Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 74 75 76 77 78 79 80 81 82 ... 167
Перейти на страницу:

— Ale dlaczego, jeśli ją kochał? — zapytał d’Artagnan.

— Zaczekaj — rzekł Atos. — Zabrał ją do swego zamku, uczynił z niej pierwszą damę prowincji; trzeba przyznać, że potrafiła się znakomicie znaleźć.

— I co dalej? — zapytał dArtagnan.

— Pewnego dnia — ciągnął Atos cicho i szybko — gdy była na polowaniu ze swym mężem, spadła z konia i zemdlała: hrabia rzucił się jej na pomoc, a ponieważ dusiły ją suknie, przeciął je sztyletem i odsłonił jej ramię. Czy możesz sobie wyobrazić, co miała na ramieniu, d’Artagnanie? — rzekł Atos wybuchając głośnym śmiechem.

— Skądże mogę wiedzieć? — rzekł d’Artagnan.

— Kwiat lilii — odparł Atos. — Była napiętnowana.

Atos wychylił jednym haustem szklankę, którą trzymał w ręce.

— Cóż za okropność! — zawołał d’Artagnan. — Co mówisz?

— Mówię prawdę. Mój drogi, anioł był demonem. Nieszczęsna dziewczyna była złodziejką.

— I co zrobił hrabia?

— Hrabia był wielkim panem i miał na swych ziemiach prawo wymierzania wszelkiej sprawiedliwości. Zdarł więc suknię z hrabiny, związał jej ręce z tyłu i powiesił ją na drzewie.

— O nieba, Atosie, to morderstwo! — zawołał d’Artagnan.

— Tak, morderstwo, nic innego — rzekł Atos śmiertelnie blady. — Ale zdaje się, że zabrakło nam wina.

Ujął za szyjkę ostatnią butelkę, zbliżył do ust i wychylił ją tak gładko, jakby to była szklanka. Potem opuścił głowę na ręce; d’Artagnan siedział bez ruchu, przejęty zgrozą.

— To wyleczyło mnie z uczuć do kobiet pięknych, poetycznych i zakochanych — rzekł Atos wstając i nie myśląc już ciągnąć opowieści o hrabim. — Niech Bóg użyczy ci tego samego. Pijmy!

— Więc ona nie żyje? — wyjąkał d’Artagnan.

— Do kroćset! — rzekł Atos. — Dajże swą szklankę. Szynki, nicponiu — krzyknął — nie możemy pić!

— A jej brat? — zapytał nieśmiało d’Artagnan.

— Brat? — rzekł Atos,

— Tak, ten ksiądz?

— Zasięgnąłem o nim wiadomości, by i jego powiesić z kolei, ale uciekł ze swego probostwa poprzedniego dnia.

— Czy wiadomo przynajmniej, kim był ten nędznik?

— To zapewne pierwszy kochanek i wspólnik ślicznotki, zacny człowiek, który udawał księdza, by wydać za mąż swą kochankę i zabezpieczyć jej los. Mam nadzieję, że został poćwiartowany.

— O, mój Boże, mój Boże! — zawołał d’Artagnan oszołomiony straszliwą opowieścią.

— Jedzże tę szynkę, d’Artagnanie, jest wyborna — rzekł Atos krojąc kawałek i kładąc go na talerz młodzieńca. — Jaka szkoda, że takich szynek było tylko cztery w piwnicy! Wypiłbym pięćdziesiąt butelek więcej.

D’Artagnan nie mógł znieść tej mowy, która doprowadzała go do szału; opuścił głowę na ręce i udawał, że śpi.

— Młodzi ludzie nie umieją dziś pić — powiedział Atos spoglądając na niego z litością. — A ten przecież należy do najlepszych!...

Rozdział XXVIII

POWRÓT

D’Artagnan długo jeszcze był ogłuszony straszliwym wyznaniem Atosa, jednak wiele rzeczy wydało mu się w opowieści niejasnych; przede wszystkim wyszła z ust człowieka pijanego, słuchał jej człowiek na wpół pijany, a przecie mimo oszołomienia wywołanego oparami kilku butelek burgunda, d’Artagnan budząc się nazajutrz miał wyryte w pamięci każde słowo Atosa. Wszelkie wątpliwości napawały go tylko większym pragnieniem zdobycia pewności, poszedł więc do przyjaciela chcąc nawiązać do wczorajszej rozmowy. Ale Atos, już najzupełniej opanowany, znów był najdelikatniejszym i najbardziej nieprzeniknionym z ludzi.

Zresztą muszkieter, zamieniwszy z nim uścisk dłoni, sam zaczął pierwszy:

— Byłem bardzo pijany wczoraj, mój drogi d’Artagnanie — powiedział — czułem to dziś rano jeszcze, miałem bowiem skołowaciały język i przyśpieszone tętno. Idę o zakład, że naplotłem bredni bez liku.

Mówiąc te słowa spojrzał na przyjaciela z uwagą, która wprawiła d’Artagnana w zmieszanie.

— Ależ nie — odparł d’Artagnan — jeśli pamiętam, mówiłeś mi rzeczy całkiem zwyczajne.

— Ach, zdumiewasz mnie! Zdawało mi się, że opowiedziałem ci bardzo żałosną historię.

I spojrzał na młodzieńca, jak gdyby chciał czytać w jego sercu.

— Na honor — rzekł d’Artagnan — musiałem być jeszcze bardziej pijany od ciebie, skoro sobie nic nie przypominam.

Atosowi nie wystarczyło to widać i ciągnął dalej:

— Zauważyłeś pewnie, mój drogi przyjacielu, że każdy człowiek upija się inaczej: na smutno lub na wesoło. Ja upijam się na smutno i kiedy jestem pijany, opowiadam najokropniejsze bajdy, jakie wbiła mi w pamięć moja głupia niańka. To moja wada, wada zasadnicza, muszę przyznać; ale poza tym potrafię pić dobrze i tęgo.

Atos mówił to w sposób tak naturalny, że d’Artagnan zachwiał się w swoich przypuszczeniach.

— Ach, tak, w samej rzeczy — rzekł młody człowiek próbując uchwycić prawdę — przypominam sobie jak przez sen, że mówiliśmy o powieszonych.

— Widzisz sam — odparł Atos blednąc, a jednak próbując się śmiać — byłem tego pewien, wisielcy to moja zmora.

— Tak, tak — rzekł d’Artagnan — wraca mi pamięć, tak, chodziło więc... poczekaj... chodziło o kobietę.

— Proszę bardzo — odparł Atos mieniąc się na twarzy — to moja zwykła opowieść; kobieta o jasnych włosach, opowiadam o niej zawsze, gdy jestem pijany na umór.

— Otóż to właśnie — rzekł d’Artagnan — historia o jasnowłosej kobiecie, wysokiej, pięknej, o niebieskich oczach.

— Tak, i powieszonej.

— Przez swego męża którego znałeś — ciągnął d’Artagnan patrząc uważnie na Atosa.

— Widzisz, jak można kogoś skompromitować, kiedy człowiek nie wie, co mówi — rzekł Atos wzruszając ramionami, jak gdyby litował się nad sobą. — Stanowczo przestanę się upijać, d’Artagnanie, to bardzo niedobre przyzwyczajenie.

D’Artagnan milczał.

Potem Atos nagle zmienił temat rozmowy:

— Chciałem ci podziękować za konia, którego mi przyprowadziłeś — powiedział.

— Podoba ci się? — zapytał d’Artagnan.

— Tak, ale nie jest to koń bardzo wytrzymały.

— Mylisz się; zrobiłem na nim dziesięć mil w niespełna półtorej godziny, a był równie świeży, jakby okrążył plac Saint-Sulpice.

— Co powiesz? Zaczynam tedy żałować.

— Żałować?

— Tak, bo się go pozbyłem.

— Jak to?

— Było to tak: dziś rano zbudziłem się o szóstej, ty spałeś jak zabity i nie wiedziałem, co robić; byłem wciąż jeszcze otumaniony po naszym wczorajszym pijaństwie; zszedłem więc do wielkiej sali i ujrzałem tam jednego z naszych Anglików, który kupował konia u handlarza, jego koń bowiem padł wczoraj. Podszedłem do niego i widząc, że daje sto pistoli za karogniadego konika, rzekłem: “Na honor, mój panie, ja też mam konia do sprzedania”.

1 ... 74 75 76 77 78 79 80 81 82 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)