Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 210
Перейти на страницу:

— Nie… — Ptasz­nik za­jąk­nął się, za­czer­wie­nił. — To ja… głu­pio ga­da­łem…

— Nie tyl­ko ty, nie­któ­rzy nie mo­gli się po­wstrzy­mać od dziw­nych sko­ja­rzeń na te­mat ba­wo­lich ro­gów.

Kil­ka uśmie­chów to za mało, żeby wpę­dzić Leę w za­kło­po­ta­nie.

— Sam się za­czął prze­chwa­lać, kha-dar.

— Oczy­wi­ście. Ale wra­ca­my do waż­nych spraw. Niiar, ile razy w ży­ciu cię okła­ma­łem?

— Ani razu, kha-dar.

— Po­wie­dzia­łem tyle, ile wiem od Kciu­ka. A Psiar­nia dzia­ła­ła tu na po­le­ce­nie sa­me­go ce­sa­rza. To wiem od nie­go sa­me­go.

— Ale się nie uda­ło?

— Ale się nie uda­ło. I wie­lu lu­dzi szu­ka od­po­wie­dzi na py­ta­nie: dla­cze­go? Te­raz jed­nak my mu­si­my się do­wie­dzieć, ile jest war­ta ta ar­mia. — La­skol­nyk mach­nął ręką w stro­nę wyj­ścia z na­mio­tu.

— Szko­lą się jak pie­przo­na pie­cho­ta, ge­ne­ra­le. — Ko­ci­mięt­ka po­dra­pał się po kar­ku. — Mają we­te­ra­nów, któ­rzy uczą mło­dych, i w ogó­le.

— Wiem. Wi­dzia­łem ten obóz. Tyl­ko ten, bo zważ­cie, że resz­ty nie mo­że­my obej­rzeć. No i zważ­cie też, że im­pe­rial­ny pie­chur ćwi­czy się co naj­mniej pięć lat, za­nim tra­fi do puł­ku bo­jo­we­go. Chy­ba że jest woj­na, wte­dy kró­cej. Ale na­wet w cza­sie Ru­dej Je­sie­ni nie po­sy­ła­li­śmy do bi­twy lu­dzi po mie­sią­cu bie­ga­nia z tar­czą.

— Po­dob­no po­wsta­nie było przy­go­to­wy­wa­ne wcze­śniej. Od lat.

— Po­dob­no, Sar­den, po­dob­no.

— No i jak na ra­zie wy­gry­wa­ją więk­szość po­ty­czek.

— Za­sadz­ki, pu­łap­ki, pod­stę­py. Doba ro­bo­ta, ale to tyl­ko przy­gryw­ka. Szar­pa­ni­na, a nie woj­na. Bia­łe Ko­no­we­ryn jesz­cze nie ru­szy­ło ar­mii, Kam­be­hia też nie, a to naj­sil­niej­sze z tu­tej­szych księstw. Na­to­miast Ge­ghii Pół­noc­ne roz­bi­ło więk­szość sił po­wstań­ców i zdła­wi­ło bunt na pra­wie ca­łym swo­im te­re­nie.

— Pod Po­mwe saw-Kir­hu za­ła­twił trzy ty­sią­ce jaz­dy.

— Wi­dzę, że obu­dzi­ło się w to­bie coś w ro­dza­ju me­ekhań­skiej dumy, co, Ko­ci­mięt­ka? W resz­cie też? To była do­bra ro­bo­ta, do­bra bi­twa. Mą­dra. Ale mie­li tam dzie­sięć ty­się­cy lu­dzi prze­ciw trzem, mie­li ta­bor bo­jo­wy, a co naj­waż­niej­sze, Po­mweń­czy­cy ich zlek­ce­wa­ży­li. Ni­g­dy nie lek­ce­waż pie­przo­nej me­ekhań­skiej pie­cho­ty. Taka wia­do­mość po­szła w świat, więc te­raz bę­dzie trud­niej. Na­stęp­ny do­wód­ca, z któ­rym się zmie­rzą, bę­dzie ostroż­niej­szy, nie da się na­brać na po­zor­ną sła­bość. No i nie sta­nę­li jesz­cze do bi­twy prze­ciw sło­niom.

Sło­nie. Ka­ile­an wi­dzia­ła kil­ka w Bia­łym Ko­no­we­ryn, nim wy­ru­szy­li na za­chód. Wiel­kie jak jej ro­dzin­na cha­ta sza­re góry na czte­rech ko­lum­nach, z pie­kiel­ny­mi wę­ża­mi zwi­sa­ją­cy­mi mię­dzy parą bia­łych kłów wy­sta­ją­cych z py­ska. Be­stie jak z le­gend o Woj­nach Bo­gów. Je­den wra­cał chy­ba z ćwi­czeń, bo niósł na grzbie­cie pan­cer­ną wie­życz­kę, w któ­rej sie­dzia­ło trzech łucz­ni­ków. Z bo­ków zwie­sza­ły mu się płach­ty skó­rza­ne­go pan­ce­rza, a łeb i trą­bę kry­ły błysz­czą­ce, sta­lo­we łu­ski. To­ryn, koń, któ­re­mu nie­strasz­ne były włócz­nie, strza­ły i ogień, aż przy­siadł na za­dzie na wi­dok tego po­two­ra i nie chciał po­dejść bli­żej niż na trzy­dzie­ści jar­dów.

Sło­nie. Po­dob­no tyl­ko samo Ko­no­we­ryn mo­gło ich wy­sta­wić do bi­twy po­nad dwie­ście. La­skol­nyk po­wiódł wzro­kiem po ich za­fra­so­wa­nych twa­rzach.

— No. Wi­dzę, że za­czy­na­cie my­śleć. A poza sło­nia­mi miej­sco­we księ­stwa mają też za­wo­do­wą ar­mię, na­jem­ni­ków, ma­chi­ny i za­pew­ne ma­gów bo­jo­wych. Oga­ry twier­dzą – co za nie­spo­dzian­ka – że więk­szość miej­sco­wych cza­row­ni­ków uży­wa ma­gii w aspek­tach zwią­za­nych z ogniem. Oczy­wi­ście da się wy­grać bi­twę bez wspar­cia Mocy, cze­mu nie?, ale stra­ty są wte­dy pięć razy wyż­sze, a ar­mia dłu­go liże rany.

— Może nie­wol­ni­cy mają wła­snych cza­row­ni­ków, kha-dar? — mruk­nę­ła Da­ghe­na.

— Może mają, Dag, może mają. A wy­czu­łaś ja­kichś?

Dziew­czy­na po­krę­ci­ła gło­wą, a La­skol­nyk skrzy­wił się, jak­by wła­śnie roz­gryzł nad­gni­ły owoc.

— Kciuk mó­wił, że ten tu­tej­szy od­po­wied­nik Szczu­rów – Trzci­ny, mia­ły spe­cjal­ne od­dzia­ły zaj­mu­ją­ce się wy­łącz­nie tro­pie­niem i eli­mi­no­wa­niem wśród nie­wol­nych cza­row­ni­ków oraz dzie­ci, u któ­rych ujaw­nia­ły się ta­len­ty ma­gicz­ne — kon­ty­nu­ował. — Na­zy­wa­li to „wy­ry­wa­niem chwa­stów”. Może i nie­wol­ni­kom uda­ło się ukryć część uta­len­to­wa­nych. Może i pod­da­no ich ja­kie­muś szko­le­niu. Ale w ta­kim ra­zie ja chcę wie­dzieć, ilu ich mają i ile ich cza­row­ni­cy umie­ją. A przede wszyst­kim chcę wie­dzieć, co ten cho­ler­ny saw-Kir­hu za­mie­rza. Jaki ma plan. Bo ja­kiś musi mieć, nie może sie­dzieć tu śle­py i głu­chy jak dzik w ma­tecz­ni­ku, cze­ka­jąc na cud.

Jan­ne chrząk­nął i uniósł nie­śmia­ło dłoń.

— Nie my­ślę, żeby był śle­py i głu­chy, kha-dar. Dużo wie o tym, co dzie­je się w mie­ście. W Bia­łym Ko­no­we­ryn, zna­czy się.

Wle­pi­li w nie­go wzrok, cała sió­dem­ka. La­skol­nyk prze­krzy­wił lek­ko gło­wę.

— Coś prze­ga­pi­łem, Jan­ne?

— Ja… — Ptasz­nik za­czer­wie­nił się gwał­tow­nie. — Ja nie są­dzę, ale on wspo­mniał, że Im­pe­rium wy­sła­ło tu sze­ściu­set lu­dzi, więc może wy­słać i sześć ty­się­cy.

— No i?

— Tyl­ko my przy­pły­nę­li­śmy ostat­nio z pra­wie sze­ścio­ma set­ka­mi lu­dzi. Ale ofi­cjal­nie to na­jem­ni­cy wy­na­ję­ci do ochro­ny na­szych kup­ców… Więc po­my­śla­łem wte­dy, prze­pra­szam, kha-dar, pew­nie głu­pio po­my­śla­łem, że ten Ka­hel­le wie­dział o tym, że ci lu­dzie to tak na­praw­dę żoł­nie­rze przy­sła­ni tu z nami. Że przy­słał ich Me­ekhan, a nie ku­piec­ka gil­dia. Więc pew­nie wie­dział i o nas. Dla­te­go, mimo że po­wie­dział, że się zdzi­wił na twój wi­dok, kha-dar, wca­le tak bar­dzo zdzi­wio­ny nie był… Głu­pie, co?

Za­pa­dła ci­sza. Wszy­scy zer­ka­li na Jan­ne, jak­by na­gle prze­mó­wił w ob­cym ję­zy­ku. Ka­ile­an też. Cho­le­ra, znów im to zro­bił. Pa­trząc na jego ma­syw­ną syl­wet­kę, sze­ro­kie bary i szcze­rą twarz, czło­wiek wi­dział wiej­skie­go pro­stacz­ka. A ten chło­pak miał łeb na kar­ku. Na­wet je­śli te­raz stał i czer­wie­nił się co­raz bar­dziej pod ob­strza­łem zdu­mio­nych spoj­rzeń.

— Psia­krew. — Ko­ci­mięt­ka prze­rwał mil­cze­nie. — Chy­ba wiem, komu od­dam czer­wo­ną la­mów­kę, kha-dar. I to wkrót­ce. Du­reń ze mnie, głup­szy niż koń­skie łaj­no. Wie­dział, praw­da? Pie­przo­ny Krwa­wy Ka­hel­le wie­dział, że przy­pły­nę­li­śmy. Chę­do­żo­na jego mać! Na­wet w tu­tej­szym pa­ła­cu mie­li tego nie wie­dzieć, a on wie­dział.

— Wie­dział. — Kha-dar prze­łknął już tę re­we­la­cję. — Jan­ne do­brze to wy­kom­bi­no­wał. Wie­dział, choć za­pew­ne był zdzi­wio­ny, że zna­la­złem się tu­taj, a nie sie­dzę w sto­li­cy, przy­mi­la­jąc się do Pani Pło­mie­ni. Ka­hel-saw-Kir­hu ma szer­szą wie­dzę, niż są­dzi­łem. Skąd?

1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)