Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]
Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]

Электронная книга - «Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]». Краткое содержание книги:

Mieliśmy prosty wybór: albo będziemy mięsem armatnim, albo... po prostu mięsem. Mogliśmy wysłać nasze wojska i walczyć — tak, jak tylko ludzie potrafią — z rozszalałą hordą, która dosłownie żywiła się łupami swoich międzygwiezdnych podbojów; mogliśmy też czekać, bezbronni, aż zostaniemy pożarci.
Wybraliśmy walkę.
1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 ... 167
Перейти на страницу:

— Co on gada? — powiedział do siebie znudzony Mały Tom Sunday. — Cześć, Wendy.

Wendy Cummings odwróciła się. Mały Tom stał za nią z plecakiem na plecach i torbą przy nodze. Miał na sobie jakiś dziwaczny płaszcz, który sięgał mu prawie do kolan, czarny hełm żołnierski i sportowe okulary przeciwsłoneczne. Wydała zirytowane westchnienie. Jeśli była jakaś osoba, z którą za nic w świecie nie chciałaby spędzić ostatnich godzin życia, to był nią właśnie Mały Tommy Sunday. Ale postanowiła być uprzejma.

— Cześć, Tommy. Co to jest? — zapytała wskazując na jego ubranie.

— Pancerz osobisty — odparł znudzonym tonem. — Nie powstrzyma wprawdzie pocisków z ich karabinów, ale chroni przed śrutem i odłamkami bomb.

Wendy ze zdziwienia otworzyła szeroko oczy — rozpoznała pancerz z programu „Prawdziwa policja”. Ubrani w podobne ochraniacze policjanci, do których strzelano z bardzo małej odległości, rzeczywiście przeżywali.

— Masz ich więcej?

Tommy schylił się sztywno, żeby poszperać w torbie.

— Nie mam już klasy pierwszej, ale mam ochraniacze i kamizelkę z kevlaru.

Wyciągnął ją z torby i zerknął na biust Wendy.

— Może będzie pasować — stwierdził z powątpiewaniem.

— Rany! — wykrztusiła. — Co ty tu nosisz?

W gęstniejącym mroku w torbie błysnął śmiercionośny sprzęt.

Wendy rozpoznała broń maszynową i coś, co wyglądało jak granaty.

Ukończyła wprawdzie szkolny kurs przetrwania, ale tylko dlatego, że był obowiązkowy. Ponieważ nie wymagano później zdania żadnego egzaminu, na zajęciach odrabiała pracę domową z innych przedmiotów albo pisała liściki do koleżanek.

— Różne rzeczy — burknął i szybko zamknął torbę.

— Czy… mogłabym pożyczyć jakąś broń? — spytała, próbując zapiąć kamizelkę.

— A co byś z nią robiła? — zapytał ironicznie, zapinając rzepy pod jej ramionami.

— Wypróbowała. — Po raz pierwszy od lat spojrzała mu w oczy.

Nagle zdała sobie sprawę, że jest o wiele wyższy, niż myślała, o wiele wyższy nawet od niej. To ją zaskoczyło. Zawsze był dla niej po prostu Małym Tommym. Tak bardzo nie rzucał się w oczy, że aż wydawał się niski.

— Powinnaś była wypróbować już parę lat temu — burknął.

Sięgnął znowu do torby i wyciągnął krótki, czarny pistolet w kaburze.

— Używałaś kiedyś tego? — spytał retorycznie, po czym gwałtownie wysunął magazynek i odciągnął suwadło, żeby wyrzucić kulę z zamka. Złapał pocisk kaliber 9 mm w powietrzu jak pstrąg łowiący muchę.

— Nie, nigdy — odpowiedziała, nagle onieśmielona jego umiejętnościami.

Podniósł magazynek.

— To jest paliwo, a tankuje się w ten sposób. — Wsunął magazynek z powrotem do komory. — Jest zatankowany, kiedy słychać szczęknięcie. Zapala się w ten sposób. — Przesunął suwadło z powrotem. — A to — powiedział, kładąc palec na spuście i kierując broń w niebo — jest pedał gazu. Kierujesz tak: patrzysz przez tylny celownik na przedni celowniki. Ustaw biały punkt na przednim pośrodku litery V na tylnym, a potem naciśnij bardzo powoli pedał gazu. Oto kurs nauki jazdy glockiem Toma Sundaya.

Schował broń do kabury i wręczył jej.

— No to cześć — powiedział i z łatwością dźwignął wypchaną torbę.

— Dokąd idziesz?

Patrzył na nią przez chwilę, przechylając głowę na bok.

— To — skinął brodą w stronę jej koszulki — nosi się w zasadzie pod ubraniem. Idę gdzieś na Charles albo Princess Annę Street, skąd jest dobry widok. — Przerzucił pasek torby przez ramię. — Wypalę całą paczkę marlboro i zaczekam, aż Posleeni wychylą główkę zza krzaka. A potem zamierzam umrzeć.

Wendy bezwiednie wygładziła kamizelkę, a w międzyczasie dokonała szybkiej rewizji swoich poglądów.

— Mogę iść z tobą? Może przydam się do przeładowywania albo czegoś takiego…

— Szczerze wątpią, żeby był czas na przeładowywanie — odpowiedział — ale bardzo ucieszyłaby mnie twoja obecność. A teraz rozejrzyjmy się za jakimś dobrym miejscem na Charles Street.

— Może „U Wortha”? — zaproponowała.

* * *

Bili Worth siedział spokojnie na tyłach swojego sklepu, a stojący obok niego żeliwny piec chronił go przed ostatnimi podmuchami wieczornego chłodu. W przedniej części sklepu unosiła się delikatna woń starych książek i wspaniałych antyków. Był to zapach jego domu.

Spędzał — jak sądził — ostatnie chwile życia, studiując stare wydanie „Moll Flanders”, które zawierało kilka fragmentów zazwyczaj nie publikowanych za czasów Defoe, i sącząc cóte d’azur rocznik ‘57, za które dał w zeszłym roku prototyp colta peacemakera.

Nagle zadźwięczał dzwonek przy drzwiach i weszła para klientów.

— Proszę się nie krępować i rozejrzeć po sklepie, panowie — powiedział do dwóch żołnierzy, oficerów, jeśli można było wierzyć jego „Mundurom i Insygniom Sił Zbrojnych Stanów Zjednoczonych”. — Wolałbym jednak niczego dziś nie sprzedawać. Postanowiłem zatrzymać całą kolekcję antyków na lepsze czasy.

Zaśmiał się z dowcipu, który najwyraźniej żołnierzy nie rozśmieszył.

— Witam, panie Worth, to ja, Kenny Young — odezwał się młodszy żołnierz.

— Ach tak, młody pan Young — powiedział i znowu zaśmiał się pod nosem. — Do twarzy panu w mundurze. Sądziłem, że studiuje pan inżynierię.

— Jestem w wojskach inżynieryjnych.

— Brawo! Gdzie stacjonujecie?

Tutaj, panie Worth. Miejscowa jednostka Gwardii to właśnie my, saperzy — porucznik Young uśmiechnął się lekko. Powszechnie znany był fakt, że Bili Worth od lat nie postawił stopy w odległości większej niż pięć czy dziesięć przecznic od części miasta znanej jako „stary Fredericksburg”.

— Gdzieś wzdłuż drogi numer 3? — zapytał z zaciekawieniem właściciel sklepu.

— Tak, jakąś milę stąd.

— Czemu zawdzięczam pańską wizytę w ten wyjątkowo nieprzyjemny wieczór?

— Potrzebujemy informacji o tunelach w tym mieście. Powiedziano nam, że pan może coś o nich wiedzieć.

— Cóż, w zasadzie powinni panowie pomówić z Ralphem Kodgerem… — stwierdził miejscowy historyk.

— Ale on… — zaczął porucznik.

— Nie żyje. Tak, to był swego czasu wielki historyk. Albo może z Bobem Baileyem… — ciągnął Worth.

— …który…

— …przeniósł się do Kansas. Widzę, że rzeczywiście mogli panowie przyjść z tym tylko do mnie.

— Wie pan coś o nich? Gdzie są wejścia? — zapytał saper.

— Jak są zbudowane? — zapytał drugi żołnierz.

— A z kim mam przyjemność, sir? — spytał uprzejmie Bili.

— Kapitan Brown, dowódca kompanii Charlie. Chcemy ukryć część kobiet i dzieci w tunelach, a potem wysadzić w powietrze… w zasadzie całe miasto. Zastanawialiśmy się nad schronem z lat pięćdziesiątych, ale tu chyba nie ma takiego. Więc zostały nam tunele.

Chyba że pan wie coś o schronie.

— Zaiste, to śmiałe przedsięwzięcie. — Worth podszedł do biurka, które stało w centrum jego królestwa. — Czy mógłbym zadać parę pytań?

— Byle szybko — rzucił niecierpliwie dowódca.

— Jak one miałyby przeżyć? — spytał właściciel sklepu. — Te kobiety i dzieci? Bez powietrza, jedzenia i wody? Poza tym nie będzie tam dość miejsca, jak przypuszczam.

Pogrzebał w górnej szufladzie biurka i wydobył coś, co przypominało arkusz pergaminu.

— Sanitariusze zastosują zastrzyki hibemacyjne, które potrafią wprowadzić człowieka w stan utajonego życia na całe miesiące — powiedział podekscytowany porucznik. — Jest ich całe mnóstwo w Budynku Bezpieczeństwa Publicznego.

1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)