Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]

Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:

Środowisko Galaktyczne XXI wieku, zamieszkiwane przez uporządkowane i pokojowe międzygwiezdne społeczeństwo, nie było stosownym miejscem dla nieuleczalnych awanturników, ukrytych psychotyków czy bezwzględnych oszustów. Tak więc gdy na Ziemi odkryto jednokierunkowy tunel czasowy prowadzący w przeszłość odległą o sześć milionów lat, niedostosowani społecznie — zgłodniali przygód, romantyki nieznanego ludzie — zapragnęli życia wolnego od dławiących praw Środowiska. Każdy z nich poszukiwał szczęścia takiego, jakie sobie wyobrażał. Ale kto mógłby przewidzieć, co ich tam czeka
1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 ... 116
Перейти на страницу:
Li gan nol po’kone niesi, ’Kóne o lan li pred near, U taynel compri la enyn, Ni blepan algar dedóne. Shompri póne, a gabrinel, Shal u car metan presi, Nar metan u bor taynel o pogekóne, Car metan sed góne mori.

Jest oto kraj błyszczący przez życie i czas, Kraj piękny w ciągu wieku świata, A wielobarwne płatki kwiatów spadają na niego Ze starych drzew, wśród których ptaki śpiewają.

Każda barwa tu świeci, rozkosz jest wszechobecna, Muzyka wypełnia Srebrną Równinę.

Brzmiąc łagodnie na Równinie Wielobarwnego Kraju, Na białej Srebrnej Równinie ku południowi.

Nie ma tu płaczu ni zdrady, ni smutku, Nie ma choroby, niemocy ni śmierci.

Są tu bogactwa, wielobarwne skarby, Słodka muzyka dla uszu, najlepsze wino dla ust.

Złote rydwany mkną w zawody na Równinie Sportów, Wielobarwne wierzchowce biegną w czas wiecznej pogody.

Ani śmierć, ani schyłek czasu Nie przyjdą po żyjących w tym Wielobarwnym Kraju.

Część III

Przymierze

1

Olbrzymia sekwoja liczyła dziesięć tysięcy lat. Stała pośrodku mniejszych współbraci, wysoko w Wogezach. Dawny pożar lasu i próchnica wydrążyły jej wnętrze. W minionych tysiącleciach pioruny ścięły jej wierzchołek. Drzewo miało więc ledwie sto metrów wysokości, a pień przy ziemi średnicę jednej czwartej tego, co nadało mu wygląd potężnego ściętego pylonu. Że jeszcze żyło, było widać tylko po rzadkich gałęziach wijących się w połamanej koronie; ich drobne igiełki wydawały się zbyt małe, by zsyntetyzować dość cukru dla odżywiania takiego monumentu.

Sekwoja gościła rodzinę orłów przednich i kilka milionów termitów. Od wczesnego popołudnia chroniła także bandę wolnych ludzi, przyzwyczajonych do korzystania z wielkiego pustego pnia jako bezpiecznego schronienia w chwilach szczególnego zagrożenia.

Padał drobny deszczyk. Za godzinę miała nastąpić ciemność. Kobieta w zmoczonym kozłowym płaszczu stała z zamkniętymi oczami koło jednego z występów wielkiego pnia; końce palców przyciskała do gardła. Po pięciu minutach otworzyła oczy i otarła pot z czoła. Schyliła się, odgarnęła liście wielkiej paproci i wsunęła się przez niewidoczne przejście, którym było niemal zarośnięte pęknięcie prowadzące do wnętrza Drzewa.

Ktoś pomógł jej zdjąć przemoczony płaszcz. Skinęła głową w podziękowaniu. Współkształtnie do wewnętrznego obwodu pnia, na niskich kamiennych platformach paliły się ognie, których płomienie łączyły się z dymem większego centralnego ogniska unoszącym się naturalnym kominem wysoko w górę. Środkowe było rozniecone na wielkim palenisku w kształcie krzyża. Jego płomienie, wysokie pośrodku, na ramionach krzyża zmniejszały się do rozmiarów umożliwiających wygodne użycie ich do gotowania. Wokół ogniska było zgromadzonych wielu ludzi; mniejsze grupy tłoczyły się przy ogniskach na obwodzie. Pachniało parującym odzieniem rozwieszonym przy ogniach, piekącymi się podpłomykami, grzejącym się w garnkach winem z korzeniami i duszonym na małym ogniu mięsem.

Pochylony nad kotłem z gulaszem Ryszard warczał na kucharzy i od czasu do czasu dorzucał suszonych ziół ze stojących u jego nóg garnuszków. Koło niego siedział Klaudiusz z Felicją, Amerie zaś zdrową ręką rozkładała przybory lekarskie na czystym kocu. Należący do niej mały dziki kotek przyglądał się temu z żywym zainteresowaniem, nauczywszy się szybko, że pudełka z lekami, opatrunki i instrumenty nie są zabawkami ani zdobyczą.

Angelika Guderian przeszła na tę stronę ogniska i zaczęła grzać nad nim ręce. Zwróciła się do Amerie:

— To dobrze, ma Soeur, że Fitharnowi i innym Firvulagom udało się ocalić twój plecak. Zawsze brak nam medykamentów, a także bardzo potrzebujemy zarówno twoich świeckich, jak i duchownych umiejętności. Wśród nas nie ma zawodowych uzdrawiaczy, ponieważ wszystkie takie osoby są natychmiast po odkryciu ich zdolności ujarzmiane szarą obrożą. Możemy tylko przypuszczać, że to, iż nie nosisz obręczy, wynika z pomyłki Tanów.

— A dla ludzi z szarą obrożą nie ma już ucieczki?

— Oczywiście mogą uciec. Ale jeśli tylko noszący czy to szarą, czy srebrną znajdą się w zasięgu wpływów poskramiacza Tanu, zostają zmuszeni do służenia Obcemu, nawet z poświęceniem swego życia. Dlatego między nami nie może być obrożowanych.

— Z wyjątkiem ciebie — powiedziała cicho Felicja. — Ale ci, którzy noszą złote, są wolni, prawda?

Klaudiusz strugał dla Amerie nowy różaniec. Jego vitrodurowy nóż świecił jak szafir w świetle ogniska. Paleontolog zapytał:

— Czy obręczy nie można przeciąć?

— Nie za życia tego, kto ją nosi — odrzekła Madame. — Próbowaliśmy, oczywiście. Nie idzie o to, by metal był tak odporny, ale że obręcz zostaje w jakiś sposób sprzężona z siłą życiową noszącego ją. To sprzężenie następuje mniej więcej w godzinę po włożeniu. Gdy zaś to nastąpi, odpięcie lub przecięcie naszyjnika powoduje śmierć w konwulsjach. Agonia jest podobna do objawów śmierci zadawanej przez niektórych ze zboczonych korektorów spośród Tanów.

Felicja pochyliła się w stronę ognia. Podczas trzydziestosześciogodzinnego forsownego marszu do Drzewa zdjęła wreszcie swą zbroję, a teraz mokra zielona sukienka lepiła się do jej drobnego ciała. Dłonie dziewczyny i przedramiona, tam gdzie nie chroniły ich nagolenniki i rękawice, były porkyte mnóstwem zadrapań i głębokich skaleczeń. Na wiadomość, że Polowanie Tanów wtargnęło na obszar Wogezów, Madame i jej oddział zwiadowczy wraz z resztką Grupy Zielonej uciekli do schronienia w Drzewie, gdzie spotkała ich reszta ludzkich buntowników.

Felicja bardzo się starała mówić niedbale:

— A więc nie ma sposobu, byś zdjęła swój naszyjnik, Madame!

Starsza kobieta przypatrywała się sportsmence przez długą chwilę. Wreszcie powiedziała:

— Nie możesz sobie pozwolić na oddawanie się pokusom, dziecko. Ten złoty naszyjnik zostanie częścią mnie samej aż do mojej śmierci.

Felicja roześmiała się swobodnie.

— Nie musisz się mnie bać. Wystarczy, że spojrzysz w moje myśli, a przekonasz się.

— Nie mogę czytać w twoim umyśle, Felicjo. I wiesz o tym. Nie jestem korektorką, ’ a . ciebie osłaniają silne, uśpione zdolności. Ale wiele lat spędzonych w gospodzie pozwoliło mi wystarczająco wnikać w innych ludzi z podobną do twojej osobowością. I chociaż moje metafunkcje są ograniczone, cieszę się zaufaniem Firvulagow… a oni czytają w tobie jak w otwartym elementarzu.

— Więc to o to chodzi — odezwała się ponuro Felicja. — Coś czułam.

— Firvulagowie śledzili was prawie od początku — rzekła starsza pani. — Mały Ludek zawsze — idzie z karawanami z nadzieją na wypadki, które mogą poddać podróżników ich władzy. Obserwowali cię więc podczas twego zrywu do wolności na brzegu jeziora Bresse. Nawet ci pomogli… Czy zdajesz sobie z tego sprawę? Tworzyli pogmatwane obrazy w mózgach chalików i żołnierzy, abyście ty i twoi przyjaciele mogli zwyciężyć. Ach, zrobiłaś, Felicjo, wrażenie na Firvulagach! Docenili twoje potencjalne możliwości. Ale także bali się ciebie, i zupełnie słusznie. Dlatego Fitharn, najmądrzejszy z tych, którzy wam towarzyszyli, stworzył żywą iluzję, by opanować umysł jednego z twoich kolegów…

1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 ... 116
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)