Wojna [Conventions of War - pl]
- Автор: Уильямс Уолтер Джон
- Год: 2006
- Язык: польский
- Год: MAG
- ISBN: 83-7480-018-6
- Переводчик: Grazyna Grygiel
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:
— Raniono go w głowę — zauważył Martinez. — Słyszałem, że zmieniła mu się osobowość.
— Cały czas był wściekły. Twierdził, że to, co zdarzyło się „Prześwietnemu” przy Harzapid, to skutek zdradzieckiego naksydzkiego spisku. Oczywiście miał słuszność, ale likwidowanie spiskowców stało się jego obsesją. To zupełnie nie miało sensu, ponieważ w owym czasie wszyscyNaksydzi na Harzapid byli już martwi, więc jakie to miało znaczenie, który z nich co zrobił?
Martinez popijał kawę i się zastanawiał.
— „Prześwietny” to jedyny okręt, który nie mógł uczestniczyć w tamtej bitwie. Czy właśnie to tak wściekało Kosinica?
— Tak. Odebrał jako sprawę osobistą fakt, że pojemniki antyprotonowe w jego ładunku okazały się atrapą. Oczywiście kiedy go zraniono i kiedy pojechał po następne, stało się to dla niego sprawą jeszcze bardziej osobistą.
— Pojemniki antyprotonowe były składowane w specjalnym obszarze ładowni?
— Tak.
Dokującemu statkowi zazwyczaj przydzielano zabezpieczoną przestrzeń magazynową, gdzie składowano żywność, części zamienne i inne artykuły. Można je tam było dowolnie ustawiać. Opłacało się to bardziej od zlecania sprzętowcom, by znaleźli miejsce dla tych artykułów w ładowniach, gdzie w razie potrzeby nie byłyby tak łatwo dostępne. Statki wyposażone w broń antyprotonową na ogół składowały swoje pojemniki antyprotonów właśnie tam, w bezpiecznie zamkniętych pomieszczeniach, gdyż urządzenia antyprotonowe były bardziej ryzykowne w obsłudze niż stabilny antywodór, wykorzystywany jako paliwo dla silników i pocisków. Nikt nie chciał, żeby jakiś łamaga upuścił sobie na nogę pojemnik antyprotowy.
— Naksydzi musieli uzyskać kody zarówno do całej przestrzeni magazynowej, jak i do bezpiecznego składu broni antyprotonowej — oznajmiła Chandra. — Nie wiem, jak moglibyśmy teraz dojść, w jaki sposób to zrobili, i nie rozumiem, dlaczego w tej chwili miałoby to mieć jakieś znaczenie. Ale Javier sądził, że to ważne, a jeśli ktoś się z nim nie zgadzał w tej kwestii, po prostu czerwieniał, krzyczał i robił sceny. — Długie linie jej oczu złagodził smutek. — Ciężko było na to patrzeć. Tak zdolny i interesujący młody człowiek po zranieniu zmienił się w krzykacza.
Ludzie go unikali. Ale na szczęście on również nie lubił ludzi, więc spędzał większość czasu w sterowni pomocniczej.
— Rzeczywiście, wygląda to nieco na kompleks urojeniowy — powiedział Martinez. — Ale przypuśćmy, że dokopał się do jakiegoś prawdziwego spisku. Zawiązanego nie po to, by pomagać Naksydom, ale w jakimś innym celu.
Chandra zdziwiła się.
— I w takim spisku powinien brać udział Thuc, gdyż to właśnie on zabił Kosinica, prawda?
— Owszem.
— Ale Thuc był inżynierem, a Javier oficerem sztabowym. Cóż mogli mieć ze sobą wspólnego?
Martinez nie miał na to odpowiedzi.
Nagle Chandra pochyliła się w fotelu, w jej oczach błyszczało podniecenie.
— Czekaj! — powiedziała. — Przypominam sobie coś, co kiedyś powiedział mi Mersenne! Był gdzieś na dolnym pokładzie i zobaczył, jak otwiera się luk i Javier wychodzi spod pokładu, Mersenne spytał Javiera, co tu robi, a ten odpowiedział, że załatwia sprawę dla dowódcy eskadry. Nie wyobrażam sobie jednak, czemu lady Michi miałaby komuś polecić grzebanie w trzewiach statku.
— Rzeczywiście, to nie leży w sferze jej zainteresowań. Zastanawiam się, czy Kosinic gdzieś zapisał, czego wtedy szukał. — Podniósł wzrok. — Miał cywilny model kompnotesu, a ja nie mam do niego hasła dostępu. Ty chyba też nie masz tego hasła?
— Obawiam się, że nie. Ale on nie zawsze miał przy sobie kompnotes. Spędzał godziny w sterowni pomocniczej, przy swym stanowisku służbowym, więc jeśli istnieją jakieś zapisy na temat tego, czego szukał, mogą być w dalszym ciągu w logach i możesz…
Martinez natychmiast pojął, o co jej chodzi, i dokończyli zdanie chórem:
— …dostać się do nich, stosując klucz kapitański!
Martineza ogarnęło podniecenie. Rozpiął kołnierz i wyjął klucz kapitański zawieszony na elastycznej taśmie. Wsunął wąski plastikowy klucz do otworu na biurku i wywołał displej.
Chandra odwróciła się grzecznie, gdy wprowadzał hasło. Wywołał konto Javiera Kosinica i zaczął przeglądać długą listę plików.
— Czy mogę włączyć display ścienny? — spytała Chandra. — Mogłabym ci pomóc.
Wywołali displej ścienny i obydwoje rozpoczęli poszukiwania, każde przeglądając inny zestaw plików. Pracowali w milczeniu, jeśli nie liczyć polecenia Martineza, by Alikhan przyniósł im jeszcze kawy.
Martinez przeglądał plik po pliku, coraz bardziej sfrustrowany. Znajdował tylko rutynową robotę papierkową, opisy manewrów eskadry, które Kosinic opracowywał jako oficer taktyczny. Był tu także niedokończony list do ojca, datowany na dzień przed śmiercią. List nie zawierał ani śladu wściekłości i manii opisywanej przez Chandrę. Zwykły list, ze zwykłymi przyziemnymi szczegółami.
— Ukrył to przed nami! — wybuchnął w końcu.
Zacisnął dłoń w pięść. Kapitan też ukrywał swą prawdziwą naturę, jednak on w końcu rozgryzł jego sekret. Kosinica też rozgryzę, przyrzekł sobie.
— Pozwól, że sprawdzę codzienne zapisy w logu — poprosiła Chandra. — Jeśli popatrzymy na jego zajęcia, może dostrzeżemy tam jakąś prawidłowość.
Log zamigał na ekranie ściennym i ukazały się automatyczne zapisy wszystkich odwołań Kosinica do komputerowych zasobów statku. Dziesiątki tysięcy odwołań.
Martinezowi pociemniało w oczach, kiedy spojrzał na długie kolumny danych.
— Popatrz na to — zauważyła Chandra. Przesunęła kursor i podświetliła jedno z poleceń Kosinica. — Zapamiętał dane w pliku o nazwie „Dane Buntowników”. Czy pamiętasz taki plik?
— Nie.
— Jest niewielki. Ma być na jego koncie, w folderze o nazwie „Osobiste”. — Kursor Chandry z drżeniem przesunął się po displeju. — Tu mamy następny zapis w tym pliku. I jeszcze następny.
Martinez, chociaż wiedział, że pliku tam nie ma, mimo to jeszcze raz zajrzał do osobistego folderu Kosinica, ale niczego nie znalazł.
— Musiał go usunąć.
— Albo gdzieś przenieść. Pozwól, że poszukam.
Przeszukiwanie obszernych zasobów danych statku zajęło około dwunastu sekund.
— Jeśli plik przeniesiono — zauważyła Chandra — zmieniono mu nazwę.
Martinez już wywołał pliki logu.
— Zobaczmy, kto jako ostatni wydał polecenie dotyczące tego pliku.
Minęło następnych pięć sekund.
— Plik został usunięty.
— Przez kogo? — spytała Chandra. Kiedy nie odpowiedział, spróbowała odczytać obrócony do góry nogami tekst na displeju.
— Kapitan Gomberg Fletcher! — krzyknęła ze zdziwienia. Przez chwilę patrzyli na siebie.
— Nie przypuszczasz chyba — odezwała się Chandra — że Fletcher brał udział w spisku Naksydów, że Javier to odkrył i Fletcher kazał go zabić?
Martinez zastanawiał się nad tym chwilę, potem pokręcił głową.
— Nie wyobrażam sobie, co Naksydzi mogliby zaoferować Fletcherowi, by zechciał zdradzić swój statek.
Chandra zaśmiała się cicho.
— Może zaproponowali, że dadzą mu jakiś obraz, którego naprawdę pożądał.
— Nie, myślę, że Kosinic musiał odkryć kult Narayanistów. Albo odkrył coś jeszcze, co doprowadziło do jego śmierci, a Fletcher ukrył tę informację, by Narayanistów chronić.