Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Ucieczka z Festung Breslau
Ucieczka z Festung Breslau - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ucieczka z Festung Breslau

Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:

Wrocław, ostatnie miesiące wojny. Oficer Abwehry, Dieter Schielke, przydzielony zostaje do śledztwa, mającego wyjaśnić okoliczności śmierci osób, przygotowujących do wywozu dzieła sztuki. Pomaga mu w tym urocza archiwistka i tajemniczy The Holmes. Wszystko byłoby proste, gdyby nie fakt, że nikt nie jest tym, za kogo się podaje...
1 ... 72 73 74 75 76 77 78 79 80 ... 101
Перейти на страницу:

-Dowiedzieliśmy się wszystkiego. Jedziemy dalej.

-Co z Ritą? Zostawimy ją tutaj? - pytał słabym głosem Schielke.

-Na razie tak. Ona mogłaby się wykrwawić.

-W przeciwieństwie do ciebie - wtrącił Watson.

Obaj chwycili nosze i z wielkim trudem zaczęli przepychać się do wyjścia.

-Dokąd jedziemy?

-Do Carlowitz. Tam, gdzie nie walą po wszystkim i z czego się da, jak tutaj.

-Ale Rita...

-Nic jej nie będzie. Heini zostanie, aby pilnować.

-Ale...

-Morda w kubeł, malkontencie. Chcemy zobaczyć, co ci ten pocisk zrobił w środku, a do tego potrzebny jest porządny rentgen, zorganizowany po staremu szpital, a nie ta trupiarnia.

Wynieśli go nareszcie na powietrze. Mimo swądu i dymu ulga była tak niewyobrażalna, że Schielke prawie zemdlał. Polacy z trudem zapakowali nosze do samochodu pancernego. Coś wcześniej walnęło w ich francuską ciężarówkę, więc żołnierze musieli przedostać się do Carlowitz, każdy na własną rękę.

O tym, żeby jechać na dachu pancerza, nikt nie chciał słyszeć. Szczególnie że musieli przejechać przez długi, ogromny most i to bez rozpoznania.

Los niewątpliwie im sprzyjał. Ich radziecki pojazd przedarł się przez most bez jednego draśnięcia, ani jeden polikarpow nie pojawił się na niebie. Szczęście ich opuściło już na Korsoalłee. Skończyła się benzyna. Holmes i Watson, klnąc w żywy kamień, wyciągnęli nosze i ruszyli dalej na piechotę. Mimo wszystko to było lepsze niż pchanie samochodu pancernego albo przeżycie tego samego na drugim brzegu rzeki. Carlowitz ciągle było bowiem rajem w porównaniu z zakrytym dymami pożarów centrum. Tonące w zieleni wille, mnóstwo kwiatów, strzeliste wieżyczki kościoła świętego Antoniego na tle pogodnego nieba przywodziły na myśl wszystko, tylko nie wojnę.

-Czego się dowiedziałeś w tamtym szpitalu? - spytał Schielke, stękając.

-Zamknij się - rzucił Watson. - Pacjent gaduła nam się trafił. Leżeć na brzuchu nie potrafisz?

-Spokojnie. - Holmes miał zdecydowanie lepszą kondycję. Może mniej palił. - Dowiedziałem się w szpitalu różnych ciekawych rzeczy.

-Ja... jakich?

-Potem. Kupiłem ci też trochę lekarstw na czarnym rynku.

-A skąd wiedziałeś jakich?

-Tam leżą różni fachowcy. Spotkałem profesora medycyny z postrzałem w łokieć. Nudził się, więc go przepytałem, czego się spodziewać po twoim przypadku. A lewych handlarzy też tam w bród. Kwestia sumy.

-Ale...

-Cicho! - zdenerwował się sapiący Watson. - Umierający i trupy głosu nie mają.

Na szczęście dotarli nareszcie do szpitala. Rzeczywiście w najmniejszym stopniu nie przypominał poprzedniego. Było tu nawet pomieszczenie przypominające izbę przyjęć zamiast leżących na podłodze stosów rannych, a lekarz, który się pojawił, sprawiał wrażenie czystego i co więcej - wyspanego. Badanie przebiegło szybko, bo właściwie niewiele było do oglądania.

Schielkego przewieziono na prześwietlenie, a potem w trójkę czekali w długim, dość mrocznym korytarzu.

-Masz jeszcze ten pocisk, którym mnie trafili?

-Tak. - Holmes podrzucił w dłoni kawałek zdeformowanego metalu. - Remington 0,222. Świetna broń, karabin mały, łatwy do ukrycia, przyjemny, cichy strzał, mały odrzut.

-Skąd to wszystko wiesz?

-Mówiłem ci, że w tamtym poprzednim szpitalu leży wielu specjalistów. Wystarczy popytać.

Przerwał im trzask otwieranych drzwi. Technik w czystym kitlu podał im wywołane zdjęcie.

-I co jest? - spytał nerwowo Schielke.

-Generalnie płuca, żebra i kręgosłup, proszę pana. - Technik nie mógł rozpoznać stopnia oficera, bo leżący nie miał munduru.

-Ale jakie straty?

-To już opisze lekarz. Ale byłbym spokojny. Oznak żadnej śmiertelnej choroby tam nie stwierdziłem.

Chcieli go zwyzywać od żartownisiów, ale dali spokój. Lekarz w swoim gabinecie potwierdził diagnozę technika.

-Żebra na szczęście nie są połamane - stwierdził z uśmiechem. - To tylko bardzo poważne stłuczenie, może drobne pęknięcie, którego na tym zdjęciu nie widać. No cóż - zerknął na spłaszczony pocisk. Kamizelka spełniła swoje zadanie. Za kilka tygodni będzie pan zdrowy. Mógłbym ją zobaczyć?

Watson miał ubranie Schielkego. Pokazał kamizelkę i miejsce, gdzie trafiła kula.

-Doskonała rzecz - cieszył się lekarz. - To niemiecka technologia, prawda? Tak porządna, że na pewno niemiecka.

Holmes parsknął śmiechem.

-Amerykańska - mruknął. - Nasz kolega woli sprawdzone technologie.

Lekarz zmarszczył brwi. Był młody i chyba ciągle naiwny. Szybko zmienił temat.

-Muszę panów ostrzec. Będą pewnie powikłania. Z powodu upośledzenia odkrztuszania w płucach pojawi się wydzielina. Na ból i gorączkę poradzimy lekami, ale najprawdopodobniej później będziemy mieli do czynienia z infekcją bakteryjną.

-A konkretnie z jaką? - spytał Watson.

-Najprawdopodobniej zapalenie oskrzeli, rzadziej płuc. A na to nie ma lekarstwa.

-To co mamy robić?

-W przypadku dobrze leczonego pacjenta zapalenie oskrzeli nie jest śmiertelne. Trzeba po prostu bardzo uważać i przecierpieć to wszystko. Chory musi leżeć.

-E tam... — wtrącił się Holmes.

-Na zapalenie oskrzeli nie ma lekarstwa.

-Otóż jest. - Holmes wyjął z kieszeni dość spore pudełko. - To penicylina.

Lekarz zmieszał się na widok opakowania przemyconego antybiotyku. Na pewno słyszał o jego działaniu, a także o tym, że Hitler sobie przypisał to odkrycie, a za pomoc jednego ze swoich lekarzy odznaczył nawet Krzyżem Żelaznym. Holmes postanowił dobić medyka.

-To penicylina - powtórzył. - Angielska. Jak mówiłem, nasz przyjaciel woli sprawdzone technologie.

Schielke, owinięty szczelnie elastycznym bandażem, siedział na tarasie jednej z willi w Carlowitz. Teraz dla pewności zmieniali je często. Ale też nie było problemu z miejscem. Wszystkie domy stały opuszczone i puste, jeśli nie liczyć koczujących gdzieniegdzie żołnierzy. Właścicielom na nieszczęście kazano się przenieść do centrum, siedzieli tam teraz w dusznych piwnicach twierdzy. W słynnych „niemieckich piwnicach”, jak głosił, stający się teraz szyderstwem, slogan goebbelsowskiej maszyny. Schielke miał do wypełnienia mnóstwo papierów na firmowych blankietach. Był bardzo skrupulatny w zapewnieniu oddziałowi bezpieczeństwa w tych najgorszych, ostatnich dniach. Ale nawet głupi podpis na dokumencie sprawiał, że całe ciało promieniowało bólem. Na szczęście penicylina okazała się biczem bożym na bakterie. Żadne, nawet najmniejsze powikłania nie wystąpiły. Po pierwszym opatrunku udało się przenieść Ritę do lepszego szpitala. Leżała w bunkrze na WeiBenburger Strasse, jedynej w miarę bezpiecznej enklawie po tamtej stronie rzeki. Schielke zerkał czasem na dymy unoszące się na drugim brzegu. W linii prostej dzieliło ich bardzo niewiele. Piekło i horror gwałtownie kurczącej się twierdzy w centrum i zielony raj po tej stronie - obie przedzielone Odrą - Styksem. Nie było tylko Charona, który za jedną dojczmarkę podjąłby się bezpiecznej przeprawy. Duchy musiały przenikać nocami.

1 ... 72 73 74 75 76 77 78 79 80 ... 101
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)