Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]
- Автор: Ринго Джон
- Год: 2004
- Язык: польский
- Год: ISA
- ISBN: 83-88916-73-4
- Переводчик: Przemyslaw Bielinski
- Жанр: Боевая фантастика
Электронная книга - «Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]». Краткое содержание книги:
Wybraliśmy walkę.
Szli w wieczornym mroku ulicą Princess Anne, a pod stopami chrzęściło im szkło z powybijanych witryn sklepowych. Wszystkie sklepy w dzielnicy poważnie ucierpiały od uderzenia naddźwiękowego gromu towarzyszącego lądowaniu Posleenów.
— Zastanawiałem się… — zaczął nieśmiało. — Nie chcesz spróbować szczęścia w losowaniu o miejsce w bunkrze?
— Skończyłam już szesnaście lat — odpowiedziała Wendy — i nie jestem matką.
— Ale… może być więcej miejsca, mogą wziąć, wiesz, innych.
Cholera, szkoda, że ja nie mogę schować się w jakiejś dziurze.
— Ale nie schowałbyś się, gdybyś mógł?
Tommy zastanowił się.
— Nie, pewnie nie, zanim nie… zrobiłbym czegoś dobrego. A wtedy byłoby już za późno.
— Skąd ty to wszystko masz? — wskazała pancerną kamizelkę i torby. — Znam paru chłopców z Młodzieżowej Milicji, ale oni nie są tak dobrze przygotowani.
— Cóż, mój stary najbardziej w życiu żałuje, że przyjął stypendium w Clemson, żeby grać w futbol, zamiast w West Point, żeby bawić się w wojsko. Potem został zawodowcem, a to ostatecznie przekreśliło szansę wstąpienia do wojska. Przenieśli go do rezerwy.
Wiesz, ta cała sprawa z Posleenami to największa radość, jaka go spotkała w życiu. Wreszcie może być żołnierzem. Próbował się nawet zaciągnąć, ale się nie nadawał, bo nie odbywał wcześniej służby. No i jeszcze te jego kolana…
— W każdym razie zdecydował, zanim jeszcze usłyszeliśmy o Posleenach, że będę następnym Hannibalem…
— Kim? — Wendy zakasłała, kiedy przez ulicę przetoczył się gęsty kłąb dymu.
— …kolejnym Robertem E. Lee[7] — wyjaśnił Tommy.
— Aha.
— Kiedy większość dzieci trenowała grę w t-ball, ja uczyłem się być żołnierzem. Wyobraź sobie, że mój stary dał mi na ósme urodziny pistolet. A ja prosiłem o komputer.
— No właśnie — odpowiedziała Wendy — ja myślałam, że jesteś komputerowcem, a nie wojskowym świrem.
— Wojskowym świrem, a to dobre — powiedział gorzko. — Jestem komputerowcem, zająłem jedenaste miejsce w kraju w rozgrywkach w, „Dolinie Śmierci”. Miałem nawet szansę odnieść zwycięstwo w ciągu najbliższych pięciu tygodni. Piszę programy komputerowe, odkąd w ogóle nauczyłem się pisać. Komputery to moje życie. Mimo że mój stary wie o tym, wymaga, żebym tyle samo czasu poświęcał na szkolenie wojskowe, ile spędzam przed komputerem. Byłem najmłodszym członkiem Młodzieżowej Milicji, ale w zasadzie wycofałem się po dwóch latach, bo znacznie wyprzedziłem całą resztę tych opóźnionych kretynów. Poza tym nie miałbym czasu na komputery. Podnoszenie ciężarów zalicza się do przeszkolenia wojskowego, a ponieważ wyciskam znacznie więcej niż sam ważę, ojciec chciał, żebym zapisał się do drużyny ciężarowców. Wtedy powiedziałem mu, żeby się wypchał. Gdybym był sportowcem, musiałbym wybierać między strzelnicą i komputerem, a wiem, do czego zmuszałby mnie ojciec.
Wzruszył ramionami.
— No to — powiedziała ostrożnie Wendy, kiedy zatrzymali się przy aptece Goolrick’s na rogu George Street — chyba właśnie nadeszła twoja chwila.
— Raczej chwila mojego starego. On gdzieś tam jest, przyczajony w okopach, i czeka, aż pojawią się Posleeni. To jest całe jego życie.
— Pieprzony łajdak — podjął po chwili. — To przez niego tu siedzę i obliczam azymuty nie gorzej od porucznika piechoty, tak jakby to miało na coś mi się przydać.
Wzruszył ramionami i rozejrzał się.
— A może Alesia’s Antiques? — wskazał na drugą stronę ulicy. — Stamtąd dobrze będzie strzelać i w razie czego można przenieść się do Bank Museum. Moglibyśmy przeżyć nawet ze trzy minuty — skończył ze śmiechem.
— Ja też myślałam o Alesia’s — odpowiedziała zamyślona Wendy — kiedy zapytałeś, czy nie chciałabym iść do bunkra.
— Jezu — powiedział Tommy, kiedy pręt zbrojeniowy przebił ceglaną ścianę starego schronu — naprawdę tu jest. Skąd o tym wiedziałaś?
— Cóż, twoją miłością są komputery i wojsko. A moją historia i badania terenowe.
Wetknął głowę do wnętrza zatęchłego tunelu i poświecił wokół latarką maglite.
— Jest wysoki na półtora do dwóch metrów. Cegła, sucha ziemia na dole. Wspaniały. Po co je budowano?
— Nie wiadomo. Nie ma o nich żadnych zapisków, ale pochodzą co najmniej z osiemnastego wieku. Najprawdopodobniej przenoszono tędy towary z portu. Ulice nie były wtedy wyasfaltowane i podczas deszczu robiło się straszne błoto. Bardziej romantyczna wersja głosi, że służyły przemytnikom. Nielegalny jedwab i herbata, takie tam rzeczy. A niektórzy mówią, że zbudowali je niewolnicy, żeby zorganizować ucieczkę. Możliwe też, że służyły jako kryjówki dla ruchu Underground Railroad, ale to nie oni je zbudowali; pochodzą z wcześniejszej epoki.
Tom spojrzał na dziewczynę widoczną w nikłym świetle dochodzącym z sutereny sklepu z antykami.
— Chyba nie tylko ja dziś zaskakuję ludzi.
— Chłopaki zazwyczaj prawią mi komplementy na temat mojej inteligencji, kiedy chcą mnie spławić — powiedziała i zmarszczyła czoło.
— Może zadawałaś się z niewłaściwymi chłopakami.
— Pewnie tak. Słuchaj — powiedziała, wyciągając glocka — to nie na wiele się przyda w walce z Posleenami. Masz coś cięższego?
— Tak, masz rację. Problem polega jednak na tym, że reszta jest trochę bardziej skomplikowana. — Wskazał na plecak i torby. — Otwórz i zacznij wszystko wyjmować. Musimy to posegregować.
Po kilku minutach torby zostały opróżnione, a ich zawartość elegancko ułożona w stosy. Wyszedł z tego całkiem imponujący arsenał.
— Nie będziemy potrzebować jednej trzeciej tych rzeczy, ale wolę być dobrze przygotowany.
— Zauważyłam — powiedziała i podniosła jeden z karabinów szturmowych. — Co to jest?
— To galil kaliber. 308. Dobra broń przeciw Posleenom. Chcesz wypróbować?
— Dobra, wygląda na prostszą niż ta.
Druga broń najwyraźniej miała więcej niż jedną lufę.
— To mój skarb. To AIW, karabin kaliber 7,62 z dwudziestomilimetrowym granatnikiem pod lufą. Magazynek na trzydzieści nabojów do karabinu i pięć do granatnika. Celownik laserowy.
— Ja wezmę ten. — Dziewczyna podniosła galila. — Jest naładowany?
— Nie. — Wziął broń do ręki i zademonstrował jej podstawowe zasady ładowania, strzelania, przeładowania i zabezpieczania. — Galil też ma celownik laserowy, ale jest w niskiej podczerwieni, więc widać go tylko przez optyczny wizjer na broni.
Zabezpieczył broń i wręczył jej.
— Jest pusta. Skieruj broń na przeciwległą ścianę i popatrz przez okular. — Pomógł jej przybrać właściwą pozycję strzelecką. — Widzisz plamkę?
— Tak, jest na miejscu.
— Weź głęboki wdech — powiedział i z przyjemnością popatrzył na efekt widoczny nawet pod pancerną koszulką — wypuść powietrze i delikatnie naciśnij spust… — po czym parsknął śmiechem.
— Nie śmiej się ze mnie!
— To nie z ciebie się śmiałem — powiedział i znowu parsknął. — Przypomniałem sobie słowa, którymi zwykle kończy się ten instruktaż.
— Jakie słowa? — spytała zakłopotana.
— „Wypuść powietrze i delikatnie naciśnij spust, jakbyś ściskał cycek”. Rozumiesz, właśnie to mnie rozbawiło.
— Obrzydlistwo.
— Chciałem ci tego nie mówić! Ale sama chciałaś!
— Myślałby kto, że wiesz, jak się ściska cycki! — Urwała i zakryła usta ręką, kiedy zdała sobie sprawę, co palnęła.
7
Robert Edward Lee (1807–1870) — amerykański generał walczący w wojnie secesyjnej po stronie konfederatów. Odniósł zwycięstwa nad rzeką Buli Run w 1862 r., pod Fredericksburgiem w 1862 r. i pod Chancellorsville w 1863 r., zanim poddał się generałowi Ulyssesowi S. Grantowi pod Appomattox w l865 r.