gdy ten opowiadał starszym klanu o porwaniu Viridoviksa na stepie Pardraja i o roli, jaką odegrały w tym czary Avshara.

— Jak widzicie, nie zawahał się nawet przed atakiem na posłów — wtrącił Goudeles — których prawo wszystkich narodów uznaje za nietykalnych.

— Co masz do powiedzenia? — spytał Bogoraza Arghun. Jak zwykle zachowywał kamienną twarz, ale jego głos brzmiał groźnie.

— Że nic o tym nie wiem — powtórzył ambasador, tym razem z większym przekonaniem. — Ten Avshar nie pokazał się na dworze w Mashiz od ponad dwu lat, to jest od naszego wielkiego zwycięstwa pod Maragha. — Poruszył brwią, stając się na chwilę dworzaninem i zausznikiem władcy. — Niektórzy mówią, że Wulghash za nim nie tęskni. Cokolwiek zrobił po tym, jak opuścił Mashiz, nie może być to sprawą Yezd, a tylko jego własną.

— Khaganie! — to był Skylitzes, protestujący głośno; Goudeles dramatycznym gestem przyłożył dłoń do czoła. Oficer niemal krzyczał: — Jeśli twoi ludzie pojadą pilnować stada, odległego o pięć dni drogi, cały czas zostają przecież pod twoimi rozkazami.

Kilku doradców siedzących za Arghunem pokiwało głowami. — Dobrze powiedziane! — to był piskliwy głos Onogona. Inni nie traktowali jednak zagrożenia ze strony pogardzanych Khamorthów poważnie i przykładali większą wagę do argumentów Bogoraza, a po ich stronie stał, oczywiście, Dizabul. Debata utknęła w martwym punkcie.

Khagan odprawił gestem oba poselstwa.

— Musimy teraz porozmawiać miedzy sobą o tym, co usłyszeliśmy — powiedział. Podniósł brew i dodał z łagodną ironią: — Jest kilka drobnych problemów do przemyślenia.

Bogoraz i posłowie z Videssos zignorowali się nawzajem, gdy opuszczali namiot przyjęć. Woźnica gwizdnął na konie, które zatrzymały się na moment, by mogli wejść do swojej jurty. Kiedy już się tam znaleźli, Goudeles rzucił się na koc z głośnym westchnieniem ulgi.

— Znajdź mi coś do ubrania — powiedział. — Cały się przy tym spociłem. Służąca, rozumiejąc ton jeśli nie słowa, podała mu bukłak z kavassem.

— Niech cię Phos błogosławi, moja słodka — wykrzyknął i opróżnił go niemal do połowy jednym haustem.

— Zostaw trochę — zażądał Skylitzes. Kiedy już się napił, walnął biurokratę w plecy. Nie przejmując się wrzaskiem Goudelesa, powiedział: — Pikridos, nigdy nie myślałem, że dożyję dnia kiedy spluniesz na Sphrantzesa i będziesz bronił Thorisina. Tak, i wydawało się nawet, że jesteś całkiem szczery.

— Musiałem schować dumę do kieszeni — odparł biurokrata. — Miałem pozwolić na to, żeby byle Makurańczyk tak mną pomiatał? Jak mógłbym się pokazać na dworze? A co do twojego drogiego Gavrasa, mój przyjacielu, gdyby wcześniej odpowiednio wynagrodził moje zasługi, nie musiałbym teraz kłamać.

— Gdyby ci odpowiednio wynagrodził twoje zasługi — odgryzł się Skylitzes — byłbyś teraz krótszy o głowę za to, jak dzielnie mu służyłeś podczas wojny.

— O takich drobnostkach łatwo się zapomina — powiedział Goudeles, niedbale machając ręką. — Szok, na jaki narażone są moje uczucia, tu, na tym nagim stepie, to wystarczająca kara, zapewniam cię. Kiedy człowiek znajduje się w takiej odległości od bezpiecznego centrum wszechświata, Videssos zdaje się być wysepką na morzu barbarzyństwa, zupełnie niewielką, samotną i otoczoną przez śmiertelnych wrogów.

Skylitzes wytrzeszczył na niego oczy.

— Chwała niech będzie Phosowi! Naprawdę się czegoś nauczyłeś.

— Gdybyście tak mogli na chwileczkę powstrzymać się z pieśniami pochwalnymi na swoją cześć — wtrącił się Gorgidas — to może uda wam się podać mi ten kavass.

— Przepraszam. — Skylitzes oddał mu bukłak. Kiedy Grek opróżnił go do końca, videssański oficer powiedział: — Możemy też zaśpiewać parę linijek dla ciebie. To dzięki tobie przypomniałem sobie o sztuczkach Avshara.

— Tak, tak. — Teraz, gdy opadły już emocje, kavass rozgrzał Goudelesa na dobre. Jego okrągłe policzki były czerwone, oczy stały się szkliste. Kiwał głową jakby umocowana była na sprężynie — raz, drugi, trzeci… — I ta przypowieść o tym, jak mu tam? tym twoim królu o zabawnym imieniu. Zalazłeś mu wtedy za skórę, o tak — zachichotał.

— Cieszę się, że mogłem pomóc — odparł Gorgidas, zadowolony z ich pochwał. Przypomniał sobie o czymś, co zaintrygowało go podczas debaty i powiedział o tym teraz bojąc się, że zaraz znowu zapomni: — Zauważyliście z jakim lekceważeniem Bogoraz mówił o Avsharze? Czyżby jakieś konflikty między Yezda?

— Na każdym dworze — oznajmił głośno Goudeles.

— Nawet jeśli rzeczywiście tak jest, do czego mogą nam się tu przydać? — zapytał Skylitzes i Grek musiał przyznać, że nie ma pojęcia.

— Nie martwcie się o to, kochani — powiedział Goudeles. Jego elegancka składnia utonęła już w kavassie, ale umysł wciąż pracował. — Teraz znamy — wiemy — przy czym stoją starsi klanu, no to rozrzucamy złoto. Zwykle działa bez pudła — znowu zachichotał. — Cudowna rzecz, złoto.

— Byłaby jeszcze cudowniejsza, gdyby nie to, że Bogoraz też ją ma — powiedział Gorgidas. Gorgidas pstryknął palcami, pokazując, co o tym myśli.

Mięśnie konia naprężały się i rozluźniały pod udami Viridoviksa, gdy zwierzę kłusowało po równinie. Celt trzymał uzdę w lewej ręce, prawa spoczywała na rękojeści miecza. Usiłował patrzeć na wszystkie strony jednocześnie. Wojowanie na koniu, nawet w takim małym oddziale zwiadowców jak ten, było dla niego nowością. Zawsze walczył stojąc na ziemi.

1 ... 79 80 81 82 83 84 85 86 87 ... 130
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)