Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]
- Автор: Ринго Джон
- Год: 2004
- Язык: польский
- Год: ISA
- ISBN: 83-88916-73-4
- Переводчик: Przemyslaw Bielinski
- Жанр: Боевая фантастика
Электронная книга - «Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]». Краткое содержание книги:
Wybraliśmy walkę.
Dwa tysiące metrów? — zwrócił się do dowódcy kawalerii.
— Coś koło tego.
— No więc damy salwę i chodu! — ciągnął Mueller. — Będzie to wymagało nieco wsparcia saperskiego, ale chyba wystarczy tylko kilka buldożerów. W ten sposób będziemy mieli wroga na oku, no i spowolnimy jego marsz.
— Możecie ponieść straty w ludziach — dowódca korpusu zwrócił się do dowódcy batalionu — a tych kilku Posleenów, których zabijecie, to i tak kropla w morzu ich głównych sił. Czy mimo to chcecie ich zaatakować?
— Tak, sir — odpowiedział oficer kawalerii z entuzjazmem — to jest zadanie dla kawalerii. Moi chłopcy są zwarci i gotowi do akcji.
— Bardzo dobrze. Sierżancie Mueller, pan i sierżant Ersin pojedziecie drogą — rozkazał dowódca korpusu. — Rozmówcie się przedtem z szefem saperów korpusu. Niech wam przydzieli cywilny sprzęt budowlany.
— Tak jest, sir — powiedział cicho Ersin.
— Pułkowniku — dowódca korpusu zwrócił się teraz do Abrahamsona — mamy do dyspozycji baterię samobieżnych sto pięćdziesiątek piątek. To nowy model, reaver. Proszę je zabrać ze sobą. Kiedy nadejdzie więcej wojsk, wyślemy jednostki szybkie jako posiłki dla was; reszta będzie się okopywać na wzgórzach Mosby i Libby. Niech szef wsparcia ogniowego koordynuje działania artylerii korpusu, skoro jesteście praktycznie odcięci od reszty dwudziestej drugiej dywizji.
Generał broni uśmiechnął się ponuro.
— Na koniec, pułkowniku, pamiętajcie, że nie wolno wam dopuścić do bezpośredniego ataku na waszą jednostkę. Jasne?
— Przy czterech milionach Posleenów? — zaśmiał się pułkownik kawalerii i odgarnął z czoła gęste, czarne włosy. — Generale, nazywam się Walter Jacob Abrahamson, a nie George Armstrong Custer.[6].
— I proszę pouczyć swoich ludzi, żeby nie próbowali wchodzić do opuszczonych domów i zakładów pracy. Wygląda na to, że wykonamy plan „Spalonej Ziemi”.
Parker Williamson zamknął drzwi frontowe, odgradzając się od widoku posleeńskiego lądownika, który zgniótł dom Hawke’ów na końcu Bourne Street, i zaciągnął zasłony. Spojrzał na żonę. Po jej twarzy spływały strumienie łez.
— No — westchnął — chyba wyciągnęliśmy najkrótszą słomkę.
Do pokoju weszła ich córka.
— Będzie jeszcze grzmieć, mamusiu? — zapytała czterolatka, rozmazując łzy na policzkach.
— Nie, skarbie. — Jan Williamson wzięła na ręce dwuletniego synka, który także przydreptał z płaczem do pokoju. — Niczego już nie będziemy słyszeć.
Parker zamknął drzwi na klucz i podszedł do czerwonego panelu skrywającego standardowy domowy system bezpieczeństwa.
Otworzył drzwiczki. Nad klawiaturą z przyciskami zamigotało żółte światło i system zaczął pikać.
— Federalny Domowy System Samozniszczenia, tryb pierwszy aktywny. Wykryto emanacje Posleenów, sekwencja predestrukcyjna zatwierdzona. Podaj kod autoryzacji poleceń.
Parker wpisał kod i wcisnął przycisk zatwierdzenia.
— Imię i nazwisko?
— Parker Williamson.
— Proszę podać wymagany przez prawo federalne drugi kod autoryzacji.
Jan podeszła i wpisała drugą sekwencję znaków.
— Imię i nazwisko?
— Jan Williamson.
— Jan Williamson, czy zgadza się pani na rozpoczęcie procedur trybu pierwszego Federalnego Domowego Systemu Samozniszczenia? Zaznaczam, że system sygnalizuje emanacje Posleenów w najbliższym sąsiedztwie.
— Zgadzam się.
Nastąpiła chwila przerwy, w czasie której panel sprawdzał, czy ich głosy odpowiadają zapisanym wzorcom. Światełko przybrało czerwoną barwę i w tej samej chwili włączył się domowy system bezpieczeństwa.
— System detekcji intruzów uruchomiony, sekwencja samozniszczenia aktywna. — W tym momencie w suterenie ich domu zaczęły się mieszać dwa środki chemiczne, oddzielnie zupełnie nieszkodliwe. — System uruchomi sekwencję samozniszczenia, jeśli do domu wejdzie ktoś nie upoważniony… Niech Bóg ma was w swojej opiece.
— Chodź, skarbie — Jan Williamson wzięła córkę na ręce i zamknęła w silnym uścisku — poczytamy sobie „Piotrusia Pana”…
Generał broni Arkady Simosin, dowódca dziesiątego korpusu, odpowiedzialnego za obronę pomocnej Wirginii i Marylandu, żartobliwie nazywanego „Armią Potomacu”, spojrzał na gigantyczną plamę czerwieni na południe od jego wojsk.
— Niech dwudziesta dziewiąta wycofa swoje bataliony pancerne — powiedział do zastępcy do spraw operacyjnych i wskazał na ekran taktyczny. — Wysunęli je za daleko. Niech opuszczą Belvoir i Quantico i skierują się na północ od Potomacu. Tam będzie nasza linia obrony.
— Sir, dzwoniłem już do generała Bernarda. Powiedział, że przyjmie taki rozkaz tylko bezpośrednio od pana, i zamierza zaatakować skrzydło Posleenów, żeby odciągnąć ich od Fredericksburga.
— Co? — spytał z niedowierzaniem generał.
— Właśnie skończyłem z nim rozmawiać przez telefon.
— Wezwij go znowu.
Generał westchnął zirytowany, kiedy uzyskano połączenie.
— Generale Bernard?
— Słucham, generale?
— Zdaje się, że mój zastępca do spraw operacyjnych powiedział wam, żebyście wycofali swoje oddziały. Chciałbym wiedzieć, dlaczego odmówiliście.
— Wydaje mi się, że mogę nacisnąć na Posleenów i część z nich odciągnąć od Fredericksburga, a może nawet pozwolić dwieście dwudziestej dziewiątej na zorganizowanie ucieczki z pierścienia oblężenia.
Generał Simosin uważał generała Bernarda za doskonały przykład oficera, z którym nie da się już nic zrobić: aktywny i głupi.
Generał Bernard nie szczędził wysiłków, aby uzyskać przydział na stanowisko szefa sztabu — najwyższe wojskowe stanowisko dowódcze w Gwardii Narodowej Wirginii — jeszcze przed zagrożeniem najazdem Posleenów. Odmłodzenie wielu starszych oficerów, w tym również Simosina, skutecznie przeszkodziło mu w realizacji jego planów. Według generała Bernarda, to właśnie program odmładzania był przyczyną tego, że nie awansował na generała porucznika.
Prawda była taka, że poważnie zastanawiano się nad dyscyplinarnym wydaleniem go z wojska. Był chronicznie niesubordynowany, popełniał poważne błędy taktyczne i odmówił poddania swoich jednostek pod komendę dziesiątego albo dwunastego korpusu.
Zamiast tego nalegał, żeby pozostały rozproszone w małych grupach po całym stanie.
Teraz znowu chciał popełnić błąd i wysłać żołnierzy na pewną rzeź. Niestety generał Simosin wiedział, że jeśli spróbuje wywrzeć na niego nacisk, ten idiota zgłosi się do dowódcy pierwszej armii i wymusi na nim odwołanie rozkazu. Gorzej niż na wojnie secesyjnej! No cóż, trudno.
— Generale, rozkazuję wam zawrócić wojska na drugi brzeg Potomacu. Nie uda nam się zatrzymać Posleenów, jeśli nie wykorzystamy tej naturalnej przeszkody, a ja nie zamierzam tracić żołnierzy w bezsensownej demonstracji siły. To jest rozkaz, niewykonanie go spowoduje pana aresztowanie.
— Cholera, generale, zdaje pan sobie sprawę, że to oznacza utratę Alexandrii, Pentagonu i Cmentarza Arlington? Nie mówiąc już o tysiącach amerykańskich obywateli we Fredericksburgu!
— I o lotnisku Washington National i Fort Belvoir. Umiem czytać mapę. I jestem w tej chwili na tym obszarze, jeśli wolno mi dodać.
Jestem w pełni tego świadom, podobnie jak dowódca Armii Kontynentalnej. Właśnie w tej chwili ewakuuje on ludzi z tego terenu.
— Możemy ich zatrzymać! To nie jest Barwhon ani Diess; możemy stawić im czoła i zadać duże straty. Proszę mi tylko dać jedną brygadę czterdziestej pierwszej dywizji, a zatrzymam ich jeszcze przed Quantico.
6
George Armstrong Custer (1839–1876) — młody amerykański generał. Jego wojska zostały rozgromione przez wojowników Siuksów i Czejenów w dolinie Little Big Horn