Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]
Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]

Электронная книга - «Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]». Краткое содержание книги:

Mieliśmy prosty wybór: albo będziemy mięsem armatnim, albo... po prostu mięsem. Mogliśmy wysłać nasze wojska i walczyć — tak, jak tylko ludzie potrafią — z rozszalałą hordą, która dosłownie żywiła się łupami swoich międzygwiezdnych podbojów; mogliśmy też czekać, bezbronni, aż zostaniemy pożarci.
Wybraliśmy walkę.
1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 167
Перейти на страницу:

— Odeślij ich do oficera operacyjnego…

— Sierżancie, pułkowniku! — krzyknął nagle kierowca pułkownika, wpadając do pokoju. — Muszą panowie wyjść i to zobaczyć.

* * *

Kiedy Shari w końcu wydostała się z Targetu, wydawało jej się, że minęły godziny, a ona ma tylko połowę potrzebnych jej rzeczy.

Przynajmniej tym razem pieniądze nie były problemem. Koncern Target i Federalna Agencja Zarządzania Kryzysowego oferowały wszystko w sklepach za darmo. Jedynym problemem było tylko dotarcie do półek sklepowych.

Najwyraźniej cały Fredericksburg przybył na Central Square.

Dwa razy zgubiła w zamieszaniu Billy’ego, a kiedy przedzierała się przez tłumy ludzi, ktoś co chwila wyszarpywał jej towary z koszyka.

W końcu doszła do wniosku, że to, co zdołała uchronić, musi jej wystarczyć. Wszystkie jej zdobycze mieściły się w czterech torbach na zakupy; trzy niosła sama, a jedną taszczył Billy. Dwa pudełka produktów mącznych, pieluchy, ścierki, trochę wody i soku w butelkach, kilka baterii. Niewiele, zważywszy, z jakim trudem to zdobyła.

Słyszała, że Posleeni kierują się na Fredericksburg. Kiedy torowała sobie drogę przez masy ludzi w kierunku stojącego w oddali samochodu, gwar wokół niej nagle ucichł, a tłum zatrzymał się i wszyscy spojrzeli w górę.

* * *

Na wschodzie niebo płonęło. Setki rozżarzonych do czerwoności i ściśniętych w gigantyczną kulę lądowników opadały na obszar Wirginii. W świetle popołudniowego słońca wydawało się, że wełniste chmury i zmierzchające modre niebo przyozdabia ognisty diadem śmierci.

Wszyscy patrzyli jak zahipnotyzowani. Kula rosła i rosła, aż w ciągu kilku chwil zajęła cały wschodni horyzont. Potem zmieniła się w pierścień, a z pierścienia powstał gorejący mur ognia, który przygasł, kiedy lądowniki zwolniły poniżej prędkości orbitalnych.

Można już było odróżnić pojedyncze dwunastościenne bryły statków dowodzenia, otoczonych przez chroniące je lądowniki. Chwilę później w zgromadzony tłum uderzył naddźwiękowy grom.

Łoskot był tak silny, że ludzkie ucho nie mogło go wytrzymać.

Ludzie na parkingu rzucili się z krzykiem na kolana. Wielu z nich momentalnie ogłuchło.

* * *

Shari wrzasnęła tak jak wszyscy i zakryła uszy dłońmi, a Billy padł na ziemię, wijąc się z bólu. Po dłuższej chwili Shari chwyciła dzieci i przemagając cierpienie ruszyła w stronę stojącej niedaleko ciężarówki, gubiąc po drodze z trudem zdobyte pakunki.

Tłum wokół wpadł w panikę. Jedni próbowali wrócić do sklepu, drudzy biegli do swoich samochodów, jeszcze inni, tak jak Shari, tłoczyli się pod osłoną nieruchomych pojazdów. Ktoś zaczął na oślep strzelać w niebo. Przygarnęła do siebie krzyczące z bólu i strachu dzieci. W uszach wściekle jej dzwoniło. Wśród huku wystrzałów spanikowany tłum przelewał się to w jedną, to w drugą stronę.

Nad centrum handlowym, wolno i majestatycznie niczym sterowiec na lekkim wietrze przeleciał lądownik. Osiadł łagodnie na wzgórzu Salem Church. Wrażenie lekkości, jakie robił statek wielkości piętnastopiętrowego budynku zniknęło, kiedy osiadł na ziemi.

Potworny huk zatrząsł okolicą. Od strony parkingu z lądownika opadła piętnastometrowa rampa. Chwilę potem runął po niej żółty strumień Posleenów.

Wszyscy ci, którzy mieli przy sobie broń, skierowali ją w stronę masy centaurów i otworzyli ogień.

Shari złapała za rękę Billy’ego i Kelly, podniosła niemowlę i ruszyła w stronę miasta.

Po prostu wstała i poszła. Tak jak wtedy, kiedy Rorie upił się i zupełnie mu odbiło. Gliny nie raz kazały jej uciekać, ale ona zostawała. Zawsze uważała, że będzie wiedziała, kiedy nadejdzie na to czas. I kiedy nadszedł, okazało się, że wcale nie było to takie trudne. Wystarczyło tylko zabrać dzieci, wyjść z domu, wsiąść do samochodu i odjechać. Może później będzie czas wrócić i zabrać rzeczy. A może nie. Chodzi tylko o to, żeby uciec cało.

Wystarczy odejść i iść przed siebie. Chociaż ze wszystkich stron słychać trzask wystrzałów, a nad głową świszczą kule. Chociaż w jeepie przed tobą nagle pojawia się krecha wielkich dziur, a stojący za nim i ostrzeliwujący się policjant leci do tyłu w rozbryzgu wnętrzności.

Trzeba iść i nie oglądać się za siebie, chociaż tłum próbuje wyrwać ci dzieci szybciej, niż jakikolwiek sąd, a jazgot głosów obcych i huk ich karabinów jest coraz bliżej.

33

Richmond, Wirginia, Stany Zjednoczone Ameryki, Sol III
20:25 letniego czasu wschodniego USA
9 października 2004

— Kompanie saperskie trzydziestej szóstej, czterdziestej dziewiątej i sto piątej dywizji zmechanizowanych jadą tu międzystanową numer 95 — powiedział oficer operacyjny dwunastego korpusu, kiedy spojrzał w swój notes. — Pozostałe dywizje przejdą przez James i zburzą za sobą most. To tyle, jeśli chodzi o Fort A. P. Hill. Cywilów już tam nie ma.

Likwidowano tymczasową kwaterę główną, którą dwunasty korpus założył w budynku Pierwszej Unii. Posleeni zajmowali już tereny na północ od James, więc i ten obszar mógł szybko wpaść w ich ręce.

Zebranie odbywało się we wspaniałej czteropoziomowej sali konferencyjnej. Obecni byli członkowie sztabu, dowódca, kilku oficerów operacyjnych i wywiadu, główni dowódcy miejscowych wojsk i wszędobylscy przedstawiciele Sił Specjalnych.

— Moi chłopcy są gotowi do akcji — powiedział pułkownik Walter Abrahamson, dowódca pierwszego szwadronu dwudziestej drugiej dywizji kawalerii, jednostki kawalerii pancernej przydzielonej do obrony Richmond i przyległych terenów.

Dowódca był wysoki i szeroki w barach jak pancerne bestie z jego jednostki. Zakrzywiony nos i melancholijne spojrzenie zdradzały jego pochodzenie. Ponury, nieprzenikniony wyraz twarzy powodował, że mówiono, iż wygląda jak biblijna plaga szykująca się, by runąć na wrogów jego ludu. W jego lewym uchu połyskiwał, całkowicie wbrew przepisom, złoty kolczyk z gwiazdą Dawida.

— Niestety — stwierdził dowódca korpusu — nie mamy dla was żadnych przygotowanych zadań.

— W takim razie proszę pozwolić nam odegrać naszą zwykłą rolę — uśmiechnął się pewny siebie dowódca kawalerii. — Rolę oczu i uszu.

— On ma rację — powiedział oficer wywiadu korpusu. — Jesteśmy praktycznie ślepi, bo wszelka łączność z Fredericksburgiem została zerwana. Komunikacja bezprzewodowa jest zakłócana, a jakieś dwadzieścia minut temu straciliśmy ostatni słup telefoniczny. W terenie krążą wysłannicy szeryfa hrabstwa Spotsylwania, ale oni zdołali nam tylko przekazać, gdzie nie ma Posleenów.

Nadal natomiast nie wiemy dokładnie, gdzie są. Musimy się tego dowiedzieć.

— Sir — powiedział sierżant Mueller — moglibyśmy zrobić więcej.

Możemy zaatakować.

— Czyżby? — spytała nieufna pani oficer wywiadu i planowania.

— Kawaleria ma bradleye i hunwee, które Posleeni otwierają jak puszki konserw.

— Tak, ma’am, jeśli znajdą się na widoku. Ale miesiąc temu przespacerowałem się na północ i południe wzdłuż drogi numer 95 i trochę powęszyłem. Tuż za Fredericksburgiem jest diabelnie płasko, ale znalazłem kilka miejsc, skąd można by strzelać z góry. Ustawimy się na odpowiedniej pozycji i będziemy strzelać z maksymalnej odległości ataku, która dla dział dwudziestek piątek wynosi… ile?

1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)