Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]

Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:

„Lustrzany taniec” stanowi szczególną część sagi barrayarskiej. Powraca w niej Mark, klon-bliźniak Milesa Vorkosigana/Naismitha, który podając się za dowódcę Najemnej Floty Dendarii, przeprowadza szaleńczą akcję desantową w Obszarze Jacksona — części wszechświata, gdzie inżynieria genetyczna rozwija się bez żadnych ograniczeń. Niestety, ponosi klęskę i z pomocą musi mu pospieszyć prawdziwy admirał Naismith. Podczas odwrotu Miles zostaje zabity, ale jego śmierć daje początek lawinie wydarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Przed Markiem stoją nowe nieoczekiwane zadania, którym musi sprostać. Czy przyjaciele Milesa mu pomogą? Jak przyjmie go Barrayar? Czy ma szansę odciąć się od mrocznej przeszłości i przeistoczyć z genetycznej repliki Milesa w człowieka?
1 ... 75 76 77 78 79 80 81 82 83 ... 137
Перейти на страницу:

Na innej ścianie wisiał pełen ironii i czytelny symbol; stara metalowa klamra na nogę skrzyżowana z mieczem Vora, jak w muzeum. Częściowo żart, częściowo wyraz buntu. Jedno i drugie już przebrzmiałe. Matowana, tania fotoreprodukcja strony z prastarej książki została oprawiona w bardzo kosztowne ramki ze srebra. Tekst zawierał jakiś religijny bełkot z czasów przed Skokiem — coś o pielgrzymach, wzgórzu i mieście w chmurach. Mark nie bardzo wiedział, o co w tym chodzi; nigdy nie posądzono Milesa o przesadną religijność. Wyglądało jednak na to, że to dla niego ważne.

Niektóre z tych rzeczy to nie nagrody, pomyślał Mark. To lekcje.

Na stoliku nocnym spoczywał album z holowidami. Mark usiadł, wziął pudełko i uruchomił. Spodziewał się ujrzeć twarz Elli Quinn, ale pierwszy ukazał się wideoportret wysokiego, wyjątkowo brzydkiego mężczyzny o kosym spojrzeniu, który miał na sobie liberię straży przybocznej Vorkosiganów. Sierżant Bothari, ojciec Eleny. Mark przerzucił zawartość albumu. Dalej była Quinn, po niej Bothari — Jesek. Potem oczywiście rodzice. Koń Milesa, Ivan, Gregor; później następowała prawdziwa parada twarzy i sylwetek. Przeglądał coraz szybciej, nie rozpoznając nawet jednej trzeciej z tych osób. Po pięćdziesiątym portrecie dał sobie spokój.

Otarł ze znużeniem twarz. To nie człowiek, to cały tłum ludzi. Owszem. Siedział skulony, z twarzą ukrytą w dłoniach, opierając łokcie o kolana. Nie, nie jestem Milesem.

Komkonsola Milesa należała do typu bezpiecznych i nie była wcale gorsza od konsoli księcia, która znajdowała się w bibliotece. Mark podszedł bliżej i obejrzał ją; ręce znów wcisnął w kieszenie spodni. Opuszkami palców namacał zgniecione kwiatki Kareen Koudelki.

Wyciągnął je i rozłożył na dłoni. W przypływie rozpaczy rozgniótł delikatne pąki drugą ręką, po czym rozsypał na podłodze. Po niecałej minucie na kolanach pieczołowicie zbierał z dywanu wszystko do najdrobniejszego płatka. Chyba jestem stuknięty. Ukląkł na podłodze i zaczął płakać.

Ale jemu, inaczej niż Ivanowi, przynajmniej nikt nie przeszkodził, za co był niezmiernie wdzięczny. W myślach prosił kuzyna o wybaczenie: przepraszam, przepraszam — choć bardzo wątpił, czy nazajutrz rano Ivan będzie pamiętał cokolwiek z jego nocnego wtargnięcia do altany. Mark opanował w końcu spazmatyczny oddech. Okropnie rozbolała go głowa.

Wszystko przez te dziesięć minut zwłoki tam, na Bharaputrze. Gdyby przybyli dziesięć minut wcześniej, Dendarianie wróciliby do wahadłowca, zanim jeszcze Bharaputranie zdążyliby go zniszczyć, i wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej. W jego życiu niezauważalnie upływały tysiące dziesięciominutowych okresów zupełnie bez znaczenia. Ale tamte dziesięć minut wystarczyło, aby z potencjalnego bohatera zmienić go w wiecznego łotra. I nigdy nie będzie miał szansy odzyskać siebie sprzed tamtej chwili. Czy na tym polegał talent dowódcy: rozpoznać owe krytyczne minuty wśród mnóstwa podobnych do siebie chwil, nawet w największym chaosie? Zaryzykować wszystko, aby sięgnąć po złoto? Miles posiadł dar wyczucia czasu w stopniu niemal doskonałym. Właśnie za to ludzie szli za nim ufnie, powierzając mu swoje życie.

Z wyjątkiem tego jednego razu, kiedy wyczucie go zawiodło…

Nie. Miles co sił w płucach krzyczał na wszystkich, by się pospieszyli. Jego wyczucie czasu było bez zarzutu. Tylko ociąganie innych zwolniło tempo marszu.

Mark z trudem podniósł się z podłogi, przemył twarz w łazience, wrócił i zasiadł za konsolą. Pierwszą grupę zabezpieczonych funkcji otworzył czytnik linii papilarnych. Maszynie nie bardzo podobała się dłoń Marka; rozrost kości i spora warstwa tkanki tłuszczowej zaczynały powoli zniekształcać wzór linii. Ale jeszcze niezupełnie, przy czwartej próbie odczyt zadowolił maszynę, która się przed nim otworzyła. Następne funkcje wymagały kodów dostępowych, których nie znał, ale w zupełności wystarczało mu to, co ujrzał na początku: prywatny, a może nawet zastrzeżony kanał komunikacyjny z CesBezem.

Odbiornik CesBezu niemal natychmiast połączył go z operatorem.

— Nazywani się lord Mark Vorkosigan — powiedział pełniącemu służbę nocną kapralowi, którego twarz pojawiła się nad płytą holowidu. — Chcę rozmawiać z Simonem Illyanem. Przypuszczam, że nadal jest w Rezydencji Cesarskiej.

— Czy to pilna sprawa, milordzie? — zapytał kapral.

— Dla mnie tak — burknął Mark.

Kapral połączył go bez względu na to, co sobie pomyślał. Mark musiał jeszcze przekonać dwóch podwładnych i wreszcie zmaterializowała się zmęczona twarz szefa CesBezu.

Mark przełknął ślinę.

— Kapitanie Illyan.

— Tak, lordzie Marku, o co chodzi? — rzekł Illyan ze znużeniem. Dla niego to także była długa noc.

— Miałem dziś wieczorem ciekawą rozmowę z niejakim kapitanem Vorventa.

— Wiem. Wygłaszał pan całkiem czytelne groźby pod jego adresem.

A Mark przypuszczał, że tamtego opiekuna/służącego wysłano, by go chronić… cóż.

— Mam więc pytanie do pana, kapitanie. Czy kapitan Vorventa jest wśród tych, którzy mogą wiedzieć o Milesie?

Illyan przymrużył oczy.

— Nie.

— W każdym razie wie.

— To… bardzo interesujące.

— Wiedza o tym pomoże panu jakoś, kapitanie?

Illyan westchnął.

— Jeszcze jeden powód do zmartwień. W którym miejscu jest przeciek? Będę się musiał dowiedzieć.

— Ale… lepiej wiedzieć niż nie.

— O, tak.

— Czy w zamian mogę pana prosić o przysługę?

— Może. — Illyan wyglądał nadzwyczaj tajemniczo. — Czego ma dotyczyć ta prośba?

— Chcę w to wejść.

— Słucham?

— Chcę brać udział w prowadzonych przez CesBez poszukiwaniach Milesa. Chciałbym zacząć od przejrzenia waszych raportów. Co potem — nie wiem. Wiem tylko, że dłużej nie mogę stać z boku.

Illyan przyglądał mu się podejrzliwie.

— Nie — odparł w końcu. — Nie po to dałem panu swobodę, żeby buszował pan w moich tajnych aktach. Dziękuję bardzo. Dobranoc, lordzie Marku.

— Chwileczkę, kapitanie! Skarżył się pan na braki w personelu. Nie może pan odmawiać ochotnikowi.

— Co więcej może pan zrobić ponad to, co zrobił CesBez? — warknął Illyan.

— Owszem jest coś, czego CesBez nie dokonał, kapitanie. Nie odnalazł Milesa. Mniej nie będę mógł zrobić.

Mark zorientował się, że nie ubrał tego w tak dyplomatyczne słowa, jak powinien. Twarz Illyana pociemniała ze złości.

— Dobranoc, lordzie Marku — powtórzył przez zaciśnięte zęby i gwałtownym ruchem wyłączył widkom.

Mark jak sparaliżowany siedział na krześle Milesa. W domu panowała taka cisza, że najgłośniejszym dźwiękiem, jaki słyszał, był szum jego krwi. Powinien wspomnieć w rozmowie z Illyanem o swoim sprycie, o tym, jak szybko się zorientował; Vorventa zdradził, co wie, lecz Mark żadnym słowem nie zdradził, że wie, że Vorventa wie. Teraz Illyan rozpocznie dochodzenie w sprawie przecieku i zaskoczy tajemniczego informatora. To chyba ma jakąś wartość? Nie jestem taki głupi, jak się wam wydaje.

Ty też nie jesteś taki mądry, jak mi się wydawało, Illyan. Nie jesteś… doskonały. Niepokojące odkrycie. Spodziewał się, że CesBez działa doskonale; na tym przekonaniu opierał się cały jego świat. Miles też miał być doskonały. Książę i księżna. Doskonali i niezniszczalni. Jak gdyby byli z gumy. Tylko jego ból był prawdziwy.

Pomyślał o Ivanie płaczącym w cieniu altany. O księciu umierającym w lesie. Księżna maskowała się lepiej niż pozostali. Musiała. Miała więcej do ukrycia. I Miles, który stworzył sobie drugą osobowość, by móc uciec…

1 ... 75 76 77 78 79 80 81 82 83 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)