Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 72 73 74 75 76 77 78 79 80 ... 137
Перейти на страницу:

— Wspaniała analiza, Sandoz! — zawołał Carlo, wchodząc do wspólnego pomieszczenia. — Zachwycająco makiaweliczna. Wierz mi, Candotti — powiedział sucho, kiedy John podskoczył na dźwięk jego głosu — tajność jest pierwszą zasadą konspiracji. Mesa to naprawdę niezbyt odpowiednie miejsce na takie rzeczy. — Przeniósł swoje wesołe szare oczy z poczerwieniałej twarzy Johna na twarz Sandoza, bladą i nieruchomą. — A ty, Sandoz?

— Nie chcesz wrócić do Giny i mojej córki?

— To, czego ja chcę, nie jest ważne. Ale prawdą jest, że byłem częścią ich życia tylko przez parę miesięcy. — John żachnął się, a Emilio zwrócił się do niego. — Na Ziemi mijają lata, John. Nawet gdybyśmy teraz zawrócili, trudno oczekiwać, że powitają mnie tak, jakbym wracał z krótkiego wyjazdu służbowego.

John zmarkotniał, za to Carlo cały promieniał.

— A więc wolno mi mniemać, żę podjąłeś już decyzję… Później wspominali, że uderzenie zabrzmiało jak karabinowy wystrzał.

Rozległ się głuchy trzask, po nim zapadła kompletna cisza i ciemność, a po chwili cały statek rozbrzmiał krzykami ludzi obijających się o sprzęty i ściany, kiedy zgasły silniki i stracili grawitację zapewnianą przez przyspieszenie.

Prawie równocześnie zapaliły się światła awaryjne i zawyła syrena sygnalizująca przerwanie kadłuba, a potem zajęczały zamykające się samoczynnie drzwi między grodziami, izolujące pomieszczenia, w których doszło do gwałtownego spadku ciśnienia. W chwilę później zaczęły latać w powietrzu wszystkie sprzęty i przedmioty, oddalając się od centralnej osi masy. John wyrżnął w krawędź stołu z taką siłą, że zaparło mu dech. Emilio, którego uderzenie powaliło na bok, przywarł teraz do grodzi, czując, jak tuleja wlotu powietrza wciska mu się w plecy. Choć w uszach mu dzwoniło od uderzenia głową w ścianę, obserwował, zafascynowany, tubę Wolvertona, w której rośliny i ziemia najpierw zawirowały bezładnie w powietrzu, a potem pochwycił je potężny wir, zamieniając wszystkie uprawy w burą trąbę powietrzną.

— Tam jest teraz oś! W tubie! — wrzasnął Carlo, który z szeroko rozłożonymi ramionami przywarł do ściany naprzeciw Emilia.

Przypomniało mu się przerażające przeżycie z wesołego miasteczka, kiedy był dzieckiem — wielki cylinder obracający się coraz szybciej i szybciej, aż siła odśrodkowa odrywała ludzi od podłogi i przyciskała do ścian. Z trudem łapał powietrze, bo potężna siła zdawała się miażdżyć mu piersi, więc ograniczył się do krótkich zdań, ale zachował spokój.

— Sandoz… tam jest czerwony guzik… na lewo od ciebie… Tak. Bądź tak łaskaw… i naciśnij go… dobrze?

Sandoz starał się przesunąć nogę o cal, a Carlo, obserwując go ze współczuciem, sam spróbował poruszyć nogą, żeby się przekonać, jakie to trudne przy całkowicie zmienionym wektorze grawitacji. Sandoz uznał, że nie zdoła przesunąć stopy siłą samych mięśni łydki, więc wygiął w łuk całe ciało, aż krawędź stopy trafiła na guzik. Syrena umilkła.

— Dobra robota — pochwalił go Carlo, czemu towarzyszyło mimowolne westchnienie ulgi, jakie wydał z siebie Candotti.

Teraz jednak usłyszeli bardziej złowieszcze dźwięki: trzeszczenie skalnej substancji statku, plusk wody wyciekającej z jakiejś pompy, syczący gwizd ulatującego powietrza i jęk zgniatanego metalu przypominający żałosny śpiew wieloryba.

— Interkom: włączyć wszystkie przekaźniki — powiedział Carlo normalnym tonem, aktywizując wewnętrzny system komunikacji.

Wywoływał ich po imieniu: Frans, Nico, Sean, Joseba i Danny zgłaszali się po kolei. Przyszpileni do ścian i sufitów, tkwili w swoich kabinach, pozamykani w nich przez awaryjny program Al, który każde pomieszczenie zamienił w kapsułę ratunkową.

— Zupełnie jak… podczas ćwiczeń — rozległ się uradowany głos Nica. — Nic… nam nie będzie.

John, z twarzą przyciśniętą do blatu stołu, wytrzeszczył oczy, słysząc to optymistyczne stwierdzenie, a po chwili gdzieś z wnętrza statku dobiegł ich głos Fransa:

— Brav’ scugnizz’, Nico!

Carlo też zdawał się nie tracić pogody ducha.

— Panowie — zawołał, wiedząc, że wszyscy go słyszą — sądzę… że „Giordano Bruno” musiał uderzyć w mikrometeoryt. Skoro… nie zostaliśmy zredukowani do… pyłu minerałów i mgiełki organicznych… molekuł, można zakładać, że w cokolwiek uderzyliśmy… było bardzo małe. Poruszamy się jednak… z wielką szybkością, która wywołała… taki skutek. — Zaczął odnajdywać własny rytm i teraz oddychał już łatwiej. — Ach!

Widzisz to, Sandoz? — zapytał, poruszając oczami w swojej unieruchomionej głowie. — Próżnia wysysa brud z… tuby Wolvertona… przez szczelinę… wyrwaną przez meteoryt. O, już się zaczopowała.

Głośny syk ucichł, a tornado szalejące wewnątrz przezroczystego cylindra ustąpiło miejsca zwartej masie ziemi, która przywarła do ścianki, podobnie jak Sandoz i Carlo do wewnętrznych ścian wspólnego pomieszczenia.

Tocząc dziko oczami, John dostrzegał Carla gdzieś na skraju swojego pola widzenia.

— Więc teraz… dzieli nas od… przestrzeni kosmicznej… tylko brud? — wyrzucił z siebie chrapliwym głosem.

— Brud i… miłość Boga — rozległ się w interkomie napięty głos Seana.

Carlowi udało się roześmiać.

— Może jest wśród pasażerów ktoś… kto ma ochotę… pomodlić się za duszę Jamesa… Lovella, patrona pechowych kosmonautów? On… na pewno obserwuje nas tego ranka, drodzy przyjaciele. Słuchajcie! — krzyknął, gdy system fotoniczny nagle się uruchomił i zresetował. — Przygotujcie się na upadek. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, inercyjny system kierujący… zacznie zaraz odpalać rakiety kierunkowe…

Rozległy się krótkie modlitwy i przekleństwa — i jedne, i drugie składające się wyłącznie z imienia Jezus — a potem okrzyki strachu, zaskoczenia i bólu, kiedy system kierujący zaczął odpalać silniki rakietowe i dokonywać korekty kąta nachylenia statku, gwałtownie nim wstrząsając i obracając. W pomieszczeniu wspólnym zawirowały w powietrzu kuleczki soku pomarańczowego, kawałki jajecznicy i pył; widelec Emilia obracał się jak szalony tuż obok latającego talerza. W kabinach wszystko, co nie było przytwierdzone — laptopy, maszynki do golenia, skarpetki, pościel, różańce — tańczyło wokół ciał ludzi zgodnie z chaotycznymi siłami ruchu statku, który zmieniał się co chwila. Po chwili do ogólnego chaosu dołączyły pigułki śliny, wymiocin i łez — na krótko uformowane przez napięcie powierzchniowe — roztrzaskujące się o płaszczyzny, wpadające na siebie albo rozbijane gorączkowymi ruchami ludzkich rąk i nóg szukających punktu oparcia.

W ciągu kilku minut, które wydawały się wiecznością, obrót ustabilizował się i wszystkich pociągnęło ku peryferiom statku, ale już ze znacznie mniejszą siłą.

— Czujesz to, don Gianni? — zawołał Nico, najwyraźniej zaniepokojony lękiem, który usłyszał w głosie Johna Candottiego. — Czujesz? Zaczyna puszczać…

— W porządku — powiedział Carlo, spokojny jak zawsze.

— Kiedy siła odśrodkowa zmaleje, zacznijcie przesuwać się w stronę podłogi.

— Rozumiesz, don Gianni? — zapytał z troską Nico, bez śladu ironii. — Statek zaraz nas puści…

1 ... 72 73 74 75 76 77 78 79 80 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)