Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 ... 151
Перейти на страницу:

– Agar od Ognia, Obrar Płomienny. Niczym ojciec i syn.

Laweneres parsknął.

– Tak. I nawet ty to widzisz. A są tacy, którzy tego nie dostrzegają albo udają, że nie dostrzegają, bo kambehiańskie złoto zamyka im usta i oczy.

Woda była wciąż gorąca i pachniała wonnymi olejkami. Deana miała wrażenie, że ciepło wysysa z jej ciała zmęczenie, wnika w głąb, aż do kości, rozluźniając wszystkie mięśnie. Bardziej dla podtrzymania rozmowy niż z ciekawości zapytała:

– Wytrąciłeś komuś broń z ręki, mam rację? Tym, że to ty sam wybrałeś, kiedy wejdziesz w Oko.

Zaśmiał się cicho.

– Tak. Tu bronią może być wszystko, nawet uroczystość religijna. Kapłani kazaliby mi czekać, odwlekaliby moment ceremonii, słali kolejne żądania. I przez cały ten czas, póki Kamień Popiołu nie zgodziłby się łaskawie na próbę, nie byłbym prawdziwym księciem. Mogą przyjmować przydomki Wybrańców, Świętych Naczyń, Kamień Popiołu, Miecz Żaru czy Dłoń Litości i uważać się za strażników Oka, ale żaden nie ma wystarczająco dużo krwi Błogosławionych, by w nie wejść.

Dziwne, ale po raz pierwszy, odkąd go poznała, wydawał się rozgniewany.

– Jeśli dobrze zrozumiałam, to ty jesteś tylko jednym spośród nich.

Syknął, zirytowany.

– Owszem. Książę zawsze dziedziczy tytuł Dziecięcia Ognia, pierwszego spośród awenderi Agara, lecz nie ma prawa mianować lub odwoływać reszty. To zbyt wielki węzeł, by rozsupłać go jakimś prostym ruchem. Tradycyjna hierarchia nie odzwierciedla właściwego rozkładu sił w Świątyni. Kamień Popiołu jest w niej piąty, lecz ponieważ trzyma rękę na świątynnym skarbcu, to on tam rządzi.

Deana wzięła gąbkę i zaczęła trzeć skórę.

– Powiedziałeś „wystarczająco dużo krwi”. Czyli ile? Jeśli Agar porzucił swoich awenderi trzy i pół tysiąca lat temu, to ta krew musi być dość rozrzedzona.

Brzęk naczyń był jedyną odpowiedzią. Przez chwilę myślała, że jeśli odwróci głowę i zerknie, ujrzy księcia pochrapującego, z twarzą na stole.

– Tak. Bardzo. Przez pierwsze dwa tysiące lat Krew Agara trwała na niewielkiej wyspie u brzegów Konoweryn. Wyspa liczyła ledwo kilkuset mieszkańców i jak powiadają, żyło im się tam jak królom. A potem Samaidzi, ostatnia glihijska dynastia rządząca królestwem Daeltr’ed, popełnili błąd. Nie mogli sobie poradzić z najazdami pustynnych nomadów i atakami czarnych plemion, więc powołali do życia armię żołnierzyniewolników. Postanowili też założyć Wyniesionym na gardło obrożę obowiązków, wynikających z nakazów religijnej powinności, dać im boga, którego będą wyznawać, bo wiara utrzyma ich wtedy w ryzach. A przecież Służka, która wtedy nie była jeszcze Służką, nie nadawała się do tego. Ani odległa Maycha, ani Reagwyr, którego wciąż pamięta się tu jako Niszczyciela. Wydawało im się, że Pan Ognia będzie w sam raz. Zapewne zmienili zdanie, gdy Oko rozbłysło po raz pierwszy w samym środku miasta, a ich pałace spłynęły krwią.

Trudno było ocenić, czy Laweneres mówi z taką pasją, czy też z takim trudem wyrzuca z siebie zdania. Nie obejrzała się, by to sprawdzić.

– To skomplikowana historia.

– Skomplikowana? Nie. Zwykła historia żądzy władzy, gniewu i siły, która budzi się i odkrywa, że nie musi już zginać karku, bo dłoń trzymająca bat jest słaba i wiotka. – Usłyszała, jak wstaje od stołu. – I oto koło zatoczyło pełny obrót. Zastanawiam się, czy jesteśmy tak samo ślepi, jak Samaidzi. Ha, ironia, ślepcy prowadzeni przez ślepca. Mój ojciec miał rację, chciwość sprowadziła na nas zgubę, a oni robią wszystko, żeby nic nie zrobić.

Łóżko skrzypnęło, gdy na nie upadł.

– Jeśli będą mnie szukać… powiedz, że porwali mnie bandyci. Jeśli nie… obudź… przed świtem.

Spokojnie dokończyła kąpiel, ciesząc się ciszą. Wyglądało no to, że książęce obowiązki są równie męczące, jak oporządzanie słonia. Z pewnością jednak bardziej wyczerpywały umysł.

Wyszła z wody, wytarła się i ubrała. Zmówiła modlitwę dziękczynną za dobry dzień.

I położyła obok Laweneresa, który w tej chwili nie był ani księciem, ani potomkiem awenderi jakiegoś mało ważnego boga, ani władcą wielkiego miasta, tylko po prostu śmiertelnie zmęczonym mężczyzną.

Im obojgu należał się dobry sen.

*

Obudzili się tuż przed świtem i leżeli w milczeniu, bojąc się poruszyć, by nie zbudzić tego drugiego. A gdy wreszcie odkryli, że to niepotrzebne, on westchnął, chrząknął dziwnie i podniósł się z łoża.

Targnął nią gniew. Jak śmiał nawet nie spróbować?! Choćby po to, by mogła mu dać nauczkę.

Uśmiechnął się, jakby czytał jej w myślach.

– Dziś jestem księciem, a ty nie sypiasz z książętami, prawda?

Nie odpowiedziała, a kiedy ubrał się i wyszedł, odmówiła modlitwę na początek nowego dnia, wykonała serię ćwiczeń z szablami i zjadła szybkie śniadanie.

I dopiero wtedy uświadomiła sobie, że nie powiedział wczoraj, po co tak naprawdę przyszedł, ani dzisiaj, czy wróci.

Rozdział 2

Zanim wpłynęli do zatoczki, rzucili kotwicę ćwierć mili od brzegu i zjedli wczesny obiad. Powoli, nie spiesząc się. Ynao nalegała na postój, by – jak stwierdziła – nikogo nie zaskoczyć. Jakiś czas temu wśród ka’hoon zapanowała moda na rajdy szybkimi łodziami wzdłuż wybrzeża, a jego niedostępność tylko wzmagała wśród młodych wojowników chęć przeżycia takiej przygody. W końcu na nawet najbardziej stromy klif można się wspiąć, jeśli człowiek potrafi używać haków i lin. Od tej pory każdy nadbrzeżny klan obserwował ocean i lepiej było nie zaskakiwać miejscowych niespodziewaną wizytą.

Altsin przyznał jej rację. Co prawda na maszcie powiewał znak zakonu, dwie stylizowane dłonie obejmujące niewidzialną kulę, lecz symbol Wielkiej Matki nie gwarantował tu całkowitego bezpieczeństwa, a strzała jest zawsze szybsza niż słowa. Lepiej będzie pozwolić się dostrzec i poczekać na zaproszenie.

Nadeszło ono w południe, gdy na wysokiej skale pojawiła się postać wymachująca żółtą flagą. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko.

– Możemy płynąć. Pokażą nam wejście do zatoki.

Nazwanie „zatoką” pęknięcia w skale, które kończyło się oczkiem wodnym, szerokim zaledwie na kilkanaście jardów, wywoływało zapewne uśmiech na twarzach Bliźniąt Mórz, ale na Amonerii takie właśnie miejsca pełniły funkcję portów. Ta konkretna dziura miała ściany strome niczym mury twierdzy i jedną tylko, wąską i niegościnnie wyglądającą ścieżkę prowadzącą na szczyt. Za to sama „zatoka” była wyposażona w coś w rodzaju małego molo zbudowanego z pali wbitych w dno i kilku desek, co sugerowało, że korzystano z niej częściej niż tylko z okazji wizyt niespodziewanych gości. Ynao nalegała na założenie mnisiego habitu, zanim nie przekona się, czy spotkali członków przyjaznego, czy wrogiego klanu, więc to Altsin musiał wziąć na siebie trud zrobienia dobrego wrażenia.

Komitet powitalny składał się z trzech mężczyzn: wysokiego jak na Seehijczyka starszego wojownika, ubranego w skórzany napierśnik wzmocniony płytkami z brązu, oraz dwóch młodzików w sukiennych koszulach, portkach i szerokich, wytłaczanych w zawiłe wzory pasach. Wszyscy mieli włócznie, lekkie topory i szerokie noże, a wojownik dodatkowo krótki łuk i kołczan ze strzałami.

Altsin pokłonił się płytko, stojąc na rozchybotanym pokładzie.

1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)