Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]
- Автор: Ринго Джон
- Год: 2004
- Язык: польский
- Год: ISA
- ISBN: 83-88916-73-4
- Переводчик: Przemyslaw Bielinski
- Жанр: Боевая фантастика
Электронная книга - «Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]». Краткое содержание книги:
Wybraliśmy walkę.
— A jak panowie zamierzają wysadzić w powietrze miasto? — zapytał pan Worth i zaczął coś gryzmolić na arkuszu.
— Chcemy wypełnić kilka budynków gazem ziemnym — odpowiedział kapitan Brown. — To na pewno załatwi tych centaurowatych drani. A teraz przepraszam, ale jeśli nie ma pan nic przeciwko temu, musimy jak najszybciej znaleźć jakieś schronienie dla kobiet i dzieci.
— Powinien pan chyba zastanowić się nad moją stacją pomp — zauważył Worth i dalej coś szkicował.
— Potrzeba nam coś większego niż stacja pomp — powiedział kapitan, sądząc, że chodzi o budynek osłaniający przydomową studnię. — Ale dziękuję za radę. Idziemy, poruczniku.
— Chwileczkę. — Właściciel sklepu szybko skończył szkicować i podniósł do góry rysunek. — Czy wystarczyłoby coś takiego? Dwukondygnacyjna podziemna stacja pomp dla zakładu przemysłowego. Grube na metr betonowe ściany. Długość piętnaście metrów, a szerokość dziesięć. Dwa poziomy pod ziemią.
— Jezu — szepnął kapitan Brown i chwycił arkusz — gdzie to jest?
— Przy rzece — zaśmiał się Worth.
— To pańskie?
— Tak, kupiłem ją przed kilku laty i naprawiłem — wyjaśnił właściciel sklepu.
— Po co? — spytał kapitan Brown z nietypową u niego ciekawością.
— Cóż — westchnął Bili Worth — stamtąd roztacza się taki cudowny widok na rzekę… Kapitanie, jeśli użyczę tego rajskiego miejsca na potrzeby pańskiego planu, czy będę mógł wybrać budynki, które pan wysadzi w powietrze?
— Jest pan pewien, kapitanie? — zapytał pierwszy sierżant kompanii Charlie, kiedy drugi i trzeci pluton zebrały się na parkingu przed budynkiem administracji Fredericksburga. Siedmiopiętrowy ceglany blok z lat siedemdziesiątych wyglądał wyjątkowo szkaradnie na tle otaczających go miłych dla oka siedemnasto i osiemnastowiecznych budynków, które przeważały w centrum miasta.
— To był jedyny warunek pana Wortha, a poza tym to naprawdę najlepszy budynek na nasze potrzeby — odpowiedział kapitan. — Jest przestronny, dość blisko stacji pomp i muszę przyznać, choć nie ma to żadnego znaczenia, że to jeden z najbrzydszych budynków, jakie kiedykolwiek widziałem.
Odwrócił się do zebranych żołnierzy i podniósł głos, żeby przekrzyczeć hałas zbliżających się naczep.
— Panowie, upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu. Podczas kiedy część z was przygotuje bunkier dla kobiet i dzieci, pozostali zgotują Posleenom przyjęcie, jakiego te sukinsyny nigdy nie zapomną. Znaleźliśmy przemysłową stację pomp, która dostarczała kiedyś wodę do młyna. Jest częściowo ukryta pod ziemią i ma grube na metr betonowe ściany. Drugi pluton wraz z nadjeżdżającymi budowniczymi zasypie stację pomp gruzem i ziemią i przygotuje wnętrza. Trzeba całkowicie przebudować wejście. Zobaczycie, co mam na myśli, kiedy znajdziecie się w środku. Ściągamy wam tu do pomocy cały dostępny sprzęt budowlany. Kiedy wprowadzimy do środka kobiety i dzieci, zburzymy wieżę i zablokujemy wejście.
Ponieważ jest mało czasu, niech szef policji zorganizuje losowanie kolejności wejścia, ale tylko dla dzieci poniżej szesnastego roku życia i ich matek. Jest jednak pewien problem. Jeśli po prostu zakopiemy cywilów pod ziemią, Posleeni wywęszą ich i dopadną jak mrówkojady ścigające termity. Musimy zrobić spore zamieszanie i stworzyć wrażenie, że we Fredericksburgu nic już nie zostało.
W tym celu zamienimy ten budynek — wskazał kciukiem na monstrum za swoimi plecami — w gigantyczną bombę paliwowo-powietrzną. Ciężarówki przywiozą z destylarni Quarles propan. Ale najpierw trzeba budynek przygotować. Niech trzeci pluton wywali dziury w podłogach, żeby zwiększyć obieg powietrza wewnątrz budynku. Przed wyjściem upewnijcie się, że wszystkie wewnętrzne drzwi są otwarte. Potem starszy sierżant podłoży ładunki. Kiedy skończycie, co powinno nastąpić za niecałe czterdzieści pięć minut, zajmijcie się pracą w bunkrze albo przygotowaniem umocnień w mieście.
Popatrzył na nadjeżdżający sznur buldożerów i koparek.
— Ufam, że razem z tymi panami zbudujecie bunkier nie do zdobycia. Weźcie się zaraz do roboty. — Potem wskazał na stojące u wejścia do budynku skrzynie C-4. — A wy idźcie wywalać dziury. Załóżcie hełmy, bo może ktoś będzie wysadzać sufit akurat nad wami.
— Sir — mruknął starszy sierżant, kiedy pluton ruszył w stronę budynku, chwytając po drodze ładunki wybuchowe i kaski — to na pewno pociągnie za sobą ofiary.
— Sierżancie, są takie chwile, kiedy trzeba podjąć ryzyko. Nie mam pojęcia, ile czasu nam jeszcze zostało, ale wątpię, by było go dużo.
— Musimy spowolnić ich marsz — zauważył zdesperowany oficer operacyjny sztabu. — Charlie zaczyna dopiero pracę przy bunkrze i w budynku. Zabierze im to co najmniej godzinę.
— Więcej — stwierdziła komendant straży pożarnej. — Tyle czasu potrzeba na samo napompowanie budynku gazem.
Główną drogą wjazdową do miasta zbliżał się dodekaedr B, który przełamał linię oporu i zniszczył większość budynków przy Central Square. Ziemianie dysponowali tylko garstką milicji i policji przeciw ponad sześciu tysiącom centaurów.
— Musimy ich jakoś zająć do czasu, aż bunkier i budynek będą gotowe — stwierdził dowódca batalionu. — Przydałoby się coś w rodzaju smoka, którego jednostki pancerzy wspomaganych użyły na Diess.
— Jedyna rzecz, której boi się każde zwierzę — powiedziała pokryta bliznami komendant — to ogień.
— Co pani ma na myśli? — zapytał dowódca.
— Gdybyśmy mieli miotacze ognia… — zaczął oficer operacyjny sztabu, i nagle, w tej samej chwili, co komendant, przyszedł mu do głowy pewien pomysł.
— Jeny — zwrócił się do oficera łączności — połącz się z rafinerią Quarles i powiedz im, żeby przywieźli nam trochę łatwopalnych materiałów. Jakieś cysterny z benzyną albo naftą. Jakiekolwiek łatwopalne płyny.
— Lepiej naftę. Ja w tym czasie pójdę po wozy strażackie — powiedziała komendant.
— Pułkowniku!
— Tak, sierżancie?
Pułkownik Robertson był śmiertelnie zmęczony i zastanawiał się, jaką to nową katastrofę chce mu obwieścić sierżant.
— Sir, podłożono już wszystkie ładunki, a została nam jeszcze ponad tona różnego typu amunicji.
— No i dobrze, możemy to wysadzić, kiedy pojawią się Posleeni.
— Tak jest, sir, możemy, ale skład amunicji jest niedaleko od zbrojowni…
— I uważa pan, że zna lepsze miejsce dla amunicji, niż skład amunicji.
— Tak, sir. Przecież skład z założenia powinien wytrzymać eksplozję — powiedział sierżant z chytrym uśmiechem.
— Cóż, sierżancie, dlaczego po prostu nie zajmie się pan tą kwestią?
Pułkownik odwzajemnił uśmiech. Dobrzy podkomendni to naprawdę wielki skarb.
— Tak jest, sir!
Shari weszła w tłum na tyłach Budynku Bezpieczeństwa Publicznego i ostrożnie postawiła na ziemi Kelly i Susie. Billy puścił jej spódnicę i usiadł, wpatrując się szeroko otwartymi oczami w dal.
Osunęła się ciężko na trawę tuż obok niego, a dwie dziewczynki usadowiły się na jej kolanach. Susie pojękiwała cicho z powodu bąbli na stopach. Podeszła do nich jakaś kobieta.