Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]
Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]

Электронная книга - «Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]». Краткое содержание книги:

Imperium szykuje się do wojny z Yezd, ale pojawia się nowe zagrożenie — bunt księcia Draxa i jego wojsk. Zdrada najemników doprowadza Videssos na skraj katastrofy i tylko talent dowódczy Marcusa Scaurusa i zręczna dyplomacja jego sprzymierzeńca zamieniają klęskę w zwycięstwo. Jednak Imperium Videssos w dalszym ciągu czeka walka z Yezd, Do odległej krainy potężnych koczowników wyrusza poselstwo, które ma pozyskać ich pomoc. Jego droga najeżona jest niebezpieczeństwami, o sojusz z koczownikami stara się również Yezd…
1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 130
Перейти на страницу:

Targitaus wpadł do namiotu, z twarzą jak chmura gradowa. On też był na tyle bystry, by spostrzec jak Seirem stała się ulubioną partnerką cudzoziemca. Ale kiedy warknął:

— Odłóż te swoje zabawki! — i okrasił to przekleństwem, które szalenie rozbawiło przyjaciółki Borane, Gal nie przestraszył się, bo widział już tę furię kilkakrotnie.

— Kto powiedział „nie” tym razem? — spytał.

— Krobyz, niech mu duchy wiatru nadmuchają do dupy! Niech mu owce wyłysieją, a krowy nie dają mleka. Jak to ty nazwałeś ich klan, Chomiki? Miałeś rację, bo on ma duszę tchórzliwego chomika. — Splunął do ognia z bezgranicznym obrzydzeniem.

— A jak się wykręcił? — spytała Seirem, starając się nieco uciszyć gniew ojca.

— Hę? Wcale się nie wykręcał, bezwstydny syn węża i kozy. — Targitaus wcale się nie uspokoił. — Po prostu — nie i już, a z tego co mówi Rambehisht, to może się cieszyć, że nie wrócił z dziurą w plecach.

Viridoviks skrzywił twarz, pomagając jednocześnie Seirem schować figury. Prawie nie zauważył, że ich dłonie dotykały się podejrzanie często.

— To bardzo kiepsko. Każdy z tych śmierdzieli powinien rozumieć, że trzeba rozwalić pieprzonych bandytów, a tu się okazuje, że to banda durniów. Szlag by trafił Varatesha — gnojek i tak jest za bystry. Pewnie ma jakieś haczyki na tych różnych chomików.

— Chyba tak — powiedział ciężko Targitaus. — Posłaniec, który pojechał do Anakhara mówił, że cały klan trząsł portkami, gdy tylko wspomniał o wojnie z banitami. Wątpię, czy nam w czymś pomogą, jak i Krobyz. Lepiej nam idzie z klanami na wschód od Oglos, bo tam się skurwysyna nie boją. Ten Oityshor z Białych Lisów obiecał wszystko, co zechcemy.

— Łatwo obiecywać — powiedział Gal. — Zobaczymy co zrobi. Jest na tyle daleko, że może potem powiedzieć „Och, jaka szkoda. Za poznośmy się o wszystkim dowiedzieli”, i nikt mu nie powie, że łże.

Targitaus cisnął swoją wilczą czapę przez namiot i mruknął z satysfakcją, kiedy upadła na skórzaną torbę, stojącą najbliżej łoża.

— Punkt. Mam ci za to podziękować?

Lipoxais, który w milczeniu ubijał zioła w miedzianym moździerzu, odezwał się teraz:

— Pomyśl nie tylko o głowie, ale i o ogonie. Videssańczyk powiedziałby „Popatrz na drugą stronę monety” — pomyślał Viridoviks. Enaree kontynuował:

— Oitoshyr nie boi się tak bardzo twojej ewentualnej dominacji po zwycięstwie. Na pewno nie tak jak twoi sąsiedzi, bo on jest daleko. Właśnie dlatego rzeczywiście może nam pomóc.

— Widzisz to w przyszłości? — zapytał Targitaus z nadzieją.

— Nie, tylko widziałem już wiele w przeszłości — odparł Lipoxais, uśmiechając się z zadowoleniem, jak zrobiłby to każdy Videssańczyk, któremu udała się taka gra słów.

— I tak nieźle — powiedział Viridoviks. W ciągu kilku tygodni spędzonych z klanem Targi-tausa, nabrał już wiele szacunku dla przenikliwości enaree. Nadal nie był pewien, czy Lipoxais do końca jest mężczyzną — w odróżnieniu od większości Khamorthów, zachowywał się bardzo wstrzemięźliwie i skromnie, nawet w tak niesprzyjających warunkach koczowniczego życia. Mężczyzna czy nie, nic nie brakowało jego inteligencji.

Targitaus, który był pesymistą z natury, bez trudu znalazł sobie nowe zmartwienia.

— Przy wszystkich klanach, które uda nam się namówić, co będziemy mogli zrobić, Vridrish, jeśli twój Avshar jest taki potężny, jak o nim mówiłeś? Czy nie pomoże renegatom Varatesha, a wtedy przegramy bez względu na to, ilu nas będzie?

Celt przygryzł dolną wargę, bo sam się tego obawiał. Głośno jednak odpowiedział:

— To bardzo niepewna rzecz, magia bitewna, naprawdę. Nawet jemu może się zdarzyć, że coś pójdzie nie tak i obróci się to przeciwko niemu. — Lipoxais przytaknął żywo, aż podskakiwały mu fałdy tłuszczu na szyi. Czary bardzo często zawodziły podczas bitwy.

Coś innego przyszło Viridoviksowi do głowy.

— Jasne, i to jest niezła myśl, i sami Rzymianie to wymyślili! — wykrzyknął, a potem sobie przypomniał. — Nie, mówili, że to najpierw oni dali się nabrać.

Zaczerwienił się, gdy zdał sobie sprawę, że jego słuchacze nie mieli pojęcia o czym mówi. Targi-taus stał z rękami splecionymi na piersiach, niecierpliwie uderzając palcami w łokcie.

Gal opowiedział, jak legioniści wypłoszyli pewnej nocy bandę Yezda z doliny, przywiązując wiązki chrustu do krowich rogów, potem podpalając je i kierując oszalałe stado na nomadów. Nie omieszka! także wspomnieć o swoim udziale w całym przedsięwzięciu, a jechał wtedy na czele stada i zabił jednego Yezda, który nie chciał uciekać.

— Ale reszta dupków uciekała… tylko się kurzyło, a wrzeszczeli jak stado baranów — zakończył radośnie. — Myśleli pewnie, że goni ich banda demonów. A ci rzeźnicy Varatesha nie wyglądają na mądrzejszych.

Jednak wszyscy Khamorthci, nawet Seirem, nawet plotkarki Borane, patrzyli na niego z przerażeniem. Kiedy Targitaus poruszył się jakby chciał wyciągnąć miecz, Viridoviks zrozumiał, że popełni! jakiś fatalny błąd, nie wiedział tylko jaki. Lipoxais przypomniał swojemu wodzowi:

— On nie jest z naszej krwi i jeszcze mało o nas wie. Mięsień po mięśniu, khagan rozluźnił się.

— To prawda — powiedział, a potem zwrócił się do Viridoviksa. — Dobrze nam się z tobą żyje, więc zapomniałem jaki jesteś nam obcy naprawdę.

Viridoviks skłonił się, dziękując za to, co mogło być uznane za komplement, ale Targitaus mówił teraz do niego jak do dziecka:

— Tu, na równinach, nie bawimy się tak z ogniem. — Gest nomady objął ogromne, jednostajne morze traw dokoła. — Gdyby tylko raz się zaczął, jak mógłbyś go powstrzymać?

Pochodząc z wilgotnej, pokrytej świeżą zielenią Galii, Viridoviks nigdy o tym nie pomyślał. Zwiesił głowę, mamrocząc:

— Przepraszam, naprawdę przykro mi. — Ale był na tyle bystry, by zobaczyć, że pomysł, choć nieco zmieniony, może się jeszcze przydać. — A co powiecie na to? — i powiedział im co przyszło mu do głowy.

Targitaus pogładził brodę, zastawiając się chwilę.

— Słyszałem gorsze — powiedział; w jego ustach była to najwyższa pochwała. Seirem skinęła głową z zadowoleniem, jakby nie spodziewała się niczego innego.

Arghun, otoczony przez swoich synów i starszyznę klanu, znalazł wreszcie kluczowe pytanie i bez ogródek zadał je jednemu z rywalizujących poselstw:

— Dlaczego moi ludzie mieliby walczyć dla was, a nie dla tych drugich?

Goudeles oczekiwał zapewne jakiejś uprzejmej konwersacji, która byłaby wstępem do takiego pytania, bo nie miał jeszcze gotowej odpowiedzi. Kiedy zawahał się, Bogoraz z Yezd wykorzystał szansę i przemówił pierwszy. Marszcząc czoło ze złości, Goudeles — a z nim i Gorgidas — słuchał tłumaczącego szeptem Skylitzesa.

— Bo Videssos to zbyt stara i zmęczona krowa, żeby długo utrzymała się na nogach. Kiedy jakieś zwierzę w twoim stadzie — oby mnożyły się bez końca — nie może dotrzymać kroku innym, czy przywiązujesz je do zdrowego bydlęcia, żeby przeżyło jeszcze kilka dni? Nie, zabijasz od razu, kiedy mięso nadaje się jeszcze do jedzenia. My zapraszamy cię do rzeźni i obiecujemy, że nie zabraknie dla ciebie mięsa.

Gorgidas mimowolnie spojrzał na niego z podziwem. Porównanie, którego użył, było doskonale dobrane; dzięki temu, że odnosiło się do codziennego życia nomadów, oddziaływało na ich wyobraźnię z podwójną siłą.

Jednak Goudeles, choć pozbawiony inicjatywy, szybko stanął na nogi.

— Będąc świadkiem tego, jak jego własny kraj, Makuran, runął na kolana przy pierwszym uderzeniu wroga, Bogoraz wyobraża sobie zapewne, że to samo dotyczy nas. Myślę, że można mu to wybaczyć, bo sam jeszcze nie podniósł się z klęczek. Arigh przetłumaczył słowa Goudelesa ojcu i starszyźnie.

1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 130
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)