Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
- Автор: Буджолд Лоис Макмастер
- Год: 2002
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 3-7337-142-7
- Переводчик: Lukasz Praski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:
— Pyta pani o łączność o charakterze parapsychicznym? — Co za okropny pomysł.
Skinęła głową, rumieniąc się lekko. Skonsternowana Bothari — Jesek posłała mu dziwnie błagalne spojrzenie, Nie waż się mieszać jej w myślach, ty…!
Oto prawdziwy rozmiar jej rozpaczy.
— Przykro mi. Nie mam zdolności parapsychicznych. Co najwyżej mam kilka cech psychopatycznych. — Bothari — Jesek się rozluźniła. Mark spochmurniał, lecz po chwili twarz mu pojaśniała. — Ale nie zaszkodziłoby dać do zrozumienia Illyanowi, że tak pani myśli.
— Illyan to zdeklarowany racjonalista. — Księżna uśmiechnęła się ze smutkiem.
— Moja pasja wynika z rozczarowania. Nikt nie pozwala mi niczego zrobić.
— A co chciałbyś zrobić?
Chcę uciec na Kolonię Beta. Księżna pewnie by mu w tym pomogła.
…Nie, już nigdy więcej nie będę uciekał.
Głęboko nabrał powietrza, zbierając w sobie resztki odwagi.
— Chcę wrócić do Obszaru Jacksona i poszukać go. Poradziłbym sobie równie dobrze jak inni agenci Illyana, na pewno! Podsunąłem mu ten pomysł. Nie zgodził się. Gdyby mógł, zamknąłby mnie w dobrze strzeżonej celi.
— W takich dniach biedny Simon byłby gotów zaprzedać własną duszę, żeby na chwilę świat odzyskał spokój — przyznała księżna. — Jego uwaga nie jest teraz rozproszona, tylko rozszczepiona na wiele spraw. Trochę mu współczuję.
— Ja nie. Nie zapytałbym nawet Simona Illyana o godzinę. On też by mi jej nie podał. — Mark się zamyślił. — Gregor przekazałby mi kilka niejasnych wskazówek, gdzie mam szukać chronometru. Pani… — ciągnął metaforę, nie panując już nad nią — dałaby mi zegar.
— Gdybym miała, synu, dałabym ci fabrykę zegarów. — Księżna westchnęła.
Mark przeżuł kęs, połknął i uniósł głowę.
— Naprawdę?
— Na… — zaczęła, lecz zaraz przezornie zamilkła. — Co naprawdę?
— Czy lord Mark jest wolnym człowiekiem? Nie popełniłem żadnej zbrodni w Cesarstwie Barrayaru, prawda? Prawo nie zabrania głupoty. Nie jestem aresztowany.
— Nie…
— Sam mogę polecieć do Obszaru Jacksona! Chrzanić Illyana i jego cenny stan osobowy. Gdybym… — och, zapomniał o drobiazgu, i jego entuzjazm nieznacznie opadł. — Gdybym miał za co. — Entuzjazm zniknął bez śladu. Wiedział przecież, że jego cały majątek wynosi siedemnaście marek imperialnych, które zostały z dwudziestu pięciu, jakie dostał w tym tygodniu od księżnej na drobne wydatki. Pieniądze tkwiły w kieszeni spodni.
Księżna odsunęła talerz i się wyprostowała. Na jej twarzy odmalowało się zmęczenie.
— Nie sądzę, żeby to był bezpieczny pomysł. Skoro już wspomnieliśmy o głupocie…
— Po tym, co zrobiłeś, Bharaputra wydał zapewne polecenie egzekucji — pospieszyła z pomocą Bothari — Jesek.
— Nie mnie chce zabić, tylko admirała Naismitha — poprawił ją Mark. — Poza tym nie wróciłbym na Bharaputrę. — Był wprawdzie skłonny przyznać rację księżnej, lecz nadal czuł na czole parzące dotknięcie palca barona Bharaputry. Utkwił w niej pełne napięcia spojrzenie. — Pani…
— Serio prosisz mnie o sfinansowanie wyprawy, w której zaryzykujesz życie? — zapytała.
— Wcale go nie zaryzykuję, chcę je ocalić! Nie potrafię tak dalej… — Nieokreślony gest miał wskazywać Dom Vorkosiganów, planetę i jego sytuację. — Tutaj nie mogę odzyskać równowagi, wszystko jest nie tak.
— Równowaga przyjdzie z czasem. Jest po prostu za wcześnie — powiedziała z przekonaniem. — Wciąż jesteś tu nowicjuszem.
— Muszę wrócić. Muszę spróbować naprawić to, co zepsułem. Jeśli potrafię.
— A co zrobisz, jeżeli się okaże, że nie potrafisz? — spytała chłodno Bothari — Jesek. — Po obiecującym początku wycofasz się?
Czy ta kobieta czytała w jego myślach? Mark zgarbił się pod ciężarem jej pogardy i własnego zwątpienia.
— Nie… — zaczął — nie… — nie wiem. Nie potrafił dokończyć tego zdania głośno.
Księżna splotła długie palce.
— Nie wątpię w twój zapał — rzekła, nie spuszczając z niego oczu.
Do diabła, jej zaufanie mogło skruszyć jego zapal skuteczniej niż podejrzliwość Illyana. Mark skulił się na krześle.
— Ale… jesteś moją drugą szansą. Nową nadzieją, zupełnie nieoczekiwaną. Nigdy nie sądziłam, że będę miała drugie dziecko tu, na Barrayarze. Obszar Jacksona zabrał mi Milesa, a teraz ty chcesz tam lecieć? Ty też?
— Pani — powiedział zrozpaczony. — Matko… nie mogę być pani nagrodą pocieszenia.
Księżna skrzyżowała ramiona, opierając podbródek na stulonej dłoni. Jej oczy były szare jak morze zimą.
— Pani lepiej od innych powinna zrozumieć — ciągnął błagalnie Mark — jak ważna może być druga szansa.
Odsunęła krzesło i wstała.
— Muszę się nad tym zastanowić. — Wyszła z maleńkiej jadalni. Mark z niepokojeni zauważył, że na talerzu zostawiła prawie połowę dania.
Bothari — Jesek również się podniosła.
— Świetna robota — warknęła.
Przepraszam, przepraszam…
Mark został przy stole sam. I odruchowo, na wpół świadomie, zaczął jeść, aż dostał mdłości. Potem rurą windową wjechał na swoje piętro, wtoczył się do sypialni i położył. Miał nadzieję, że zaśnie, ale skończyło się na nadziei.
Upłynęła chyba cała wieczność, zanim dokuczliwy ból głowy i żołądka zaczęły mu powoli przechodzić. Nagle rozległo się pukanie do drzwi pokoju. Mark uniósł głowę ze zduszonym jękiem:
— Kto tam?
— Elena.
Włączył światło i usiadł, opierając się o ozdobione reliefem wezgłowie, wepchnąwszy wcześniej pod kręgosłup poduszkę, by nie gniotły go wyrzeźbione w orzechowym drewnie liście akantu. Nie miał ochoty na rozmowę z Bothari — Jesek. Ani z żadną inną istotą ludzką. Poprawił koszulę, by leżała na nim jak najluźniej.
— Wejdź — mruknął.
Wsunęła się ostrożnie, przystając tuż za drzwiami. Na jej przybladłej twarzy malowała się powaga.
— Cześć. Dobrze się czujesz?
— Nie — przyznał.
— Przyszłam przeprosić — powiedziała.
— Ty? Przeprosić mnie? Za co?
— Księżna mi powiedziała… o tym, co się z tobą działo. Przepraszam, nic nie rozumiałam.
A więc znów dokonano na nim wiwisekcji, tym razem in absentia. Odgadł to z lęku, jaki malował się w twarzy Eleny; patrzyła na niego, jak gdyby jego rozdęty brzuch został otwarty lancetem chirurga i przygotowany do drobiazgowej operacji.
— Niech to diabli… co tym razem mówiła? — Starał się siedzieć prosto.
— Miles unikał rozmów na ten temat. Ale nie rozumiałam, jak było naprawdę. Księżna opowiedziała mi ze szczegółami. O tym, co ci robił Galen. O gwałcie z paralizatorem i… zaburzeniach diety. — Starając się nie patrzeć na jego ciało, utkwiła oczy w jego twarzy. Domyślił się, że wie aż za dużo. Musiały rozmawiać z księżną co najmniej przez dwie godziny. — A wszystko zaplanowano z taką premedytacją. To było najokrutniejsze.
— Nie jestem pewien, czy tamten incydent z paralizatorem rzeczywiście przeprowadzono z pełną premedytacją — rzekł niepewnie Mark. — Galen zachowywał się wtedy, jakby zupełnie oszalał. Nikt nie potrafi tak dobrze zagrać. Może zaczęło się z premedytacją, a później wymknęło spod kontroli. — Nagle wybuchnął bezradną wściekłością. — Do diabła! — Elena podskoczyła. — Nie miała prawa rozmawiać z tobą o mnie! Ani z nikim innym! Kim ja niby jestem, największą atrakcją w mieście?
— Nie, nie. — Elena Bothari — Jesek rozłożyła ręce w obronnym geście. — Musisz zrozumieć. Powiedziałam jej o Maree, tamtej blondynceklonie, z którą cię znaleziono. O tym, co moim zdaniem z nią robiłeś. Oskarżyłam cię przed księżną.