Biały smok [The White Dragon - pl]
- Автор: Маккефри Энн
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-890-6
- Переводчик: Anna Wojtaszczyk
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Biały smok [The White Dragon - pl]». Краткое содержание книги:
— Och, każ im wrócić. Nie jadam jaszczurek ognistych! powiedziała Lessa, powściągając zdenerwowanie. Sama nie wiedziała, co złości ją bardziej, te jaszczurki ogniste czy to, jak ludzie kulili się ze strachu, kiedy ktoś przy niej poruszył ten temat. A ten mały spiżowy jaszczur Robintona wykazał się dzisiaj chwalebną dozą zdrowego rozsądku. Więc każ królowej wrócić do Menolly. Jeżeli ta jaszczurka ognista zobaczy go na własne oczy, to Menolly uwierzy!
Uśmiechając się z ogromną ulgą, Sebell podniósł rękę do góry. W powietrzu pojawiły się dwie królowe, oczy ich były olbrzymie i dziko wirowały, tak były wzburzone. Jedna z nich, Lessa nie wiedziała czyja, ponieważ dla niej wszystkie wyglądały jednakowo, zaćwierkała, jak gdyby w podziękowaniu. Następnie Sebell ostrożnie, żeby nie straciły równowagi i nie zaczęły piszczeć, poszedł w kierunku kwatery chorego.
— Sebell przejmie Cech Harfiarzy? — zapytała Lessa.
— Śmiało sobie z tym poradzi.
— Gdyby tylko ten kochany człowiek miał tyle rozumu, żeby już wcześniej przekazywać Sebellowi więcej pracy, zanim to się stało…
— To częściowo moja wina, Lesso. Benden wiele wymagał od Cechu Harfiarzy. — F’lar nalał sobie czarkę wina, popatrzył na Lessę pytająco i nalał następną, kiedy skinęła potakującą głową. Wznieśli toast.
— Za bendeńskie wino!
— Wino, które utrzymało go przy życiu!
— Odmówić czarki wina? To nie Robinton! — Szybko wypiła, żeby uśmierzyć ściskanie w gardle.
— I wypije jeszcze wiele bukłaków do dna — powiedział spokojny głos Mistrza Oldive’a. Przysunął się do stołu, osobliwa postać, której ręce i nogi wydawały się za długie w stosunku do tułowia. Jego przystojna twarz była pogodna, kiedy nalewał sobie czarkę wina, przypatrując się przez moment jego głębokiemu, szkarłatnemu kolorowi, zanim podniósł je tak jak przedtem Lessa, i wypił. — Jak powiedzieliście, pomogło utrzymać go przy życiu. Nieczęsto zły nawyk przedłuża człowiekowi życie!
— Mistrz Robinton wyzdrowieje?
— Tak, jeżeli będziemy go pielęgnować i zadbamy o jego odpoczynek. Jego puls i serce biją teraz znowu równo, chociaż powoli. Nie może się teraz niczym trapić ani denerwować. Ostrzegałem go wielokrotnie, że musi zredukować swoją ilość zajęć. Nie żebym wierzył, że posłucha! Sebell, Silvina i Menolly zrobili wszystko, co mogli, żeby pomóc, ale potem Menolly zachorowała… Tyle trzeba zrobić dla jego Cechu i dla Pernu! Oldive uśmiechnął się, jego pociągła twarz rozjaśniła się łagodnie, kiedy wziął rękę Lessy i włożył ją w dłoń F’lara. — Nic więcej tu nie zdziałacie, Przywódcy Weyru. Sebell będzie czekał, żeby zapewnić Robintona, kiedy ten się obudzi, że w jego Cechu wszystko jest w porządku. Brekke i ja, i dobrzy ludzie z tego Weyru będziemy pielęgnować Mistrza Harfiarza. Wam dwojgu też trzeba odpoczynku. Wracajcie do swojego Weyru. Ten dzień wielu już dużo kosztował. Idźcie! — Popchnął ich w kierunku korytarza. — Idźcie już! — mówił, jak do krnąbrnych dzieci, a Lessa była tak znużona, że posłuchała. Była tak zatroskana, że nie zważała na sprzeciw, jaki pojawił się w oczach F’lara.
Nie zostawiamy Harfiarza samego, powiedziała Ramoth, kiedy F’lar pomagał Lessie dosiąść swojej królowej. Jesteśmy z nim.
16.
W Warowni Nad Zatoczką, 15.8.28 — 15.9.7
Kiedy Jaxom i Sharra pospiesznie poinformowali Piemura o wydarzeniach w Weyrze Ista, włączając w to również informacje o chorobie Harfiarza, młody czeladnik uraczył ich barwnym opisem szaleństw swojego Mistrza, jego niedociągnięć, głupiej lojalności i altruistycznych nadziei, którymi jego słuchacze poczuli się całkiem ogłuszeni, dopóki nie zobaczyli, jak na policzki Piemura spod rzęs przesączają się łzy.
W tym momencie powrócił Ruth, płosząc biegusa Piemura do lasu. Harfiarz długo musiał wabić tego zwierzaka, o wesołym imieniu Głupek, żeby znowu wszedł.
— Wiecie, on tak naprawdę wcale nie jest głupi — powiedział Piemur, ocierając sobie z twarzy pot i łzy. — Wie, że tacy jak ten tam — tu Piemur ukradkiem wskazał kciukiem w kierunku Rutha — lubią odżywiać się takimi jak on. — Sprawdził supeł na lince, którą przywiązał Głupka do pnia drzewa.
Ja bym go nie zjadł, odparł Ruth. On jest mały i nie bardzo pulchny.
Śmiejąc się, Jaxom przekazał tę informację Piemurowi, który wyszczerzył zęby i z wdzięcznością ukłonił się Ruthowi.
— Szkoda, że nie mogę tego wytłumaczyć Głupkowi — powiedział z westchnieniem — ale on ma kłopoty z odróżnianiem smoków przyjaznych od smoków głodnych. Faktem jest, że mnóstwo razy uszedłem cało dzięki tej jego tendencji, żeby znikać w najbliższych zaroślach, kiedy tylko w polu postrzegania jego zmysłów pojawią się jakieś smoki. Widzicie, ściśle rzec biorąc ja nie powinienem robić tego, co właśnie robię. A już najważniejsze, żeby mnie nikt na tym nie złapał.
— Mów dalej — nalegał Jaxom, kiedy Piemur przerwał, żeby ocenić, jakie wrażenie wywarło jego tajemnicze oświadczenie. — Nie powiedziałbyś nam aż tyle, gdybyś nie miał zamiaru powiedzieć więcej. Wspomniałeś, że szukałeś nas?
Piemur wyszczerzył zęby.
— Między innymi. — Wyciągnął się na piasku, postękując i robiąc całe przedstawienie, zanim się ułożył. Przyjął kubek soku owocowego, który podała mu Sharra, wypił go jednym haustem i wyciągnął rękę po drugą porcję.
Jaxom cierpliwie przyglądał się temu młodemu człowiekowi. Był przyzwyczajony do zmanierowania Piemura jeszcze z okresu, który spędzili razem w Cechach Mistrzów Fandarela i Harfiarza.
— Czy nigdy nie zastanawiałeś się, dlaczego zrezygnowałem z lekcji, Jaxomie?
— Menolly powiedziała mi, że wysłano cię gdzie indziej.
— W szerokim tego słowa znaczeniu — odparł Piemur z zamaszystym gestem, strzepując palcami w kierunku południowym, co miało podkreślić wypowiedź. — Założę się, że więcej widziałem tej planety, niż jakakolwiek inna żyjąca istota… łącznie ze smokami! — Zdecydowanie kiwnął głową, żeby pokazać, że powinni przejąć się tym, co mówi. — Nie żebym obszedł dookoła cały… — tu przerwał, żeby podkreślić to zastrzeżenie — Kontynent Południowy, ani też nie przeszedłem go wszerz, ale gruntownie znam wszystkie miejsca, w których byłem — Pokazał palcem na swoje znoszone buty. — Były nowe, niecałe cztery siedmiodni temu, kiedy wyruszałem na wschód. Och, ileż by te buty miały do opowiadania! — Z namysłem popatrzył spod oka na Jaxoma. — To zupełnie co innego, Lordzie Jaxomie, unosić się w pogodnym niebie nad ziemią, spoglądając na wszystko z wyżyn. A całkiem inna sprawa, zapewniam cię, maszerować po tej ziemi, przez nią pod nią, dookoła niej. Wtedy się wie, gdzie się było!
— Czy F’lar wie?
— Mniej więcej — odpowiedział Piemur szczerząc zęby. — Założyłbym się, że nieco mniej niż więcej. Widzisz, około trzy Obroty temu Torik zaczął handel z Północą od wspaniałych próbek rudy żelaza, miedzi i cyny… a tego wszystkiego zaczyna tam brakować. Fandarel już się uskarżał na braki. Robinton uznał, że będzie roztropnie zainteresować się źródłami zaopatrzenia Torika. Był na tyle bystry, że posłał tu właśnie mnie… Czy jesteście pewni, że on wyzdrowieje? Nie ukrywacie niczego przede mną? — Przez bezczelny sposób bycia Piemura przebił się niepokój.
— Wiesz tyle samo co my, tyle ile wie Ruth. — Jaxom przerwał, żeby zadać pytanie swojemu smokowi. — A Ruth mówi, że on śpi. Mówi także, że smoki nie pozwolą mu odejść.