Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Шпионские детективы » Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]

Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:

Podczas wycieczki do Amsterdamu Thomas Lang dostaje propozycję zabójstwa Amerykanina, której nie przyjmuje. Po wielu przemyśleniach postanawia uprzedzić swoją niedoszłą ofiarę Woolfa. Ciąg nieprzypadkowych zdarzeń uzależnia go od Woolfa i jego córki Sary. Ich celem jest uniknięcie amerykańskiego planu ataku terrorystycznego, który miałby zmusić rząd do kupienia nowoczesnych helikopterów (projekt Absolwent). Thomas przez cały czas wmawia sobie, że nic nie czuje do dziewczyny, lecz gotowy jest zrobić dla niej wszystko. W pewnym momencie mężczyźni trafiają w pułapkę, Woolf zostaje zabity. Ranny Lang próbuje odnaleźć Sarę, pomoc w poszukiwaniach oferuje Ronnie — jej koleżanka z pracy. Thomas udaje się do ambasadora USA w Wielkiej Brytanii i uświadamia sobie jak zawiła i tajemnicza jest to sprawa. W ostateczności zostaje zmuszony to przygotowania tego ataku, inaczej Sara zginie.
1 ... 69 70 71 72 73 74 75 76 77 ... 87
Перейти на страницу:

— To ty do nich zadzwoniłaś, prawda?

Przez chwilę próbowała wyswobodzić się z uścisku, po czym znów się zaśmiała.

— Thomas, chyba… co cię do diabła ugryzło?

— Saro, proszę nie udawaj.

Zaczęła się naprawdę bać, podjęła jeszcze jedną próbę wyswobodzenia się, ale jej na to nie pozwoliłem.

— Chryste… — zaczęła, ale potrząsnąłem głową i umilkła.

Potrząsałem głową, kiedy patrzyła na mnie z marsową — miną, potrząsałem głową, kiedy starała się wyglądać na przestraszoną. Czekałem, aż skończy z tymi sztuczkami.

— Posłuchaj, Saro — powiedziałem w końcu. — Wiesz kim jest Meg Ryan, prawda? — skinęła głową. — Meg Ryan dostaje miliony dolarów za to, co ty właśnie próbujesz robić. Dziesiątki milionów. A wiesz dlaczego? Ponieważ to niezwykle trudna sztuka i nie więcej niż tuzin ludzi na ziemi potrafi jej dokonać, stojąc tak blisko drugiej osoby. Więc nie graj, nie udawaj, nie kłam.

Zamknęła usta. Wydawała się spokojniejsza, dlatego rozluźniłem uścisk na łokciu, a w końcu zupełnie ją puściłem. Staliśmy naprzeciw siebie jak dwoje dorosłych ludzi.

— To ty do nich zadzwoniłaś — powtórzyłem. — Zadzwoniłaś do nich tej samej nocy, kiedy przyszedłem do twojego domu. Zadzwoniłaś do nich z restauracji tej nocy, kiedy miałem wypadek na motocyklu.

Nie miałem ochoty dokończyć, ale ktoś musiał to powiedzieć.

— Zadzwoniłaś do nich, żeby przyszli i zabili twojego ojca.

Przez godzinę płakała na ławce w Hampstead Heath w świetle księżyca, w moich ramionach. Wszystkie łzy świata spływały po jej twarzy i wsiąkały w ziemię.

W pewnym momencie płacz stał się tak gwałtowny i tak głośny, że dookoła nas zaczęła się gromadzić widownia szepcząca między sobą o konieczności wezwania policji; po zastanowieniu odstąpiła od tego pomysłu. Dlaczego trzymałem ją w objęciach? Dlaczego obejmowałem kobietę, która zdradziła własnego ojca, a mnie wykorzystała jak kawałek papierowego ręcznika?

Żebym to wiedział.

Kiedy płacz w końcu zelżał, nadal trzymałem ją w objęciach, czując, jak jej ciało wzdryga się w napadach popłaczowej czkawki, jakiej zwykle dostają dzieci.

— Nie miał zginąć — powiedziała niespodziewanie głosem tak wyraźnym i silnym, że zacząłem się zastanawiać, czy nie pochodzi od kogoś innego. Może tak faktycznie było. — To się nie miało wydarzyć. Obiecali mi — wytarła nos rękawem — że nic mu się nie stanie. Przynajmniej tak długo, jak długo uda się go powstrzymać. Oboje mieliśmy być bezpieczni, oboje mieliśmy być…

Głos jej się załamał i chociaż wyczuwałem w nim, spokój, widziałem, że chciałaby się zapaść pod ziemię z poczucia winy.

— Oboje mieliście być… ?

Odchyliła głowę, wyciągając swoją długą szyję i nadstawiając gardło komuś, kim nie byłem.

Roześmiała się.

— Bogaci — powiedziała.

Przez chwilę miałem ochotę również się roześmiać. To słowo zabrzmiało tak absurdalnie. Bogaci. Jak imię, nazwa państwa albo rodzaj sałatki. Cokolwiek znaczyło, na pewno nie mogło odnosić się do posiadania dużej ilości pieniędzy Wydawało mi się to zwyczajnie zbyt absurdalne.

— Obiecali, że staniecie się bogaci?

Wzięła głęboki oddech i westchnęła, a uśmiech tak szybko zniknął z jej twarzy, że być może w ogóle na niej nie zagościł.

— No — powiedziała. — Bogaci. Pieniądze. Obiecali, że dostaniemy pieniądze.

— Komu to obiecali? Wam obojgu?

— Na Boga, nie. Tata nigdy by… — przerwała na chwilę I jej ciałem wstrząsnął gwałtowny dreszcz. Uniosła podbródek i zamknęła oczy. — Tata nigdy, ale to nigdy nie posłuchałby takiego argumentu.

Przypomniałem sobie jego twarz. Pełne zapału, determinacji spojrzenie neofity. Spojrzenie człowieka, który przez całe życie zajmował się zarabianiem pieniędzy, radzeniem sobie z przeciwnościami losu, płaceniem rachunków, aż w samą porę odkrył, że gra toczy się o zupełnie inną stawkę. Dostrzegł szansę, aby wszystko naprawić.

Jesteś dobrym człowiekiem, Thomas?

— A więc zaproponowali ci pieniądze — powiedziałem.

Otworzyła oczy, na chwilę rozjaśniła twarz w uśmiechu, po czym ponownie wytarła nos.

— Obiecali mi różne rzeczy. Wszystko, czego mogłaby zapragnąć dziewczyna. Wszystko, co tak naprawdę dziewczyna już posiadała, dopóki ojciec nie postanowił jej tego odebrać.

Siedzieliśmy przez chwilę, trzymając się za ręce i rozmawiając o tym, co zrobiła. Ale nie posunęliśmy się zbyt daleko.

Na początku każde z nas miało poczucie, że będzie to najważniejsza, najgłębsza, najdłuższa rozmowa, jaką którekolwiek z nas przeprowadziło z innym człowiekiem. Natychmiast zdaliśmy sobie jednak sprawę, że się pomyliliśmy. To po prostu nie miało sensu. Trzeba by poruszyć tak wiele tematów, przebrnąć przez tyle wyjaśnień — a jednocześnie słowa wydawały się zbędne.

Sam wam wszystko opowiem.

Przedsiębiorstwo Gaine Parker Inc kierowane przez Aleksandra Woolfa produkowało sprężyny, lewary, zatrzaski do drzwi, podkłady samoprzylepne do wykładzin, sprzączki do pasków i tysiące innych składników zachodniego stylu życia. Wytwarzało produkty plastikowie, metalowe, elektroniczne i mechaniczne; niektóre dla odbiorców detalicznych, pozostałe dla innych producentów, a jeszcze inne dla rządu Stanów Zjednoczonych.

Na początku ta koncepcja dobrze sprawdzała się w przypadku Gaine Parker. Jeżeli potrafisz wytwarzać sedesy, które zadowolą klientów popularnej sieci Woolworths, spłynie do ciebie strumień pieniędzy. Jeżeli potrafisz wyprodukować taki, który zadowoli rząd Stanów Zjednoczonych, spełniając wymagania specyfikacji wojskowego sedesu — a zapewniam was, że istnieje coś takiego, jak wojskowy sedes, który należy wykonać zgodnie ze specyfikacją o długości na oko trzydziestu stron A4 — jeżeli potrafisz to zrobić, to pieniądze spłyną do ciebie strumieniami z przodu, z tyłu, z boku, a nawet z góry; i tak milion razy.

Firma Gaine Parker akurat nie produkowała sedesów. Wytwarzała bardzo mały elektroniczny przełącznik, który pozwalał na zrobienie czegoś sprytnego z półprzewodnikami. Poza tym, że stanowił niezbędny element termostatów w urządzeniach klimatyzacyjnych, znalazł również zastosowanie w mechanizmie chłodzącym nowego typu agregatu diesla budowanego w oparciu o wojskowe specyfikacje. W ten sposób w lutym 1972 roku Gaine Parker i Aleksander Woolf zostali podwykonawcami Departamentu Obrony USA.

Kontrakt przyniósł firmie niezliczone korzyści. Pozwalał, a wręcz zachęcał Gaine Parker do ustalenia ceny za sztukę na poziomie osiemdziesięciu dolarów, gdy normalnie mogliby się cieszyć, gdyby dostali pięć. Do tego kontrakt z armią stanowił dla innych gwarancję niezawodności i jakości, dzięki czemu pod drzwi Woolfa zjechali z całego świata nabywcy małych, sprytnych przełączników.

Od tej chwili wszystko szło po myśli Woolfa. Jego pozycja wśród producentów wyposażenia wojskowego stopniowo rosła, a wraz z nią rosły kontakty z bardzo ważnymi osobami, które rządziły tym światem, a które w związku z tym można spokojnie określić jako panów całego świata. Uśmiechali się do niego, dowcipkowali, przyznali mu członkowstwo w klubie golfowym St Regis na Long Island. Dzwonili do niego o północy i ucinali sobie długie pogawędki o tym i o owym. Zapraszali go na żaglówki w Hamptons i, co ważniejsze, przyjmowali również jego zaproszenia. Wysyłali jego rodzinie kartki na Boże Narodzenie, później prezenty, a w końcu podejmowali go na uroczystych kolacjach na dwieście osób organizowanych przez Partię Republikańską, gdzie większość rozmów dotyczyła deficytu budżetowego i gospodarczego odrodzenia Ameryki. Im wyżej się piął, tym więcej dostawał kontraktów i tym bardziej kameralne stawały się kolacje. Aż wreszcie coraz mniej miały one wspólnego z polityką partyjną, a coraz więcej z realną polityką, jeżeli wiecie, co mam na myśli.

1 ... 69 70 71 72 73 74 75 76 77 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)