Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]

Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:

Środowisko Galaktyczne XXI wieku, zamieszkiwane przez uporządkowane i pokojowe międzygwiezdne społeczeństwo, nie było stosownym miejscem dla nieuleczalnych awanturników, ukrytych psychotyków czy bezwzględnych oszustów. Tak więc gdy na Ziemi odkryto jednokierunkowy tunel czasowy prowadzący w przeszłość odległą o sześć milionów lat, niedostosowani społecznie — zgłodniali przygód, romantyki nieznanego ludzie — zapragnęli życia wolnego od dławiących praw Środowiska. Każdy z nich poszukiwał szczęścia takiego, jakie sobie wyobrażał. Ale kto mógłby przewidzieć, co ich tam czeka
1 ... 69 70 71 72 73 74 75 76 77 ... 116
Перейти на страницу:

— A my co? — zapytał neutralnym tonem Klaudiusz.

— Chodźcie ze mną! Czemu nie? Będę szedł spacerkiem, nie obijając sobie tyłka przy wdrapywaniu I się do piekła i przełażeniu przez Wogezy. Posłuchaj, Klaudiuszu. Ty i Amerie trzymajcie się mnie, a ja wam znajdę piękne spokojne miejsce, o którym Tanowie nigdy nie słyszeli. Jesteś już troszkę stara wy na to, by brać udział w bitwach tej zwariowanej dziewczyny. I cóż by to było za życie dla zakonnicy, na miłość boską? Przecież ta tutaj zabija ludzi dla zabawy.

Felicja powiedziała:

— Nie masz racji, Ryszardzie. — I wypiła resztę kawy.

Stary paleontolog spojrzał na jedno, na drugie i potrząsnął głową.

— Muszę to przemyśleć. I mam jeszcze jeden zamiar. Jeśli wam to nie przeszkadza, pójdę sobie głębiej w tę dąbrowę i spędzę pewien czas samotnie. — Wstał, wsunął na chwilę rękę do wielkiej kieszeni . wiatrówki i odszedł.

— Ile tylko chcesz, Klaudiuszu! — zawołała za nim Felicja. — Zajmę się Amerie. I będę też stała na czatach.

— Nie zgub się aby — dodał Ryszard.

Felicja zaklęła pod nosem.

Klaudiusz powędrował, automatycznie zapamiętując punkty orientacyjne, jak to robił latami na świeżo zajętych planetach. Dąb z dwoma potężnymi, opadającymi jak łapy olbrzyma konarami. Smukła czerwonawa skałka wśród szarego granitu. Sucha łąka, a na niej klon zjedna gałęzią nienaturalnie złotą jak na tę porę roku. Stawek, a na nim różowe lilie wodne i para dzikich kaczek niedbale pływających tu i tam. Wytryskające ze skały źródło, zdobne koronkowymi paprociami i ocienione wspaniałym bukiem.

— Jak ci się tu podoba, Gen? — spytał głośno starszy pan.

Ukląkł, podstawił dłonie pod tryskającą wodę, napił się, obmył sobie czoło i spalony słońcem kark. Asperges me, Domine, hyssopo et mundabor. Lavabis me, et super nivem dealbabor.

— Tak, myślę, że tu będzie najlepiej.

Wyjął z basenu źródełka cienki, płaski kamień i podszedł do stóp buka. Usunąwszy starannie poduszkę mchu, wykopał dziurę, umieścił w niej rzeźbioną szkatułkę i przykrył ją ziemią i roślinami, a na koniec dokładnie uklepał. Nie oznaczył grobu kamieniem ani krzyżem; ci, którzy ją kochali, wiedzieli, gdzie leżą jej prochy. Gdy skończył pracę, wrócił do źródła, garścią wody odświeżył poruszony mech, po czym usiadł i oparł się o drzewo. Zamknął oczy.

Gdy się obudził, było późne popołudnie. Przy źródle siedziało coś skulonego i przyglądało mu się uważnie jasnozielonymi oczami.

Klaudiusz wstrzymał oddech. Było to jedno z najpiękniejszych zwierzątek, jakie kiedykolwiek widział, z pełnym wdzięku, giętkim ciałem, nie większym niż jego dłoń i dwudziestocentymetrowym smukłym ogonem. Miało jasnopomarańczowy brzuszek, grzbiet zaś brązowy z lekkim czarnym nalotem, jak młody lisek. Jego koci pyszczek miał wyraz wielkiej inteligencji, łagodnej i niegroźnej, choć wyglądał jak miniaturowy kuguar.

Musiał to być Felis zitteli, jeden z najwcześniejszych prawdziwych kotów. Klaudiusz ściągnął wargi i cicho, wibrująco zagwizdał. Zwierzątko zwróciło wielkie uszy w stronę dźwięku. Klaudiusz nieskończenie powolnym ruchem sięgnął do kieszeni i wydobył kąsek serowatej algoproteiny.

— Psspssps — zaczął je wabić kładąc pożywienie na mszystej murawie obok siebie.

Kotek spokojnie podszedł do niego z drgającymi nozdrzami i nastroszonymi białymi wąsami. Leciutko powąchał jedzenie, liznął je małym różowym języczkiem i zjadł. Oczy, stosunkowo znacznie większe niż u kota domowego i otoczone czarnymi obwódkami, zwróciły się na Klaudiusza w niewątpliwie przyjacielski sposób. Rozległ się cichy brzęczący dźwięk. Felis zitteli mruczał.

Starszy pan dał mu więcej jedzenia, a następnie spróbował go dotknąć. Kot przyjął jego głaskanie; wyginał grzbiet i zwijał czarno zakończony ogon w znak zapytania. Zbliżył się jeszcze do Klaudiusza i otarł czoło o jego nogę.

— Och, spryciarz z ciebie, prawda? Malutkie ząbki. Czy jadasz owady i małe żyjątka skalne, czy też łowisz piskorze?

Kotek przechylił głowę i obdarzył go wzruszającym spojrzeniem, po czym wskoczył mu na kolana i ułożył się tam ze wszelkimi oznakami poufałości. Klaudiusz zaczął pieścić śliczne zwierzątko i cicho z nim rozmawiać, a tymczasem cienie poczerwieniały i przez zagajnik powiał zimny wiatr.

— Powinienem już iść — rzekł niechętnie i podsunął dłoń pod ciepły brzuszek kotka, po czym postawił zwierzątko na ziemię. Wstał, spodziewając się, że to spłoszy zwierzę i zmusi do ucieczki. Ale tylko usiadło i przyglądało mu się, a gdy ruszył, poszło za nim.

Klaudiusz zachichotał i powiedział:

— Psik! — Ale szło dalej. — Czy z ciebie kot domowy błyskawiczny? — zapytał i w tym momencie pomyślał o Amerie, którą czekał długi okres rekonwalescencji w czasie podróży na północ w jego i Ryszarda towarzystwie. Jeśli Felicja tu zostanie (a wyglądało na to, że nie ma innego wyboru), mniszka będzie się trapić i zastanawiać nad swoją winą. Może ten uroczy kotek zmieni kierunek jej myśli?

— Pojedziesz sobie w mej kieszeni? Czy może wolisz na ramieniu? — Podniósł kotka i włożył do obszernej kieszeni wiatrówki. Zwierzątko obróciło się parę razy w miejscu, po czym usiadło z głową na zewnątrz i bez przerwy mruczało.

— No to załatwione. — Starszy pan przyśpieszył kroku i szedł od znaku do znaku orientacyjnego, aż dotarł do rzadszej części dębowego gaju, gdzie założyli obóz.

Dwie dekamolowe chaty znikły.

Klaudiusz uskoczył za potężny pień dębu ze ściśniętym gardłem i bijącym sercem. Stał oparty o drzewo, póki jego serce się nie uspokoiło. Wyjrzał ostrożnie i badał wzrokiem polankę, na której znajdował się obóz. Nie było śladu ich bagaży. Nawet rowek, w którym palili ognisko, i resztki pieczonego rogacza znikły. Nie było śladów stóp, połamanych paproci ani krzaków, które by pozostały po bójce (schwytać Felicję bez walki?) i w ogóle nic, co by wskazywało, że kiedykolwiek wśród wielkich starych drzew przebywali ludzie.

Klaudiusz wyszedł z ukrycia i starannie przeszukał miejsce. Oczyścili je ludzie znający leśne życie, ale nieco śladów pozostało. Jedno z piaszczystych miejsc miało znaki po gałęzi, którą tu przyciągnięto dla zatarcia śladów stóp. A dalej przy strumieniu, na niewyraźnej ścieżce zwierzyny, wiodącej w górę biegu, do żywicy na pniu sosny przykleił się zielony kłaczek.

Kawałek zielonego pióra. Ufarbowanego na zielono. Klaudiusz kiwnął głową; zagadka zaczęła się rozwiązywać. Znaleźli trzy osoby i trzy pakunki i zabrali je w tym kierunku. Kto? Na pewno nie słudzy Tanów, którzy nie staraliby się zatrzeć śladów swego pobytu. A więc?… Firvulagowie?

Serce Klaudiusza zabiło gwałtownie. Ścisnął nozdrza i bardzo wolno wypuścił powietrze. Potok adrenaliny został powstrzymany, bijące serce uspokoiło się. Nie pozostawało nic innego, jak ruszyć po tropie. A jeśli go złapią… No cóż, przynajmniej wykonał część tego, po co tu przybył.

— Jesteś pewien, że nie chcesz sobie pójść? — szepnął do kotka, przykucnąwszy i otworzywszy szeroko kieszeń dla ułatwienia mu wyjścia. Ale zwierzątko tylko zamrugało oczami i ułożyło się głębiej do snu.

1 ... 69 70 71 72 73 74 75 76 77 ... 116
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)