Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]

Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:

„Lustrzany taniec” stanowi szczególną część sagi barrayarskiej. Powraca w niej Mark, klon-bliźniak Milesa Vorkosigana/Naismitha, który podając się za dowódcę Najemnej Floty Dendarii, przeprowadza szaleńczą akcję desantową w Obszarze Jacksona — części wszechświata, gdzie inżynieria genetyczna rozwija się bez żadnych ograniczeń. Niestety, ponosi klęskę i z pomocą musi mu pospieszyć prawdziwy admirał Naismith. Podczas odwrotu Miles zostaje zabity, ale jego śmierć daje początek lawinie wydarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Przed Markiem stoją nowe nieoczekiwane zadania, którym musi sprostać. Czy przyjaciele Milesa mu pomogą? Jak przyjmie go Barrayar? Czy ma szansę odciąć się od mrocznej przeszłości i przeistoczyć z genetycznej repliki Milesa w człowieka?
1 ... 74 75 76 77 78 79 80 81 82 ... 137
Перейти на страницу:

— Dziękuję.

Mark ruszył we wskazanym kierunku, brnąc przez chłodną mgłę. W błądzących tu i ówdzie promieniach światła krople wilgoci na rękawie jego munduru lśniły jak chmura ocieniająca drobne srebrzyste rzeczki nici, którymi wyhaftowano godło. Niedługo potem usłyszał plusk wody w fontannie. Obok niej wznosił się niewysoki kamienny budynek, pozbawiony ścian — po prostu łukowy dach na kolumnach.

W tej części ogrodu było tak cicho, że Mark słyszał oddech osoby siedzącej w środku. Jednej osoby; to dobrze, przynajmniej nie nadweręży swej i tak nikłej popularności, przerywając schadzkę jakiejś parze. Oddech brzmiał jednak dziwnie chrapliwie.

— Ivan?

Nastąpiła długa chwila ciszy. Mark zastanawiał się właśnie, czy zawołać jeszcze raz, czy raczej wycofać się na palcach, gdy z altanki dobiegł nieprzyjemny pomruk Ivana:

— Czego chcesz?

— Zastanawiałem się tylko… co porabiasz.

— Nic.

— Chowasz się przed matką?

— … Tak.

— Nie… nie powiem jej, gdzie jesteś.

— Brawo — odparł cierpkim tonem.

— No to… to zobaczenia. — Odwrócił się, by odejść.

— Zaczekaj.

Zatrzymał się zaciekawiony.

— Chcesz się napić? — zaproponował po chwili milczenia Ivan.

— Hm… jasne.

— To chodź.

Mark wsunął się do środka, czekając, aż oczy przywykną do mroku. Na kamiennej ławce siedział cień Ivana. Kuzyn podał mu lśniącą butelkę, a Mark napełnił sobie kieliszek, orientując się poniewczasie, że Ivan nie pije wina, tylko jakąś brandy. Powstały w tak przypadkowy sposób koktajl smakował obrzydliwie. Mark usiadł przy schodkach, opierając się o kamienny filar i stawiając kieliszek obok siebie. Ivan zrezygnował z savoirvivre’u, obywając się bez kieliszka.

— Dasz radę wrócić do samochodu? — spytał z powątpiewaniem w głosie Mark.

— Wcale nie zamierzam. Rano służba pałacowa będzie sprzątać, to mnie odwiezie.

— Aha. — Zaczynał coraz lepiej widzieć w ciemnościach. Dostrzegł błyszczące elementy munduru Ivana i lustrzany odblask wypolerowanych butów. Błysk oczu. I lśniące ślady na jego policzkach.

— Ivan, czy ty… — Mark ugryzł się w język przy słowie „płaczesz” i skończył: — …dobrze się czujesz?

— Postanowiłem porządnie się upić — oświadczył stanowczym tonem Ivan.

— Widzę. Dlaczego?

— Bo nigdy tego nie zrobiłem na Urodzinach Cesarza. To tradycyjne wyzwanie, podobnie jak przelecieć kogoś podczas uroczystości.

— Ludzie robią takie rzeczy?

— Czasami, kiedy ktoś ich sprowokuje.

— Co za radość dla CesBezu.

Ivan parsknął krótkim śmiechem.

— Tak, to też dobry powód.

— A kto ciebie sprowokował?

— Nikt.

Mark miał wrażenie, że prędzej skończą mu się pomysły na pytania, niż Ivanowi zabraknie inwencji w udzielaniu monosylabicznych odpowiedzi. Jednak…

— Miles i ja — powiedział w ciemnościach Ivan — zwykle razem spędzaliśmy to przyjęcie, prawie co roku. Zdziwiłem się… jak bardzo tym razem brakuje mi złośliwych komentarzy politycznych tego gówniarza. Rozśmieszał mnie. — Ivan znów się zaśmiał. Był to płytki i zupełnie wyprany z wesołości odgłos. Urwał raptownie.

— Powiedzieli ci, że znaleźli pustą kriokomorę — rzekł Mark.

— Tak.

— Kiedy?

— Kilka dni temu. Od tej pory ciągle o tym myślę. Niedobrze.

— Rzeczywiście. — Mark zawahał się. Ivan drżał. — Chcesz… wrócić do domu i położyć się? — Bo ja na pewno.

— Nie wdrapałbym się z powrotem na wzgórze. — Ivan wzruszył ramionami.

— Pomogę ci. Zaprowadzę cię za rękę albo podtrzymam.

…Dobra.

Nie bez wysiłku udało mu się dźwignąć Ivana na nogi. Potem zaczął pilotować kuzyna kroczącego niepewnie z powrotem na górę. Mark nie miał pojęcia, jaki miłosierny anioł stróż z CesBezu przekazał stosowną informację, ale na szczycie nie czekała na nich matka Ivana, tylko jego ciotka.

— On, hm… — Mark nie wiedział, co powiedzieć. Ivan rozglądał się zaczerwienionymi oczami.

— Widzę — odrzekła księżna.

— Czy któryś strażnik może odwieźć go do domu? — Ivan zakołysał się niebezpiecznie, a pod Markiem ugięły się nogi. — Chyba lepiej dwóch strażników.

— Tak. — Księżna dotknęła ozdobnej szpilki z komunikatorem wpiętej w jej suknię. — Pym?

Pozbywszy się ciężaru, Mark westchnął z ulgą. Zaraz potem poczuł prawdziwą wdzięczność, ponieważ księżna doszła do wniosku, że na nich też już czas. Kilka minut później Pym przyprowadził samochód księżnej przed wejście i nastał koniec męczarni.

Podczas drogi powrotnej do Domu Vorkosiganów księżna niewiele mówiła. Oparła się wygodnie w fotelu i wyczerpana przymknęła oczy. O nic go nawet nie pytała.

W wyłożonym czarno — białą posadzką holu księżna podała płaszcz służącej i skierowała się w lewo, do biblioteki.

— Przepraszam, Marku. Muszę się skontaktować z CSW.

Wyglądała na potwornie zmęczoną.

— Na pewno daliby pani znać, gdyby zaszła jakaś zmiana w stanie zdrowia księcia.

— Muszę porozmawiać z CSW — powiedziała twardo. Miała podpuchnięte oczy, które zmieniły się w wąskie szczeliny. — Idź spać, Marku.

Nie kłócił się z nią. Powlókł się na górę do swojej sypialni.

Przed drzwiami pokoju przystanął. Był środek nocy. W korytarzu nie dostrzegł nikogo. W uszy wciskała mu się panująca w wielkim domu cisza. Pod wpływem impulsu zawrócił i zszedł do pokoju Milesa. Znów się zatrzymał. W ciągu tygodni spędzonych na Barrayarze nie ośmielił się tu wejść. Nie zapraszano go. Ujął staroświecką klamkę. Drzwi nie były zamknięte.

Wszedł z wahaniem i zapalił światła za pomocą włącznika głosowego. Sypialnia była przestronna, zważywszy na ograniczenia architektoniczne starego domu. Przylegający do niej przedsionek, kiedyś przeznaczony dla osobistych służących, już dawno został przekształcony w łazienkę. Na pierwszy rzut oka pokój wydawał się niemal ogołocony, pusty i niezamieszkany. Wszystkie graty z dzieciństwa Miles załadował zapewne do jakiejś skrzyni i kazał wynieść na strych, być może kiedy doszedł do wniosku, że już dojrzał. Mark podejrzewał, że strychy Domu Vorkosiganów kryją zdumiewające rzeczy.

Jednak pozostał ślad osobowości właściciela. Mark zaczął chodzić po pokoju z rękami w kieszeniach, jak gdyby zwiedzał muzeum.

Całkiem zrozumiałe, że pozostawiono tu przede wszystkim pamiątki sukcesów. Toteż dyplom ukończenia Cesarskiej Akademii Wojskowej i nominacja oficerska nie wzbudziły zdziwienia Marka, ale zastanawiał się, co ma oznaczać umieszczony tuż obok i oprawiony w ramki stary i zniszczony wojskowy podręcznik meteorologii. Skrzynia pełna trofeów sportowych z młodości też pewnie czekała, by niebawem znaleźć się na strychu. Połowę ściany zajmowała imponująca kolekcja dysków z książkami i holowidów; były tu tysiące tytułów. Ile z nich Miles naprawdę przeczytał? Zaciekawiony zdjął z haka na ścianie ręczną przeglądarkę i spróbował trzy dyski na chybił trafił. Na wszystkich było co najmniej kilka uwag i dopisków na marginesach — ślady przemyśleń Milesa. Mark przerwał przeglądanie.

Jeden przedmiot dobrze znał; sztylet z lakierowaną rękojeścią wykładaną metalem, który Miles odziedziczył po starym generale Piotrze. Ośmielił się wziąć broń, zważył ją w dłoni i sprawdził ostrze. Kiedy w ciągu minionych dwóch lat Miles przestał wozić ten nóż ze sobą i rozsądnie zostawił go w domu? Schował sztylet z powrotem do pochwy i ostrożnie odłożył na półkę.

1 ... 74 75 76 77 78 79 80 81 82 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)