Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
— Nie… — Ptasznik zająknął się, zaczerwienił. — To ja… głupio gadałem…
— Nie tylko ty, niektórzy nie mogli się powstrzymać od dziwnych skojarzeń na temat bawolich rogów.
Kilka uśmiechów to za mało, żeby wpędzić Leę w zakłopotanie.
— Sam się zaczął przechwalać, kha-dar.
— Oczywiście. Ale wracamy do ważnych spraw. Niiar, ile razy w życiu cię okłamałem?
— Ani razu, kha-dar.
— Powiedziałem tyle, ile wiem od Kciuka. A Psiarnia działała tu na polecenie samego cesarza. To wiem od niego samego.
— Ale się nie udało?
— Ale się nie udało. I wielu ludzi szuka odpowiedzi na pytanie: dlaczego? Teraz jednak my musimy się dowiedzieć, ile jest warta ta armia. — Laskolnyk machnął ręką w stronę wyjścia z namiotu.
— Szkolą się jak pieprzona piechota, generale. — Kocimiętka podrapał się po karku. — Mają weteranów, którzy uczą młodych, i w ogóle.
— Wiem. Widziałem ten obóz. Tylko ten, bo zważcie, że reszty nie możemy obejrzeć. No i zważcie też, że imperialny piechur ćwiczy się co najmniej pięć lat, zanim trafi do pułku bojowego. Chyba że jest wojna, wtedy krócej. Ale nawet w czasie Rudej Jesieni nie posyłaliśmy do bitwy ludzi po miesiącu biegania z tarczą.
— Podobno powstanie było przygotowywane wcześniej. Od lat.
— Podobno, Sarden, podobno.
— No i jak na razie wygrywają większość potyczek.
— Zasadzki, pułapki, podstępy. Doba robota, ale to tylko przygrywka. Szarpanina, a nie wojna. Białe Konoweryn jeszcze nie ruszyło armii, Kambehia też nie, a to najsilniejsze z tutejszych księstw. Natomiast Geghii Północne rozbiło większość sił powstańców i zdławiło bunt na prawie całym swoim terenie.
— Pod Pomwe saw-Kirhu załatwił trzy tysiące jazdy.
— Widzę, że obudziło się w tobie coś w rodzaju meekhańskiej dumy, co, Kocimiętka? W reszcie też? To była dobra robota, dobra bitwa. Mądra. Ale mieli tam dziesięć tysięcy ludzi przeciw trzem, mieli tabor bojowy, a co najważniejsze, Pomweńczycy ich zlekceważyli. Nigdy nie lekceważ pieprzonej meekhańskiej piechoty. Taka wiadomość poszła w świat, więc teraz będzie trudniej. Następny dowódca, z którym się zmierzą, będzie ostrożniejszy, nie da się nabrać na pozorną słabość. No i nie stanęli jeszcze do bitwy przeciw słoniom.
Słonie. Kailean widziała kilka w Białym Konoweryn, nim wyruszyli na zachód. Wielkie jak jej rodzinna chata szare góry na czterech kolumnach, z piekielnymi wężami zwisającymi między parą białych kłów wystających z pyska. Bestie jak z legend o Wojnach Bogów. Jeden wracał chyba z ćwiczeń, bo niósł na grzbiecie pancerną wieżyczkę, w której siedziało trzech łuczników. Z boków zwieszały mu się płachty skórzanego pancerza, a łeb i trąbę kryły błyszczące, stalowe łuski. Toryn, koń, któremu niestraszne były włócznie, strzały i ogień, aż przysiadł na zadzie na widok tego potwora i nie chciał podejść bliżej niż na trzydzieści jardów.
Słonie. Podobno tylko samo Konoweryn mogło ich wystawić do bitwy ponad dwieście. Laskolnyk powiódł wzrokiem po ich zafrasowanych twarzach.
— No. Widzę, że zaczynacie myśleć. A poza słoniami miejscowe księstwa mają też zawodową armię, najemników, machiny i zapewne magów bojowych. Ogary twierdzą – co za niespodzianka – że większość miejscowych czarowników używa magii w aspektach związanych z ogniem. Oczywiście da się wygrać bitwę bez wsparcia Mocy, czemu nie?, ale straty są wtedy pięć razy wyższe, a armia długo liże rany.
— Może niewolnicy mają własnych czarowników, kha-dar? — mruknęła Daghena.
— Może mają, Dag, może mają. A wyczułaś jakichś?
Dziewczyna pokręciła głową, a Laskolnyk skrzywił się, jakby właśnie rozgryzł nadgniły owoc.
— Kciuk mówił, że ten tutejszy odpowiednik Szczurów – Trzciny, miały specjalne oddziały zajmujące się wyłącznie tropieniem i eliminowaniem wśród niewolnych czarowników oraz dzieci, u których ujawniały się talenty magiczne — kontynuował. — Nazywali to „wyrywaniem chwastów”. Może i niewolnikom udało się ukryć część utalentowanych. Może i poddano ich jakiemuś szkoleniu. Ale w takim razie ja chcę wiedzieć, ilu ich mają i ile ich czarownicy umieją. A przede wszystkim chcę wiedzieć, co ten cholerny saw-Kirhu zamierza. Jaki ma plan. Bo jakiś musi mieć, nie może siedzieć tu ślepy i głuchy jak dzik w mateczniku, czekając na cud.
Janne chrząknął i uniósł nieśmiało dłoń.
— Nie myślę, żeby był ślepy i głuchy, kha-dar. Dużo wie o tym, co dzieje się w mieście. W Białym Konoweryn, znaczy się.
Wlepili w niego wzrok, cała siódemka. Laskolnyk przekrzywił lekko głowę.
— Coś przegapiłem, Janne?
— Ja… — Ptasznik zaczerwienił się gwałtownie. — Ja nie sądzę, ale on wspomniał, że Imperium wysłało tu sześciuset ludzi, więc może wysłać i sześć tysięcy.
— No i?
— Tylko my przypłynęliśmy ostatnio z prawie sześcioma setkami ludzi. Ale oficjalnie to najemnicy wynajęci do ochrony naszych kupców… Więc pomyślałem wtedy, przepraszam, kha-dar, pewnie głupio pomyślałem, że ten Kahelle wiedział o tym, że ci ludzie to tak naprawdę żołnierze przysłani tu z nami. Że przysłał ich Meekhan, a nie kupiecka gildia. Więc pewnie wiedział i o nas. Dlatego, mimo że powiedział, że się zdziwił na twój widok, kha-dar, wcale tak bardzo zdziwiony nie był… Głupie, co?
Zapadła cisza. Wszyscy zerkali na Janne, jakby nagle przemówił w obcym języku. Kailean też. Cholera, znów im to zrobił. Patrząc na jego masywną sylwetkę, szerokie bary i szczerą twarz, człowiek widział wiejskiego prostaczka. A ten chłopak miał łeb na karku. Nawet jeśli teraz stał i czerwienił się coraz bardziej pod obstrzałem zdumionych spojrzeń.
— Psiakrew. — Kocimiętka przerwał milczenie. — Chyba wiem, komu oddam czerwoną lamówkę, kha-dar. I to wkrótce. Dureń ze mnie, głupszy niż końskie łajno. Wiedział, prawda? Pieprzony Krwawy Kahelle wiedział, że przypłynęliśmy. Chędożona jego mać! Nawet w tutejszym pałacu mieli tego nie wiedzieć, a on wiedział.
— Wiedział. — Kha-dar przełknął już tę rewelację. — Janne dobrze to wykombinował. Wiedział, choć zapewne był zdziwiony, że znalazłem się tutaj, a nie siedzę w stolicy, przymilając się do Pani Płomieni. Kahel-saw-Kirhu ma szerszą wiedzę, niż sądziłem. Skąd?