Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]

Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:

„Lustrzany taniec” stanowi szczególną część sagi barrayarskiej. Powraca w niej Mark, klon-bliźniak Milesa Vorkosigana/Naismitha, który podając się za dowódcę Najemnej Floty Dendarii, przeprowadza szaleńczą akcję desantową w Obszarze Jacksona — części wszechświata, gdzie inżynieria genetyczna rozwija się bez żadnych ograniczeń. Niestety, ponosi klęskę i z pomocą musi mu pospieszyć prawdziwy admirał Naismith. Podczas odwrotu Miles zostaje zabity, ale jego śmierć daje początek lawinie wydarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Przed Markiem stoją nowe nieoczekiwane zadania, którym musi sprostać. Czy przyjaciele Milesa mu pomogą? Jak przyjmie go Barrayar? Czy ma szansę odciąć się od mrocznej przeszłości i przeistoczyć z genetycznej repliki Milesa w człowieka?
1 ... 76 77 78 79 80 81 82 83 84 ... 137
Перейти на страницу:

Mark uznał, że cały kłopot polegał na tym, że starał się być Milesem Vorkosiganem zupełnie sam. Nawet Miles nie był Milesem w pojedynkę. Dokooptował sobie całą rzeszę ludzi, którzy go wspierali. Tysiące ludzi. Nic dziwnego, że nigdy mu nie dorównam.

Powoli, z zaciekawieniem, Mark rozpiął tunikę i wydobył z kieszeni kartę, którą dostał od Gregora. Położył ją na pulpicie konsoli, wpatrując się w anonimowy kawałek plastiku, jak gdyby spodziewał się tam znaleźć zakodowaną wiadomość przeznaczoną tylko dla jego oczu. Zdawało mu się, że istotnie znalazł.

Wiedziałeś, wiedziałeś, Gregor, ty łajdaku. Czekałeś tylko, aż sam się domyśle.

Podjąwszy rozpaczliwą decyzję, Mark wsunął kartę w otwór czytnika konsoli.

Tym razem nie odezwał się automat. Od razu pojawił się mężczyzna w cywilnym stroju, ale się nie przedstawił.

— Tak?

— Tu lord Mark Vorkosigan. Powinniście mnie mieć na swojej liście. Chcę rozmawiać z cesarzem Gregorem.

— Teraz, milordzie? — spytał łagodnie człowiek. Jego dłoń powędrowała do klawiszy gdzieś z boku.

— Tak. Teraz. Bardzo proszę.

— Łączę. — Mężczyzna zniknął.

Płyta holowidu pozostała czarna, ale rozległ się melodyjny brzęczyk. Dźwięk trwał dość długo. Mark poczuł ogarniającą go panikę. Co będzie, jeżeli… wtem dźwięk ustał. Potem rozległ się tajemniczy metaliczny grzechot i głos Gregora:

— Tak? — Mówił niewyraźnie. Obrazu nie było.

— To ja. Mark Vorkosigan. Lord Mark.

— Słucham?

— Mówiłeś, panie, żebym się odezwał.

— Tak, ale jest… chwila ciszy — piąta rano, Mark!

— Och. Spałeś, panie? — zaszczebiotał Mark, pochylając się i uderzając lekko czołem w twardy plastik pulpitu. Wyczucie czasu, moje cholerne wyczucie czasu.

— Boże, jakbym słyszał Milesa — mruknął cesarz. Płyta holowidu rozbłysła; Gregor zapalił światło, ukazując się na ekranie. Był w jakiejś sypialni, w której panował półmrok, i miał na sobie tylko luźne czarne spodnie od piżamy. Przyjrzał się uważnie Markowi, jak gdyby chciał się upewnić, że nie rozmawia z duchem. Jednak korpulentna sylwetka, którą ujrzał, zbyt wymownie świadczyła o tym, że to nikt inny tylko Mark. Cesarz nabrał głęboko powietrza, by się rozbudzić, i spojrzał nieco przytomniej.

— Czego ci potrzeba?

Zwięźlej nie można. Gdyby miał udzielić pełnej odpowiedzi, musiałby mówić co najmniej przez sześć godzin.

— Muszę zostać włączony w poszukiwania Milesa prowadzone przez CesBez. Illyan nie chce wyrazić zgody. Możesz uchylić jego decyzję, panie.

Gregor przez minutę siedział w milczeniu, a potem parsknął krótkim śmiechem. Przejechał dłonią zmierzwione włosy.

— Prosiłeś go?

— Tak. Przed chwilą. Odmówił.

— Hm, cóż… jego zadaniem jest zachować ostrożność w moim imieniu. Abym ja zachował zdolność swobodnego podejmowania decyzji.

— A więc proszę, podejmij decyzję, panie. Pozwól mi uczestniczyć w poszukiwaniach!

Gregor przyglądał mu się z namysłem, ocierając twarz.

— Tak… — wycedził po chwili wolno. — Zobaczymy… co będzie.

— Nie miał już zaczerwienionych z rozespania oczu.

— Możesz od razu porozmawiać z Illyanem, panie?

— Cóż to ma być, jakieś zdławione żądanie? Tama pęka?

Wylewam się jak woda… skąd ten cytat? Słowa brzmiały, jakby wypowiedziała je księżna.

— Illyan jeszcze nie śpi. Proszę, panie. I każ mu przekazać potwierdzenie przez tę konsolę, zaczekam.

— Dobrze. — Na ustach Gregora zaigrał szczególny uśmieszek.

— Lordzie Marku.

— Dziękuję, panie. I… dobranoc.

— Chyba dzień dobry. — Gregor się rozłączył.

Mark czekał. Sekundy wlokły się jedna za drugą niemiłosiernie długo. Zaczynał mieć kaca, lecz wciąż odczuwał lekkie upojenie. Najgorszy z możliwych stanów. Zapadł w drzemkę, z której wyrwał go w końcu brzęczyk konsoli. Mark podskoczył na krześle i wdusił przycisk.

— Tak? Kapitanie?

Nad talerzem holowidu ukazała się kamienna twarz Illyana.

— Lordzie Marku. — Niemal niedostrzegalnie skinął głową. — Jeśli przyjedzie pan do kwatery głównej CesBezu na początku dnia pracy, jutro rano, zostanie pan dopuszczony do dokumentów, o których mówiliśmy.

— Dziękuję, panie kapitanie — rzekł szczerze Mark.

— Czyli za dwie i pół godziny — dodał Illyan z mściwą satysfakcją, jak zdawało się Markowi. Illyan także nie spał tej nocy.

— Przyjdę.

Illyan przyjął to do wiadomości drgnieniem powiek i zniknął.

Potępienie za dobre uczynki czy cesarska łaska? Mark zaczął rozmyślać o łaskawości Gregora. Wiedział. Wiedział, zanim ja się dowiedziałem. Lord Mark Vorkosigan był postacią prawdziwą.

ROZDZIAŁ OSIEMNASTY

Padające poziomo promienie światła o brzasku rozzłociły gęstą, jesienną mgłę, nadając Vorbarr Sułtanie niemal magiczny wygląd. Czworokątny budynek kwatery głównej CesBezu był wielkim betonowym blokiem pozbawionym okien, za to wyposażonym w olbrzymią bramę i drzwi, które z pewnością miały uprzytomnić petentowi, ośmielającemu się do nich zbliżyć, jaki jest mały i nieważny. Mark uznał, że w jego przypadku jest to zupełnie zbędny zabieg.

— Okropna architektura — rzekł do Pyma, który wiózł go samochodem księcia.

— Najbrzydszy budynek w mieście — przytaknął wesoło strażnik. — Projektował go cesarski architekt Szalonego Yuriego, lord Dono Vorrutyer. Wuj późniejszego wiceadmirała. Przed śmiercią Yuriego zdążył wznieść jeszcze pięć sporych budowli, ale potem go powstrzymali. Stadion Miejski prawie dorównuje tej ohydzie, lecz nie było nas nigdy stać, żeby go zrównać z ziemią. I stoi już sześćdziesiąt lat.

— Wygląda, jakby pod nim rozciągały się ogromne lochy. Pomalowane na urzędowy zielony kolor. Jakby rządzili tu lekarze zupełnie wyzbyci etyki.

— Tak było — powiedział Pym. Strażnik uzyskał zgodę od wartowników przy bramie i zwolnił przed stromymi schodami sięgającymi bardzo wysoko.

— Pym… czy te schody nie są trochę za długie?

— Tak. — Strażnik wyszczerzył zęby w uśmiechu. — Gdyby próbował je pan pokonać za jednym zamachem, dostałby pan skurczu przed dotarciem na górę. — Zatrzymał samochód, by Mark mógł wysiąść. — Ale z tamtej strony, po lewej, znajdzie pan małe drzwi na parterze i korytarz, gdzie jest rura windowa. Wszyscy wchodzą właśnie tamtędy.

— Dziękuję. — Pym otworzył dach i Mark wygramolił się z wozu. — A co się stało z lordem Dono po zakończeniu panowania Yuriego? Mam nadzieję, że został zamordowany przez Ligę Obrony Architektury.

— Nie, wyjechał na wieś, gdzie utrzymywała go córka i zięć. Kiedy umarł, był już zupełnie obłąkany. Na ich ziemi wybudował kilka dziwacznych wież, które teraz można oglądać tylko za opłatę. — Pym pomachał mu na pożegnanie, zamknął dach i odjechał.

Mark skręcił w lewo i podreptał we wskazanym kierunku. Oto więc zjawił się o świcie, rześki… no, może po prostu o świcie. Przedtem wziął długi prysznic, przebrał się w wygodny, ciemny strój cywilny, a potem władował w siebie tyle środków przeciwbólowych i pobudzających, witamin i leków na kaca, by w ten sztuczny sposób poczuć się w miarę normalnie. Czuł jednak, że to sztuczna normalność, ale był zdecydowany wykorzystać swoją szansę i nie dać się zastraszyć Illyanowi.

Przedstawił się wartownikom w holu:

— Jestem lord Mark Vorkosigan, oczekują mnie.

1 ... 76 77 78 79 80 81 82 83 84 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)