Wojna [Conventions of War - pl]
- Автор: Уильямс Уолтер Джон
- Год: 2006
- Язык: польский
- Год: MAG
- ISBN: 83-7480-018-6
- Переводчик: Grazyna Grygiel
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:
Fletcher doprowadził wszystko do wysokiego połysku, ale w istocie statku nie znał. Mimo częstych inspekcji ledwie się domyślał, jaki jest rzeczywisty stan instalacji i urządzeń. Patrzył tylko na powierzchnię i nigdy nie wiedział, jakie defekty mogą się kryć pod grubą warstwą lakieru.
Martinez poznawał statek na wylot. Kontrolował wszystkie pompy, wyrzutnie, kable. Zmierzał do tego, by „Prześwietny stał się jego statkiem.
Ciężko pracował. Ręka mu się goiła. Niekiedy budził się, czując na poduszce widmowy zapach Caroline Suli.
Od czasu do czasu konferował z Jukesem na temat nowego wystroju „Prześwietnego”. Zaczynał przyzwyczajać się do myśli, że statek będzie jego osobistym krzykliwym sztandarem, zupełnie odmiennym od koncepcji Fletchera.
Tymczasem Jukes malował jego portret. Chciał stworzyć wizerunek elektroniczny, a potem go wydrukować, ale Martinez zamówił prawdziwy obraz — farba na płótnie — i Jukes łaskawie się zgodził. Ustawił sztalugi w gabinecie kapitana i tam pracował, najchętniej w późnych godzinach.
Portret, romantyczny i wzniosły, ukazywał Martineza w galowym mundurze z Globem w dłoni i ze wzrokiem skierowanym ponad prawym ramieniem widza. Druga dłoń spoczywała na blacie stołu obok modelu „Korony”. Z tyłu za Martinezem widniało malowidło, na którym „Prześwietny” śmigał w bitwie. Jukes uważał, że obraz w obrazie to sprytny trik. Martinez nie rozumiał dokładnie dlaczego, ale nie podważał kompetencji profesjonalisty.
Trochę dyskutowali o tym, czy „Prześwietny” powinien być ukazany w swej obecnej postaci, z abstrakcyjnymi różowo-biało-zielonymi wzorami, czy w śmiałych barwach planowanych po wojnie.
Martinez wahał się, ale w końcu kazał zostawić aktualne kolory. Jeśli zdobędzie w tej wojnie uznanie, dokona tego na „Prześwietnym” w obecnym wystroju, i to właśnie chciał upamiętnić.
Ponadto dlaczego mam się ograniczać do jednego portretu? — pomyślał. „Prześwietnego” w nowej szacie może uwiecznić innym razem.
Podczas musztry i inspekcji zauważył, że załoganci wyglądają bardziej atrakcyjnie. Kazakov przyszła kiedyś na obiad z włosami rozpuszczonymi, a nie jak zwykle związanymi w kok z tyłu głowy, i Martinez był zaskoczony, że jest tak przystojna.
Buckie dokonywał więc magicznych zmian jako stylista i wizażysta. Nawet u elektryka Strode'a fryzura jak spod garnka była teraz kształtniejsza. Martinez wezwał Buckle'a do swojejkabiny i kazał się ostrzyc. Musiał przyznać, że potem wyglądał lepiej.
Kazał Jukesowi przemalować portret i przedstawić go w korzystniejszej fryzurze.
Wśród załogi pojawiły się pewne problemy z dyscypliną, bójki i przypadki pijaństwa. Ludzie mieli niewiele do roboty. Wystarczyło ze trzydzieści osób, by przeprowadzić statek z jednego miejsca do drugiego, i trzydziestka zbrojmistrzów na czas walki. Reszta załogi stanowiła rezerwę na wypadek, gdyby w bitwie były ofiary, albo spełniała rolę służących. Przede wszystkim jednak wykorzystywano ich do usuwania awarii. W nagłych wypadkach setki fachowych rąk musiały utrzymać statek na chodzie. W pozostałym czasie oficerowie wyszukiwali załodze rozmaite zajęcia: sprzątanie, polerowanie, uczestnictwo w różnych rytuałach i ceremoniach, wielokrotne powtarzanie zabiegów konserwacyjnych.
Zarówno oficerowie, jak i załoganci byli coraz bardziej tym wszystkim znużeni.
Jednak pod tym znużeniem Martinez wyczuwał optymizm. Siły Chen wracały do Floty Macierzystej, a gdy się z nią połączą, ruszą na wroga w Zanshaa i odzyskają stolicę. Nastąpi wtedy koniec wojny, a wraz z nim koniec monotonnego życia.
Ludzie woleli nawet niebezpieczeństwo spotkania z bezwzględnym wrogiem, niż rutynę i wieczne powtarzanie tych samych czynności.
Pewnej nocy Martinez popijał kakao, jak zwykle patrząc na matkę, kota i dziecko w czerwonej piżamie. Pomyślał, że ta Święta Rodzina — kimkolwiek byli — miała dość łatwe życie. Mieli swój kominek, łóżka, wygodną mieszczańską odzież, dobrze odżywione i ubrane dziecko, wystarczało im jedzenia, mogli nawet podzielić się z kotem.
Nic nie wskazywało na to, że muszą się obawiać nieznanych zabójców, przyczajonych za zdobnymi malowanymi ramami, nagłego ataku relatywistycznych pocisków antymaterii czy tego, że sporządzone przez innych raporty są nierzetelne.
Zaczynał tym namalowanym ludziom zazdrościć ich życia. Byli prości, święci, beztroscy.
Mieli wszystkie cechy, których nie miał kapitan.
DWADZIEŚCIA DWA
Martinez przypuszczał, że to nuda spowodowana bezczynnością skłoniła go do ponownego zajęcia się zabójstwami. Kilka dni rozmyślał nad tą sprawą, a potem pewnego, długiego popołudnia poprosił Chandrę do swego gabinetu.
— Coś do picia? — spytał, gdy dziewczyna zasalutowała. — Mam na myśli kawę.
— Tak, milordzie.
— Siadaj.
Przesunął ku niej po biurku filiżankę na spodeczku, a potem napełnił ją kawą z termosu przygotowanego jak zwykle przez Alikhana.
W powietrzu rozszedł się mocny zapach kawy. Chandra usiadła i czekała. Martinez popatrzył na jej kasztanowe włosy i błyszczące oczy.
— Chciałbym cię zapytać o Kosinica.
Chandra sięgała już po kawę, ale cofnęła dłoń i zamrugała ze zdziwieniem.
— Czy mogę wiedzieć dlaczego?
— Uświadomiłem sobie, że cała nasza koncepcja na temat tych zabójstw może być z gruntu niesłuszna. Rozważaliśmy śmierć kapitana Fletchera i próbowaliśmy znaleźć motyw tego zabójstwa. Ale śmierć Kosinica nastąpiła wcześniej, i to ona była przyczyną śmierci Thuca oraz, jak sądzę, również Fletchera. Wobec tego jeśli ustalimy, dlaczego zamordowano Kosinica, wszystkie elementy tej łamigłówki ułożą się same.
Chandra nachmurzyła się, a potem spojrzała przenikliwie na Martineza.
— Nie sądzisz chyba, że to wszystko sprawa Phillipsa i sekciarzy?
— A ty?
Milczała.
— Znałaś Kosinica lepiej niż wszyscy. Opowiedz mi o nim. Przyjęła te uwagę bez komentarza, a potem sięgnęła po kawę.
Zastanawiała się, co powiedzieć, bawiąc się śmietanką w proszku — na „Prześwietnym” już dawno wyczerpały się płynne przetwory mleczne. Pociągnęła łyk, skrzywiła się, znowu popiła.
— Javier był zdolny — powiedziała w końcu. — Przystojny, młody i prawdopodobnie jak na swą pozycję nieco zbyt ambitny. Miał dwa problemy: pochodził z ludu i nie miał pieniędzy. Parowie akceptują plebejuszy, którzy mają wystarczająco dużo pieniędzy, aby prowadzić życie towarzyskie na wysokim poziomie; będą też tolerować parów bez pieniędzy, ze względu na ich nazwiska. Ale plebejusz bez pieniędzy dostanie tylko anonimowy etat przy biurku, a jeśli już dostanie jakieś dowództwo, będzie to krypa lecąca donikąd i zadanie, którego nie zgodziłby się wziąć żaden par.
Łyknęła kawy.
— Ale Javier miał szczęście. Jego raport na temat współdziałania systemów trafił przypadkiem na biurko dowódcy eskadry. Spodobał się jej i wzięła Kosinica do swego sztabu. Javier nie pozwoliłby wymknąć się takiej okazji. Wiedział, że jeśli zrobi odpowiednie wrażenie, Chen może go awansować aż do stopnia kapitana. Tak więc przygotował się na rolę idealnego zdolnego oficera jej sztabu, i właśnie w tym momencie wybuchła wojna i został ranny.
Chandra westchnęła.
— Nie powinni byli wypuszczać go ze szpitala. Nie był w formie. Ale wiedział, że dopóki pozostaje w sztabie Chen, ma szansę zrobić w tej wojnie coś istotnego. I oczywiście do tamtego czasu już zdążył wściec się na Naksydów. Chciał ich zabijać. My wszyscy oczywiście też, ale on bardziej.