Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]

Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:

„Lustrzany taniec” stanowi szczególną część sagi barrayarskiej. Powraca w niej Mark, klon-bliźniak Milesa Vorkosigana/Naismitha, który podając się za dowódcę Najemnej Floty Dendarii, przeprowadza szaleńczą akcję desantową w Obszarze Jacksona — części wszechświata, gdzie inżynieria genetyczna rozwija się bez żadnych ograniczeń. Niestety, ponosi klęskę i z pomocą musi mu pospieszyć prawdziwy admirał Naismith. Podczas odwrotu Miles zostaje zabity, ale jego śmierć daje początek lawinie wydarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Przed Markiem stoją nowe nieoczekiwane zadania, którym musi sprostać. Czy przyjaciele Milesa mu pomogą? Jak przyjmie go Barrayar? Czy ma szansę odciąć się od mrocznej przeszłości i przeistoczyć z genetycznej repliki Milesa w człowieka?
1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 ... 137
Перейти на страницу:

Jedno Mark wiedział na pewno. Miles sam nie wydostał się z kriokomory. Bez względu na to, czy ciało Milesa uległo rozkładowi, czy nadal jest zamrożone, muszą istnieć jacyś świadkowie. Jakaś nitka, mały haczyk, powiązanie, ślad rozsypanych okruszków prowadzący do rozwiązania krwawej zagadki — coś. Chyba umrę, jeśli nic się nie znajdzie. Musi coś być.

— Lord Mark? — odezwał się pogodny głos.

Do tej pory oglądał własne buty, ale podniósł wzrok i ujrzał przed sobą przepiękny dekolt obramowany malinowym muślinem i białą koronką. Delikatna linia obojczyka, gładkie krągłości i alabastrowa skóra tworzyły niemal abstrakcyjną rzeźbę, przywodzącą na myśl przekrzywioną trójwymiarową mapę topograficzną. Wyobraził sobie, że maleńki niczym owad przechadza się boso po tych miękkich wzgórzach i dolinach…

— Lord Mark? — powtórzyła z wahaniem.

Odchylił głowę w nadziei, że ciemności zamaskują rumieniec zażenowania na jego policzkach i odważył się spojrzeć jej w oczy. Nic nie poradzę, taki mam wzrost. Przepraszam. Twarz dziewczyny była równie przyjemna dla oka: intensywnie błękitne oczy, kąciki ust uniesione w niepewnym uśmiechu. Zwyczajem młodych kobiet w krótkie popielato — blond loki wpięła drobne różowe kwiaty, poświęcając ich życie na rzecz podkreślenia własnej urody. Jednak kwiaty nie potrafiły się utrzymać na krótkich włosach i kilka lada chwila mogło wypaść.

— Tak? — Zabrzmiało to zbyt ostro. Opryskliwie. Spróbował jeszcze raz, łagodniejszym tonem: — Lady…?

— Och. — Uśmiechnęła się. — Nie jestem żadna lady, tylko Kareen Koudelka.

Zmarszczył brwi.

— Krewna komodora Clementa Koudelki? — Nazwisko jednego z wysokich oficerów Arala Vorkosigana. Pojawiło się na liście Galena wśród ludzi, których Mark miał zabić przy nadarzającej się okazji.

— To mój ojciec — powiedziała z dumą.

— Hm… czy jest tutaj? — spytał nerwowo Mark.

Uśmiech zniknął. Kareen Koudelka westchnęła.

— Nie. W ostatniej chwili musiał pojechać do kwatery głównej.

— Aha. — Jasne. Ciekawe, ilu ludzi powinno tu dzisiaj być, ale zabrakło ich z powodu niedyspozycji premiera. Gdyby Mark naprawdę był wrogim agentem, którym miał zostać w tamtym życiu, mógłby bez trudu dojść, kto naprawdę odgrywa kluczową rolę wśród popleczników Arala Vorkosigana, bez względu na to, co wynikało z hierarchii oficerów.

— Rzeczywiście nie wygląda pan tak samo jak Miles — powiedziała, lustrując go badawczo. — Mark zesztywniał, lecz uznał, że wciągając brzuch, zwróciłby tylko uwagę na jego wielkość. — Ma pan mocniejsze kości. Nieźle byłoby zobaczyć was razem. Prędko wróci?

O niczym nie wie, pomyślał ze zgrozą. Nie wie, że Miles nie żyje, nie wie, że ja go zabiłem.

— Nie — mruknął. A potem z masochistyczną ciekawością zapytał: — Też była pani w nim zakochana?

— Ja? — Parsknęła śmiechem. — Nie mam szans. Mam trzy starsze siostry i wszystkie są ode mnie wyższe. Nazywają mnie krasnalem.

Mark czubkiem głowy sięgał jej do ramienia, co oznaczało, że Kareen jest wzrostu przeciętnej kobiety z Barrayaru. Jej siostry musiały być olbrzymkami. W typie Milesa. Poczuł płynącą delikatnymi falami woń kwiatów w jej włosach lub skóry.

Żal i cierpienie ścisnęły mu boleśnie serce. Gdyby nie tamto. Gdybym tego tak nie spaprał, to mogłaby być moja wielka chwila. Kareen patrzyła na niego życzliwie i uśmiechała się, ponieważ nie wiedziała, co zrobił. Przypuśćmy jednak, że skłamałby, że wbrew rozsądkowi, który Ivana nie opuszczał nawet w najbardziej pijackich marzeniach, postanowiłby spróbować z tą dziewczyną; że zaprosiłaby go na tę wspinaczkę jak Milesa — co wtedy? Czy dobrze by się bawiła, widząc jego nagość i niemoc? Jak dusi się niemal na śmierć, bezradny, nieszczęsny… na samą myśl o tym bólu i upokorzeniu pociemniało mu w oczach. Zgarbił się i jęknął:

— Na litość boską, proszę odejść.

Błękitne oczy zmierzyły go zaskoczonym, niedowierzającym spojrzeniem.

— Pym ostrzegał mnie, że miewa pan zły humor… cóż, dobrze. — Wzruszyła ramionami i odwróciła się, odrzucając głowę.

Parę różowych kwiatków wysunęło się z jej włosów i poleciało na podłogę. Mark rzucił się na nie.

— Proszę zaczekać!

Odwróciła się, marszcząc brwi.

— O co chodzi?

— Spadły pani kwiaty. — Wyciągnął do niej stulone dłonie, w których trzymał zgniecione różowe kuleczki. Próbował się uśmiechnąć, ale obawiał się, że wyszło mu tak samo źle jak z kwiatkami.

— Och. — Wzięła je od niego. Miała długie palce zakończone krótkimi, pozbawionymi lakieru paznokciami — kobieta o takich dłoniach na pewno nie pędziła próżniaczego życia. Obejrzała kwiaty, jak gdyby niepewna, czy ma je ponownie wpiąć we włosy. W końcu bezceremonialnie wsunęła je między loki na czubku głowy, gdzie zupełnie nie pasowały do reszty i znacznie gorzej się trzymały. Potem znów odwróciła się, by odejść.

Powiedz coś, bo stracisz jedyną szansę!

— Nie nosi pani długich włosów jak inne — wyrzucił z siebie. O, nie, jeszcze pomyśli, że ją krytykuje…

— Nie mam czasu się z nimi bawić. — Bezwiednie przeczesała palcami kilka loków, roztrącając nieszczęsne roślinki.

— A co takiego pani robi?

— Głównie się uczę. — Ożywienie, które zniknęło z twarzy dziewczyny po jego brutalnej demonstracji niechęci, zdawało się powoli wracać. — Księżna Vorkosigan obiecała mi, że jeżeli dalej będę miała dobre wyniki, w przyszłym roku wyśle mnie do szkoły na Kolonii Beta! — Jej oczy błysnęły jak ostrza laserowych skalpeli. — Poradzę sobie. Jeszcze im pokażę. Jeżeli Miles daje sobie radę, ja też mogę.

— Wie pani, co robi Miles? — spytał nagle zaniepokojony.

— Udało mu się przecież skończyć Cesarską Akademię Wojskową. — Uniosła podbródek, jak gdyby w natchnieniu. — Wszyscy mówili, że jest mizerny i chorowity, że to strata czasu i na pewno młodo zginie. Kiedy mu się powiodło, mówili, że to grzeczność wobec jego ojca. Ale on skończył akademię prawie z najlepszym wynikiem, a z tym jego ojciec chyba nie miał nic wspólnego. — Z satysfakcją pokiwała głową.

Jednak mieli rację, że umrze młodo. Najwyraźniej nic nie wiedziała o małej prywatnej armii Milesa.

— Ile ma pani lat? — zapytał.

— Osiemnaście.

— Ja mam, hm, dwadzieścia dwa.

— Wiem. — Nadal przyglądała mu się z zainteresowaniem, lecz ostrożniej. Nagle w jej oczach pojawiło się zrozumienie. Spytała ciszej: — Martwi się pan o księcia Arala, prawda?

Nadzwyczaj wyrozumiałe wytłumaczenie jego nieuprzejmości.

— Księcia, mojego ojca — powtórzył. Miles mówił to jednym tchem. — Między innymi.

— Zaprzyjaźnił się pan tu z kimś?

— Właściwie… sam nie wiem. — Z Ivanem? Z Gregorem? Z matką? Czy któreś z nich można w ogóle nazwać przyjacielem? — Starałem się przede wszystkim poznać rodzinę. Rodziny też nigdy przedtem nie miałem.

Uniosła w zdumieniu brwi.

— Ani przyjaciół?

— Nie. — Dziwnie było uświadomić to sobie. Tak późno. — Ale chyba nigdy mi ich nie brakowało. Zawsze miałem pilniejsze sprawy. — I wciąż mam.

— Miles chyba zawsze miał wielu przyjaciół.

— Nie jestem Milesem — warknął Mark trafiony w czuły punkt. Nie, to nie jej wina. Gdziekolwiek by go dotknąć, zawsze trafiało się w czuły punkt.

— Widzę… — Zamilkła, bo z sąsiedniej sali dobiegły nowe dźwięki muzyki. — Chciałby pan zatańczyć?

1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)