Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]
Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]

Электронная книга - «Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]». Краткое содержание книги:

Imperium szykuje się do wojny z Yezd, ale pojawia się nowe zagrożenie — bunt księcia Draxa i jego wojsk. Zdrada najemników doprowadza Videssos na skraj katastrofy i tylko talent dowódczy Marcusa Scaurusa i zręczna dyplomacja jego sprzymierzeńca zamieniają klęskę w zwycięstwo. Jednak Imperium Videssos w dalszym ciągu czeka walka z Yezd, Do odległej krainy potężnych koczowników wyrusza poselstwo, które ma pozyskać ich pomoc. Jego droga najeżona jest niebezpieczeństwami, o sojusz z koczownikami stara się również Yezd…
1 ... 72 73 74 75 76 77 78 79 80 ... 130
Перейти на страницу:

Soteryk także trzymał się prosto jak trzcina. To dzięki tej zawziętości Marek mógł go od razu rozpoznać, bo broda i wycieńczenie dodawały mu lat i wyglądał teraz na starszego od trybuna, choć naprawdę, nie miał jeszcze trzydziestki. Nie do końca wyleczona, pofałdowana blizna szpeciła jego czoło. Patrzył na swojego szwagra, jak wilk złapany w potrzask. Jako że sam nie darzył go zbytnią sympatią, spodziewał się po nim tego samego.

— Zdrajca! — krzyknął Soteryk i trybun nie wątpił, że naprawdę tak uważa. Dziwne słowo — pomyślał — po bitwie pod Sangarios. Ale brat Helvis był tak mocno przekonany o słuszności swojej sprawy, że nie potrafił wysłuchiwać innych racji. Helvis była w tym trochę do niego podobna. Na szczęście, tylko trochę — pomyślał z wdzięcznością Marek.

Odwrócił się do Styppesa, mówiąc:

— Zrób dla nich, co będzie w twojej mocy.

Zauważył, że nie wszystkie rany, jakimi naznaczeni byli wyspiarze, były pozostałością po bitwie. Niektóre najwyraźniej pochodziły od bicza albo czegoś jeszcze gorszego. Kapłan odniósł się do tego pomysłu bez większego entuzjazmu.

— Zbyt wiele ode mnie żądasz — powiedział, i choć raz przypominał Gorgidasa. — Wielu z nich nie będę w stanie wyleczyć, bo zakażenie mogło już postąpić za daleko. A poza tym, to są heretycy i nieprzyjaciele.

— Walczyli kiedyś dla Imperium — zauważył Marek. — I wielu z nich nadal będzie to robić, dzięki twojej pomocy.

Styppes rzucił mu gniewne spojrzenie. Skaurus znowu zaczął go przekonywać, ale zorientował się, że mówi do pleców kapłana, który przeciskał się już obok ludzi Blesusa, by dotrzeć do rannych Namdalajczyków.

Gajusz Filipus starał się nie uśmiechnąć.

— Co z nim jest? Zawsze musi gderać, zanim zabierze się do roboty?

— I kto to mówi! Niech bogowie mają w opiece legionistę, który wpadnie ci pod rękę, jak coś idzie nie tak — powiedział Skaurus. Weteran jednak się uśmiechnął, uznając przytyk.

Zbliżał się już wieczór, kiedy legioniści i ich jeńcy dotarli do Garsavry. Skaurus ponownie przeprowadził ich obok namdalajskiej fortecy, co było cichym ostrzeżeniem, że uwięzieni wyspiarze mogą stać się zakładnikami w walce o zamek. Okazało się jednak, że nie był to najlepszy pomysł, gdyż namdalajscy jeńcy podnieśli okrzyk radości widząc, że fort wciąż się trzyma, a rycerze na wałach odpowiedzieli im tym samym.

Soteryk przesłał Markowi spojrzenie pełne ironicznego triumfu.

Rozdrażniony trybun przeparadował ze swoją armią i jeńcami po głównych ulicach Garsavry, co miało być widowiskiem dla jej mieszkańców. To też nie całkiem się udało. Garsavranie nie lubowali się w takich pokazach, jak ich zapracowani kuzyni ze stolicy. Pobocza dróg i ulic były kom-promitująco puste, gdy legioniści maszerowali pomiędzy łaźniami a rezydencją miejscowego zwierzchnika religii Phosa — kopułowatym budynkiem pokrytym żółtym stiukiem, równie wielkim i ważnym jak siedziba gubernatora. Stuk podkutych caligae o końskie łby ulicy niemal zagłuszał wątłe oklaski nielicznych widzów, którzy jednak się tam pojawili. Większość mieszczan zignorowała paradę, woląc zajmować się swoimi interesami.

Nie oznaczało to jednak, że garsavranie w ogóle nie zwrócili uwagi na przybycie namdalajskich jeńców. W mieście zaczęło wrzeć jak w kotle z gorącą smołą, i walki uliczne wybuchły na nowo. Jedni chcieli od ręki zlinczować Namdalajczyków. Ku swojemu przerażeniu i obrzydzeniu jednocześnie Marek odkrył, że do frakcji tej należeli nie tylko ci, którzy nienawidzili wyspiarzy, ale i tacy, którzy jeszcze niedawno z nimi kolaborowali, a teraz obawiali się, by szczegóły ich zdrady nie wyszły na jaw.

— Równie chętnie pracowaliby dla Yavlaka — powiedział, krzywiąc się ze wstrętem.

— Tak, jasne, i to my musimy dopilnować, żeby nie mieli okazji — odpowiedział spokojnie Gajusz Filipus, zbyt cyniczny, by poruszył go ten przykład ludzkiej podłości.

Z drugiej strony jednak, na każdego zwolennika upieczenia wyspiarzy na wolnym ogniu przypadał taki, który chciałby ich uwolnić i rozpocząć rebelię na nowo. Marek zaczynał żałować, że nie zabrał się wcześniej do oblężenia fortecy zajętej przez ludzi Księstwa, bez względu na to ile czasu i żołnierzy musiałby stracić. Był pewien, że od czasu do czasu przemykali się do miasta. W przypadku Garsavry, która nie miała żadnych murów, trudno było temu zapobiec. A ich obecność ciągle przypominała mieszkańcom miasta o niedawnej rebelii. Niemal co trzeci dom miał na ścianie wypisane wapnem lub węglem słowa „Drax Protektor”.

Trybun robił co w jego mocy, by przygotować swoich jeńców do podróży na wschód sądząc, że kiedy większość z nich znajdzie się poza Garsavrą, niepokoje ustaną. Poza tym chciał pokazać mieszczanom, że sami wyspiarze muszą uznać władzę Imperatora. Ceremonia, którą opracował, była połączeniem videssańskich i rzymskich zwyczajów.

Na środku rynku wbił w ziemię dwie pila i przywiązał do nich trzecią, mniej więcej na wysokości szyi, tworząc coś w rodzaju bramki. Na poziomej poprzeczce umieścił portret Thorisina Gavrasa. Potem zgromadził namdalajskich więźniów — wszystkich oprócz Draxa, jego najwyższych oficerów i pechowego Mertikesa Zigabenosa — przed swoim dziełem, ustawiając ich w dziesięcioosobowych grupach. Legioniści z mieczami w dłoniach i khatrisherscy łucznicy stali pomiędzy nimi a przyglądającymi się garsavranami.

— Kiedy schylacie głowy, by przejść po tym jarzmem — powiedział do więźniów i do tłumu Skaurus — tym samym oddajecie się pod panowanie prawowitego Autokratora Videssan, Thorisina Gavrasa.

Grupka po grupce, wyspiarze korzyli się, wchodząc pod rzymską włócznię i pochylając przed portretem videssańskiego Imperatora. Kiedy już przeszli na drugą stronę, czekał tam na nich Styp-pes, który zaprzysięgał każdą dziesiątkę straszliwymi słowami. Namdalajczycy rzucali klątwy na siebie, swoje rodziny i swoje klany, gdyby kiedykolwiek zechcieli walczyć przeciwko Imperium. I grupa po grupie więźniowie powtarzali „na to stawiamy nasze dusze”. Kapłan krzywił się na tę formułkę, ale Marek był zadowolony. Ludzie Księstwa z pewnością chętniej zastosują się do przysięgi zgodnej ze swoją wiarą, niż do tej narzuconej im przez Videssańczyków.

Dwie trzecie Namdalajczyków miało już za sobą uroczysty akt poddania się Imperium. Wszystko szło gładko, gdy nagle podczas zaprzysięgania kolejnej grupy, Styppes zachwiał się i upadł. Jako że przez cały czas trwania ceremonii kapłan popijał z wielkiego bukłaka wina, Marek był bardziej rozzłoszczony niż zaniepokojony. Uroczystość została na chwilę przerwana, gdy dwójka Rzymian odciągnęła nieprzytomnego na bok, a ktoś inny pobiegł po najwyższego kapłana w Garsavrze, siwobrodego, dobrotliwego człowieka imieniem Lavros.

Marek przyniósł mu pergamin z tekstem przysięgi z miejsca, gdzie upuścił go Styppes. Lavros szybko ją przeczytał, skinął głową i wznowił całą procedurę, zaczynając od grupy czekających Na-mdalajczyków, którzy rozmawiali i śmiali się między sobą. Fayard, który akurat tam się znalazł, zawołał:

— Ale my już to robiliśmy, panie!

— Nie sądzę, żeby w czymś wam mogło zaszkodzić zrobienie tego jeszcze raz — odparł Lavros nie zmieszany, i rzeczywiście, powtórzył z nimi całą przysięgę. Ludzie Księstwa złożyli ślubowanie i ceremonia toczyła się dalej.

1 ... 72 73 74 75 76 77 78 79 80 ... 130
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)