Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]
- Автор: Тертлдав Гарри Норман
- Серия: Videssos (pl) #3
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-893-0
- Переводчик: Janusz Ochab
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]». Краткое содержание книги:
— Nie zrozumieli twojej aluzji — mruknął Skylitzes, gdy nomada skończył.
— Nie szkodzi. To było dla Bogoraza — odparł biurokrata.
Strzał był celny — ambasador Yezd posłał mu wściekłe spojrzenie. Goudeles też potrafi uderzyć — pomyślał Gorgidas. Wysługiwanie się potomkom nomadów musiało być upokarzające dla Bogoraza, który należał do cywilizacji równie starej jak videssańska.
— Służę Wulghashowi najlepiej jak potrafię — powiedział Yezda trochę za głośno, jakby sam chciał się co do tego upewnić. Musiało mu się to udać, gdyż przeszedł do kontrataku.
— Yezd to młody, silny kraj napełniony energią i duchem, które daje tylko świeża krew. Teraz nadchodzi jego czas, podczas gdy Videssos odchodzi w zapomnienie.
Dizabul odrzucił do tyłu głowę, ukazując rozpromienioną szczęściem i dumą twarz. Jak tego chciał Bogoraz, młody książę identyfikował sytuację Yezd ze swoją własną. Ale Gorgidas zastanawiał się, czy ambasador sam się nie przechytrzył. Tylko kilku spośród doradców Arghuna nie miało jeszcze siwych włosów.
Jeden z nich, starzec o mlecznobiałych lokach, podniósł się z trudem i powoli podszedł do Bogoraza. Dyplomata zmarszczył brwi, a potem podskoczył i krzyknął z wściekłością, gdy Ar-shaum wyciągnął rękę i wyrwał mu włos z brody. Trzymając go w dwóch palcach, przyglądał mu się przez moment.
— Świeża krew? — powiedział powoli i wyraźnie, tak że zrozumieli go nawet Goudeles i Gor-gidas. — Jest tak biały jak moje. — Rzucił włos na ziemię.
— Siadaj, Onogon — powiedział Arghun, bardziej rozbawiony niż rozgniewany.
Onogon wrócił na swoje miejsce, równie powoli i spokojnie jak wstał. Kilku starców chichotało pod nosem, a Bogoraz z trudem powstrzymywał wściekłość. Łatwiej zniósłby obelgi niż szyderstwo.
Gorgidas z kolei niemal podskoczył, kiedy leciwy doradca przemówił. Demoniczna maska zniekształcała głos szamana, który poddał ich próbie ognia, ale Grek rozpoznał go teraz bez trudu — byłby to potężny sprzymierzeniec, gdyby rzeczywiście zechciał stanąć po stronie Videssańczyków. Gorgidas chciał powiedzieć o tym Goudelesowi, ale gryzipiórek znowu przemawiał.
— Nasza tutaj obecność przeczy temu, co mówi Yezda — powiedział. — Videssos jest teraz równie silny jak przed wiekami.
Bogoraz odsłonił zęby w drapieżnym uśmiechu.
— Khaganie, stetryczałe Imperium nie miało nigdy większego kłamcy niż ten człowiek, a on sam daje temu świadectwo. Pokażę ci w jakim stanie jest Videssos. Ten Goudeles ofiarował ci swoją rozpaczliwą daninę w starych monetach, czy nie tak?
— Och, och? — powiedział Skylitzes cichutko, gdy Arghun przytaknął.
— Zobacz więc, jakie pieniądze bije teraz Videssos i powiedz mi, czy jest taka silna jak przed wiekami.
Bogoraz sięgnął do sakiewki, wyciągnął monetę i rzucił ją do stóp khagana.
Nawet z odległości kilku kroków, Gorgidas mógł ją rozpoznać. Była to sztuka „złota” Ortaiasa Sphrantzesa, mała, cienka, niekształtna, z tak dużą domieszką miedzi, iż stała się raczej czerwona niż żółta.
Bogoraz podniósł pieniążek.
— Nie zniżyłbym się do tego, by ofiarować ci tak nędzny podarunek — powiedział do Arghuna.
Ta dramatyczna uwaga dotknęła Videssańczyków bardziej niż sam widok przeklętej monety. Nagle w namiocie przyjęć, który chwilowo spełniał inną funkcję, zrobiło się bardzo cicho — wszyscy Arshaumi patrzyli na Goudelesa i czekali na jego odpowiedź.
Ten przez dłuższą chwilę zastanawiał się w milczeniu. W końcu powiedział:
— Ta moneta została wybita przez uzurpatora, rebelianta, którego bunt dawno już został stłumiony. Nie można więc wydawać na jej podstawie żadnych osądów.
Wszystko to było prawdą, tyle że gryzipiórek nie wspomniał o tym, iż sam popierał Ortaiasa do chwili, gdy Thorisin Gavras zdobył Videssos. Kontynuował więc spokojnie, jakby przez całe życie służył Gavrasowi:
— Teraz mamy potężnego i groźnego Imperatora, który doskonale zarządza państwem zarówno w czasie wojny, jak i pokoju. Nie ma więc żadnych problemów ze ściąganiem podatków i utrzymaniem skarbca w odpowiednim stanie.
— Sofistyka — powiedział Bogoraz po videssańsku, uśmiechając się szyderczo. Ponieważ język arshaum nie znał takiego pojęcia, Yezd był bardziej bezpośredni. — Kłamstwa! Choć lepiej byłoby dla waszego drogiego Imperatora, gdyby rzeczywiście radził sobie na wojnie, bo teraz walczy nie tylko z Yezd. Jego najemnicy z Namdalen zbuntowali się przeciw niemu, a na wschodzie zaatakowało go samo Księstwo. Jego siły są podzielone, rozbite na wiele frontów, a ponieważ my wojujemy tylko z Videssos, rychłe zwycięstwo należy do nas.
Gorgidas, Skylitzes i Goudeles wymienili skonsternowane spojrzenia. Przebywając już od miesięcy na równinach, nie mieli pojęcia o tym co dzieje się w Imperium. Całkiem możliwe, że Bogoraz miał świeższe wiadomości. Samo ułożenie jego ciała i radość jaką przynosiły mu te słowa, przemawiały za tym, że była to prawda.
Tym razem jednak Gorgidas musiał docenić kunszt Goudelesa. Choć rewelacje Bogoraza poruszyły go nie mniej niż Greka, biurokrata roześmiał się i ukłonił w stronę ambasadora Yezd, jakby ten przyniósł doskonałe wieści.
— Cóż to za nonsens? — zapytał podejrzliwie Bogoraz.
— Żaden nonsens, drogi przyjacielu, żaden. — Goudeles znowu się ukłonił. — Choć rzeczywiście może ci się takim wydawać, bo choć jesteś obywatelem Yezd, poświadczyłeś o odwadze Vides-sos i nie skrywałeś prawdy mimo strachu.
— Chyba oszalałeś.
— Nie, wcale nie. Bo gdyby potęga Videssos nie była teraz podzielona i gdyby jej armia nie walczyła przeciwko kilku wrogom naraz, to czy myślisz, że Yezd mogłoby stawić jej czoło w bitwie? Gdybyśmy zajęli się tylko Yezd, nawet wasze imię przepadłoby na zawsze wraz z armią.
Był to śmiały atak, ale Bogoraz przerwał mu, przypominając o prawdziwej bitwie:
— Pod Maragha poszło nam trochę lepiej niż mówisz. A teraz my i Namdalajczycy zgnieciemy Videssos na proch. — Uczynił ręką znaczący gest, jakby ukręcał kark tłustej gęsi.
Arshaumi szeptali miedzy sobą. Goudeles zapędzony w kozi róg, nie miał żadnej gotowej odpowiedzi. Siedzący obok niego Skylitzes niemal płakał ze złości. Zdesperowany Gorgidas przemówił do Arghuna:
— Z pewnością Yezd będzie dla ciebie bardziej niebezpiecznym przyjacielem niż Videssos. Imperium jest daleko stąd, a Yezd dzieli z wami granicę.
Jeśli spodziewał się uznania podobnego do tego, jakie przyniosła mu opowieść o Sesostrisie, musiał się rozczarować. Kiedy jego słowa zostały przetłumaczone, khagan roześmiał się.
— My, Arshaumi, nie boimy się Yezd. Wygoniliśmy ich ze stepu na dobre. Nigdy nie ośmielą się powrócić.
Taka odpowiedź wcale Bogoraza nie ucieszyła. Mógł mieć mieszane uczucia w stosunku do swoich władców, ale nie podobało mu się, gdy z nich szydzono.
Skylitzes zaś uczepił się słów Arghuna, niczym tonący podanej mu ręki.
— Tłumacz, Arigh — powiedział napiętym głosem. — Muszę być dobrze zrozumiany. Arigh skinął głową. Przyglądał się temu, jak Bogoraz przejmuje kontrolę nad debatą, z takim samym niepokojem jak Videssańczycy. Gdyby ich sprawa przepadła, on jako ich poplecznik także by na tym ucierpiał, a Dizabul urósłby w siłę.
— Powiedz twojemu ojcu i starszym klanu, że Yezd zagraża waszym ludziom nawet teraz. Bogoraz, który nie potrzebował tłumaczenia, by zrozumieć słowa oficera, krzyknął ze złością: