Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Lord z planety Ziemia
Lord z planety Ziemia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lord z planety Ziemia

Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:

Były żołnierz wyrusza w galaktyczną wyprawę w nieznany świat. I staje do pojedynku o władzę nad planetą, na której nikt nie wie o istnieniu Ziemi – dobrze ukrytej przed wzrokiem innych przez wszechpotężną rasę. Żeby wrócić na Ziemię, Siergiej musi ją najpierw odnaleźć. Ale naszej planety szuka także ktoś, kto chce ją zniszczyć…
1 ... 74 75 76 77 78 79 80 81 82 ... 135
Перейти на страницу:

– Staś – odezwałem się nieoczekiwanie. – Czy Dańka… Daniił… Czy z nim wszystko w porządku?

– Tak. Przecież sam dostarczył go pan na próg domu. Sprawdził pan nawet, kto otworzył drzwi. Wszystko będzie dobrze.

– Nie o tym mówię. Czy on był szczęśliwy?

Po chwili milczenia Staś wzruszył ramionami.

– Był znanym… wielkim malarzem.

– W XX wieku też byli znani malarze. Ilia Głazunow…

– Mówię o wielkich.

– I Marc Chagall.

Maestro popatrzył na mnie w zadumie.

– On został naprawdę wielkim malarzem. Wówczas zwykłe kryteria szczęścia nie mają zastosowania.

– Rozumiem.

– Proszę wziąć w bibliotece kasetę z jego pracami. Jest tam również kilka biografii, bardzo interesujących.

– Dziękuję. Nie pomyślałem o tym. Wezmę kasetę, to mi wystarczy. Maestro, czy on malował… kosmos?

Zręcznym ruchem Staś wyciągnął z kieszeni marynarki kolorową widokówkę.

– Tutaj jest kilkanaście jego prac, tych najbardziej znanych. Proszę obejrzeć. Na trzeciej albo czwartej jest jakiś kosmiczny akcent. Możliwe, że panu powiedzą one więcej niż mnie.

Nie jestem znawcą malarstwa, ale to były bardzo dziwne obrazy. Jeśli połączenie setki kolorowych, czystych tonów w całość i harmonijny obraz można nazywać koloryzmem, to Dańka wymyślił ciekawy styl. Kolorowy i odświętny, jak ozdoby choinkowe. Niepokojący i smutny, jak nocne niebo widziane przez gałęzie nieprzebytego lasu.

Pierwsza praca była dość zwyczajna; malarze lubią mitologiczne wątki. Na obrazie Dańki Ikar – chłopiec, jego rówieśnik, z rozpostartymi skrzydłami leciał ku słońcu. Albo spadał na słońce, nie wiem, bo perspektywa była dość dziwna.

Nacisnąłem róg zdjęcia, pojawiła się czerń. Pewnie jakieś zakłócenia.

– To też jest obraz – powiedział Staś zadowolony. – Nosi tytuł Było ciemno.

Kolejny obraz. Zamarłem wpatrzony w plastikową widokówkę.

Na obrazie brzeg jeziora oświetlony różnokolorowym lśnieniem płynących po niebie księżyców – niebieskich, pomarańczowych, czerwonych, zielonych… Nie liczyłem ich, w końcu to nieważne, czy Dańka się pomylił, czy nie. Ważne było to, że na piaszczystym brzegu jeziora, w różnobarwnym półmroku siedział, przytulając przypominające psa zwierzątko, doskonale mi znany chłopiec z mokrymi po kąpieli włosami i zadartą do góry głową. Obok niego, na ciemnoczerwonej ciepłej podkładce, leżał młody, atletycznie zbudowany facet.

Malując mnie, Dańka trochę przesadził. Chyba.

Całą resztę oddał wiernie.

Nieźle mu wyszło to „spojrzenie z boku”.

Obróciłem widokówkę i zauważyłem, że za rzadkim lasem widać przezroczysty, szary cień. Ogromna kula nasuwająca się albo odsuwająca od leśnego jeziora…

Na Wielkich Siewców…

Dziewięćdziesiąt pięć procent pamięci o kosmicznych wakacjach zostało zniszczone. Cała reszta miała zmienić się w mieszaninę sennych wizji, niezrozumiałych zdań, zapomnianych przeżyć…

Coś jednak zostało.

Przypomniałem sobie, jak niedawno ostrożnie oparłem Dańkę – bezwolnego, pogrążonego w hipnotycznym transie – o ścianę przy drzwiach jego mieszkania. Lans i Ernado z paralizatorami zastygli na klatce schodowej. Patrzyłem na Dańkę. Ani śladu strasznej rany. Blok medyczny działał bez zarzutu. Ale nawet on nie mógł wpłynąć na pamięć…

– Może to i lepiej, co? – zapytałem niegłośno. – Mniej przeżyć i mniej tęsknoty. Traumatyczna amnezja. Ale uszczęśliwieni rodzice nie będą się tym martwić. Najważniejsze, że znowu jesteś w domu.

Wyjąłem z kieszeni diament – „resztę” z hiperprzejścia księżniczki. Uśmiechnąłem się złośliwie – jeśli była to nieuchronność, to przyjemna – i wsunąłem go Dańce do kieszeni modnej, kupionej w centrum miasta koszuli. Wyjaśniłem przepraszająco:

– Na pamiątkę… Trofea niestety nie mogę ci zostawić.

Chciałem poklepać Dańkę po policzku, ale powstrzymałem się.

Nie warto.

– Na razie, Dańka. Nad jeziorem było fajnie, no nie?

Jego oczy były senne i mętne. Nacisnąłem przycisk dzwonka i rzuciłem się w dół po schodach. Za mną, niczym bezgłośny cień, pobiegł Ernado. Zatrzymał się na parterze, rzucił okiem na bransoletkę z małym ekranem przekazującym obraz z wideoczujnika – niezauważalnego pyłku na koszuli Dańki.

– W porządku. Matka płacze i bije go po twarzy, żeby się ocknął. Chyba pomaga…

Pomaga…

Zatrzymałem strumień wspomnień. W samą porę. Pokój podejmowania decyzji rozpłynął się, zastąpiła go brudna klatka schodowa ziemskiego bloku. Przy wygiętych, pokrzywionych kopniakami prętach stał Maestro, trzymając się poręczy pokrytej złuszczoną farbą.

– Trudno walczyć z pańską siłą mentalną – wyszeptał. – Zmiana wnętrza pokoju nie była zaplanowana technicznie. Wypłynął pan bezpośrednio na obwody sterownicze Świątyni.

– Przepraszam – powiedziałem głucho. – Zaraz to przerobię. Przepraszam… Czy mógłbym wziąć tę widokówkę?

– To fantom. Ale możemy zamówić materialną kopię. Ten obraz coś panu przypomniał? To nasza rodzinna relikwia…

– Wasza?

– Daniił to mój przodek – powiedział z dumą Staś.

Nie zdziwiło mnie to.

– Przypomniała – skinąłem głową. – Kilka wytartych, powszechnie znanych prawd.

Świat wokół zaczął się rozpływać; czekał na mnie hangar z bojowym statkiem Korsarz, żona, przyjaciele i pozbawiony przyjaciela Trofeum, i nieograniczona nieuchronnością przyszłość.

– Jakich? – krzyk Maestra wstrzymał na chwilę zmianę dekoracji. – Jakich prawd?

Nie odpowiedziałem. Po co? Pamięć jest silniejsza od miecza, a przyjaźń zwycięża śmierć. Jeśli wypowiem te prawdy na głos, staną się fałszywe i śmieszne.

– Miałeś wspaniałe wakacje, Dańka! – wykrzyknąłem, gdy transportowe mechanizmy Świątyni niosły mnie przez wilgotny dotyk pól siłowych. – Będziesz miał teraz całą Ziemię! Planetę, która jest!

Planetę, która będzie.

SZKLANE MORZE

CZĘŚĆ PIERWSZA

SIEWCY

1. Na brzegu rzeki Suchej

Wschód słońca na Somacie, obojętnie którego, białego czy żółtego, to widok ustępujący jedynie zachodowi. Najpierw zapalają się szczyty gór, krystaliczny piasek załamuje pierwsze promienie, w dół spełza różnobarwna mgła. Na tle czarnego, zasypanego gwiazdami nieba góry lśnią niczym drogocenne kamienie na aksamicie. I oto ponad krawędziami potrzaskanych skał ukazuje się krawędź słońca – białego albo żółtego, w zależności od pory roku. Niebo napełnia się granatem, a pomiędzy barwnymi, jakby przebranymi w karnawałowe stroje górami pojawia się szara, sunąca powoli wstęga. Rzeka Sucha płynie bardziej leniwie, spokojniej niż ziemskie rzeki. Nawet wodospady, w które obfitują doliny Gór Pomarańczowych, sprawiają wrażenie sennych i niespiesznych. Strumień spada ze skał powoli, niemal bezgłośnie, jakby koryto rzeki wypełniał lekki, nieważki pył.

Zresztą tak właśnie było.

Obudziłem się, gdy białe letnie słońce pokonało rudy grzbiet góry i zalało wąwóz gorącym blaskiem. Niemal natychmiast zrobiło się duszno, chłód nocy znikł bez śladu. Kombinezon, który grzał mnie przez całą noc, zmienił kolor z czarnego na srebrzysty.

Przede wszystkim wyjąłem z kieszeni pudełeczko z filtrami nawilżającymi. Krzywiąc się, gdy poczułem nieprzyjemną suchość w ustach, zamieniłem filtry w nozdrzach na świeże – wilgotne i sprężyste kawałki włókna syntetycznego. W kasetce zostały jeszcze dwie pary – przy pewnej oszczędności powinny wystarczyć na dobę. Druga faza nawilżania zajęła kolejną minutę; ze zgniecionej tubki wycisnąłem kilka centymetrów tłustego białego wężyka maści nawilżającej i z rozkoszą wtarłem w spierzchniętą skórę rąk i twarzy.

1 ... 74 75 76 77 78 79 80 81 82 ... 135
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)