Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 75 76 77 78 79 80 81 82 83 ... 167
Перейти на страницу:

“Nawet wielce pięknego — odparł — widziałem wczoraj, jak prowadził go służący pańskiego przyjaciela”.

“Czy sądzisz, że jest wart sto pistoli?”

“Tak, czy chcesz mi go pan sprzedać za tę cenę?”

“Nie, ale mogę zagrać o niego”.

“Zagrać?”

“Tak”.

“W co?”

“W kości”.

— Jak rzekłem, tak zrobiłem i przegrałem konia. Ale proszę — ciągnął Atos — odegrałem czaprak.

D’Artagnan się zachmurzył.

— To ci sprawia przykrość? — zapytał Atos.

— Tak, przyznam się — odparł d’Artagnan — ten koń miał iść z nami do bitwy, w której mieliśmy się odznaczyć; to dar, pamiątka. Źle zrobiłeś, Atosie.

— Ach, mój drogi przyjacielu, postaw się na moim miejscu — powiedział muszkieter — nudziłem się śmiertelnie, a poza tym, na honor, nie lubię angielskich koni. Jeśli rzecz tylko w tym, by ktoś nas rozpoznał, siodło wystarczy, jest dość wspaniałe. Co do konia, wymyślimy jakąś przyczynę jego zniknięcia. Tam u licha? Koń jest istotą śmiertelną; przypuśćmy, że mój dostał nosacizny lub tylczaka.

D’Artagnan był w kiepskim humorze.

— Przykro mi, że tak bardzo zależy ci na zwierzętach, ponieważ nie skończyłem jeszcze mojej historii.

— Cóżeś jeszcze zrobił?

— Przegrawszy mego konia dziewięć przeciw dziesięciu (pomyśl tylko!), przyszło mi do głowy, że mogę grać o twego.

— Tak, ale mam nadzieję, że poprzestałeś na pomyśle?

— Nie, natychmiast wprowadziłem go w czyn.

— Co mówisz! — zawołał d’Artagnan z niepokojem.

— Grałem i przegrałem.

— Mego konia?

— Twego konia; siedem przeciw ośmiu; o jeden punkt... znasz przecie przysłowie.

— Atosie, nie jesteś przy zdrowych zmysłach, przysięgam ci!

— Mój drogi, trzeba mi to było powiedzieć wczoraj, kiedy opowiadałem ci głupie historie, a nie dzisiaj. Przegrałem go zatem z całym rynsztunkiem.

— Ależ to okropne!

— Poczekajże, nie wiesz pewnie, że jestem doskonałym graczem, kiedy się nie upieram; ale kiedy się uprę, jest tak samo, jak wtedy gdy piję; uparłem się więc...

— Ale o co mogłeś jeszcze grać, nic ci przecie nie zostało!

— W istocie, w istocie, mój przyjacielu. Pozostał nam tylko ten diament, który błyszczy na twym palcu; zauważyłem go wczoraj.

— Ten diament! — zawołał d’Artagnan dotykając ręką pierścienia.

— A ponieważ jestem znawcą, miałem już bowiem kilka takich, oszacowałem go na tysiąc pistoli.

— Mam nadzieję — rzekł poważnie d’Artagnan, na wpół żywy z przerażenia — że nie wspomniałeś nawet o moim diamencie?

— Przeciwnie, drogi przyjacielu; rozumiesz przecie, że ten diament był naszym jedynym ratunkiem, przy jego pomocy mogłem odzyskać nasze uprzęże i konie, a ponadto pieniądze na drogę.

— Atosie, przerażasz mnie — zawołał d’Artagnan.

— Powiedziałem więc o twoim diamencie Anglikowi, który go także zauważył. Tam do licha, nosisz gwiazdę z nieba na palcu i chcesz, by jej nie dostrzeżono? To niemożliwe!

— Kończ wreszcie, mój drogi, kończ! — rzekł d’Artagnan. — Na honor, twoja zimna krew mnie zabija.

— Podzieliliśmy więc ten diament na dziesięć części, po sto pistoli każda.

— Ach, kpisz sobie ze mnie, chcesz mnie wypróbować? — rzekł d’Artagnan, którego gniew zaczynał już chwytać za włosy jak Minerwa Achillesa w “Iliadzie”.

— Nie, nie kpię, u licha, chciałbym zobaczyć ciebie na swoim miejscu! Przez piętnaście dni nie widziałem twarzy ludzkiej i głupiałem zupełnie, rozmawiając jedynie z butelkami.

— To jeszcze nie powód, by grać o mój diament! — odparł d’Artagnan zaciskając nerwowo rękę.

— Posłuchajże do końca. Dziesięć partii po sto pistoli każda w dziesięciu rzutach nie licząc rewanżu; w trzynastym rzucie przegrałem wszystko, w trzynastym rzucie, powiadam; trzynastka była zawsze dla mnie liczbą nieszczęśliwą, właśnie trzynastego lipca...

— Do stu piorunów! — zawołał wstając od stołu d’Artagnan, na którym historia gry wywarła tak wielkie wrażenie, że zapomniał o wczorajszym opowiadaniu.

— Cierpliwości — rzekł Atos — miałem swój plan. Anglik jest oryginał, widziałem, jak rano rozmawiał z Grimaudem i Grimaud powiedział mi, że Anglik proponował mu służbę u siebie. Zagrałem więc z nim o Grimauda, cichego Grimauda podzielonego na dziesięć części.

— Ach, niechże to diabli! — zawołał d’Artagnan, mimo woli wybuchając śmiechem.

— O Grimauda we własnej osobie, rozumiesz! I mając Grimauda podzielonego na dziesięć części, Grimauda, który nie jest wart nawet dukata, wygrywam diament. Powiedz teraz, czy upór nie jest cnotą.

— Na honor, pocieszna historia! — zawołał uradowany d’Artagnan, ze śmiechu trzymając się za boki.

— Sam rozumiesz, że widząc, jak szczęście mi sprzyja, natychmiast zacząłem grać na nowo o diament.

— O, do kaduka — rzekł d’Artagnan zasmucony znowu.

— Wygrałem z powrotem twoją uprząż, potem twego konia, potem moją uprząż, potem mego konia i znowu przegrałem. Krótko mówiąc odzyskałem twoją uprząż, potem moją. Oto jak rzecz wygląda. Powiodło mi się wybornie, więc poprzestałem na tym.

D’Artagnan odetchnął, jakby mu zdjęto całą oberżę z piersi.

— Zatem diament zostaje przy mnie? — zapytał nieśmiało.

— Nienaruszony, drogi przyjacielu; a ponadto uprząż twego konika i mojego.

— Ale co z nimi zrobimy nie mając koni?

— Mam pewien pomysł.

— Atosie, dreszcz mnie przebiega.

— Posłuchaj, nie grałeś od dawna, co, d’Artagnanie?

— Nie mam najmniejszej ochoty grać.

— Nie zarzekajmy się. Nie grałeś od dawna, jak powiedziałem, zatem powinieneś mieć szczęśliwą rękę.

— No i co z tego?

— Anglik i jego towarzysz są jeszcze tutaj. Zauważyłem, że bardzo mu było żal uprzęży. Widzę, że tobie zależy na koniu. Na twoim miejscu postawiłbym uprząż przeciw koniowi.

— Ale nie będzie chciał jednej tylko uprzęży.

— Graj o dwie, do licha, nie jestem egoistą jak ty.

— Dałbyś? — zapytał d’Artagnan niezdecydowanie, tak bardzo pewność Atosa zaczęła i jego ogarniać wbrew woli.

— Słowo honoru, na jeden rzut.

— Ale skoro straciliśmy konie, niezmiernie mi zależy na zachowaniu uprzęży.

— Graj więc o diament.

— O, nie; nigdy, nigdy!

— Do diabła — rzekł Atos — zaproponowałbym ci, byś grał o Plancheta, ale to już raz było, Anglik może się nie zgodzić.

— Doprawdy, mój drogi Atosie — odparł d’Artagnan — wolałbym nie ryzykować.

— Szkoda — rzekł chłodno Atos — Anglik jest nadziany pistolami. Ach, mój Boże, spróbuj jeden raz, to nie trwa długo.

— A jeśli przegram?

— Wygrasz.

— Ale jeśli przegram?

— Oddasz uprzęże.

— Zgoda na jeden rzut — powiedział d’Artagnan.

Atos udał się na poszukiwania Anglika i znalazł go w stajni, gdzie ten patrzył na uprząż pożądliwym okiem. Chwila była sposobna. Postawił swoje warunki: dwie uprzęże przeciw jednemu koniowi lub stu pistolom. Anglik policzył szybko: uprzęże warte były trzysta pistoli; przystał.

D’Artagnan rzucił kości drżącą ręką: miał trzy punkty. Jego bladość przeraziła Atosa, który powiedział tylko:

— Nie najlepszy rzut, kolego; będziesz miał konie w uprzęży, mój panie.

Anglik triumfując nie zadał sobie nawet trudu, żeby potrząsnąć kośćmi, rzucił je na stół nie patrząc, tak był pewien wygranej; d’Artagnan odwrócił się, by ukryć swój zły humor.

1 ... 75 76 77 78 79 80 81 82 83 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)