Wojna [Conventions of War - pl]
- Автор: Уильямс Уолтер Джон
- Год: 2006
- Язык: польский
- Год: MAG
- ISBN: 83-7480-018-6
- Переводчик: Grazyna Grygiel
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:
Spojrzał na jaśniejące na biurku dane, zobaczył datę i serce mu podskoczyło.
— Chwileczkę — powiedział. — Fletcher wymazał ten plik w dniu swojej śmierci. — Obejrzał dokładniej datę. — Wygląda na to, że wymazał ten plik mniej więcej w tym samym czasie, kiedy go zabito.
Chandra uniosła się w fotelu i nachyliła nad biurkiem. Jej perfumy, głęboki zapach palisandru z wtrąceniami cytrynowymi, poruszyły zmysły Martineza. W oczach dziewczyny szukającej potrzebnych informacji odbijały się wyświetlone kolumny danych.
— Polecenie usunięcia nadeszło z tego biurka — oznajmiła. — Zabójca siedział w twoim fotelu i usuwał dowody, a trup leżał tuż przy nim na podłodze.
Martinez przejrzał plik logu.
— Fletcher zalogował się trzy godziny wcześniej i nigdy się nie wylogował. Prawdopodobnie oglądał plik Kosinica, gdy nadszedł zabójca.
— Jakie jeszcze pliki oglądał? — Chandra opadła na swój fotel i wydała displejowi ściennemu serię szybkich poleceń. — Tamtego wieczora dokonał wpisu do pliku o nazwie „Hazard”.
Martinez spojrzał, zdziwiony.
— Czy Fletcher się hazardował?
— Nie wtedy, gdy go znałam. — A Kosinic?
— Nie. Nie mógł sobie na to pozwolić.
— Wielu ludzi, którzy grają hazardowo, nie może sobie na to pozwolić — zauważył Martinez.
— Ale nie Javier. Uważał to za słabość i nie sądził, by mógł sobie pozwolić na słabości. — Spojrzała na niego. — Jak ci się zdaje, dlaczego wystawił się na ostre przeciążenia, kiedy miał połamane żebra i uszkodzoną głowę? Nie mógł przyznać się do niemocy i robił, co mógł, by zignorować fakt, że powinien leżeć w szpitalu. — Znów odwróciła się do displeju. — Plik z hazardem został skasowany jednocześnie z javierowym plikiem buntowników.
Martinez przejrzał pliki, które Fletcher otwierał w ciągu ostatnich dwóch dni przed swoja śmiercią. Meldunki kierowników wydziałów, statystyki z kantyny, meldunki o stanie robota naprawczego, wyłączonego wcześniej z powodu awarii napędu hydraulicznego, meldunki o szkodach, meldunki o dostępnych zapasach… Wszystkie codzienne sprawy dowodzenia.
Nic niezwykłego, z wyjątkiem tamtych dwóch plików. A one zostały usunięte przez mordercę.
I, jak odkrył Martinez, bardzo starannie wymazane. Zwykle plik usuwano, przez wymazanie go ze spisu plików, i jeśli to miejsce nie zostało zapisane jakimiś innymi danymi, można go było odzyskać. Dwa brakujące pliki zostały zlikwidowane, a na ich miejscu wpisano ciągi liczb losowych. Odtworzenie zawartości plików było więc niemożliwe.
— Niech to diabli! — Przez chwilę zabawiał się wizją, że ciska pełną kawy filiżanką i miażdży nią nos jednej z uzbrojonych figur Fletchera. — Byliśmy tak blisko.
Chandra ponuro patrzyła na displej ścienny.
— Nadal jest szansa. System jest copewien czas archiwizowany. Automatyczne kopie są zapisywane w pliku tymczasowym i wymazywane po upływie ustalonego czasu. Samych plików już tam nie ma, ale mogły pozostać ich ślady, jeśli niczego w ich miejsce nie napisano.
— Szanse znalezienia tych plików są…
— Niekoniecznie znikome. Chętnie podejmę się poszukiwania w chwilach wolnych od innych obowiązków, ale będę potrzebowała lepszego dostępu do systemu niż ten, który mi przysługuje jako członkowi sztabu Chen.
Podgrzewał kawę i rozważał ofertę Chandry. Jako ktoś związany z obydwiema ofiarami morderstw nadal teoretycznie pozostawała osobą podejrzaną. Z drugiej jednak strony, wydawało się nieprawdopodobne, by w takim przypadku chciała poświęcić swój czas na przeglądanie, ścieżka po ścieżce, obszernych danych statku.
Oczywiście jeśli nie ma zamiaru przy okazji ukryć własnych przestępstw.
Myśli Martineza przerwało grzeczne pukanie do drzwi. Podniósł wzrok i zobaczył swego kucharza, Perry'ego.
— Zastanawiałem się, czy nie chce pan kolacji, milordzie.
— Och. — Zmusił swój mózg do przeskoczenia na inną ścieżkę. — Może za pół godziny?
— Tak jest, milordzie. — Perry zasalutował i wycofał się, zamykając za sobą drzwi.
Martinez powrócił myślami do Chandry i uświadomił sobie, po niewczasie, że może powinien był zaprosić ją na kolację.
Uzmysłowił sobie również, że właśnie podjął decyzję. Nie sądził, by Chandra kogoś zabiła — nigdy tak nie uważał — a ponadto zgadzał się z Michi, że eskadra bez niej sobie nie poradzi.
Jeśli chce poświęcić swój wolny czas na polowanie na kompromitujące pliki w bazie danych krążownika i usuwanie ich, niewiele go to obchodziło.
— Jeśli dasz mi swój klucz — powiedział — zobaczę, czy mogę zwiększyć ci dostęp. — Wgrał jej certyfikat pozwalający na przeglądanie magazynów danych statku i zwrócił klucz. Wetknęła go z powrotem w kurtkę mundurową i obdarzyła prowokacyjnym uśmiechem.
— Czy pamiętasz, jak ci mówiłam, że będę twoim najlepszym przyjacielem?
Do świadomości Martineza ponownie dotarł zapach palisandrowych perfum, widok trzech rozpiętych guzików mundurowej kurtki dziewczyny i fakt, że już zbyt wiele miesięcy mieszka samotnie na statku.
— Tak — powiedział.
— Cóż, dowiodłam tego. — Zapięła po kolei guziki. — Pewnego dnia dowódca eskadry zapytała mnie, czy mogłeś zabić Fletchera, a ja wybiłam jej ten pomysł z głowy.
Martinezowi zabrakło słów.
— Nie powinieneś za bardzo polegać na fakcie, że poślubiłeś córkę lorda Chena. Odniosłam wrażenie, że gdybyś zginął tu w kosmosie, rozwiązałoby to wiele lordowskich problemów. Na przykład znowu miałby córkę, którą można wydać za mąż.
Martinez rozważył tę sugestię i uznał, że jest niepokojąco prawdopodobna. Lord Chen nie chciał oddać córki, nawet w zamian za miliony, które płacił mu klan Martinezów i jego brat Roland; praktycznie rzecz biorąc, musiał siłą przywlec lorda Chena na ceremonię ślubną. Gdyby można było skazać Martineza na śmierć za zbrodnie — co więcej, za zbrodnie przeciw zarówno Gombergom, jak i Fletcherom — lord Chen prawdopodobnie nie uroniłby wielu łez.
— To ciekawe — wydusił z siebie w końcu.
Chandra wstała i nachyliła się nad jego biurkiem.
— Zwróciłam uwagę lady Michi na fakt, że odegrałeś ważną rolę w naszych jedynych zwycięstwach w wojnie z Naksydami i że nie moglibyśmy się bez ciebie obejść, nawet jeśli byłbyś zabójcą.
Te słowa przywołały uśmiech na wargi Martineza.
— Mogłabyś zaliczyć wątpliwości na moją korzyść — oznajmił. — Mimo wszystko mogłem Fletchera nie zabić.
— Nie sądzę, by w tamtej chwili lady Michi interesowała prawda. Po prostu chciała mieć możliwość zamknięcia sprawy. — Przysiadła na biurku i pogładziła koniuszkami palców jego gładką powierzchnię. W jej oczach tańczył triumfalny ognik. — Zatem jestem twoim przyjacielem, Gareth? — zapytała.
— Jesteś. — Podniósł wzrok i odpowiedział uśmiechem na jej uśmiech. — A ja twoim, ponieważ kiedy lady Michi próbowała wrobić ciebie w to morderstwo — jak sądzę, ze znacznie bardziej ważkich powodów — odwiodłem ją od tego, używając bardzo podobnych argumentów.
Zobaczył, jak przez Chandrę, niczym wolna fala przypływu, przetacza się szok.
— Bezlitosna z niej osoba, co? — spytała wreszcie.
— To jedna z Chenów.
Chandra powoli wstała, potem zasalutowała.
— Dziękuję, milordzie.
— Proszę bardzo, poruczniku.
Patrzył, jak odchodzi, trochę chwiejnie, a potem wywołał Mersennego. Gdy pulchny porucznik przybył, Martinez poprosił, by usiadł.