Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Шпионские детективы » Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]

Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:

Podczas wycieczki do Amsterdamu Thomas Lang dostaje propozycję zabójstwa Amerykanina, której nie przyjmuje. Po wielu przemyśleniach postanawia uprzedzić swoją niedoszłą ofiarę Woolfa. Ciąg nieprzypadkowych zdarzeń uzależnia go od Woolfa i jego córki Sary. Ich celem jest uniknięcie amerykańskiego planu ataku terrorystycznego, który miałby zmusić rząd do kupienia nowoczesnych helikopterów (projekt Absolwent). Thomas przez cały czas wmawia sobie, że nic nie czuje do dziewczyny, lecz gotowy jest zrobić dla niej wszystko. W pewnym momencie mężczyźni trafiają w pułapkę, Woolf zostaje zabity. Ranny Lang próbuje odnaleźć Sarę, pomoc w poszukiwaniach oferuje Ronnie — jej koleżanka z pracy. Thomas udaje się do ambasadora USA w Wielkiej Brytanii i uświadamia sobie jak zawiła i tajemnicza jest to sprawa. W ostateczności zostaje zmuszony to przygotowania tego ataku, inaczej Sara zginie.
1 ... 72 73 74 75 76 77 78 79 80 ... 87
Перейти на страницу:

— Słyszałeś — powiedział Benjamin.

Przez moment nie byłem pewien, czy zamierza mnie uderzyć, czy się rozpłakać.

Spojrzałem na Francisca, oczekując, że każe Benjaminowi usiąść, wyjść albo zrobić coś innego, ale Francisco zerknął tylko na mnie i wrócił do przeżuwania.

— Co ja ci niby, kurwa, zrobiłem? — zapytał Ricky, odwracając się w stronę Benjamina.

Ten jednak stał nieporuszony, wpatrując się we mnie i zaciskając pięści, aż wreszcie Hugo odezwał się słabym głosem, że tajine smakuje przepysznie. Wszyscy z wdzięcznością skorzystali z okazji i jeden przez drugiego zaczęli gadać, że owszem, smakowało przepysznie, i nie, zdecydowanie nie było za słone. To znaczy wszyscy, oprócz mnie i Benjamina. Wpatrywał się we mnie uparcie, a ja w niego. Wydawało się, że tylko on wie, o co mu chodziło.

Po czym odwrócił się na pięcie i wymaszerował korytarzem. Po chwili usłyszeliśmy zgrzyt żelaznej bramy, a zaraz potem warkot motoru land rovera.

Francisco przyglądał mi się badawczo.

Od tego zdarzenia minęło pięć dni, w ciągu których Benjamin posłał mi dwa wymuszone uśmiechy. Teraz jednak byliśmy gotowi do akcji.

Rozmontowaliśmy makietę, spakowaliśmy bagaże, spaliliśmy za sobą mosty i odmówiliśmy modlitwy. To naprawdę dość ekscytujące.

Jutro rano o dziewiątej trzydzieści pięć Latifa poprosi o wniosek o wizę w amerykańskim konsulacie. o dziewiątej czterdzieści Bernhard i ja stawimy się na spotkanie z panem Rogerem Buchananem, attache handlowym. O dziewiątej czterdzieści siedem Francisco i Hugo przywiozą na wózku cztery plastikowe butelki wody mineralnej oraz fakturę wystawioną na Sylvie Horvath z działu konsularnego.

Sylvie naprawdę zamówiła wodę, ale nie sześć kartonów, na których będą stały butelki.

O dziewiątej pięćdziesiąt pięć, plus minus jedna sekunda, Cyrus i Benjamin rozbiją się land roverem na zachodniej ścianie konsulatu.

— Czemu to ma służyć? — zapytał Solomon.

— Czemu co ma służyć? — powiedziałem.

— Land rover — wyjął z ust ołówek i wskazał nim na szkic. — Nie uda wam się przedostać w ten sposób przez ścianę. Ma sześćdziesiąt centymetrów grubości, zbudowano ją z żelbetonu, a nie zapominaj o słupkach postawionych na całej długości muru. Nawet jeśli przez nie przejedziecie, wyhamują samochód.

Pokręciłem głową.

— Chodzi o hałas — wyjaśniłem. — Narobią strasznego hałasu, wduszą klakson, a Benjamin wypadnie z siedzenia kierowcy w zakrwawionej koszuli. Cyrus zacznie wołać, czy ktoś potrafi udzielić pierwszej pomocy. W ten sposób pod zachodnią ścianę konsulatu przybiegnie masa ludzi zaciekawionych zamieszaniem.

— Mają zestaw do pierwszej pomocy? — zapytał Solomon.

— Na parterze. W magazynku obok schodów.

— W ambasadzie pracuje ktoś z odpowiednimi kwalifikacjami, żeby jej udzielić?

— Cały amerykański personel przeszedł odpowiednie szkolenie, ale najprawdopodobniej zabierze się za to Jack.

— Jack?

— Webber — powiedziałem. — Strażnik w konsulacie. Osiemnaście lat w korpusie piechoty morskiej USA. Na prawym biodrze nosi berettę kaliber 9 mm.

Przerwałem. Wiedziałem, o czym myśli Solomon.

— No i? — spytał.

— Latifa ma pojemnik z gazem łzawiącym — wyjaśniłem.

Zanotował coś — bardzo powoli, jakby wiedział, że nie — ma większego znaczenia, co zapisze.

Ja też o tym wiedziałem.

— Będzie też miała micro uzi w torebce na ramieniu — dodałem.

Siedzieliśmy w wynajętym przez Solomona peugeocie, zaparkowanym na wzniesieniu niedaleko La Squala — popadającego w ruinę, osiemnastowiecznego gmachu, w którym kiedyś znajdowało się główne stanowisko artyleryjskie położone nad portem. Trudno znaleźć ładniejszy widok w Casablance, ale żaden z nas za bardzo go nie podziwiał.

— No więc, co teraz? — zapytałem, zapaliwszy papierosa deską rozdzielczą.

Powiedziałem „deskę rozdzielczą”, bo jej większa część oderwała się razem z samochodową zapalniczką i dopiero po chwili udało mi się ją umieścić z powrotem na miejscu. Zaciągnąłem się i spróbowałem, raczej bez powodzenia, wydmuchać dym przez otwarte okno.

Solomon przeglądał notatki.

— Przypuszczalnie — podpowiedziałem — będzie na nas czekać brygada marokańskiej policji i agenci CIA ukryci w szybach wentylacyjnych. Kiedy wejdziemy do środka, przypuszczalnie wyskoczą z ukrycia i krzykną, że jesteśmy aresztowani. A w rezultacie Miecz Sprawiedliwości i wszyscy, którzy kiedykolwiek mieli z nim coś wspólnego, pojawią się przypuszczalnie w niedługim czasie na sali sądowej, niecałe dwieście metrów od tego kina. I przypuszczalnie cała akcja zostanie przeprowadzona tak, że co najwyżej ktoś obetrze sobie łokieć.

Solomon wziął głęboki oddech i powoli wypuścił powietrze. Następnie zaczął się masować po brzuchu. Od — dziesięciu lat nie zachowywał się w ten sposób. Tylko wrzód na dwunastnicy mógł sprawić, że Solomon przestanie myśleć o pracy.

Odwrócił się i spojrzał na mnie.

— Odsyłają mnie do domu — powiedział.

Wpatrywaliśmy się w siebie przez chwilę. Wybuchnąłem śmiechem. Sytuacja nie skłaniała szczególnie do śmiechu, ale tak się złożyło, że to właśnie śmiech wydobył się z moich ust.

— Oczywiście, że cię odsyłają — stwierdziłem w końcu. — Oczywiście, że cię odsyłają do domu. To zupełnie zrozumiale.

— Posłuchaj, Thomas — zaczął, a po jego oczach widziałem, z jakim trudem mu to przychodzi.

— „Dziękuję, wykonał pan kawał dobrej roboty, Solomon — powiedziałem, naśladując głos Russella Barnesa. — Oczywiście chcielibyśmy panu podziękować za wykazanie się profesjonalizmem oraz za zaangażowanie, ale, jeżeli pan pozwoli, od tego momentu przejmiemy sprawę”. Och, to po prostu idealne.

— Thomas, posłuchaj — dwa razy w ciągu trzydziestu sekund nazwał mnie Thomasem — po prostu wyjedź. Uciekaj stąd, dobrze?

Posłałem mu uśmiech, przez co zaczął mówić szybciej.

— Mogę cię zawieźć do Tangeru. Stamtąd pojedziesz do Ceuty i wsiądziesz na prom do Hiszpanii. Powiadomię miejscową policję, każę im zaparkować furgonetkę przed konsulatem i cała akcja nie wypali. Do niczego nie dojdzie.

Zajrzałem Solomonowi w oczy i zobaczyłem wszystkie kryjące się w nich zmartwienia. Zobaczyłem poczucie winy i wstyd — zobaczyłem nawet wrzód na dwunastnicy.

Wyrzuciłem papierosa przez okno.

— To zabawne — stwierdziłem. — To samo radziła mi zrobić Sara Woolf. Uciekaj, powiedziała. Wyjedź na skąpane w słońcu plaże z dala od wkurzającego CIA.

Nie zapytał, kiedy się z nią widziałem ani dlaczego nie posłuchałem jej rady. Był zbyt zaabsorbowany własnym problemem. Czyli mną.

— To jak będzie? — zapytał. — Zrób to, Thomas, na litość boską!

Wyciągnął rękę i chwycił mnie za ramię.

— Ta akcja to szaleństwo. Jeżeli wejdziesz do tego budynku, nie wyjdziesz z niego żywy. Wiesz o tym. — Siedziałem w milczeniu, co doprowadzało go do szału. — Chryste, sam to przecież mówiłeś przez cały czas. Sam o tym wiedziałeś.

— Daj spokój, Dawidzie. Też o tym wiedziałeś.

Obserwowałem jego twarz. Miał około jedną setną — sekundy, żeby zmarszczyć brwi, otworzyć w zdumieniu usta albo powiedzieć: „O czym ty mówisz?”, ale przegapił ją. Kiedy minęła jedna setna sekundy, wiedziałem, że wiedział, że wiem.

— Zdjęcie Sary i Barnesa — wyjaśniłem. Twarz Solomona była pozbawiona wyrazu. — Wiedziałeś, co to oznacza. Wiedziałeś, że można to wyjaśnić tylko w jeden sposób.

1 ... 72 73 74 75 76 77 78 79 80 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)