Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
— Więc tam jest? Znajdę go tam?
— Oczywiście, panie; uparł się, żeby tam zostać. Co dzień podajemy mu przez okienko chleb na widłach i mięso, jeśli go zażąda, lecz niestety, nie chleb i nie mięso stanowią główne jego pożywienie. Pewnego razu próbowałem zejść do piwnicy z dwoma pachołkami, ale wpadł w straszliwy gniew. Usłyszałem, jak ładuje pistolety, a jego służący muszkiet. Potem, kiedy zapytaliśmy, jakie są ich zamiary, pan odpowiedział, że mają czterdzieści kuł i wystrzelą je wszystkie, jeśli odważymy się zejść do piwnicy. Wówczas udałem się na skargę do zarządcy, ale pan zarządca powiedział mi, że mam to, na co zasłużyłem, i że oduczę się obrażać godnych panów, zatrzymujących się w mojej oberży.
— Tak więc od tego czasu?... — rzekł d’Artagnan nie mogąc powstrzymać się od śmiechu na widok żałosnej miny oberżysty.
— Tak więc od tego czasu, panie — ciągnął gospodarz — prowadzimy bardzo smutny żywot; musi pan bowiem wiedzieć, że nasze wszystkie zapasy są w piwnicy; tam jest wino w butelkach i wino w beczkach, piwo, oliwa i korzenie, słonina i kiełbasy; ponieważ nie możemy tam wejść, musimy odmawiać jedzenia i picia podróżnym, tak że nasza oberża podupada z dnia na dzień. Jeśli pański przyjaciel zostanie jeszcze przez tydzień w piwnicy, jesteśmy zrujnowani.
— To ci się należy, nicponiu! Czy nie wiedziałeś od razu, że jesteśmy porządnymi ludźmi, a nie fałszerzami, powiedz?
— Tak, panie, tak, masz słuszność — rzekł gospodarz. — Ale posłuchaj, posłuchaj, znowu wpada w gniew.
— Zapewne ktoś go niepokoi — rzekł d’Artagnan.
— Ale co robić! — zawołał gospodarz — przyjechali dwaj panowie angielscy.
— No i co z tego?
— Co? Anglicy, jak pan wie, lubią dobre wino; ci zażądali najlepszego. Moja żona poprosiła więc pana Atosa, by pozwolił wejść do piwnicy; odmówił jak zazwyczaj. Ach, na miłosierdzie boskie, co za piekielny hałas!
Rzeczywiście d’Artagnan usłyszał zgiełk dobiegający z piwnicy; wstał i mając przed sobą oberżystę, który załamywał ręce, a za sobą Plancheta, który trzymał w dłoni nabity muszkiet, skierował się do piwnicy.
Dwaj Anglicy byli zrozpaczeni; zrobili spory kawał drogi i umierali z głodu i pragnienia.
— Cóż to za tyrania — wołali bardzo dobrą francuszczyzną, choć z akcentem cudzoziemskim — ten szlachcic nie pozwala wejść tym poczciwym ludziom do piwnicy po ich wino. Hola, wyważmy drzwi, a jeśli za bardzo będzie się ciskał, zabijemy go.
— Wolnego, panowie — rzekł d’Artagnan wyciągając pistolety zza pasa — nie zabijecie nikogo, jeśli łaska.
— Dobrze, dobrze — odezwał się zza drzwi spokojny głos Atosa — niech tu wejdą te chwaty, zobaczymy.
Choć dwaj panowie angielscy wyglądali na odważnych ludzi, spojrzeli po sobie z wahaniem; powiedziałbyś, że w tej piwnicy znajduje się jakiś wygłodniały potwór, olbrzym z podań ludowych, i nikt nie może wejść bezkarnie do jego piwnicy.
Zapadła cisza; ale dwóm Anglikom wstyd było się cofać i bardziej rezolutny z nich zszedł kilka schodków i kopnął w drzwi tak potężnie, że nie tylko drzwi, ale mur nie ostałby się pod takim uderzeniem.
— Planchet — rzekł d’Artagnan ładując pistolet — ja zajmę się tym, który jest na górze, a ty tym, który jest na dole. Ach, mości panowie, chce się wam bitki, będziecie ją mieli!
— Mój Boże — rozległ się z piwnicy głuchy głos Atosa — słyszę d’Artagnana!
— To ja — rzekł d’Artagnan głośno — to ja, mój przyjacielu.
— Dobrze więc — rzekł Atos — zajmiemy się tymi panami, co lubią wyłamywać drzwi.
Anglicy mieli szpady w rękach, ale zostali wzięci w dwa ognie; wahali się przez chwilę jeszcze, duma jednak wzięła górę jak przedtem i drzwi zachwiały się od drugiego uderzenia.
— Na bok, d’Artagnanie, na bok — krzyknął Atos — strzelam!
— Panowie — rzekł d’Artagnan, którego nigdy nie opuszczał rozsądek — panowie, zastanówcie się. Cierpliwości, Atosie. Zaplątaliście się w kiepską sprawę i podziurawimy was jak rzeszoto. Mój służący i ja poślemy wam trzy kule, z piwnicy czeka was tyleż; poza tym mamy jeszcze nasze szpady, a zapewniam was, że mój przyjaciel i ja umiemy się nimi posługiwać. Pozwólcie mi robić swoje, a załatwię i wasze sprawy. Za chwilę dostaniecie wina, daję słowo.
— Jeśli go jeszcze zostało — mruknął kpiąco Atos.
Oberżysta poczuł, jak zimny pot spływa mu wzdłuż grzbietu.
— Jak to, jeśli go zostało! — wyjąkał.
— Tak, do licha, zostało, zostało — rzekł d’Artagnan — bądź spokojny, nie wypili we dwóch całej piwnicy. Panowie, włóżcie szpady do pochew.
— Dobrze, ale pan włóż pistolety za pas.
— Chętnie.
D’Artagnan dał przykład. Potem rozkazał Planchetowi gestem, żeby rozładował muszkiet.
Uspokojeni Anglicy pomrukując włożyli szpady do pochew. Opowiedziano im historię Atosa, a jako że byli dobrą szlachtą potępili oberżystę.
— A teraz, panowie — rzekł d’Artagnan — pójdziecie do siebie, a ręczę wam, że za dziesięć minut dostaniecie wszystko, czego zapragniecie.
Dwaj Anglicy skłonili się i wyszli.
— Teraz, kiedy jestem sam, mój drogi Atosie — powiedział d’Artagnan — otwórz mi drzwi, proszę.
— W tej chwili — zgodził się Atos.
Usłyszano wówczas odgłos uderzających o siebie wiązek chrustu i skrzypiących belek; były to przeciwskarpy i bastiony Atosa, które burzył teraz oblężony.
Po chwili wyleciały drzwi piwnicy i ukazała się blada twarz Atosa, który szybko rozejrzał się wokół.
D’Artagnan rzucił mu się na szyję i uściskał czule, ale gdy chciał go zabrać ze sobą z tego wilgotnego mieszkania, zauważył, że Atos chwieje się na nogach.
— Jesteś ranny? — zapytał.
— Nie, bynajmniej, jestem tylko pijany jak bela; nikt jeszcze tak godziwie sobie na to nie zapracował. Mocny Boże, mój oberżysto, wypiłem co najmniej sto pięćdziesiąt butelek.
— Wielkie nieba! — zawołał oberżysta. — Jeśli służący wypił połowę tego co pan, jestem zrujnowany.
— Grimaud jest służącym z dobrego domu, nie ośmieliłby się nigdy robić tego samego co ja; pił tylko z beczki. Proszę, zdaje mi się, że zapomniał ją zatkać, słyszycie, jak leje się wino?
D’Artagnan wybuchnął śmiechem, co sprawiło, że dreszcz oberżysty zamienił się w gorączkę.
Tymczasem zjawił się Grimaud z muszkietem na ramieniu; głowa mu drżała niczym pijanemu satyrowi na obrazach Rubensa, z przodu i z tyłu był zlany tłustym płynem: gospodarz rozpoznał swoją najlepszą oliwę.
Orszak przeszedł przez wielką salę i zatrzymał się w najlepszym pokoju oberży, który d’Artagnan zajął bez wahania.
Tymczasem gospodarz i jego żona pośpieszyli z lampami do piwnicy, dokąd wstęp był im tak długo wzbroniony; straszny widok ukazał się ich oczom.
Za linią fortyfikacji, w których Atos uczynił wyłom, by wyjść z piwnicy, a które składały się z wiązek chrustu, desek i pustych beczek ułożonych ściśle wedle reguł strategii, widać było tam i sam kości ze zjedzonych szynek pływające w kałużach oliwy i wina; góra potłuczonych butelek zapełniała lewy róg piwnicy; beczka z otwartym kurkiem roniła ostatnie krople krwi. Obraz spustoszenia i śmierci, jak powiada poeta starożytny, roztaczał się tu niczym na polu bitwy.
Z pięćdziesięciu kiełbas, wiszących u belek, zostało dziesięć.
Jęki gospodarza i gospodyni przebiły sklepienie piwnicy i nawet d’Artagnan poczuł się poruszony. Atos nie odwrócił nawet głowy.