Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]
- Автор: Ринго Джон
- Год: 2004
- Язык: польский
- Год: ISA
- ISBN: 83-88916-73-4
- Переводчик: Przemyslaw Bielinski
- Жанр: Боевая фантастика
Электронная книга - «Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]». Краткое содержание книги:
Wybraliśmy walkę.
— Dzięki — uśmiechnął się ponuro — wielkie dzięki. Skoro tak cię to interesuje, to wiem więcej o delikatnym ściskaniu cycków, niż ty.
— Akurat. Nie wydaje mi się, żebyś umówił się z dziewczyną, odkąd zerwałeś z Kathy Smetzer w piątej klasie!
— Jezu, ty chyba piszesz moją biografię, co?
— To małe miasto — odpowiedziała wymijająco.
— To prawda. No, do twojej wiadomości: mój tata miał trochę inne, niż wszyscy, wyobrażenie na temat letnich obozów…
Upłynęła chwila, zanim dotarł do niej sens jego słów.
— Jasne, letni obóz.
— Jeździłem na koedukacyjny obóz szkoleniowy w Montanie, organizowany przez Narodowy Związek Milicji Ochotniczych.
Wprawdzie nie zachęca się tam do seksu, ale prowadzona jest edukacja seksualna pod hasłem „tak to się robi, chłopcy i dziewczynki”. I nie ma żadnych ograniczeń, oprócz obopólnej zgody. Rozumiesz?
— Żartujesz.
— Chciałabyś. Najlepszą partią na tym obozie jest ten, kto najlepiej strzela, najlepiej walczy wręcz albo jest najlepszy w podchodach. A ja zazwyczaj plasuję się gdzieś blisko czołówki. I wiedz, że wszystkie dziewczyny są w naprawdę niezłej formie.
— Ty rzeczywiście nie żartujesz.
— Nie.
— Więc wracając do sedna rozmowy — czy dziewczęta na tym obozie mówią „delikatnie jak cycek”?
— Niektóre tak — powiedział i uśmiechnął się ciepło, najwyraźniej mając na myśli jakieś miłe wspomnienie — ale większość mówi „delikatnie jak fiutek”.
34
Kenallai, Kessentai Oolfondai z Gemalada Oolt’ Po’os’ sądził, że po podbiciu pięciu światów i tylu bitwach, że nawet najniżsi wasale przysłani przez Sieć dla mistrza zwiadowców dotarli do ostatniego stadium orna’adar, widział już wszystko.
— Ile oolt’os stracił Aarnadaha?
Parsknął ze zdumienia i zahuśtał tenarem tam i z powrotem nad skrajem drogi krajowej numer 1. Z północy dobiegał odległy pomruk wystrzałów, a lekki wiatr niósł swąd spalenizny. Dom po przeciwnej stronie ulicy wyglądał jak wydłubany przez jakiegoś olbrzyma krater.
— Został mu jeszcze tylko jeden oolt — odpowiedział Ardan’aath, jego najbliższy Kessentai.
Byli towarzyszami od lat i Kenallai ufał radom starego oolt’ondai.
Grzebień Kenallaia nastroszył się.
— Wylądował z pełnym Oolt’ Po’os, czyż nie?
— Tak, oolt’ondai. I wylądowali w miejscu najbogatszym w łupy, koło składu zapasów thresh. W tej chwili pozostała tylko garstka domów, bo wiele z nich zostało zniszczonych przez nasze oolt’os w czasie wchodzenia do nich. Niektóre wybuchały prosto w nasze pyski. Ledwie udało nam się złapać trochę thresh, a sporo łupów, które zostały z tyłu, uległo zniszczeniu.
— Muszę go wezwać. — Starszy mistrz bitewny złowrogo napuszył grzebień. — Ten po trzykroć przeklęty pisklak mógł się tego spodziewać, po co odepchnął nas przy lądowaniu?!
— Powiedz to Sieci — chrząknął Ardan’aath. — Został usunięty ze Ścieżki, gdy odszedł z Oolt’ Po’os. Jeden strzał, prosto w grzebień.
— Cóż to za opętana przez Alld’nt planeta! — zadziwił się na głos Kenallai.
— Chyba mam na to odpowiedź, mój edas’antai — wtrącił jeden z Wszech władców wezwanych na naradę wojenną.
Odwrócił się do swojego eson’antai, Kenalluriala. Aardan’aath jeszcze do końca mu nie ufał. Dopiero niedawno awansowano go z mistrza zwiadowców na najniższy stopień mistrza bitewnego, a głowę miał pełną dziwnych pomysłów. Tam, gdzie Kessentai mógł zawrzeć bliskie sojusze, takie jak Kenallai z Ardan’aathem, jego Ścieżka była Ścieżką gniewu. W ogniu bitwy liczył się dla niego tylko Zew Krwi. Zaufanie do edas’antai można mieć swoją drogą, ale zbieranie grupy podobnie myślących Kessentai, daleko idące sojusze i zalecanie „myślenia tak, jak myśli przeciwnik” nie było tym, co nakazywała Ścieżka.
Dlatego wielu innych mistrzów bitewnych opowiadało się za zdegradowaniem go do statusu mistrza zwiadowców, żeby jeszcze trochę dojrzał. Jeszcze kilka bitew w pierwszym szeregu, a jego słabe sojusze rozpadną się w ogniu edan, jego „sprzymierzeńcy” będą walczyć ze sobą, by zająć jak najlepsze tereny, a on sam zrozumie, jak bardzo się mylił.
Mimo jego wad Kenallai zatrzymał go u swego boku, czy to z powodu więzów krwi, czy też dla spodziewanych zasług młodego mistrza bitewnego.
Inni oolt’ondai spojrzeli zdziwieni, kiedy młody mistrz bitewny podniósł wzrok znad interfejsu Sieci.
— Znalazłem informacje o thresh.
— Ja też szukałem i nie było niczego — parsknął Ardan’aath. — Tylko chaotyczne zapiski o świecie słabo rozwiniętej technologii, gotowym do podboju. Mieliśmy szczęście przybyć przed główną falą. Obłowimy się ziemią i łupami!
Wśród zebranych Wszechwładców rozległy się radosne okrzyki.
Posleeńska Sieć Danych była dżunglą słabo posortowanych informacji. Ponieważ brakowało robotów informacyjnych i mechanizmów indeksujących, dane, które liczyły tysiące lat, miały taki sam priorytet jak nowsze informacje. Żegluga wśród skał i mielizn Sieci była sztuką, którą lubiło niewielu Kessentai, i dlatego większość z nich rzadko korzystała z systemu. Sieć zapewniała lokalną łączność, rozprowadzała łupy pochodzące z podboju, a czasem wzywała posiłki, ale jako źródło informacji pozostawiała wiele do życzenia.
— Podobne thresh zaczęło pojawiać się w ostatnim tar. Na Aradan 5 skutecznie odepchnęli naszą inwazję.
— Co?! — wrzasnął Ardan’aath. — Po’oslena’ar nigdy nie ponieśli klęski!
— Ponieśli na Aradan 5 — stwierdził cicho Kenallai. — Garstka tych, którzy ocaleli, jest z dnia na dzień spychana coraz dalej.
— Zwróć uwagę na dane o ich fizjologii — ciągnął Kenallurial. — Nie są to mutacje zielonych, mimo pewnych zewnętrznych podobieństw, ani też chudych. To zupełnie nowy gatunek.
Inni Kessentai także zaczęli studiować dane, znalezione przez młodego mistrza bitewnego.
— Ale te raporty nie wspominają o domostwach thresh — zauważył Oolt’pos’ Kessentai.
Dowódca brygady potrząsnął grzebieniem z niepokojem i gniewem. Dane z innych planet także były niepokojące.
— Nie, edas’antai, rzeczywiście nie wspominają.
— Jakie stąd wnioski?
— Sądzę, że wylądowaliśmy w ich ojczystym świecie.
— A więc wsadziliśmy nasze esonal w gniazdo grat — stwierdził dowódca brygady.
— Powinniśmy ich zniszczyć niczym abat — powiedział Ardan’aath, wypuszczając powietrze z głośnym parsknięciem. — Czym jest dla nas garstka threshl — Spytaj Aarnadahę — mruknął Kenallai. — Nasi zwiadowcy prą naprzód z południa i wkrótce będą tu z nami Sammadar i niedobitki wojsk Aarnadahy.
Spojrzał na obraz zbliżających się do miasta Posleenów i plamy wykrytych wojsk wroga. Posleeni, zupełnie jak mrówki, przemieszczali się szlakami przetartymi przez zwiadowców. Każdy teren, którego nie omiotły promienie czujników Wszechwładcy, był dla nich nieznanym terytorium.
— Zmiażdżymy ich w naszych szponach i ruszymy po lepszą zdobycz na północ. To dopiero początek. Poślijcie wojska większym traktem za oolt Aamadahy — ciągnął Kenallai.
— Moi zwiadowcy donoszą, że czeka ich starcie ze zorganizowanymi wojskami — zauważył jeden z oolfondai.