Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]

Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:

„Lustrzany taniec” stanowi szczególną część sagi barrayarskiej. Powraca w niej Mark, klon-bliźniak Milesa Vorkosigana/Naismitha, który podając się za dowódcę Najemnej Floty Dendarii, przeprowadza szaleńczą akcję desantową w Obszarze Jacksona — części wszechświata, gdzie inżynieria genetyczna rozwija się bez żadnych ograniczeń. Niestety, ponosi klęskę i z pomocą musi mu pospieszyć prawdziwy admirał Naismith. Podczas odwrotu Miles zostaje zabity, ale jego śmierć daje początek lawinie wydarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Przed Markiem stoją nowe nieoczekiwane zadania, którym musi sprostać. Czy przyjaciele Milesa mu pomogą? Jak przyjmie go Barrayar? Czy ma szansę odciąć się od mrocznej przeszłości i przeistoczyć z genetycznej repliki Milesa w człowieka?
1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 137
Перейти на страницу:

— Nie powiedziałbym — warknął czyjś głos z rury windowej. Wyłonił się stamtąd Illyan we własnej osobie. Wartownicy wyprężyli się, ale szef machnął im ręką w zupełnie niewojskowym geście, by wrócili do postawy „spocznij”. Illyan również wziął prysznic i przebrał się w swój codzienny zielony mundur. Mark podejrzewał, że na śniadanie także zjadł garść tabletek. — Dziękuję, sierżancie, ja się nim zajmę.

— Co za przygnębiające miejsce pracy — zauważył Mark, gdy razem z komendantem CesBezu wznosił się rurą windową.

— Tak — westchnął Illyan. — Raz byłem w siedzibie Federalnej Służby Śledczej na Escobarze. Czterdzieści pięć pięter, samo szkło… nigdy poważniej nie myślałem o emigracji. Dono Vorrutyera należało udusić zaraz po narodzinach. Ale teraz… to wszystko moje. — Illyan potoczył wokół spojrzeniem właściciela, choć minę miał dwuznaczną.

Illyan prowadził go w głąb… tak, Mark był niemal pewien, że budynek ma podziemne lochy. Trzewia CesBezu. Ich kroki odbijały się echem od gołych ścian korytarza, z którego prowadziły drzwi do maleńkich pokoików. Mark zerknął przez uchylone drzwi na wyposażone w super — zabezpieczenia konsole, przy których pracowali mężczyźni w zielonych mundurach. Jeden miał przy swoim stanowisku cały rząd różnokolorowych światełek mrugających nieregularnie. Na końcu korytarza stał wielki automat do kawy. Mark pomyślał, że wcale nieprzypadkowo Illyan wprowadził go do pokoiku numer trzynaście.

— W tej konsoli są wszystkie raporty na temat poszukiwań porucznika Vorkosigana, jakie otrzymałem — rzekł chłodno Illyan. — Jeśli sądzi pan, że poradzi pan sobie lepiej niż moi przeszkoleni analitycy — zapraszam.

— Dziękuję, panie kapitanie. — Mark usiadł na krześle i uruchomił płytę holowidową. — Nie spodziewałem się takiej wspaniałomyślności.

— Nie powinien się pan skarżyć, milordzie — oświadczył chłodno Illyan. Gregor musiał go dziś przed świtem mocno przycisnąć, pomyślał Mark, gdy szef CesBezu z delikatną ironią skinął mu głową. Wrogo nastawiony? Nie, to niesprawiedliwe. Illyan w najmniejszym stopniu nie okazywał mu wrogości, do jakiej miał prawo. To nie tylko posłuszeństwo wobec cesarza, doszedł do wniosku Mark. W sprawie bezpieczeństwa, takiej jak ta, Illyan mógł się przeciwstawić Gregorowi, gdyby naprawdę chciał. Ale powoli poddawał się rozpaczy.

Mark głęboko nabrał powietrza i zaczął przedzierać się przez pliki: czytał, słuchał i oglądał. Illyan nie żartował, mówiąc, że jest tu wszystko na temat poszukiwań. Znajdowały się tu setki raportów tworzonych przez pięćdziesięciu lub sześćdziesięciu agentów rozsianych w całej sieci czasoprzestrzennej. Niektóre były krótkie, informowały jedynie o negatywnym wyniku poszukiwań. Inne były dłuższe, ale kończyły się tym samym wnioskiem. Wyglądało jednak na to, że ktoś odwiedził przynajmniej raz wszystkie kriocentra w Obszarze Jacksona, na jego stacjach orbitalnych i skokowych, a także w kilku sąsiednich układach. Były tu nawet otrzymane całkiem niedawno raporty z dalekiego Escobaru.

Po pewnym czasie Mark zorientował się, że brakuje jakiegokolwiek streszczenia czy ukończonej analizy. Miał do czynienia wyłącznie z ogromną liczbą surowych danych. Po namyśle doszedł do wniosku, że ogólnie rzecz biorąc, woli tę sytuację.

Czytał, dopóki nie rozbolały go oczy, a żołądek zaczęły rozsadzać ogromne ilości wypitej kawy. Czas zrobić przerwę na obiad, pomyślał. Po chwili do drzwi zapukał wartownik.

— Lordzie Marku, jest pański kierowca — poinformował go uprzejmie.

Do diabła — pora na kolację. Wartownik odprowadził go do wyjścia i przekazał Pymowi. Na dworze panował mrok. Głowa mnie boli.

Mark wrócił do biurowca nazajutrz rano i ponownie zabrał się pracy. I następnego dnia. I jeszcze następnego. Nadchodziły nowe raporty. Właściwie zaczęły nadchodzić szybciej, niż on potrafił je przeczytać. Im intensywniej pracował, tym większe miał zaległości. W połowie piątego dnia uniósł wzrok znad ekranu i pomyślał: to szaleństwo. Illyan próbuje go zasypać dokumentami. Ze stanu niemocy wynikającego z niewiedzy ze zdumiewającą szybkością został przeniesiony w stan niemocy związany z nadmiarem informacji. Muszę jakoś posortować te śmieci, bo nigdy nie wyjdę z tego ohydnego budynku.

— Kłamstwa, kłamstwa, wszystko kłamstwa — mruczał wściekle do konsoli, która zdawała się mrugać i szumieć drwiąco.

Gwałtownym i zdecydowanym ruchem wyłączył maszynę, przerywając ciągły bełkot głosów i nieprzerwany strumień danych. Przez chwilę siedział w ciszy i ciemności, dopóki nie przestało mu dzwonić w uszach.

CesBez nie znalazł Milesa. Nie potrzebował powodzi danych. Nikt nie potrzebował. Potrzebował jednej informacji. Spróbujmy przykroić to na nasze potrzeby.

Na początek parę jasnych założeń. Po pierwsze, Miles jest nadal zamrożony.

Niech CesBez szuka sobie ciała w stanie rozkładu, nieoznakowanego grobu czy dowodu dezintegracji. Takie poszukiwania na nic mu się nie przydadzą, nawet jeśli zostaną zakończone sukcesem. Zwłaszcza jeśli zostaną zakończone sukcesem.

W polu zainteresowania pozostają więc kriokomory, jako stałe urządzenia w kriobankach i urządzenia przenośne. Albo — co mniej prawdopodobne i rzadsze — urządzenia krioreanimacyjne. Logika studziła jednak jego optymizm. Gdyby Miles został szczęśliwie ożywiony przez sprzymierzeńca, na pewno od razu by się zameldował. Nie zrobił tego, wniosek: nadal jest zamrożony. Albo, jeżeli został reanimowany, nie jest jeszcze w stanie funkcjonować. Albo nie znajduje się w rękach sprzymierzeńca. A więc gdzie?

Dendariańską kriokomrę odnaleziono w Hegen Hub. I cóż z tego? Wysłano ją tam po uprzednim opróżnieniu. Zagłębiwszy się w miękkie krzesło i zmrużywszy oczy, Mark zaczął się zastanawiać nad drugim końcem tropu. Czyżby własne obsesje kazały mu wierzyć w to, w co chciał wierzyć? Nie, do diabła z Hegen Hub. Miles nie opuścił planety. Jednym pociągnięciem wyeliminował trzy czwarte zalewających go informacji.

Zatem przyjrzyjmy się tylko raportom z Obszaru Jacksona. Dobrze. Co teraz?

Jak CesBez sprawdzał pozostałe miejsca, do których mogła trafić kriokomora? Które nie miały żadnych znanych związków z Domem Bharaputra? W większości wypadków CesBez po prostu pytał, nie ujawniając swojej tożsamości, lecz proponując w zamian sporą nagrodę. Wszystko działo się co najmniej cztery tygodnie po ataku. Zimny trop. Mnóstwo czasu, by ktoś mógł zadbać o niespodziewanie otrzymaną przesyłkę. Zdążyłby ją ukryć, jeśli chciał. Jeszcze bardziej prawdopodobne było, że CesBez wróci z pustymi rękami stamtąd, gdzie szukał drugi raz, gruntowniej.

Miles musi znajdować się w miejscu, które CesBez już sprawdził, w rękach kogoś, kto ma ukryte motywy, aby się nim interesować.

Setki możliwości.

Muszę znaleźć jakiś związek. Musi istnieć jakiś związek.

CesBez przeprowadził drobiazgową analizę danych uzyskanych z hełmu Norwooda, słowo po słowie. I nic. Ale Norwood przeszedł szkolenie medyczne. I nie wysłał kriokomory swego ukochanego admirała do jakiegoś przypadkowego miejsca. Wysłał ją gdzieś i do kogoś.

Jeśli istnieje piekło, mam nadzieję, że się tam smażysz, Norwood.

Mark westchnął, pochylił się i ponownie włączył konsolę.

Kilka godzin później do pokoiku Marka wstąpił Illyan, zamykając za sobą dźwiękoszczelne drzwi. Na pozór swobodnie oparł się o ścianę i zapytał:

— Jak idzie?

Mark przejechał dłońmi przez włosy.

— Mimo pańskich usilnych starań zasypania mnie informacjami, posuwam się naprzód.

— Doprawdy? I do czego pan doszedł? — Mark zauważył, że Illyan nie wyparł się oskarżenia.

1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)