Wojna [Conventions of War - pl]
- Автор: Уильямс Уолтер Джон
- Год: 2006
- Язык: польский
- Год: MAG
- ISBN: 83-7480-018-6
- Переводчик: Grazyna Grygiel
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:
Potem Martinez zajrzał do komory pocisków. Gulik i Husayn sprawdzali bebechy wyrzutni antyprotonów, która miała awarię podczas ataku Naksydów. Wyjęli z wieżyczki cały mechanizm i wymienili go, a teraz przeprowadzali analizę — rozłożyli poszczególne części na sterylnej płachcie rozpostartej na pokładzie.
Na jego widok Gulik stanął na baczność i uniósł wysoko brodę. Pod pachami miał ciemne plamy, pot spływał mu po twarzy. Ostatnio Martinez widział go tak zdenerwowanego podczas inspekcji kapitana Fletchera, który maszerował wtedy przed zespołem Gulika, a nóż pobrzękiwał mu u pasa.
Zastanawiał się, czy dotarła tu już wiadomość o tym, co spotkało Francis. Podoficerowie połączeni byli nieoficjalną siecią komunikacyjną. Martinez traktował ją ze zrozumiałym szacunkiem, ale nie sądził, by działała aż tak błyskawicznie. Może Gulik zawsze zachowuje się nerwowo w obecności wyższych oficerów?
A może ma nieczyste sumienie?
Wywołał log 77-12 na swój displej mankietowy i w milczeniu sprawdzał numery seryjne. Zgadzały się, czyli Gulik przynajmniej nie oszukiwał w logu.
— Czy wiadomo, co się stało? — spytał.
— Wtryskiwacz elektronów jest zapchany, milordzie — odparł Gulik. — To dość częsta awaria, zwłaszcza w tym modelu.
Ponieważ antyprotony jechały na promieniu elektronowym, który zapobiegał ich rozproszeniu przed trafieniem w cel, wtryskiwacz elektronów był krytycznym elementem układu.
— Przeprowadzę dalsze testy — oznajmił Gulik — ale to chyba sprawa tolerancji. Części są bardzo precyzyjnie wykonane, a tkwią w wieżyczce, narażone na ekstremalne temperatury, promieniowanie kosmiczne i co tam jeszcze. Normalnie wieżyczki są wciągnięte, ale teraz utrzymujemy systemy obrony bezpośredniej w pełnej gotowości i wieżyczki są eksponowane. Krytyczne parametry bardzo łatwo mogą się rozregulować.
Martinez przypomniał sobie, co usłyszał w sterowni.
— Więc to nie było to samo, co przy Harzapid? — spytał.
Gulik drgnął.
— Zdecydowanie nie, milordzie — odpowiedział za niego Husayn.
Martinez wyczuł, że właśnie umyka mu jakaś ważna sprawa, ale nie wiedział, dlaczego jest taka ważna.
— A jak to było przy Harzapid? — spytał.
Na chwilę zapadła cisza, gdy Husayn i Gulik wrócili myślami do wydarzeń z przeszłości. Najwyraźniej nie mieli dobrych wspomnień.
— Fatalnie, milordzie — odparł Husayn — przeważaliśmy liczebnie nad Naksydami pięć do jednego, więc blefując, próbowali wymusić na nas kapitulację. Zajęli dowództwo pierścienia i kazali nam wszystkim ustąpić. Ale dowódca Floty, Kringan, zorganizował grupę do ataku na dowództwo Pierścienia i rozkazał lojalnym eskadrom, by przygotowały walkę z bliska bronią antyprotonową.
— Kiedy statek był w doku, nikt tam nie trzymał antyprotonów; wie pan, jakie są wrażliwe. Wysłano więc porucznika Kosinica z oddziałem, żeby przynieśli butle do antyprotonów. Przynieśli, ale gdy je podłączyliśmy do zasilaczy antymaterii, okazało się, że są puste.
— Puste? — Martinez spojrzał na niego, zdziwiony.
— Naksydzi musieli dostać się do naszej przechowalni i podmienić pełne butle na puste. Na rozkaz dowódcy eskadry Kosinic udał się po butle na „Władczego”, który cumował obok nas, ale nagle zaczęła się strzelanina. Wtedy trafiono w śluzę stacji i Kosinic został ranny.
Na twarzy Husayna pojawił się grymas wściekłości.
— W ciągu kilku minut bliskiej wymiany ognia Czwarta Flota rozpadła się na kawałki. Wszystkie statki Naksydów zostały zniszczone, ale lojaliści też ucierpieli, a niektóre nasze statki zupełnie się rozleciały. Były tysiące zabitych. Ale Naksydzi do nas nie strzelali! Wiedzieli, że „Prześwietny”' jest bezbronny.
Głos mu się załamał. Martinez wyobraził sobie scenę w dowództwie: Fletcher wzywa wzmocnienie ogniowe, którego nie ma. Oficer zbrojmistrz — właśnie Husayn — wali wściekle w konsolę. Kosinic ze zdesperowanym oddziałem pędzą rurą dokującą, pchając wózki z butlami antyprotonu. Wybucha bitwa i wszyscy czekają na ostrzał, który rozedrze ich statek i zabije całą załogę. Potem dociera do nich prawda: Naksydzi cisnęli im w twarz straszną zniewagę; wiedzieli, że „Prześwietny” w żaden sposób nie może dać lojalistom wsparcia, więc go zlekceważyli, nawet do niego nie celując.
To musiała być strasznie frustrująca bezsilność — pomyślał Martinez. Ja podobnie się czułem, przygwożdżony do schodów przez duże przyśpieszenie, gdy mój statek bez kapitana musiał sam walczyć o życie.
— Kapitan Fletcher odczepił statek od pierścienia — kontynuował Husayn — i manewrował tak, jakby szedł do ataku. Mieliśmy nadzieję, że odciągniemy ogień od innych statków, ale Naksydzi nie reagowali. Trafiliśmy ich naszymi laserami, ale w tych okolicznościach lasery nie mogą wyrządzić takich spustoszeń jak antymateria, a oni… — Husayn znów się wykrzywił — mimo to nas nie atakowali. Obserwowaliśmy bitwę z bocznej linii. Kapitan Fletcher wpadł w szał… Nigdy go w takim stanie nie widziałem, nigdy przedtem nie okazywał emocji.
— Gdzie była lady Chen, dowódca eskadry?
— Na planecie, milordzie. Na przyjęciu.
Martinez wyobrażał sobie, że Michi też nie była zadowolona z tego, co się stało z „Prześwietnym”.
— Dlatego byliśmy bardzo szczęśliwi, milordzie, że w końcu spuściliśmy Naksydom lanie przy Protipanu — powiedział Husayn. — Dobrze, że się porachowaliśmy.
— „Prześwietny” dobrze się spisał przy Protipanu — stwierdził Martinez. — Wszyscy bardzo dobrze się spisaliście.
Przeniósł wzrok na Gulika, który nadal stał sztywno, pot ściekał mu po twarzy, a oczy patrzyły w jakąś wewnętrzną grozę.
Nic dziwnego, że o tym nie mówili — pomyślał Martinez. Sądził wcześniej, że „Prześwietny” stoczył ciężką zwycięską bitwę u boku innych lojalistów z Czwartej Floty, a krążownik miał po prostu szczęście, że w wojnie nie ucierpiał. Nie wiedział, że „Prześwietny” i jego załoga w ogóle nie uczestniczyli w walce, z wyjątkiem Kosinica, który wraz z małym oddziałem został zaatakowany poza statkiem.
— Bardzo dobrze — powiedział łagodnie. — Przeprowadzimy serię testowych strzałów i przeglądów, by mieć pewność, że broń nas nie zawiedzie.
— Tak jest, milordzie.
— Zatem do dzieła.
Odchodząc, czuł, jak wielkie oczy Gulika wwiercają mu się w kark; zastanawiał się, na co ten Gulik w zasadzie patrzy.
Następnie zajrzał do izby chorych, gdzie doktor Xi poinformował go o dwudziestu dwóch załogantach ze złamaniami i o dalszych dwudziestu sześciu, którzy mieli zwichnięcia lub doznali wstrząśnienia mózgu. Wszystkie obrażenia powstały w wyniku nagłego dużego przyśpieszenia. Awaria silnika przypuszczalnie zapobiegła większej liczbie rannych i wypadkom śmiertelnym.
Xi obejrzał głowę Martineza. Zapisał mu lek na ból oraz środek zwiotczający mięśnie i kazał zażyć przed snem. Potem prześwietlił jego dłoń i znalazł małe pęknięcie w prawej kości grochowatej nadgarstka. Poklepał go po dłoni i zrobił zastrzyk z szybko leczących hormonów oraz dał Martinezowi iniektor z dawkami szybkoleków.
— Trzy razy dziennie, aż pan wszystko zużyje. Ręka wykuruje się za jakiś tydzień.
Kapitan obszedł szpitalik, porozmawiał ze wszystkimi rannymi, a potem wrócił do swego gabinetu. Tam czekał na niego Jukes i z zadowoleniem oznajmił, że dzieła sztuki bez szkody przetrwały duże przyśpieszenia. Martinez odesłał go. Nadał oficjalną formę degradacji Francis i zamieścił kilka wściekłych opinii w jej aktach osobowych. Następnie zjadł kolację.