Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Lord z planety Ziemia
Lord z planety Ziemia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lord z planety Ziemia

Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:

Były żołnierz wyrusza w galaktyczną wyprawę w nieznany świat. I staje do pojedynku o władzę nad planetą, na której nikt nie wie o istnieniu Ziemi – dobrze ukrytej przed wzrokiem innych przez wszechpotężną rasę. Żeby wrócić na Ziemię, Siergiej musi ją najpierw odnaleźć. Ale naszej planety szuka także ktoś, kto chce ją zniszczyć…
1 ... 76 77 78 79 80 81 82 83 84 ... 135
Перейти на страницу:

Pozbawiony destruktorów i laserów, Machno uruchomił siły drugiej linii – dom został osłonięty polem neutralizującym, a z licznych ukrytych kapsuł wyfrunęły w stronę statku elektroniczne meszki.

Siewcy nie tracili czasu na dostrajanie destruktorów do licznego i różnorodnego przeciwnika. Zastosowali deszcz protonowy, który spopielił wszystko, co wyszło poza granice pola ochronnego. Wtedy przez niewidoczną zasłonę pola neutralizującego przeszli… nie, nie uzbrojeni w płaszczyznowe miecze żołnierze – moi przeciwnicy nie mieli ochoty na walkę wręcz. Wysłali bioroboty funkcjonujące w polu neutralizującym. Znalazłem potem dwa w rozwalonym domu – nawet ich nie sprzątnięto. Karykaturalnie przypominające ludzi, pokryte łuską i wyposażone w długie bicze macek, budziły raczej wstręt niż strach. Oba bioroboty były posiekane na kawałki – a przecież Terry na ogół walczy bardzo racjonalnie. Łuskowate stwory walczyły nawet przecięte na pół.

Dwa absolutnie identyczne mózgi, umieszczone w klatce piersiowej robotów, miały wielkość dziecięcej piąstki i były zupełnie pozbawione kory.

Nie liczyłem, że Siewcy zostawią mnie w spokoju. Byłem przypadkiem, błędem, który zakradł się w idealne plany Ziemian XXII wieku. Choć moje nieobliczalne zachowanie nie tylko nie zaszkodziło Ziemi, ale przeciwnie, uratowało nieszczęsną planetę, która omal nie padła ofiarą własnych gier, niczego to nie zmieniło. Najpierw znalazłem się nie na swoim miejscu, potem w nie swoim czasie. Dopiero później zrozumiałem, że nawet dwanaście prac Herkulesa nie odkupiłoby błędu, który mogłem popełnić w każdej chwili. I właśnie dlatego naszym domem stał się pozbawiony życia Somat. Nie planowaliśmy dożyć tu sędziwej starości, ale twardo postanowiliśmy posiedzieć kilka lat na peryferiach galaktyki.

Ziemianie mogą sobie spokojnie przeprowadzać projekt „Siewcy” i odgrywać przed oszołomionymi widzami rolę bogów. Wojna z nieznanymi, ale najwyraźniej mało sympatycznymi Fangami szła swoim torem – przechodząc ze stadium „zimnej”, gdy niemal zupełnie o niej zapominano, do etapu „ciepłej”, gdy wiadomości zapchane były znajomymi do bólu, patriotycznymi bredniami.

Ani ja, ani Terry nie wtrącaliśmy się do życia Ziemi. Ernado, Lans i Redrak, gdy osiedlali się na cywilizowanych planetach, otrzymali podobne instrukcje. Redrak miał ostrożność we krwi jeszcze z czasów pirackich, Lansowi i Ernadowi wystarczał rozkaz księżniczki.

Być może nie powinniśmy byli się rozdzielać. Mnie i Terry można było odnaleźć różnymi sposobami, ale najbardziej prawdopodobny był wariant porwania i przesłuchania kogoś z załogi.

Teraz to już nie miało znaczenia. Bez względu na to, jakim cudem nas znaleziono, Terry trafiła do niewoli, a ja przeszedłem do partyzantki. Na Somacie, gdzie wilgotność powietrza wynosi zero procent, a roślinności nie ma i i nigdy nie było, ukrywanie się przed wrogiem jest prawie niemożliwe. W rozwalonej kopule nie znalazłem nic do jedzenia – najwyraźniej chciano zmusić mnie do poddania się. Nie miałem ani sił, ani czasu, by porządnie się rozejrzeć – w każdej chwili mogły się pojawić nowe oddziały.

Ukryłem się w górach z tym, co miałem przy sobie, gdy wyszedłem z domu na dwudniową wycieczkę. Możliwe, że nikt mnie nie szukał, ale nie mogłem ryzykować.

Nie rozumiałem tylko jednego – dlaczego Siewcy zdecydowali się na tak otwarcie wrogi gest?

Wiele mogłem zarzucić swoim potomkom. Że byli okrutni i nie przebierali w środkach. Że mieli za nic stworzony przez siebie system cywilizacji. Że patologiczny strach przed Fangami oraz wiara w historyczną nieuchronność zwycięstwa wyparła z nich wszelkie ludzkie uczucia.

Ale nie byli podli. Grali uczciwie, choć według własnych reguł. A pojęcie wdzięczności nie było dla nich pustym dźwiękiem.

Dlaczego więc zdecydowali się na taką niegodziwość?

Pokonałem w mentalnym pojedynku ich przedstawiciela, Maestra, ale pojedynek przebiegał zgodnie z ich regułami – po prostu byłem bardziej pewien swoich racji. Złamałem zasady Siewców, ale tylko po to, by uratować naszą wspólną ojczyznę, Ziemię. Uciekłem ze swojego końca XX wieku w połowę XXII, ale nigdy nie próbowałem przeszkodzić swoim potomkom. Wszystko, czego chciałem, to żyć nie podporządkowując się prawom „głównego strumienia historii”.

Mogli mnie szukać, żeby wygłaszać długie tyrady, prowadzić umoralniające dyskusje. Ale napad z bronią?

Krzywo uśmiechnięty, usiadłem wygodniej na ostrych kamieniach. Księżniczka żyje, tego jestem pewien. Wezwie mnie i pierścień umożliwi nam rozmowę.

Upał. Cisza. Śmierć.

Świat wokół mnie był sterylnie czysty i nieodwracalnie martwy. Wybrałem Somat w nadziei, że odnajdę tu spokój. Nie moja wina, że spokój stał się zbyt rzadkim przywilejem.

Zamknąłem oczy. Gdybym mógł się zdrzemnąć… Słońce podkradło się już do zenitu i cień skały spełzał ze mnie niezauważalnie. Od razu poczułem piekielny żar, jakby na ramiona zarzucono mi lepki, rozpalony brezent. Filtry w nozdrzach wysychały – niedługo będę musiał je zmienić.

Południe, XXII wiek. Ale niestety nie takie, jak w ulubionej książce mojego dzieciństwa.

Nic się nie zmieniło. Powietrze trwało nieruchomo, cisza dźwięczała, pomarańczowe światło sączyło się przez zaciśnięte powieki.

Drgnąłem.

Przeczucie? Wrażenie nadchodzącego niebezpieczeństwa?

Ostrożnie obmacałem pierścień. Metal był zimny mimo upału, kryształ nośnika energii na swoim miejscu. Pierścień nie został aktywowany.

A dziwne uczucie nie mijało, stało się nawet bardziej konkretne, aż namacalne. Jak wzrok wbity w plecy.

Ktoś na mnie patrzył, dobrodusznie i niezbyt uważnie. Tak ogląda się znajomą okolicę, nieszczególnie interesując się przypadkowym człowiekiem.

Nie wiem, skąd bierze się uczucie „spojrzenia w plecy” i dlaczego czasem jest słabe i ledwie uchwytne, a czasem ostre i wyraźne. W tej chwili mogłem z całkowitą pewnością określić kierunek obserwatora i odległość od niego – jakieś dziesięć metrów.

Otworzyłem oczy, powoli i ostrożnie.

Przez chwilę wydawało mi się, że spod uchylonych powiek dostrzegłem ludzką postać, właśnie tam, gdzie spodziewałem się ją zobaczyć. Ale szybko zrozumiałem, że nerwy spłatały mi figla – pośród skał nikogo nie było.

Mimo wszystko wstałem i podszedłem do miejsca, w którym przywidział mi się człowiek. Nie mógł się ukryć wśród kamieni, a do najbliższej szczeliny było z pięćdziesiąt metrów. Dla porządku zajrzałem również tam. Pusto.

Co się dzieje? Halucynacje? Już raz w podobnej sytuacji wmawiałem sobie, że to tylko złudzenie. Niepotrzebnie: wśród nieprzebytych lasów obcej planety do włazu statku rzeczywiście dobijał się młody Ziemianin…

Człowiek zawsze powinien sobie wierzyć, nawet jeśli jest pewien, że się myli.

– Jeżeli jakiś mądrala chowa się pod polem maskującym – wychrypiałem, daremnie próbując wyartykułować przez wyschnięte gardło zrozumiale dźwięki – lepiej zrobi, jak wyjdzie.

Odczekałem sekundę i sięgnąłem do małego dysku przy pasie. To cudeńko z arsenału Siewców w pewnych sytuacjach bywa niezwykle przydatne.

Ochronna płytka pękła pod palcami, w niezrozumiały dla mnie sposób oceniając powagę sytuacji. Dysk zapalnika głośno szczęknął i rozsypał się w pył. „Laserowy pas” był bronią jednorazowego użytku.

Podniosłem ręce do góry, jakbym się poddawał. Jakiś czujnik stwierdził, że moje kończyny są poza strefą rażenia i pas zadziałał.

1 ... 76 77 78 79 80 81 82 83 84 ... 135
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)